
Kiedy czytam książeczkę Sue Stauffacher Anioł i inne opowieści, myślę sobie, że kiedyś świat był niesłychanie prosty, a przez to i piękniejszy...
Niezwykłym atutem tej pozycji są autorzy. Zawiera ona bowiem legendy chrześcijańskie pochodzące z XIV i XV wieku, które zostały spisane przez tak wielkich twórców, jak Lew Tołstoj, Hans Christian Andersen czy Oscar Wilde. Autorka opowiada te historie na nowo, czasem coś w nich zmieniając, dodając czy skracając. Nie należy więc oczekiwać, że przeczytamy samego Tołstoja. Stauffacher jednak podaje dokładne źródła każdej z dziesięciu legend.
Opowieści urzekły mnie – jak już powiedziałam – swoją prostotą. Bo cóż wyjątkowego znajdziemy w historii o chłopcu, który jest niedobry dla zwierząt, pogardza ludźmi brzydszymi, słabszymi od siebie do czasu aż sam zostaje dotknięty trądem (Dziecię Gwiazd)? Albo w opowieści o szewcu Marcinie (Tam, gdzie jest miłość, jest też Bóg), który w swoim życiu realizuje ewangeliczne rady? W tej książce anioły nie idą na prawo jazdy, nie poznały tajników Internetu ani nie tańczą z gwiazdami… Tu anioły i inne postaci skrupulatnie oddzielają dobro od zła. I tylko tyle.

Tak się zastanawiam, czy ta naturalna wrażliwość każdego z nas, którą dzień po dniu zabijają telewizja, prasa i zwykła szara rzeczywistość, jest jakoś do uratowania. Czy czytanie książki takiej jak ta wystarczy? Czasem mi po lekturze smutno.
Komentarze
Prześlij komentarz