środa, 6 lipca 2011

Jujja i Tomas Wiesalander, Sven Nordqvist "Mama Mu na rowerze i inne historie"


Na widok nowych przygód Mamy Mu Janek wpadł w zachwyt. Na półkach stoi Mama Mu na huśtawce i dzieci bardzo tę książkę lubią – czytać i po prostu przeglądać. Duży format i sporo obrazków to swoisty lep dla najmłodszych, którzy dopiero wprawiają się w słuchanie. Obrazek pozwala przykuć ich uwagę na tyle długo, by rodzic zdążył przeczytać tekst. W przypadku antologii Mama Mu na rowerze i inne historie jest nieco inaczej. Zebrano tu dwanaście opowieści o szalonej krowie i jej wronim przyjacielu. Tekst zdecydowanie przeważa. Do każdej historyjki dołączono tylko jedną, większego formatu, ilustrację. Poszczególne strony (brzegi stron) są co prawda okraszone krowio-wronimi detalami, ale to już jednak nie to samo. Janek przyzwyczajony do obrazków nie mógł się skupić na słuchaniu, pewny tego, że na następnej stronie będzie kolejna ilustracja przedstawiającą bohaterów. Starsza czytelniczka nie miała już takich problemów, co oznacza mniej więcej tyle, że ma wyrobioną fantazji potrafi sobie scenki namalować w głowie.

Jak już wspomniałam, możemy poznać dwanaście nowych przygód. Podzieliłabym je tematycznie na dwie grupy. Część (Mama Mu na rowerze, Mama Mu nurkuje, Mama Mu tańczy) skupia swoją uwagę na krowie, która chce doświadczać czegoś nowego, która ma dość skubania trawki. Mama Mu odważnie i z wielką ciekawością wchodzi w nowe przygody. Podgląda dzieci, a potem sama próbuje. Jedzie nawet do miasta i do biblioteki! Oczywiście od pomysłów odwodzi ją Pan Wrona, który twierdzi, że po prostu krowy nie potrafią i nie powinny pewnych rzeczy robić. I to zrzędzenie jest swoistym młynem na wodę. Im bardziej wrona uważa, że się nie da, tym bardziej krowa udowadnia, że jednak się da. Myślę, że przygody te zostały pomyślane tak, aby dodawać dzieciom odwagi. Jeśli Mama Mu mogła nauczyć się jeździć na rowerze, nurkować, to dlaczego ja-przedszkolak bym nie mógł.


Druga część przygód skupia się bardziej na postaci Pana Wrony (co uwidacznia się już w tytule – Tyrysowron, Szary, Latająca Rybka). Okazuje się, że i on ma swoje tęsknoty (chce na przykład zdobyć odznakę) oraz dziwactwa (twierdzi uparcie, że jego mama była tygrysem, więc i on powinien się skradać na kaczki). Te opowiadania są zdecydowanie bardziej absurdalne, przy czym jest to absurd słowny, a nie sytuacyjny. Nie tyle tutaj coś się dzieje, co raczej rozmowy dwojga bohaterów zjeżdżają w dziwne rejony:)

Starsze dzieci, które lubią malować, możemy zainspirować, by stworzyły własne ilustracje do książki. W ten sposób mogłyby powstać autorskie książeczki:) Zachęcam!

Możesz kupić tutaj: Mama Mu na rowerze i inne historie

Ilustracje: Sven Nordqvist
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 128
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zakamarki
Wymiary: 16 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-7776-003-1

1 komentarz:

  1. My zachwycamy się od czerwca i Julia niezmiennie uwielbia lekturę nowych opowiadań o Mamie Mu i Panu Wronie. Bardzo serdecznie polecam :-)

    OdpowiedzUsuń