środa, 8 czerwca 2016

Stefan Themerson, Franciszka W. Themerson „Poczta”


My – pokolenia trzydziestolatków i wzwyż – mamy swoją historię pocztową, swoje ścieżki do czerwonej skrzynki na listy, swoje wspomnienia związane z korespondencyjnymi przyjaciółmi. Ja żyłam z pisania listów! Nie było tygodnia, żebym do kogoś nie słała swoich rozważań, przemyśleń i sugestii. Pamiętam doskonale zniecierpliwienie w oczekiwaniu na listy od mamy, kiedy byłam na koloniach, albo od koleżanek, które wiecznie (jak na moje potrzeby) się z pisaniem listów ociągały. Pisałam też listy do redakcji programów radiowych i telewizyjnych. To dzięki mnie pewnego lata mogliście oglądać serial „Dziewczyna i chłopak” (na podstawie książki Ożogowskiej "Dziewczyna i chłopak, czyli heca na czternaście fajerek). Dziś juz tylko piszę maile w ważnych sprawach. Ale książka Themersonów „Poczta” może coś w tym temacie zmienić.

Moje stare listy:)

Poczucie humoru mojej mamy!

Zakochany wielbiciel bez grosza na znaczek:)



Wydana w 1932 roku mocno trąci myszką. Wyobrażam sobie, jak głowi się dzieciak, który czyta na pierwszej stronie: „Jeden w skóry odziany brat wędrował od gór do morza po kniejach dzikiego boru”. Co to są knieje? I kto dziś używa słowa bór? Ale to nie jest zarzut. Wręcz przeciwnie. „Poczta” pisana piękną polszczyzną stanowi gimnastykę dla języka i głowy. Zapraszam do przyjrzenia się bliżej nie tylko głównemu tematowi, ale także kwestii języka (choć nigdy nie było to zamysłem autorów).


„Poczta” choć opowiada o zagadnieniach odchodzących w przeszłość, jest książką na wskroś współcześnie pomyślaną. Różnorodność tekstów (listy, opowiadania, zagadki, wierszyki, teksty informacyjne) powoduje, że książka odpowiada na potrzeby współczesnego młodego czytelnika, który szybko potrafi się znudzić. Autorzy trzymają więc jego uwagę w ciągłym napięciu i zainteresowaniu. Pozwalają sobie też na subtelny humor, jak w wierszyku o Kaziu. Książka przynosi wiele informacji o tym, jak ludzie się porozumiewali – począwszy od sygnałów dymnych, przez pocztyliony, telefony i telegrafy. Themerson wnika w szczegóły – dowiadujemy się, jak działa aparat radiotelegraficzny oraz kto i za co odpowiedzialny jest na poczcie. Dla naszych dzieci to już całkowita abstrakcja, że z Warszawy do Gdańska posłaniec szedł całe dziesięć dni. Zaś dla dorosłych abstrakcyjne może okazać się to podejście do czasu woźnicy:

Kto chce jechać Do Lublina Ze „stanicy” – Kobylina? Bez pośpiechu! Mamy czas… Stoimy tu trzy godziny! 

Wyjątkowe jest pochylenie Themersonów nad całokształtem książki. Ich bestlookery są dziełami integralnym, w których słowo, obraz, architektura i typografia książki są równie ważna, przygotowywane ze starannością. Jednocześnie - może z racji na wiek książki - widzimy, że jest to publikacja przywrócona nam z przeszłości. Szczególnie jej prostota, niechęć do komplikowania, ale wyraźna chęć do komunikowania się z odbiorcą. Trudno mi to wyrazić. To raczej odczucie. Współczesne książki, mimo że też wiele razy proste, są jakby nastawione same na siebie, stoją w samozachwycie, a odbiorca nie jest w nią wpisany.

Mimo wszystkich moich achów… książka wymaga ciut wyrobionego estetycznie czytelnika, który będzie umiał ocenić i docenić, z czym ma do czynienia.

Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2014 (reprint z 1932 roku)
Wydawnictwo: Widnokrąg 
ISBN: 978-83-938652-2-2

1 komentarz:

  1. Koniecznie muszę ja kupić. W ogóle Themersonów bardzo lubię - ich filmy eksperymentalne zrobiły na mnie niebagatelne wrażenie!
    A listy, no cóż - moja mama przechowuje te ode mnie, z kolonii właśnie, a ja od rodziców; mam taką starą, przedwojenna skrzyneczkę pełna moich "tajemnic" i pamiątek, takich jak szkolne tarcze, czy listy właśnie.

    OdpowiedzUsuń