sobota, 16 czerwca 2012

Lluis Farré, Gusti "Szary człowiek"



Szczerze mówiąc, nie znam żadnego szarego dziecka. Takiego, które byłoby obojętne na wszystko dookoła, które nie śmiałoby się, gdy wszystkie dzieciaki obok rechoczą, którego nie ruszałyby sceny, które u innych wyciskają łzy z oczu. Pamiętam film Let’s talk about Kevin – Kevin też był wewnątrz szary. Po seansie trudno było mi uwierzyć, że dzieci mogą być takie trudne, zbuntowane, obojętne na cierpienia i na drugiego człowieka. Niepokoi mnie to „szary od urodzenia”… Zgadzam się, że szarym można się stać pod wpływem pewnych doświadczeń, ale „od urodzenia”… A jak wy myślicie? Czy „szare dzieci” rzeczywiście mieszkają gdzieś obok nas? Szare dziecko Lluisa Farré’go odzyskało krewetkowy kolor skóry pod wpływem pewnego wydarzenia – tyle tylko zdradzę.

Ilustracje Gustiego sycą wymagające gusta. Jego obrazy są i poważne, i humorystyczne jednocześnie. Poważny jest oczywiście Marcinek – z groźną miną, odwracający się tyłem, zadzierający nosa. Zabawne, radosne jest wszystko wkoło – wybuchający wulkan i długa szyja żyrafy czy dzieci siedzące wokół dywanu… Dla mnie dużą przygodą jest samo dociekanie, jak Gusti obraz tworzył. Zdaje się, że najpierw na karton przyklejał wycinki, a potem je zamalowywał gęsto farbą. Czasem gdzieś spod farby prześwituje fragment gazetowego artykułu:) Muszę przyznać, ze to dociekanie było ciekawsze od treści, której – muszę to powiedzieć – jednak mocno nie rozumiem. No i znów chyba jako jedyny recenzent świata mam jakieś „ale”.


 Wydawnictwo Entliczek

1 komentarz:

  1. Też miałam dziwne odczucia po lekturze tej książki - niby miał być poetycki tekst o przemianie a miałam poczucie banału i pustki.

    OdpowiedzUsuń