piątek, 27 grudnia 2013

Aleksandra i Daniel Miezielińscy "Mapy"


Nie czytaj tego posta, jeśli nie chcesz stracić 60 zeta!

Niewinnie pożyczyłam od koleżanki syna z przedszkola „Mapy” Miezielińskich. Było to przed świętami. Skończyła się ta niewinna moja pożyczka wydaniem dziś w te pędy 60 zeta na własne „Mapy”. I niestety obok „Map” w księgarni leżał też „Mapownik”… to jeszcze poszło 30 zeta. A trzeba było kupować jak Dwie Siostry wyprzedawały po niższej cenie… Bo te „Mapy” to jest taki dziecięcy „must have”! Bez „Map” dzieciństwo chyba uboższe jest. I biblioteczka dziecięca też jakoś za „Mapami” wzdycha. Więc nie żałuj sobie, człowieku. Dziecku nie żałuj! Kup „Mapy”!

Co z takimi „Mapami” – czyli zbiorem 51 ogromnych (27,20 x 37) plansz – zrobić można?

My obcowaliśmy z „Mapami” na kilka sposobów.

 Pierwszy, najprostszy. Przeglądasz kolejno i odkrywasz tajemnice państw – nazwy najważniejszych miast, typowe potrawy, zwierzęta, ciekawostki związane z historią, kulturą. Wszystko w formie obrazkowej. Ja na przykład jestem wzrokowcem, dlatego natychmiast zapamiętuję, w których krajach widziałam skarabeusze, gdzie jedzą crepes, kto uprawia trzcinę cukrową. Podobnie ma moja córka.


Drugi, to niespodziewana podróż. Na chybił-trafił otwarta książka. Na przykład dziś trafiliśmy do Maroko. Najpierw sczytujemy informacje ze strony. Na ile potrafię wyjaśniam, co to jest wyprawianie skóry. Ale przecież nie wiem wszystkiego. Przypominam sobie, że mamy w domu książkę o Maroko, więc przeglądamy i tę o Tadżinie. Wujek Google też bardzo pomaga, kiedy dzieci chcą wiedzieć/widzieć więcej. Strona National Geographic służy genialnymi zdjęciami na przykład z Fezu.


Trzeci, tata opowiada. „Pokażę Wam, gdzie byłem”. Trochę podróżował, to trochę opowiedzieć może. O Kanadzie, Finlandii, Włoszech… A dzieci są zachwycone, bo tata wie o Finlandii wszystko, choć tak naprawdę był tylko w Tampere. I dzieci marzą, że też kiedyś pojadą.


Czwarty, flagi. Dzieci mają jakąś fascynację flagami, tym prostym kodem, za którym kryje się informacja. Dlatego na ostatnich stronach tej księgi, gdzie przedstawiono flagi państw, spędzamy szczególnie intensywny i ciekawy czas. Puszczam na te strony dzieci samopas. Same sobie znajdują sposób na flagi. Zgadują, te które znają. Zadają sobie pytania: „czy wiesz, gdzie jest flaga…”. I oczywiście – nieśmiertelne „to jest Polska, a to Monako”.


Obcujemy z „Mapami” zaledwie kilka dni. Jestem pewna, że kolejne przyniosą nowe sposoby na bycie z tą książką. Właśnie – choć to książka, której się nie czyta, jednak spędza się z nią długie minuty, godziny.

Zajrzyj do książki tutaj!  O "Mapowniku" napiszę w osobnym poście:)

Możesz kupić tutaj: Mapy 

Wydawnictwo: Dwie Siostry 
Wymiary: 27,20 x 37 cm
 Oprawa: twarda
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-63696-64-1

7 komentarzy:

  1. Mamy i też uwielbiamy!!! Przez rok przymierzałam się do zakupu.
    Pozdrawiamy poświątecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Wasz post o Mapach. I wiem, że DOminik też uwielbia flagi:)

      Usuń
  2. Tak, tak. cena odstraszająca, ale przed świętami gdy kupuje się prezenty nagle nie ma to znaczenia. I tak od czterech dni u nas tylko "Mapy" i "Mapownik"

    OdpowiedzUsuń
  3. Mapy to absolutny must have w każdym domu;) chociaż brakuje mi w nich map kilku krajów, które darzę szczególnym sentymentem... ale nie można mieć wszytskiego;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Mapy" są najczęstszym obiektem fotografowanym na zdjęciach do konkursu, który ogłosiłam:) Widać, że naród sobie Dobra nie żałuje!!! SUper!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem zakochana w "Mapach" i "Mapowniku"!
    Zgadzam się w 100% z tym, że to must have w każdym domu. Szukam tylko jakiejś fajnej promocyjnej ceny i siup! do koszyka.

    OdpowiedzUsuń