czwartek, 17 marca 2016

Roald Dahl „Matylda”


Ostatnio Marta ubiega mnie co do lektur dziecięcych. Zanim zdążę się zainteresować okładką, Marta już ma połknięte:) Lekturze „Matyldy” Roalda Dahla towarzyszyło wzburzenie. Dawno żaden tekst nie wzbudził w moim dziecku tak zdecydowanych reakcji i potrzeby komentowania.

Dahl napisał książkę, która pokazuje świat dorosłych w ostrej karykaturze. Wpierw poznajemy rodziców malutkiej Matyldy, która - choć ma dopiero około pięciu lat – umie czytać i dokonywać skomplikowanych obliczeń w pamięci. Narrator stwierdza, że bohaterka jest dzieckiem „wrażliwym i błyskotliwym”, jednak jej rodzice traktują ją „jak szpetny strupek”. Ojciec, pan Wormwood jest dilerem samochodowym, kantującym przy każdej okazji. Oszukuje swoich klientów, przekręcając licznik samochodu, a do skrzyni biegów ładując trociny, żeby nie trzeszczało. Pani Wormwood zaś okazuje się miłośniczką bingo i telewizji – jej świat na tym się zaczyna i kończy. Oboje nie przebierają w słowach – Matylda ma „małą, zakutą makówkę” i jest „niedouczoną smarkulą”. Potem poznajemy chyba kogoś jeszcze gorszego – to panna Tranchbull, dyrektorka szkoły, do której chodzi Matylda. Ta to dopiero ma słownik: „Ty kapuściany łbie! (…) Ty marna mimozo! Ty próżny pierwotniaku! Ty rozpasione roztocze!” – skierowane do Ruperta, który pomylił się w tabliczce mnożenia. Tranchbull wygląda rzeczywiście jak rozjuszony byk. Ona także w ten sposób się zachowuje – łapie małe dziewczynki za warkocze i rzuca za płot, ciągnie chłopców za uszy i dodaje, że od tego nikomu jeszcze uszy nie odpadły.


Świat Dahla jest przerysowany do granic absurdu, ale też do granic drastyczności. Dlatego lekturę „Matyldy” powinny podjąć dopiero dzieci, które rozumieją karykaturę, absurd i groteskę. I które będą potrafiły oddzielić fikcję od rzeczywistości. Niewprawny czytelnik może odnieść wrażenie, że świat dorosłych jest zepsuty do szpiku kości (chlubnym wyjątkiem jest tutaj Panna Honey), że dorośli to kłamcy i brutale.


Wspominałam o reakcji mojej córki. Najpierw oburzyło ją zachowanie Pana Wormwooda: „Mamo, ten pan napycha trocin do auta”. Ale potem – i to mi się bardzo spodobało! – oburzyło ją także zachowanie samej Matyldy: „Mamo, ona podmieniła tacie szampon na środek farbujący włosy”. Bo nie jest prawdą, że tylko dorośli są zepsuci. Matylda ma zadatki na kogoś równie okrutnego. Jej podstępy nie mają w sobie niczego cnotliwego. I choć narrator bezustannie się nad malutką bohaterką rozpływa: „Panna Honey z zachwytem stwierdziła u dziewczynki całkowity brak zadufania i zarozumiałości”, ja do Matyldy jakoś nie mam przekonania. Świat nie jest czarno-biały, jak chciałby Dahl.


Dahl jest antypedagogiczny. Nie spodziewaj się, czytelniku, morału. Raczej możesz być pewny, że nikt nie będzie cię tu pouczał. Jeśli już, to po prostu dostaniesz kopa do tego, żeby zawalczyć o swoje. Dahl w ciebie wierzy:)

Na koniec muszę przyznać, że mimo wszystko podobało mi się ostatnie zagranie Matyldy względem panny Tranchbull. Mistrzowskie!




Ilustracje: Quentin Blake
Tłumaczenie: Karolina Kopczyńska-Rojek
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Znak Emotikon
ISBN: 978-83-240-3918-0

5 komentarzy:

  1. O rany, a ja zaopatrując się w tę książkę, spodziewałam się przyjemnej lektury o niesfornej, ale dającej się lubić dziewczynce. Teraz wiem, że może być inaczej... Muszę w końcu sięgnąć po "Matyldę"!

    OdpowiedzUsuń
  2. Również napisałam opinię o tej książce.
    Fabuła jest fajna, natomiast język poraził mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako dziecko przeczytalam Jakuba i brzoskwinie olbrzymke. Warstwa przygodowa bardzo mnie wciagnela, ale portret ciotek przerazil. Grafik sie dolozyl do koszmarnych wrazen (naprawde mozna bylo miec koszmary po tych ilustracjach) i wszystko to hurtem zniechecilo mnie do Dahla. Nie lubie takiej stylistyki i tego typu groteski nic nie poradze. Kiedy czytalam Matylde jako osoba dorosla bylo mi latwiej. Ale corce musialabym duzo rzeczy objasniac, choc paradoksalnie przy jej wierze w swiat i ludzi mogloby by to byc pozyteczne.
    Natomiast zachwycily mnie niektore anegdoty o Dahlu. Kiedy publikowal byl absolutnym hitem (potrafie sobie wyobrazic ze dla dzieci wyuczanych automatycznie ze doroslych trzeba szanowac i sluchac bezkrytycznie bo sa dorosli byl to jakis wentyl i przestrzen wolnosci. Dzieci potrafia bardzo dobrze oceniac a juz na hipokryzje sa wrecz wyczulone). No i kiedys Susan Hill ktora byla wraz z Roaldem Dahlem w jakims tam jury odwazyla sie (on byl czlowiekiem ekscentrycznym i dosc trudnym) poprosic go o autograf dla corki w Charliem i fabryce czekolady. Roald wyrwal pierwsze dwadziescia stron, podpisal wszystkie zamaszyscie i wreczyl zdumionej Susan oznajmiajac "Masz, twoja corka bedzie mogla sprzedawac na podworku..."

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Dahla. Dzieci nieszczęśliwe i pomiatane jak w opowiastkach Dickensa, zyskują odwagę i moc, żeby przeciwstawić się krzywdzicielom - to dla mnie podstawowe i najważniejsze przesłanie. Podstępy Matyldy nie są cnotliwe, ale czy ona ma jakieś inne możliwości działania? Jest mniejsza i słabsza niż jej prześladowcy. To jak w klasycznych baśniach - sprytny ma tam przewagę nad silnym :D
    Faktycznie to jest dla dzieci na tyle dużych, że zauważa, że świat jest rozmaity (nie tylko biały) i nie tylko rozumiejących, ale akceptujących groteskę.

    OdpowiedzUsuń