czwartek, 7 kwietnia 2011

Richard Paul Evans "Szukając Noel"


Szukając Noel to amerykański bestseller sprzedający się w milionach egzemplarzy, jak niemal każda z powieści pióra R.P. Evansa. O pisarzu tym śmiało można powiedzieć, że kroczy szlakiem przetartym przez, w wielu względach pokrewnego mu, brazylijskiego guru nastrojowych opowieści – Paulo Coelho. Jednakże ilość sprzedanych egzemplarzy to nie jedyna wspólna cecha łącząca tych autorów. Obaj promują świat pozytywnych wartości, które można odnaleźć w zbrukanym i wrogim człowiekowi otoczeniu. Zarówno Evans jak i Coelho poddają swoich bohaterów licznym (czasem nadliczbowym) cierpieniom i próbom, które należy pokonać w celu znalezienia odpowiedzi na pytania nękające zagubione dusze protagonistów. Czytelnik śledzący te wzruszające zmagania często identyfikuje się z bohaterami, którzy są do niego podobni z powodu okazywanej przez nich słabości, uleganiu pokusom, niestałości i ogólnie przyjętej chwiejności ludzkiego charakteru. Nieraz łzawe zakończenia tych historii dowodzą tego, że nawet nie do końca szczęśliwy finał może przynieść wytchnienie głównemu bohaterowi, jeśli tylko dojdzie do zgody z samym sobą.

Nigdy nie przepadałam za powieściami wychodzącymi spod pióra P. Coelho. Uważam, że takiego typu literatura jest niezwykle problematyczna. Często bowiem prezentuje pustotę intelektualną ukrytą za fasadą usilnie promowanej pozytywności i optymizmu. Wykreowany przez nią świat to fabrykacja korzystająca z najbardziej oklepanych i wytartych frazesów zamykająca czytelnika w hermetycznym świecie narzucanych poglądów – rzeczywistości współcześnie przewartościowanej. Nie podoba mi się promowanie wartości o których decyduje większość, co stawia autora, bohaterów i samego czytelnika w sprzeczności z forsowaną przez owe książki ideą nakłaniającą do indywidualnego i niezależnego rozwoju. Ważne jest bowiem, by czytelnik zachował własne spojrzenie na prezentowane przez autora zagadnienia, nie dając się złapać w pułapkę zwykle prostych i powierzchownych odpowiedzi.

Powieść R.P. Evansa Szukając Noel można zakwalifikować do wyżej wymienionego typu literatury. Książkę przenika melodramatyzm, który z jednej strony nie jest niczym nowym dla XX-wiecznej prozy i dramatu amerykańskiego. Tutaj jednak zdecydowanie przypomina jakością niewysokich lotów sitcomy. Z drugiej strony sama opowieść warta jest uwagi, co może potęgować fakt jej potwierdzonego autentyzmu. Na wstępie książki autor zaznacza, że postać głównej bohaterki Macy była wzorowana na osobie i losach jednej z jego znajomych.

Macy to postać wysoce tragiczna, pochodząca z rozbitej rodziny (za co w dużej mierze odpowiadają władze opieki społecznej) zmuszona do życia w znęcającej się nad nią rodzinie zastępczej. Co najgorsze, dziewczynka została rozdzielona ze swoją młodszą siostrą i straciła z nią wszelki kontakt. Kiedy po latach próbuje ją odnaleźć okazuje się, że nie pamięta nawet jej imienia. Wtedy to w jej życiu pojawia się Mark, były student, poróżniony ze swoim ojcem. Kiedy spotyka Macy po raz pierwszy właśnie zmierza do domu, by poddać się próbie samobójczej. Od tego momentu dwójka bohaterów rozpoczyna wspólne poszukiwania zaginionej siostry Macy przez co zbliża się do siebie i nabiera sił do walki z własnymi słabościami i zaszłymi urazami. Po wielu wzlotach i upadkach na protagonistów czeka w miarę szczęśliwe zakończenie, aczkolwiek nie pozbawione lekkiej dozy goryczy.

Szukając Noel zdecydowanie porusza ciekawe problemy, które nieraz nawiedzają życie człowieka. Osobiście spodobał mi się wątek odważnej krytyki systemu opiekuńczo-prawnego istniejącego w Stanach Zjednoczonych, który często zamiast wspomagać rodziny niszczy je w najbardziej okrutny i nieracjonalny sposób. Nie wystarczy to jednak by uczynić z Noel książki jakościowo dobrej. Zarówno język, sposób prowadzenia narracji jak i prezentacja bohaterów nie znamionują wysokiej klasy. Książkę Evansa czyta się jak próbny scenariusz do familijnego dramatu obyczajowego z jakich produkcji słynie kinematografia amerykańska. Nie umniejsza to jednak popularności jego prozy. Dogodnie oswaja bowiem lęki i cierpienia ludzi, przekuwa tragedię w jeden z epizodów, który może przydarzyć się w życiu człowieka, ale zawsze znajdzie swoje szczęśliwe zakończenie. Emanuje typowym dla tej prozy przesadnym optymizmem i schematycznością. Czytelnik musi więc sam zdecydować, czy odpowiada mu takiego rodzaju literatura.

/Recenzję napisała Igirisu/

Możesz kupić tutaj: Szukając Noel

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
Wymiary: 123 x 174
ISBN: 9788324016167
Tłumaczenie: Bartosz Gostkowski

1 komentarz:

  1. Po tym, co napisałaś czuję się jak głupek, nie znając jeszcze tego autora...

    OdpowiedzUsuń