wtorek, 20 lipca 2010

Suzy Lee "Czarny ptak"


Nie wiem, czy pamiętacie mój zachwyt książką Gro Dahle i Sveina Nyhusa Włosy mamy. Dziś spotkałam się z pozycją, która zrobiła na mnie podobne wrażenie. To Czarny ptak koreańskiej pisarki i ilustratorki, Suzy Lee. Pierwsza, szybka lektura wprawiła mnie w osłupienie. Kolejne próby odczytania wzmacniały we mnie uczucie zachwytu pomieszanego z pewnym rodzajem zadumy. W tym stanie trwam nadal.

Czarny ptak to jedna z tych książek tak bardzo odmiennych od tego, co znajdziemy na rodzimym rynku. Choć bez problemu mogłabym wymienić młodych, polskich wspaniałych pisarzy i ilustratorów książek dziecięcych, takich twórców zdecydowanie nie spotkałam w swej czytelniczej przygodzie. Odważnych, podejmujących najtrudniejsze tematy, wymagających od młodego czytelnika wyrobienia bądź stawiających na dziecięca niewinność. W dodatku tworzących książki ocierające się o Sztukę i w pewnym sensie eksperymentalne (wyjątek stanowią twórcy Młotka i Grzebienia).



Fabuła Czarnego ptaka jest banalnie prosta. Mała dziewczynka obserwuje kłócących się rodziców. Nikt jej nie tłumaczy, co się dzieje i dlaczego. Ona sama czuje smutek i chce płakać. Siada gdzieś w kąciku i zaczyna marzyć: „Ach, gdybym miała takie skrzydła jak ty…” Kto? Jak czarny ptak! Już po chwili ptak porywa dziewczynkę i wzlatują ponad pola, ponad morze, ponad chmury. Ta wspólna podróż daje małej poczucie lekkości, wyzwolenia, ale również i tajemnicy, którą może chować przed światem. To daje jej nadzieję, uspokaja ją.


Choć opowieść o czarnym ptaku wpisuje się w fantastyczne fabuły z książek dziecięcych i – jestem pewna – dziecku nie trzeba niczego tu tłumaczyć, dorosły czytelnik dopatruje się w ptaku odzwierciedlenia dziecięcych potrzeb, ale też lęków. Ptak jest czarny, potężnieje, budzi grozę. Po chwili jednak małej udaje się go ujarzmić czy – być może – to on ujarzmia ją. To, co rodzi strach, wkrótce zostaje oswojone. Dziewczynka podróżuje do miejsc, które symbolizują wolność – ponad rozległe pola, nad ulubione morze, w niczym nieograniczoną przestrzeń, by doznać swoistego katharsis. Dopiero wtedy może wrócić.



Ostatnio mam wrażenie, że właśnie te oczywiste historie czarują najbardziej, że bohater nie musi przeżyć tysiąca przygód, aby coś się naprawdę działo, że nie trzeba mamić maluchów kolorami, aby je urzec. Książka Suzy Lee jest wyjątkowo oszczędna. Zdania tej opowieści moglibyśmy spisać na jednej kartce papieru a5. Ilustracje natomiast to czarno-białe litografie, które mają w sobie mnóstwo poezji i nie pozwalają od siebie oderwać wzroku.

Wspólna z czteroletnią córką lektura utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że to rzecz wyjątkowa. Przede wszystkim jej lektura wymaga czasu, wyciszenia i rozmowy. Pytania pojawiają się po obu stronach – dziecka i dorosłego – wiodąc w dość ciekawe, nieco tajemnicze klimaty. Obserwowanie reakcji córki było dla mnie ucztą. To nagłe rozszerzenie oczu na widok małej unoszącej się w powietrzu, ta rozdziawiona buzia, ta radość, że na ostatniej stronie dziewczynka w końcu jest spokojna i już się nie smuci. Zakochana jestem w twórczości Suzy Lee, ale o tym napiszę więcej w kolejnym poście! Czarnego ptaka nie powinno zabraknąć na półce dziecięcej, gorąco namawiam do wspólnej lektury.

Możesz kupić tutaj: Czarny ptak

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Wymiary: 23.0x29.2cm
ISBN: 9788392694090

1 komentarz:

  1. Zabawne, ale akurat dziś przeglądałam stronę Kwiatów Orientu i to była jedna z pozycji, które zwróciły mą uwagę :)
    Dobry wybór.

    OdpowiedzUsuń