czwartek, 5 grudnia 2013

Martin Widmark „Tajemnica szpitala”



Wydawnictwo Zakamarki na okładce książek z serii „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” informuje, że kolejne części od kilku już lat wybierane są książką roku przez szwedzkie dzieci. Myślę, że fakty pozwalają zmienić ten zapis. Śmiało można informować, że Lasse i Maja podbili serca polskich czytelników. O książkach z tej serii bowiem słyszę od kilku lat. Gdzie by nie zapytać (no może „gdzie by” jest lekką przesadą, ale w jakimkolwiek środowisku ludzi czytających książki dziecięce): a co polecacie do czytania dzieciom pierwszych klas szkoły podstawowej? – zawsze w końcu pada: „Biuro detektywistyczne…”. Moja córka, kiedy zobaczyła okładkę „Tajemnicy szpitala”, wyskoczyła z tekstem: „ A Maja K. przyniosła do szkoły taką książkę, tylko że na okładce była szkoła” (pewnie chodziło o „Tajemnicę szkoły”). O książkach też słyszałam w Zagadkowej Niedzieli. Nie mogło być więc inaczej. Musiałam TO sprawdzić.

Opowieść o przygodach Lassego i Mai to najprawdziwsza, najpoważniejsza w świecie powieść detektywistyczna z większością jej cech gatunkowych. Mamy więc detektywów-amatorów, a tym przypadku co wyjątkowe są nimi dzieci – Lasse i Maja. Zawodowy detektyw, którym jest komisarz Randolf Larsson, okazuje się nie dość kompetentny. Potrafi co prawda postawić wstępne wnioski, ale na końcu pozostaje mu jedynie powiedzieć: „Niech to diabli! Ja chyba oszaleję!”. Dlatego dzieci odsyłają go na spacer, bo na świeżym powietrzu mózg lepiej pracuje, oni sami zaś zajmą się śledzeniem podejrzanych. Wprowadzenie do fabuły niekompetentnego dorosłego, popsutego dorosłego, który sobie nie radzi i oddanie sterów w ręce dziecka jest dość typowym zabiegiem w szwedzkiej literaturze dziecięcej.

Ale wróćmy do powieści detektywistycznej… Mamy przestępstwo (kradzież biżuterii), podejrzanych (sanitariusz Rolf, pielęgniarka Elisabeth i doktor Moberg), i zagadkę do rozwiązania (nazwaną tu tajemnicą zamkniętego pokoju). I najciekawsze: śledztwo wymaga przede wszystkim dedukcji. Dzieci co prawda próbują szukać przestępcy, zastawiając na niego sprytne sidła, jednak ostatecznie przestępca zostaje odkryty dzięki operacji myślowej, umiejętność skojarzenia faktów.

Widmark umie trzymać w napięciu. W jego powieści nie znajdziemy ani jednego zbędnego zdania. Każde kolejne popycha fabułę do przodu. Sprytne dzieciaki na pewno mają frajdę z „szukania” przestępcy wraz z Lassem i Mają. I to z całą pewnością jest ten sukces – że można się pobawić w detektywa. W dodatku tę książkę po prostu się połyka:) Dlatego lektura "Biura detektywistycznego..." może stworzyć pewien problem. Gdy Wasze pociechy się zorientują, że to seria, będą chciały mieć wszystkie części (gdyby to na mnie-dziecko trafiło, tak właśnie by się stało). A tych jest już osiemnaście, + Brązowa/Srebrna/Złota Księga, + Pamiętnik... Szykujcie portfele!

Widmark to z całą pewnością Agatha Christie w wersji dziecięcej:)


Możesz kupić tutaj: Tajemnica szpitala 

Ilustracje: Helena Willis
Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 150 x 215 x 10
Oprawa: twarda
Ilość stron: 92
 Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7776-037-6

2 komentarze:

  1. Czytałąm inną książeczkę z serii i faktycznie bardzo dobra była :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój Dominik uwielbia te książki. Kiedyś w empiku siedzieliśmy tak długo, aż przeczytał jedną do końca. Na szczęście szybko czyta:)
    Ja już finansowo nie wyrabiam na książki. Dobrze, że trochę dostajemy bo u nas biblioteki bardzo słabo zaopatrzone.
    Pozdrawiam!
    Iza

    OdpowiedzUsuń