poniedziałek, 25 marca 2013

Aleksandra Polewska "Wielkie małe kobietki"


Na skutek czytania literatury dziecięcej dorobiłam się pewnego zboczenia. Mianowicie na dzień dobry jestem nastawiona na węszenie. Po okładce, po tytule domyślam się tematu, a przede wszystkim tez, które autor będzie stawiał, propagował, wykładał, wkładał... Mam mocne przekonanie, że nachalny dydaktyzm uprawia się w literaturze dla maluchów do dziś, tyle że cele się nieco zmieniły. Więc tytuł „Wielkie małe kobietki” zapalił w mojej głowie lampkę „feminizm w krótkiej spódniczce”. Że oto Polewska się uparła, by małe dziewczynki wysyłać na manify, by zachęcać je do wywieszania w pokoikach sztandarów z hasłami wyzwoleńczymi. Na szczęście to pewne napięcie, z którym wchodziłam w lekturę, opadało z każdym kolejnym słowem.

Bo w gruncie rzeczy Polewska opowiada o człowieku. I choć na tapetę bierze historie (epizody z życia; czy prawdziwe? – tego nie wiem [próbowałam sprawdzić, potwierdziła się w pewnym stopniu historia o Piaf]) pięciu wielkich (jaką miarą mierzymy tę wielkość?) kobiet (Maria Skłodowska-Curie, Coco Chanel, Agata Christie, Edith Piaf, Audrey Hepburn), tak naprawdę opowiada o słabości, trudach, niedostatkach, cierpieniu, ale też i pasji, zacięciu, uporze, a żeby było ciekawiej – to odwołuje się do losów znanych kobiet.


Mnie najbardziej zafascynowała historia Edith Piaf. Nie tylko dlatego że objawiła się w tej opowieści jeszcze jedna naprawdę wielka kobieta – Teresa z Lisieux. Także dlatego że autorka ten trudny fragment życiorysu opowiada z taką elegancją, tak ciepło, aż chce się wiedzieć więcej. Ale i pozostałe historie czyta się bardzo dobrze.

 Lektura „Wielkich małych kobietek” stawia dorosłemu czytelnikowi kilka pytań. Zaprasza do refleksji. Mnie na przykład zaprosiła do tego, by zastanowić się nad wielkością człowieka i nad sukcesem. Czy mój życiorys można by określić mianem wielkiego? Po ludzku pewnie nie. Czy osiągnęłam jakiś sukces? Po ludzku pewnie nie. A jednak! Może ktoś mi zarzuci megalomanię – uważam, że i moje życie jest wielkie. Skromnie wielkie – by się posłużyć tym oksymoronem:)


Jestem też ciekawa, czy Poklewska wchodzi w jakiś dialog swoją opowieścią z „Małymi kobietkami” Louisy May Alcott. Ponieważ tej drugiej nie czytałam, notuję ją na liście do wypożyczenia przy najbliższej okazji. Być może wtedy uzupełnię jeszcze ten wpis.


Możesz kupić tutaj: Wielkie małe kobietki 

Ilustracje: Ola Krzanowska
Wydawnictwo: Czerwony Konik 
Wymiary: 150 x 200 x 14
Oprawa: twarda
 Ilość stron: 120
Rok wydania: 2012
 ISBN: 9788393393411

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz