sobota, 6 marca 2010

Marek Kamiński, Elżbieta Zubrzycka "Marek - chłopiec, który miał marzenia"

Książka o dzieciństwie Marka Kamińskiego, współczesnego podróżnika, który jako pierwszy na świecie zdobył dwa bieguny w ciągu jednego roku, otwiera serię o wielkich ludziach. Fakt, że książkę opublikowało Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne oraz że wspomnienia spisała i opracowała Elżbieta Zubrzycka, nie pozostaje tu bez znaczenia. Zubrzycka jest autorką publikacji psychologiczno-pedagogicznych, z których dwie miałam tu już okazję przedstawić (Powiedz komuś!Jak pomyślę, tak zrobię). Ich celem jest ukazać dziecku czyhające na niego zagrożenia – te z zewnątrz, i te pochodzące z wnętrza. Wskazując rozwiązania, dąży się do ratowania dziecka między innymi przed ograniczającymi go cechami charakteru, jak brak pewności siebie, krytycyzm, nieśmiałość. Książka o Marku Kamińskim ma ten sam cel. Można więc o niej powiedzieć, że to literatura tendencyjna.

Marek przywołuje z pamięci wydarzenia mające wpływ na jego życie i kształtujące charakter. Dowiadujemy się na przykład, że jako pięciolatek miał otwarte złamanie reki, które później źle się goiło. Chłopiec miesiącami przebywał z dala od domu, w sanatoriach i można rzec, że jedynie upór rodziców uratował mu rękę. (To wydarzenie w dużej mierze zdecydowało później o zabraniu ze sobą na wyprawę niepełnosprawnego Jasia Meli.) Czytamy o fascynacji zimą i nartami, o miłości do książek i pasji zdobywania wiedzy. Mnie absolutnie zaskoczyła informacja, że mając 13 lat, wyruszył w swoją pierwszą, samotną (bez rodziców) podróż. Był to rejs statkiem do Danii. Rok później Kamiński wybrał się do Maroka. Dla mnie jako rodzica to szokująca wiadomość! :)

Do czytania książki zachęca zdecydowanie postać jej bohatera! Niestety mogłabym, myślę dość celnie, wskazywać fragmenty, gdzie głos oddaje się Kamińskiemu, a gdzie zabiera go Zubrzycka. Przywoływane wspomnienia zostały podporządkowane myśli pedagogicznej. Kiedy bohater wspomina łuskanie bobu, po chwili przychodzi refleksja: „nawet jeśli czegoś nie umiem, to nie znaczy, że się nie nauczę”. Fragmenty dotyczące nauki jeżdżenia na nartach czy na łyżwach okraszone są wstawkami w stylu „nie załamuj się, próbuj, na pewno się w końcu uda”. Zupełnie niezrozumiały dla mnie jest rozdział o Połczynie, który jakby wprost wyjęty został z przewodnika turystycznego. Myślę, że gdyby oddać pióro Kamińskiemu rzecz byłaby o wiele ciekawsza. Ta biografia obroniłaby się sama! Szkoda też, że nie wierzy się w dziecko. Jestem pewna, że każdy dziesięciolatek wyciągnąłby coś dla siebie z tej historii, zafascynowałaby go odwaga i pasja Kamińskiego. Pozostaje ufać, że dzieci nie wyczują tego nachalnego dydaktyzmu. Trochę mi szkoda tej książki… aż chce się ją przeredagować!

Wydało GWP

Możesz kupić tutaj: Marek – chłopiec, który miał marzenia

2 komentarze:

  1. Aż dziwne, że Kamiński zgodził się na takie wtręty mocno trącące dydaktyzmem. Wydawało mi się, że jest bardziej niezależną osobą, zdolną do wybronienia książki jako autor.
    Podobnie jak Ty, jestem zaskoczona, że jako 13-latek wybrał się w swoją pierwszą samotną podróż, i to tak niebezpieczną. Nie wiem, czy jako matka zgodziłabym się na takie ryzyko, gdyby moje dziecko chciało się udać na samotną wyprawę. A może to ja jestem anachroniczna... Jakiś czas temu było głośno w mediach o podobnej historii, tyle że dotyczącej kilkunastoletniej dziewczyny, córki podróżników. Muszę poszperać w necie, nie wiem nawet, czy w końcu bohaterka zamieszania udała się w tę podróż, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może to skromność? Trzeba by przeczytać jego "razem na bieguny" wtedy lepiej byłoby widać, jak on pisze naprawdę.
    Po lekturze Zubrzyckiej jednak widzę, jakie ona ma cele i jak pisze, i trudno mi się wyzbyć wrażenia, że przyłożyła tu swoja rękę bardzo.

    OdpowiedzUsuń