środa, 16 stycznia 2013

Markus Zusak "Złodziejka książek"


Złodziejka książek kusiła mnie od jakiegoś czasu. Do biblioteki chodzę regularnie. Nigdy nie planuję, co wypożyczyć, bo zbiory u nas są raczej skromne. Zatem przechadzam się między regałami i czekam aż któraś z książek powie mi: „dziś na mnie kolej”. Złodziejka książek rzuciła mi się w oczy już dość dawno temu. Być może był to kościotrup w powłóczystej szacie na grzbiecie książki? Albo intrygujący tytuł? W każdym razie zawsze mówiłam tej książce „nie”. Myślę, że bałam się ilości stron (500) – przy czwórce dzieci człowiek ma ograniczoną ilość czasu na rozrywki. Choć po czasie stwierdzam, że dziwne było to moje tłumaczenie, bo przecież wypożyczałam w tym czasie książki równie pojemne.

Jednak się skusiłam – a co tam, raz kozie śmierć. Jak dobrze, że to zrobiłam!

Dawno nie czytałam tak dobrej książki!

Złodziejkę książek pokochałam za kilka rzeczy. Oto one.

Język! Język niemiecki. Nie lubię bardzo tego języka, a jednak Zusak odkrył przede mną jego specyficzne piękno. Uśmiejecie się, ale jest to piękno, które tkwi w przekleństwach. Przoduje w nich Rosa Hubermann, przybrana mama tytułowej bohaterki, Liesel Meminger. Doczytawszy do połowy książki, czytelnik zaczyna swoich domowników tytułować „Saumensch” bądź „Saukerl”, ewentualnie jeszcze „Arschloch”. Gdy mu się coś nie uda, mamrocze pod nosem „scheisse”, bo jest pewien, że żaden język świata tak adekwatnie nie odda uczuć, jak właśnie język niemiecki.

Bohaterowie! Niemcy. Obywatele niemieccy w czasie drugiej wojny światowej. Liesel Meminger, Rudy Steiner, Rosa i Hans Hubermannowie, Pani Hotzapfel, żona burmistrza…

I narrator! Śmierć. To ona odmalowuje portrety postaci, pokazuje relacje. Zdradza przyszłość swoich bohaterów, bo to, co najbardziej ją interesuje, to motywacja, to powody, dla których ludzie robią to, co robią, a nie sensacja. Dlatego zawczasu dowiadujemy się, że Rudy Steiner, ten chłopak o cytrynowych włosach, nigdy nie skradnie Liesel pocałunku. Dopiero kiedy bomby spadną na Himmelstrasse nocą i śmierć będzie mogła zabrać duszę chłopaka, aby unieść ją ponad miasto, Złodziejka książek ucałuje swego najlepszego przyjaciela. Narratorowi, Śmierci trudno odmówić serca. Wyraźnie darzy uczuciem tych, o których opowiada. Zaraża tymi emocjami czytelnika. Dlatego gdy ten dojdzie do ostatnich stron książki, trudno powstrzymać łzy. Nie ma w nich nic z sentymentalizmu ani ckliwości. To łzy z bezsilności, którą odczuwa czytelnik. Śmierć mówi:

Dużo rzeczy miałbym do powiedzenia złodziejce książek, i o ludzkim pięknie, i o ludzkiej brutalności. (…) Chciałem jej powiedzieć, jak stale mi się zdarza nie doceniać ludzkiej rasy albo ją przeceniać. Najgorzej ze sprawiedliwą oceną. Chciałem ją zapytać, jakim sposobem te same rzeczy mogą się wydawać równie obrzydliwe i równie wspaniałe, dlaczego te same opowieści bywają równie wstrętne i równie cudowne. 
„USA Today” (jak czytam na okładce) ponoć napisało, że „Markus Zusak nie przeżył II wojny światowej ani Zagłady, a mimo to jego Złodziejka książek zasługuje na miejsce obok Dziennika Anny Frank”. Nie wiem, co tam „USA Today” miało na myśli, ale intrygującym byłoby zestawienie tych dwóch książek. Niemiecka dziewczynka i żydowska dziewczynka wrzucone w wir historii, która odbiera im wszystko, co kochają. Obie kochają słowa. Obie po prostu kochają. Czym zawiniły?

O Holocauście, o Tej wojnie napisano wiele książek. To pierwsza książka, którą czytam, pokazująca Ten czas z perspektywy niemieckiej.

I bardzo żałuję, że nie potrafię napisać tak dobrej recenzji, na jaką tak książka z całą pewnością zasługuje.

Strona autora.



Możesz kupić tutaj: Złodziejka książek

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 153 x 233
Oprawa: miękka
 Ilość stron: 494
Rok wydania: 2008
ISBN: 9788310120588

16 komentarzy:

  1. To ja się wybiorę do biblioteki :) Wiem, w którym miejscu ją zastanę - bo przechodziłam obok niej wielokrotnie, z podobnym nastawieniem, jak Ty :)

    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja także płakałam, czytając tę książkę. I faktycznie: trudno jest o niej napisać tak, by nie sprofanować. Olu, ja także polecam.:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja skrytykuje. Dobrze napisana, dobry pomysl,to co sie wydawalo najbardziej karkolomne (narrator) - udane.
    Ale to co najtrudniejsze - autor sie po tym przesliznal. Niewatpliwie ma tu znaczenie fakt, ze ksiazka jest przeznaczona dla mlodziezy, ale mimo wszystko... - i w tym sensie ma w sobie elementy, ktore moga zaszkodzic, wlasnie dlatego ze tak upraszcza, stwarzajac rownoczesnie wrazenie ze Tu Sie Porusza Trudne Sprawy Bez Woalowania. Nie porusza, tylko je muska i to jest wada akurat w tej ksiazce. Efekty widac. Wlasnie po lekturze tego typu ksiazki dziennikarz powaznego pisma mogl napisac na powaznie, ze Liesel mozna porownac z Anna Frank. Ja wiem, ze to okropne, porownywac kto bardziej cierpial, wiem, ze najbardziej zawsze cierpia niewinni i na mysl o cierpieniu jakiegokolwiek dziecka wszystko sie we mnie zwija w wezelki a rece zaciskaja w piesci - ale to porownanie jest po prostu nie na miejscu. I wlasnie Zlodziejka stepia tego typu wrazliwosc i pozwala porownywac fikcyjna dziewczynke, ktora przezyla wojne mogac sie cieszyc swobodnym oddechem i wzgledna swoboda poruszania sie a potem dozyla szczesliwej starosci na drugiej polkuli z realna dziewczynka ktora przezyla czesc okupacji scisnieta z cala rodzina i rzadkiem sloikow na mocz w jednym pokoju a potem zginela w obozie zaglady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. Mnie się wydaje, że właśnie "Złodziejka..." nie pretenduje do miana książki, która porusza Trudne Sprawy - wręcz przeciwnie. To jest właśnie książka, która zawiera w sobie wojnę, a nie mówi o niej bezpośrednio, to muskanie to jej największa zaleta, bo w końcu powstała książka z literatury wojennej, która nie jest tak szalenie patetyczna i najeżona banałami o życiu.

      Porównywanie fikcji literackiej do literatury faktu nigdy się nie sprawdza, to zupełnie inna kategoria. Nie mam pojęcia dlaczego miałoby się porównywać "Złodziejkę..." do Anny Frank.

      Usuń
    2. Historia Liesel jest potencjalna. Jestem pewna, że wiele niemieckich dziewczynek straciło wówczas swoją rodzinę, swoje marzenia, wszystko co kochało. Dlaczego? Bo przyszedł Pan z wąsikiem, który coś sobie ubzdurał.
      Niewiele się pisze - tak mi się zdaje - o cierpieniu Niemców w tym czasie. Mamy ich za zbrodniarzy, cały naród. A to przecież nieprawda.
      Moim zdaniem Zusak bardzo delikatnie pokazuje, że Niemcy też mieli swój udział w cierpieniu.
      Jest nawet jedno zdanie o tym takie wprost, jak znajdę to wkleję wieczorem.
      Oczywiście, że zestawienie kogoś fikcyjnego z realnym nie jest poprawne, ale też nie jest całkiem nieuzasadnione, bo jak napisałam na początku - ta historia jest potencjalna.

      Usuń
    3. miało być " pan z wąsikiem", a nie "Pan"

      Usuń
    4. Nie do konca rozumiem, co w tym kontekscie znaczy slowo potencjalna. Jesli "fikcyjna" to ja wlasnie o tym mowie, ze to troche dziwne porownywac fikcyjna historie z calkowicie realna droga krzyzowa.

      Nie zgodze sie, ze o cierpieniu Niemcow malo sie pisze. Kruczkowski napisal Niemcow w 1948 roku bodajze i postac Ruth byla szlachetna i odwazna.Z ostatnich publikacji wystarczy wspomniec Lektora czy Chlopca w pasiastej pizamie. W Niemczech funkcjonuje wrecz pojecie "skrzywdzonego narodu niemieckiego". Jest to oczywiscie kruchy bardzo lod i temat na inna dyskusje - powiem wiec tylko tyle, ze kiedy na jednym z niemieckich uniwersytetow moja przyjaciolka prowadzila cykl zajec o II wojnie swiatowej (to byly dwa kursy - Polskie Panstwo Podziemne i Obozy koncentracyjne) i uzywala okreslenia Niemcy ktorys ze studentow poprawil ja bardzo stanowczo "Nie Niemcy, tylko nazisci". Moja przyjaciolke z lekka zatchnelo i wytlumaczyla rzeczonemu studentowi, ze porazajacy procent spoleczenstwa niemieckiego do partii nazistowskiej nalezal i spora czesc tych ludzi szczerze wierzyla w idee Lebensraumu. Jakkolwiek mozna przyjac ze statystyczny Schmidt mogl nie wiedziec do czego nazisci sie posuwaja w celu wcielenia w zycie tej idei - sama idee podzielal. Uzywanie okreslenia Niemcy zamiennie z okresleniem nazisci jest wiec niestety statystycznie poprawne, choc rzecz jasna nie mowi o konkretnych jednostkach, bo oczywiscie bywaly wyjatki, w tym ludzie ktorzy musieli uciekac albo wrecz zyciem placili za swoj opor (jak rodzenstwo Scholl czy Dietrich Bonhoeffer). Okazalo sie ze jej zajecia - przez to wylacznie ze nazywala sprawy po imieniu - zasluzyly na opinie kontrowersyjnych i cieszyly sie ogromna popularnoscia.

      Mimo wszystko wole Rusinka i jego Zaklecie na w.

      Usuń
    5. Do Niny: Powiem w ten sposob - mozna musnac problem tak jak sie muska powierzchnie wody rzucajac niewielki kamyk - i wzbudzic wiele kregow na powierzchni a wrecz wzburzyc cos glebiej. Bardzo podziwiam pisarzy,ktorzy to potrafia. Ale mozna muskac bo czlowiek woli nie wchodzic zbyt gleboko, to za trudne. Takich rzeczy nie lubie i u Zusaka moim zdaniem mamy do czynienia wlasnie z taka tendencja.

      Wojna ma to do siebie, ze pyta o sprawy najprostsze i z tego wlasnie powodu w czasie pokoju mowienie o tym moze sie wydac patetyczne. Pytanie czy zaryzykujesz zyciem aby chronic przyjaciela jest nieznosnie patetyczne dopoki nie stanie sie calkowicie realne. A sprawy najprostsze czesto sa banalne.
      Jeden z powstancow warszawskich wspominal swoja przyjaciolke naprawde wielkiej urody, zlotowlosa rusalke. Zostala postrzelona w Powstaniu. Kiedy trzymal ja za reke w tych ostatnich chwilach powiedziala po prostu "Slodko jest umierac za ojczyzne". Kiedy wyniesli cialo aby ja pochowac na podworzu rozpuscili jej wlosy - bo to sie wydawalo najwiekszym protestem przeciwko bezsensowi tego wszystkiego. Banal oczywiscie i nieznosnie patetyczny kiedy sie patrzy z zewnatrz.

      I to nie ja zestawilam Liesel z Anne Frank. To jakis dziennikarz po lekturze Zlodziejki uznal ze jest to w pelni uzasadnione. Wlasnie przeciwko temu protestowalam. Ta ksiazka sprawia ze zbyt latwo jest dojsc do takich wlasnie wnioskow i porownan.

      Usuń
  4. Ja też jestem zakochana w "Złodziejce książek" - w pomyślę, w treści, ale też w dużej, w ogromnej mierze w formie... Ta książka w książce to dla mnie coś magicznego.
    I też jestem zdania, że Zusak nie chciał poruszyć Trudnych Spraw, że nie chciał rozliczać się z wojną, nie chciał Anno-Frankowo-dziennikować. Chciał napisać dobrą powieść, której wyjściem stanie się historia niemieckiej dziewczynki - udało mu się moim zdaniem...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś ktoś pożyczył mi tę książkę. Przeczytałam i .. zakochałam się w niej! Wiedziałam, że muszę ją mieć - WŁASNĄ! No i mam i wiem, że niebawem do niej wrócę. A obok stoi POSŁANIEC, tego samego autora. Też bardzo polecam!pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałaś "Posłańca"? Podobało CI się?

      Usuń
  6. Również z perspektywy niemieckiej, tym razem z perspektywy dziecka, ukazany jest problem w książce "Chłopiec w pasiastej piżamie". Myślę, że po lekturze "Złodziejki książek" mogę Ci ją polecić jako kolejną i że Cię nie rozczaruje.
    Jeśli chodzi o "Złodziejkę ..." zaskoczył mnie bardzo pomysł prowadzenia narracji (Śmierć), oraz urzekła plastyczność opisów, szczególnie w momentach, gdy opowiadający koncentrował się na barwach i odchodzeniu poszczególnych dusz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecenie książki - ciekawe tyko, czy znajdę ją w naszej bibliotece.
      "gdy opowiadający koncentrował się na barwach i odchodzeniu poszczególnych dusz" - tak, od razu powodują, że czytelnik inaczej postrzega też śmierć, ma szanse ją nieco oswoić. Że odchodzenie, śmierć nie musi być zła, bolesna czy trudna.

      Usuń
  7. A ja przeczytam, choć młodzieżą nie jestem, ten tytuł mnie bez reszty "prześladuje. Jestem pierwszy raz na Twoim bogu i co widzę?

    OdpowiedzUsuń
  8. O "złodziejce..." czytałam już wiele razy, nigdy jednak nie wpadła mi w ręce, chyba muszę poprosić panie z biblioteki, zeby w końcu zamówiły.
    Fajny blog, zapraszam do siebie
    http://dzieciaczkowe-ksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń