czwartek, 5 maja 2011

Brandon Mull "Baśniobór"


Przeglądam od czasu do czasu statystyki mojego bloga. Najczęściej komentowany i jeden z najchętniej wyszukiwanych wpisów to ten dotyczący książki Wróg Charliego Higsona. Kiedy zastanawiam się, skąd takie powodzenie książki, wniosek nasuwa mi się tylko jeden. Młodzi lubią się bać! Kręci ich atmosfera grozy, fascynują magiczne istoty, a przede wszystkim mają to pragnienie, by samemu przeżyć wielką, ale straszną, zagrażającą życiu, przygodę. I książki na to im pozwalają. Dlatego Baśniobór ma ogromne szanse na powodzenie.

Książka zaczyna się dość spokojnie. Dwoje nastolatków, rodzeństwo Kendra i Seth zmuszeni są spędzić wakacje z dziadkami w ich posiadłości. Z dziadkami nie widywali się zbyt często i ogólnie postrzegają ich jako dziwaków niechętnie nastawionych do całego świata. Po przyjeździe dziadek Stan od razu stawia warunki, gdzie młodzi mogą się bawić, a gdzie absolutnie nie wolno im chodzić. Na przykład do lasu. Kolejne strony książki pozwalają odkrywać czytelnikowi tajemnice związane z posiadłością dziadków Sorensonów. O ile na początku wszystko wydaje się całkiem sympatyczne, o tyle im dalej, tym dziwniej i groźniej. Ja osobiście żałuję, że tytuł książki od razu podpowiada wszystko – że tajemnice kryją się w lesie i że żyją tam postaci baśniowe, mitologiczne. Po stronach tej powieści swobodnie fruwają sobie wróżki, przebiegają satyrowie, pływają najady, siedzi, próbując rozsupłać węzeł, wiedźma, gotuje zupę ogrzyca, pilnuje swoich skarbów troll. Ach, jestem pewna, że wydaje Wam się to taki słodkie i wcale niegroźne, ale opisy naprawdę mrożą krew w żyłach. Na przykład ten:

Obok pnia siedziała żylasta, wysuszona ze starości kobieta. Ogryzała węzeł na szorstkim sznurze, który ściskała w kościstych dłoniach o guzowatych palcach. Miała długie, siwe włosy – matowe o niezdrowym żółtawym odcieniu. Jedno z jej zamglonych oczu było bardzo przekrwione. Brakowało jej wielu zębów, a węzeł, który gryzła, pokrywały ślady krwi, zapewne z jej dziąseł. Blade ręce, odsłonięte niemal do ramion, były chude i pomarszczone. Seth widział bladoniebieskie żył, a tu i ówdzie – fioletowy strupy.
Gdy go dostrzegła, natychmiast rzuciła sznur na ziemię i otarła różową ślinkę z kącików żółtych ust. Wsparła się o pień i wstała. Chłopiec zauważył, że ma długie stopy barwy kości słoniowej, usiane śladami po ugryzieniu insektów. Szare paznokcie porywała gruba warstwa grzybicy.

I jak? :)
Nie sądzę też, żeby czytelnik chciał być zamieniony w ołowiany posąg, kurę złotogłówkę czy morsa, goniony przez ogrzycę, chcącą go zjeść, i w ogóle stawać oko w oko z czymś, co totalnie przeraża.

Baśniobór jednak jest nie tylko powieścią, która ma za zadanie dostarczyć czytelnikowi rozrywki, wzbudzić w nim emocje i porządnie nastraszyć. Młodzi bohaterowie stają wobec nakazów i zakazów zmuszeni, by się wobec nich ustosunkować. Kendra, jak przystało na dziewczynkę i w dodatku starszą z dwójki rodzeństwa, umie respektować prawa starszych. Seth jest przekorny. Uważa, że zasady są od tego, aby je łamać, co też czyni. Konsekwencje jego ignorancji i nieposłuszeństwa są dla niego olbrzymie i trudne do przyjęcia, ale też spadają na innych, niewinnych. Jednocześnie Seth ma w sobie o wiele więcej odwagi i kiedy naprawdę trzeba zareagować, to właśnie on się nie waha. A zatem fabuła Baśnioboru to tylko przykrywka. Pod nią kryje się mnóstwo, bardzo ciekawych pytań, które warto zadawać nastolatkowi w okresie buntu – po co są zasady? Jakie konsekwencje będzie miało twoje zachowanie dla ciebie i innych? Czym jest odpowiedzialność? Czego się boisz? Jak radzisz sobie ze strachem? Nawet jeśli rodzice czy nauczyciele nie podejmą z nastolatkiem dyskusji na ten temat, książka zmusi ich do myślenia o tym, jak sami by postąpili.

Bardzo mi się podoba taki podstępny nieco sposób oddziaływania na młodych. Wykorzystujemy to, co lubią, aby stawiać ich wobec istotnych w ich wieku pytań i problemów.

Książka będzie miała premierę 18 maja na Targach Książki!

Wydawnictwo: W.A.B.

4 komentarze:

  1. Pierwszy raz słyszę o tej książeczce. Muszę ją dokładnie obejrzeć w księgarni i zobaczę jeszcze, czy warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś jest z tym baniem się. Jako nastolatka namiętnie czytywałam horrory. Obecnie mi przeszło :)
    Ewa.Anna

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam o niej na blogu Miasto książek - teraz Twoja recenzja - narobiłyście mi apetytu. A co do bania się - mam zawsze problem ze sklasyfikowaniem wieku do lektury Kroniki Wardstone. Wydawca podaje na okładkach 10 +. Ja się upieram, że to za wcześnie. Sama jak je czytam ,nawet nie,śmiem spojrzeć w okno, a tymczasem może faktycznie dzieci lubią się bać;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To świetna książka, przeczytałam dwie części.
    I to prawda, my nastolatki lubimy się bać ;)

    OdpowiedzUsuń