wtorek, 22 czerwca 2010

David Benedictus "Powrót do Stumilowego Lasu"


Kiedy powstaje sequel jakiejś znanej, uważanej za wybitną, powieści, porównywanie z oryginałem zdaje się nieuniknione. Przede wszystkim pytamy, czy autor pozostał wierny pierwowzorowi. Mamy też własne wyobrażenia i oczekiwania, choć dość mgliste i nie do końca sprecyzowane, wedle nich oceniamy kontynuację. Zazwyczaj sequele wypadają słabo, a krytycy nie szczędzą cierpkich słów.

W przypadku Powrotu do Stumilowego Lasu jest nieco inaczej. Czytane przeze mnie recenzje są raczej pozytywne (na przykład te: "Dziennik" czy blog tu-czytam Izabeli Mikrut ). Mimo że autorzy dostrzegają słabości kontynuacji, doceniają włożony w przygotowanie książki trud. Wszyscy cieszą się, że Krzyś powrócił, ale i że oni jako czytelnicy mogli powrócić do Stumilowego Lasu, który co prawda trochę się zmienił, ale nie aż tak bardzo. Myślę, że te pozytywne opinie biorą się z szeregu faktów, o których mogliśmy czytać w artykule Maxa Fuzowskiego. Wizerunek Puchatka został tak zniekształcony przez wytwórnię Disneya, że powrót do korzeni, do stylu Milne’a i Sheparda traktowany jest w kategoriach przywracania dobrego imienia Kubusiowi. Wszyscy tę pracę doceniamy.

Nie mam lektury Kubusia Puchatka na świeżo, więc nie podejmę się wnikliwego porównywania stylu Milne’a i Benedictusa. Zresztą nie widzę w tym większego sensu, ponieważ nie ma oryginału przed oczami. Na polski książkę przetłumaczył Michał Rusinek – jako że nie jest to rzemieślnik, ale raczej artysta, jestem pewna, iż także jego styl wyczytać można z Powrotu…

Książkę czytałam głównie sobie. Na niektóre fragmenty załapały się też moje dzieci. Dwuletni Janek bez trudu i z zadowoleniem w ilustracjach rozpoznał Krzysia i Puchatka, co chyba dla pracy Marka Burgessa (ilustrował w stylu Sheparda) powinno być najlepszą rekomendacją. Czteroletnia Marta z kolei dostrzegła nową bohaterkę i zdziwiona dopytywała, co za jedna. Ta nowa postać to wydra Lotta, którą moja córka przechrzciła na surykatkę, będąc pod silnym wpływem pewnego filmu o wiewiórkach:) Generalnie słuchali zaciekawieni, a córka nie dała sie zbyć moimi sugestiami o problemach z gardłem. Uważam, że książka zdała próbę na dziecięcym czytelniku.

A teraz trochę ode mnie. Wracając do Lotty… zastanowiła mnie ta postać. Bo to obok Mamy Kangurzycy wyraźna bohaterka płci żeńskiej. Jak na kobietę przystało bywa zaaferowana samą sobą, ale jednocześnie też zdaje się mieć najwięcej oleju w głowie. To ona wie, gdzie rosną najsmaczniejsze osty, których zaczyna brakować Kłapouszkowi, to ona całkiem nieźle radzi sobie z grą w krykieta, to ona podkrada się do domku Sowy, by odkryć jej tajemnice. Do charakternej wydry czytelnik szybko się przekonuje i akceptują ją jako równoprawnego mieszkańca Stumilowego Lasu.

Poza tym w zasadzie niewiele się zmienia. Może jedynie trochę więcej współczesności wdziera się do krainy Kubusia Puchatka – gramofon, gra w krykieta, wanna – ale też cóż się dziwić… Krzysia nie było przez osiemdziesiąt lat. Coś w tym czasie musiało się zmienić. Zdecydowanie też widać, że doświadczenia szkolne chłopca wpływają na jego postrzeganie świat. Do tego stopnia, że postanawia zorganizować w lesie własną akademię z Kłapouchym w roli dyrektora odzianego w dostojną togę.

Powrót do Stumilowego Lasu okazał się wyjątkowo przyjemny!

Możesz kupić tutaj w zdecydowanie najbardziej przystępnej cenie: Powrót do Stumilowego Lasu

Ilustracje: Mark Burgess
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 224
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 14.5x21.0cm
ISBN: 9788310116321
Tłumaczenie: Michał Rusinek

Wznowiono również ksiązki napisane przez Milne'a. Kupisz je tu:
Kubuś Puchatek

Chatka Puchatka

5 komentarzy:

  1. Nie czytałam samej książki, ale czytałam jej recenzję na blogu "Z Kafką nad morzem" i muszę przyznać, że była to bardzo surowa ocena. Marpil krytycznie odniosła się do uwspółcześnienia realiów Stumilowego lasu idącego w kierunku trendów zapoczątkowanych przez Shreka (bekanie itp.). To mnie trochę zdystansowało do tej książki. Sama nie wiem. Może po prostu muszę sama ją przeczytać, żeby się przekonać, czy było warto. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bekanie jest w tej książce uzasadnione chorobą Tygryska - najadł się niedojrzałych ostrężyn. Mnie bekanie jakoś nie przeraża ani nie dziwi:)
    Ja tam nie widzę trendów Shrekowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to już chyba jest: jedni będą przywiązani do pierwotnej wersji książki i krytyczni wobec nowych wariantów, inni zechcą zanurzyć się na powrót w świat znany z lektur dzieciństwa mimo jego nowego wcielenia. Może przy jakiejś okazji sięgnę po tę książkę. Choćby po to, by się przekonać, jaka jest naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może nie tyle "jaka jest naprawdę", co raczej - jaka jest dla Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie. Każdy w tej książce zobaczy co będzie chciał. Albo otwory się na nią i będzie się cieszył kontynuacją, która bądźmy szczerzy powraca do klasyki i chce zaoferować młodemu i temu starszemu pokoleniu coś co dzisiaj najbardziej przypomina prawdziwego Kubusia. Albo można z góry się uprzedzić, nawet nie przeczytać i skrytykować tylko dlatego, ze to kontynuacja. Ja cieszę si,ę, zę ktoś się potrudził i tak wiernie opisał na nowo Stumilowy Las.

    OdpowiedzUsuń