wtorek, 9 lipca 2013

Eliza Piotrowska "Ciocia Jadzia. Szkoła"


Nie wiem, czym się w tym poście zająć – książką czy jej autorką.

Mam ewidentne problemy ze sklasyfikowanie twórczości Elizy Piotrowskiej. To autorka, która – w moim odczuciu – ma ciut talentu i bardzo duże parcie na księgarskie półki. Są teksty, których Eliza Piotrowska powinna się wstydzić („Pierwsza Książka Mojego Dziecka”), są takie, z których może być dumna czy choćby zadowolona („Paproch”, „Bajka o czasie”), są też i jakieś dziwne tłumaczenia („Tupcio Chrupcio”). Rzuca się trochę autorka na różne propozycje, ku różnym zadaniom. Pamiętam moją mailową rozmowę z Pawłem Pawlakiem, który odmówił wzięcia udziału w konkursie na PKMD raz z racji ciekawszych rzeczy do zrobienia, stworzenia, dwa – „wystraszyły mnie założenia projektu, z których odczytałem oczekiwanie na tradycyjną, grzeczną, bezpieczną ilustrację, przy ocenie której poziom estetyczny nie będzie najważniejszym kryterium”. Niektórzy jednak nie odmawiają. Ze szkodą dla siebie.


„Ciocia Jadzia. Szkoła” jest dobrą realizacją. Widać tu, że autorkę stać na więcej. Opowieść Piotrowskiej (narracja) ma swoje charakterystyczne cechy. Narratorem jest tu dziewczynka, która opowiada żywo, więc akcja posuwa się sprawnie. Bohaterka zachowuje się jak „mały dorosły”. Przede wszystkim ciągle coś czytelnikowi tłumaczy:
„Depresja to choroba, którą leczy się czekoladą” (moja córka dziko zaczęła się śmiać),
„Pogłos to jest głos, który oddzielił się od człowieka”,
„Sedno to ta część historii, na którą czeka się najbardziej”.
W tych definicjach pobrzmiewa głos dorosłego, który z cierpliwością próbuje tłumaczyć co i jak. One też, stanowiąc pewien przerywnik w opowieści, wprowadzają element humorystyczny. Ot, czytelnik się uśmiecha.

Mała narratorka oprócz tego, że jest małym wszystkowiedzącym dorosłym, jest też w rzeczy samej nieświadomym niczego dzieckiem, który ciągle się dziwi.
„Było mi trudno wyobrazić sobie ciocię Jadzię w szkole (może dlatego, że jest taka duża), ale jeszcze trudniej – że pilnuje porządku”.
Oczywiście i to wprowadza element humorystyczny.

Ciocia Jadzia jest ciekawą postacią. To rozumiejący dorosły – w odróżnieniu do nerwowej pani Scholastyki, która zachowuje się jakby połknęła kij, czy nieco wystraszonej i nieśmiałej pani Amelki – wychowawczyni. Ciocia Jadzia – woźna w szkole narratorki – ma receptę na wszelkie problemy, jest wyrozumiała i pomysłowa. Dzieci w szkole kochają ją za ciuchy z lumpeksu, motor jej narzeczonego, Zenka i wygraną w konkursie radiowym. Generalnie kochają ją za luz.


Nie kupuję zupełnie obrazków Elizy Piotrowskiej. Poza tym, że mnie się najzwyczajniej w świecie nie podobają, dodałabym, że niczego nie wnoszą do tej opowieści. Po prostu są. Tyle że nic w nich nie ma. Ja nawet  na chwilę nie zawieszam na nich oka.

Możesz kupić tutaj: Ciocia Jadzia. Szkoła

Wydawnictwo: Media Rodzina 
Wymiary: 210 x 227
Oprawa: twarda
Ilość stron: 56
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7278-836-8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz