poniedziałek, 17 stycznia 2011

Maria Konopnicka "Szczęśliwy światek"; "W domu i w świecie"

Być może niektórzy z was pamiętają, że jakiś czas temu zamieściłam na Czytankach-przytulankach link do Cyfrowej Biblioteki Narodowej, gdzie zebrano „kopie klasyków literatury dziecięcej, w pięknie ilustrowanych wydaniach z końca XIX i początku XX wieku”. W komentarzach zachwyciliście się wówczas projektem… A co dziś powiedzielibyście na to, aby te wirtualnie zebrane pozycje trzymać w rękach, móc czytać, przeglądać? Otóż znaleźli się pozytywni szaleńcy, którzy wydali wiersze Konopnickiej. Reprinty książek z końca XIX wieku prezentują się wyjątkowo solidnie i godnie. Przedruk techniką fotooffsetową wydania z 1892 roku (W domu i w świecie) oraz z 1895 roku (Szczęśliwy światek) daje możliwość prześledzenia XIX-wiecznej ortografii oraz przyjrzenia się kwestiom edytorskim (pierwotnie książki wydano nakładem Księgarni Michała Arcta). W końcu też ktoś sięgnął po Konopnicką, w której obronie chcę dziś stanąć.


Nie lubię nachalnego dydaktyzmu w literaturze. Choć twórczość Konopnickiej jest zdecydowanie nastawiona na wychowywanie młodych pokoleń, nie jest w tym namolna… Ale może w ogóle powinnam zacząć od tego, że w moim przekonaniu dzieciom trzeba pokazywać różnicę między tym, co dobre, a co złe. Także w kwestii zachowania. Dlaczegóż by nie w literaturze dziecięcej? A zatem: dydaktyzm – tak, nachalność – nie!

Ujęła mnie autorka wierszem Pan Franciszek. Pewnie przede wszystkim dlatego, że bohaterami scenki są bracia – Franciszek i Jaś. I oczywiście zobaczyłam w nich moich synów. Tytułowy pan Franciszek ma 9 lat i chodzi już do szkoły.

Nic milszego, powiem szczerze,
Jak widok pana Franciszka,
Kiedy się do książki bierze,
Aby uczyć z niej braciszka.

Ale nie zawsze tak było… Konopnicka spogląda w przeszłość, aby odkryć przemianę, jaką przeszedł chłopiec. Motywacją do zmiany zachowania stała się ambitna myśl, aby być wzorem dla młodszego brata.

Marcie bardzo spodobała się opowiastka Lekcja Emilki. Mała bohaterka jest tu nauczycielką, która uczy alfabetu swoje lale oraz pewnego niegrzecznego Chińczyka. Opowiada im o tabakierze, kichaniu, rumianych truskawkach, niani, przy okazji dając wykład o dobrych manierach. Chińczyk zamiast słuchać, ciągle się wygłupia, więc Emilka co rusz go strofuje. Konopnicka stosuje więc ciekawy zabieg – moralizuje tu mała dziewczynka!

A więc staję w obronie dydaktyzmu. Dlaczego niby nie odwoływać się do doświadczeń dzieci i wpływać na ich zachowanie, zachęcać do nauki, szanowania ojczyzny (Jałmużna myśli) i przyrody (U okienka), miłowania Boga (Chrystus i dzieci)? No tak, wielu uważa, że te kategorie to już przeżytek, a literatura powinna podążać za życiem i jego problemami. Gdzie tam ojczyzna, jak matka w depresji głębokiej... Bóg się dziś tak dobrze nie sprzedaje jak geje… Stąd i Konopnicka jest bardzo passe ze swym „szczęśliwym światkiem” i bogoojczyźnianymi zapędami.

Ja jednak stawiam na Konopnicką! Kto odważny?

Możesz kupić tutaj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz