piątek, 1 stycznia 2010

Sue Stauffacher "Anioł i inne opowieści"


Kiedy czytam książeczkę Sue Stauffacher Anioł i inne opowieści, myślę sobie, że kiedyś świat był niesłychanie prosty, a przez to i piękniejszy...

Niezwykłym atutem tej pozycji są autorzy. Zawiera ona bowiem legendy chrześcijańskie pochodzące z XIV i XV wieku, które zostały spisane przez tak wielkich twórców, jak Lew Tołstoj, Hans Christian Andersen czy Oscar Wilde. Autorka opowiada te historie na nowo, czasem coś w nich zmieniając, dodając czy skracając. Nie należy więc oczekiwać, że przeczytamy samego Tołstoja. Stauffacher jednak podaje dokładne źródła każdej z dziesięciu legend.

Opowieści urzekły mnie – jak już powiedziałam – swoją prostotą. Bo cóż wyjątkowego znajdziemy w historii o chłopcu, który jest niedobry dla zwierząt, pogardza ludźmi brzydszymi, słabszymi od siebie do czasu aż sam zostaje dotknięty trądem (Dziecię Gwiazd)? Albo w opowieści o szewcu Marcinie (Tam, gdzie jest miłość, jest też Bóg), który w swoim życiu realizuje ewangeliczne rady? W tej książce anioły nie idą na prawo jazdy, nie poznały tajników Internetu ani nie tańczą z gwiazdami… Tu anioły i inne postaci skrupulatnie oddzielają dobro od zła. I tylko tyle.

Bohaterowie są jednak niezwykli. Ubogi pasterz modli się tak, że wzrusza się sam Bóg (Modlitwa pasterza). Péquelé, akrobata, chce żyć jak mnich. Opatowi jednak nie podobają się jego cyrkowe zapędy i chce usunąć go z klasztornych murów. Zmienia zdanie, gdy widzi, jak Najświętsza Panienka schodzi z postumentu, aby otrzeć czoło zmęczonego występem Péquelé. Niezwykłość bohaterów wiąże się z ich wrażliwością na drugiego. Mam też nieodparte wrażenie, że wielu z nich, choć są już dorośli, w głębi duszy pozostali dziećmi.

Tak się zastanawiam, czy ta naturalna wrażliwość każdego z nas, którą dzień po dniu zabijają telewizja, prasa i zwykła szara rzeczywistość, jest jakoś do uratowania. Czy czytanie książki takiej jak ta wystarczy? Czasem mi po lekturze smutno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz