Anna Karwińska „Puszek, Druciak, Zakładka i inne isty”


Wyobraź sobie, że masz dziecku w wieku szkolnym wyjaśnić, co to jest istota społeczna, kultura albo prawo autorskie. Trudne zadanie! – wydaje się w pierwszej chwili. Trudne dlatego, że szkoła odebrała nam kreatywność, wyobraźnię i nauczyła nas wkuwania definicji bez odniesienia ich do życia. Lektura „Puszka, Druciaka, Zakładki…” Anny Karwińskiej uświadamia mi to brutalnie. I jeszcze przed lekturą pojawia się pytanie: ale po co dzieciom tłumaczyć, co to jest kreatywność i władza? – pytanie, które zdradza wrodzony brak ciekawości świata.


Ale nasze dzieci da się jeszcze uratować! Są małe, więc głodne wiedzy, nowych doświadczeń. Wyobraźni też jeszcze nie zastąpił schematyczny sposób myślenia. Publikacja Anny Karwińskiej podpowiada rodzicom, jak wykorzystać dziecięcą ciekawość (na Śląsku mamy fajne określenie na „ciekawski”, które ciśnie mi się na usta, kiedy piszę ten tekst: "wrazidlaty"), jak wykorzystać ten moment, kiedy dziecko przychodzi z problemem i zadaje pytanie. Książka składa się z krótkich dialogowanych rozdziałów. Narratorka – zdecydowanie osoba starsza i doświadczona – utknęła kiedyś razem z nową sąsiadką w windzie. Dowiedziała się od niej, że ma bardzo ciekawską, dziewięcioletnią córkę Alicję. Następnego dnia dziewczynka przyszła do narratorki, niosąc koszyczek, a w nim Druciaka – „giętkiego osobnika złożonego ze skręconych kolorowych drucików i kilku korali”. Z kolejnych rozdziałów dowiadujemy się, że „ist” jest więcej – Puszek, Wełniczka, Zakładka. To właśnie one zadają pytania. Na przykład takie: „Czy ty wiesz, że jesteś istą?”, „Bieda jest kobietą?”, „jaki obraz jest ładny?”, „jak coś jest w internecie, to chyba jest niczyje… Czy może wszystkich?”. Pytania, które zadają stworzonka, zawsze wyrastają z konkretnych problemów. Raz dziewczynka z klasy Alicji podebrała pomysł na zadanie domowej koleżanki, innym razem do szkoły przyszedł artysta i dzieci uznały, że jego obrazy są brzydkie, jeszcze innym razem Druciak i Niciak oglądają mecz i zastanawiają się, czy Francuz, który strzela gola jest Polakiem. Sami przyznajcie – sytuacje zupełnie z życia wzięte, nic abstrakcyjnego.


Narratorka występuje tu w roli autorytetu. Prosto odpowiada na pytania, zwracając jednak uwagę na złożoność problemów, pokazując paletę możliwych rozwiązań w zależności od konkretnej sytuacji. Całość jest niezwykle ciekawa! Tym bardziej, że na końcu każdego rozdziału znajdziemy pytania, które pozwalają zagłębić się w problem, rozwijają ciekawość właśnie. Zachęca się też dzieci, by próbowały coś zrobić – zaprojektować zabawkę, ułożyć reklamę. Wyobrażam sobie, że w ten sposób właśnie odbywa się edukacja domowa, dlatego tę książkę szczególnie gorąco polecam homeschoolersom.


Ilustracje Jana Bajtlika („bajtlik” to po śląsku „portfel”) oglądam „na żywo” pierwszy raz. Przypominają plakaty – są proste, oszczędne, ale śmiałe w kolorach. Sporo w nich aluzji, co zachęca do szukania, kojarzenia z innymi tekstami kultury. Ich adresatami może być tak dziecko, jak i dorosły. Swoją drogą – postać i dorobek Jana Bajtlika, najmłodszego pokolenia polskich plakacistów zachęca do zgłębiania tematu polskiej szkoły plakatu, o której Frank Fox mówił: „Polska była krajem makabry, pudełek w pudełkach, sznurów i oczu, ciał uwięzionych i wspomnień stłumionych, urazów, "ich" i "nas". Sztuka plakatu była sposobem rozliczenia – była walką na arkuszu papieru”. A czym jest dziś?
Plakat Jana Bajtlika


Możesz kupić tutaj: Puszek, Druciak, Zakładka i inne isty  

Ilustracje: Jan Bajtlik
Wydawnictwo: Narodowe Centrum Kultury 
Wymiary: 220 x 220 x 15
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2013
 ISBN: 9788363631765

Komentarze