środa, 26 lutego 2014

Wanda Chotomska „Kurczę blade. What a cheek!”


Cztery lata prowadzenia bloga daje już pewną okazję do spoglądania wstecz i zauważania zmian. Czasem ogromnych. Kiedy zaczynałam, moich domowych czytelników było dwóch. Córka miała wtedy cztery latka, a syn – dwa. Dziś mają po te cztery lata więcej, a i mamy w domu dwóch młodszych czytaczy. Przez ten czas obserwowałam, jak rodzi się miłość dzieci do opowieści, czytania, książek, czasopism, ilustracji. Dziś obserwuję córkę, która sama powoli zaczyna sobie czytać. To dla mnie jakiś moment przełomowy – kiedy dziecko odcina czytelniczą pępowinę i samo decyduje, co sobie przeczyta, a ja nie mam na to najmniejszego wpływu (tzn. wpływ mogłabym mieć, ale nie chcę być terrorystą i w tej dziedzinie:P). Gdy Marta szła do pierwszej klasy, sporo dzieci z jej grupy przedszkolnej umiało płynnie czytać. Marta nie umiała, co mnie stresowało ogromnie. Próbowałam jej pomagać, podpowiadać metody na czytanie, ale to nie działało. Więc sobie odpuściłam zupełnie. No trudno, najwyżej będzie chodziła na zajęcia wyrównawcze:) I od kilku tygodni (a do szkoły chodzi przecież od września) obserwuję, że zabiera sobie książki i sama próbuje czytać. Szkoła na pewno zrobiła tu swoje – dodała jej odwagi. Byłam ciekawa, która książka okaże się tą pierwszą, którą Marta przeczyta sobie w całości sama, zupełnie bez mojej pomocy. I OTO JEST! „Kurczę blade” Wandy Chotomskiej z ilustracjami Edwarda Lutczyna. Pewnego dnia Marta przychodzi i mówi trochę zdziwiona: „Mamo, przeczytałam To”. A potem koniecznie chciała się pochwalić, że naprawdę dała radę i przeczytała mnie jeszcze raz. Nie miałabym już – że się tak wyrażę – nic do roboty z tą książką, gdyby nie fakt, że jest napisana w dwóch wersjach językowych. Więc się córci odwdzięczyłam, czytając jej „Kurczę blade” „in English”.


Książka ma sztywne strony i chyba została stworzona z myślą o najmłodszych dzieciach, które nie potrafią się skupić zbyt długo na jednej stronie – dlatego na rozkładówce znajdziemy tylko jedno, dwa wersy/zdania. I oczywiście rysunkowy komentarz Lutczyna, przedstawiający dziadka w różnych konfiguracjach – dziadek łapie się za głowę, dziadek tupie nogami, dziadek w pogoni, dziadek ze szpadą. I oczywiście nieszczęsne kurczę:) Wszystko podane na mocno kolorowej tacy.

A tu wiersz Kerna o Lutczynie:)


Wiersz Chotomskiej łatwo zapada w pamięć. Dlatego gdy Marta mnie go czytała, niektóre całe wersy zgadywała. Fragment „Złapał dziadek kurczę blade: / - Zrobię z ciebie marmoladę!” przeszedł do naszego rodzinnego słownika:)


Książka niepozorna.
Ale dla nas wiekopomna:)



Możesz kupić tutaj: Kurczę blade 

Ilustracje: Edward Lutczyn
Wydawnictwo: Babaryba
Wymiary: 180x190mm
 Oprawa: twarda
 Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-931805-2-3

1 komentarz:

  1. Faktycznie u młodszych sprawdza się świetnie, Krzysiul uwielbia, niestety - jak to dzieci - cytuje mocno wybiórczo. Kiedyś wychodzimy na spacer, stanął przed drzwiami i oznajmia całemu światu: "Kurczę blade!".

    OdpowiedzUsuń