poniedziałek, 21 listopada 2011

Mario Vargas Llosa "Fonsito i księżyc"


Nie wiem, o czym dziś pisać recenzję – czy o książce Llosy, czy o szanownej blogosferze. Powinnam o tym pierwszym, ale niesie mnie ku temu drugiemu…

Obawiałam się tej książki. Jeśli przeczytaliście choć jedną książkę Noblisty, doskonale wiecie, że jego pisanie wyrasta z erotyzmu. Bohaterowie Llosy to postaci o pożądliwych oczach. Ha, żeby tylko… jego postaci bawią się seksem, wchodzą w wyuzdanie i perwersję. Autor wznieca ogień pożądania tak w bohaterach, jak i – koniec końców – w czytelniku. Trudno mi było sobie wyobrazić, że Llosa umie się powstrzymać, że potrafi zapanować na swoim rozbuchanym piórem, pisząc rzekomo dla dzieci. Dlatego z lękiem czytałam Fonsito i księżyc. Po lekturze pozostał mi pewien niesmak.

Jestem pewnie jedyną osobą na świecie, która nie będzie się rozpływała nad Fonsitem.... Z ogromną ciekowością przejrzałam blogosferę, aby zobaczyć, jak czytają inni. To, co mnie ruszyło najbardziej, to infantylizm czytających. Rozumiem, że można nie wyłapać kontekstów – nie wszyscy muszą znać twórczość Llosy. Bo spieszę tu donieść, że Fonsito… koresponduje z Pochwałą macochy i Dziennikami don Rigoberta. Że Fonsito, ten uroczy cherubinek (także ten z okładki), to niezły drań. Bo jeśli ktoś potrafił zbałamucić macochę, nawiązać z nią relację więcej niż czułą, to cóż może oznaczać chęć zdobycia pocałunku (w policzek) najładniejszej dziewczynki w klasie. Serce Fonsita bije w piersi i w jednym, i w drugim przypadku bardzo mocno…

Przecież nie trzeba tak czytać, przecież nie trzeba być wobec autora aż tak nieufnym i podejrzliwym – powiecie. Przesadzam – powiecie. Oczywiście, że mogłabym czytać na poziomie: „z miłości człowiek potrafi zrobić nawet to, co zdaje się niewykonalne” (o jakiej miłości w przypadku dziecka, które chce pocałować koleżankę mowa?) albo „autor zachęca nas do odkurzania własnych wspomnień”… I że to piękny podarunek dla osoby ukochanej. Dla mnie Llosa jest mistrzem prowokacji i wodzenia czytelnika za nos. Bo kiedy czytasz jego książkę, to wydaje ci się, że wszystko jest w najlepszym porządku, jest zabawnie i przyjemnie, a na końcu okazuje się, że siedzisz po uszy w szambie. Podobnie zresztą jak i jego bohaterowie.


Możesz kupić tutaj: Fonsito i księżyc 

Ilustracje: Katarzyna Borkowska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324017409
Tłumaczenie: Marzena Chrobak

6 komentarzy:

  1. Zwróć uwagę, że wielu recenzujących Fonsita NIE MA DZIECI. Podejrzliwym trzeba być zawsze - wiele książek ma z założenia demoralizować (np książki z nurtu chick lit) albo dezinformować.

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie ma znaczenia, że nie mają dzieci. Mój zarzut wobec recenzujących był inny (ukryty między wierszami, żeby jednak nikogo nie urazić).:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Naczynie gliniane- moim zdaniem trochę jednak ma to znaczenie. Jeśli masz punkt odniesienia - w postaci realnego dziecka (własnego, bądź takiego, na którego wychowaniu ci zależy), 3 razy się zastanowisz, zanim zareklamujesz książkę, ktora rozwija wyobraźnię dziecka w nieporządanym kierunku.
    Ale już nei drążę, bo jeśli Twoja notka jest zawoalowaną informację dla niektórych blogerow, to i tak jej nie zrozumiem bez znajomości ich recenzji:).

    OdpowiedzUsuń
  4. :) ja też nie trawię tego pisarza :) Ty piszesz o nim nienajlepiej, a jednak odwołujesz się do jego twórczości, a więc do niej wracasz. Po co, skoro wiesz, co się po tym Autorze spodziewać? Anka

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że z ciekawości. Przeczytałam Szelmostwa... bo dostałam w prezencie. Potem Pochwałę macochy, bo po jednej książce ocenić twórczość pisarza raczej trudno. Potem Fonsito, bo byłam ciekawa, jak ten pisarz napisze dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń