czwartek, 23 października 2014

Lucyna Krzemieniecka „Z przygód krasnala Hałabały”


Dwoje moich dzieci rozpoczęło już edukację. Przyglądam się wraz z nimi lekturom. Niektórych nie pamiętam, inne odczytuję na nowo, po dorosłemu. Nade wszystko zaś zadaję pytania – jak stare lektury czytają współczesne dzieci, jak one brzmią w ich uszach, czy odpowiadają na potrzeby dziecka?

Zatem co krasnal Hałabała wnosi w świat dzieci XXI wieku? Przede wszystkim podarowuje im piękny język. Ta poetycka baśń, która powstała w 1936 roku, bogata jest w plastyczne, działające na wyobraźnię opisy przyrody.

Ogródek przyjemny taki, a wokoło rosną maki. Nóżki mają zielone, a główki czerwone jak koguci grzebień. I tylko im płatki czerwieniutkie z wiatrem się kołyszą leciuchno. 

Wewnętrzne rymy (które znamy też z twórczości Doroty Gellner) sprawiają, że tekst staje się melodyjny, kiedy więc go czytamy, frazy po prostu płyną. Potężne jednak nagromadzenie zdrobnień może współczesnego czytelnika przytłoczyć.

Coraz to się poderwał, ogieniek w komineczku rozpalił, herbatki z lipowego kwiatu w garnuszeczku zaparzył, jagódką suszoną przegryzł albo laskowym orzeszkiem i dalej spał, z boczku na drugi boczek się przewracał. 

A to tylko jedno zdanie z wielu:) Przy odrobienie dobrej woli można jednak w tym dostrzec walor. Dziecinny nieco język Krzemienieckiej przywraca najmłodszemu czytelnikowi, odartemu nieraz z naiwności, wrzuconemu w stechnicyzowany świat, jego dziecięcość. Ale przywrócić też może lektura przygód skrzata dzisiejszemu odbiorcy – mieszkańcowi miasta jego pierwotny związek z naturą. Razem z Hałabałą, zamieszkującym dziuplę po wiewiórce, przyglądamy się z bliska temu, jak żyje las i jego mieszkańcy. Rytm zmieniających się pór roku decyduje o akcji. Krasnal bawi się z jeżykami w cenzurowane dopóki tych zima nie przymusi, by zapadły w sen. „A tymczasem zbliżała się już do leśnego brzegu zima, królewna w szacie błyszczącej ze śniegu”. Przyroda żyje, otrzymuje cechy ludzkie, przez co staje się „swoja” i interesująca. Urzekają opisy strojącej się w korale jarzębiny czy zdobnej w kwiaty, całej pachnącej panienki-wiosenki. Świat Krzemienieckiej jest pełen pogody, ale też tego, co nazwaliśmy realizmem magicznym. Budzi autorka naszą uśpioną wrażliwość na piękno i harmonię natury.

Mnie osobiście zdobyła sobie Krzemieniecka tym, co zrobiła w mojej głowie. Dawno moje wyobraźnia się tak nie napracowała – musiała i chciała stworzyć cały ten świat Hałabały oczami oglądany. Na szczęście ilustracje Bruchnalskiego (do którego się nie umiem przekonać) jej nie przeszkodziły. Właśnie tę cechę starych lektur, tę ich pracę z wyobraźnią uważam za najcenniejszą.

Lucyna Krzemieniecka, urodzona w 1907 roku, miała ciekawą drogę twórczą. W międzywojniu współpracowała z Kwadrygą. Po wojnie współpracowała z władzą. Jakże ciekawym byłoby poznać kontekst niektórych decyzji twórczych. Jak trudno pogodzić poczciwego krasnala Hałabałę z „O wielkim Stalinie”… Łatwo przychodzi sądzić. Czytam właśnie „Guliwera” (2/2014) o Gustawie Morcinku, tym który dał miejsce w literaturze zbójnikowi Ondraszkowi i Łyskowi z pokładu Idy, a którego historia chce widzieć jako tego, który zgłosił w sejmie projekt ustawy o zmianie nazwy Katowice na Stalinogród. Jan Malicki pisze we wstępie o kontekście tego wydarzenia, a także dodaje: „Ten doświadczony przez wojenne losy, a szczególnie przez pobyt w Dachau, człowiek wiedział, co znaczy odmowa. (…) Następnego dnia w sejmie Morcinek odczytuje projekt ustawy. Powoli ze spuszczoną głową – jak zapamiętał go jeden z obecnych kolegów pisarzy” („Guliwer” 2/2014, s. 4). Łatwo przychodzi nam oceniać, podważać wagę twórczości. Rodzą się pytania: jak pogodzić moralność wyłożoną expressis verbis w książkach dziecięcych z moralnością wyłożoną decyzjami życiowymi? I dalej: czy znajomość biografii współczesnych pisarzy determinować może odbiór ich twórczości? Czy na przykład da się pogodzić uprawienie literatury (i nie tylko literatury) gejowskiej z uprawianiem literatury dziecięcej? Nie żebym znała odpowiedzi...



Możesz kupić tutaj: Z przygód krasnala Hałabały

Ilustracje: Marcin Bruchnalski
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 165 x 240 x 2
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2006
ISBN: 9788310120779

4 komentarze:

  1. Hałabała górą! Dodałam nawet tę nazwę własną do "komputerowego słownika" - nie lubię jak mi te cudnie brzmiące określenia podkreśla na czerwono;) Na pytanie o liczbę zdrobnień czy w ogóle o archaiczny język tekstów sprzed kilkudziesięciu lat można odpowiedzieć pytaniem: a co ze współczesnymi pozycjami dla dzieci, w których aż roi się od neologizmów, slangu rzekomo z piaskownicy czy humorystycznych określeń, których kontekst zna jedynie osoba dorosła? Czasem sami nie zdajemy sobie sprawy co nasz mały czytelnik wynosi z lektury, dopóki nie zacznie pytać... a jak już zacznie pytać, zawsze możemy razem z nim poszukać objaśnień. To już cała praca z wyobraźnią - o której mówisz - niezależnie od języka, bo on nigdy nie jest barierą ale służy do porozumienia - szczególnie międzypokoleniowego:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam moim dzieciom już kilka miesięcy temu. Ja byłam zachwycona, ale z mojej trójki, najbardziej wczuło się tylko jedno :( Szkoda, bo mam ochotę znów wrócić do Hałabały. właśnie dlatego, że jest taki "bez przemocy i rymowany". A zdrobnienia dodają mu tylko uroku. W końcu krasnoludek jest malutki, więc ma co zdrabniać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam jedno ze starszych wydań - http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/206000/206424/227128-155x220.jpg

    OdpowiedzUsuń