wtorek, 26 marca 2013

Rose Lagercrantz, Eva Eriksson "Moje szczęśliwe życie"


Dzieci (przedszkolaki) mają już swoje konkretne charaktery i charakterki. Jedne potrafią się zadowolić tak naprawdę byle czym, inne są wymagające i trudno trafić w ich upodobania. Są optymiści i pesymiści. Dunia – bohaterka książki Rose Lagercrantz – jest zdecydowanie optymistką. Trudne wydarzenia w jej życiu nie są w stanie przysłonić jej tego, co fajne. A Dunia wcale nie ma łatwego życia. I bynajmniej największym problemem dziewczynki nie jest strach przed pójściem do szkoły. Dunia ma poważniejsze sprawy na głowie. Jej przyjaciółka – Frida przeprowadza się do Uppsali. Bohaterce jest z tym faktem tak ciężko, jak wtedy gdy umarła jej mama.

Życie Duni obfituje w wydarzenia, które budzą różnorakie emocje – od szczęścia (zabawa z Fridą), przez radość (świnki morskie w prezencie od taty), złość (że Frida nie chce oddać zakładki-anioła), po wściekłość (popchnięcie Jonatana) i wstyd (list z przeprosinami). Jak to w życiu, które – choć szczęśliwe – ma swoje trudne momenty. Narrator prowadzi fabułę potoczyście. Wydarzenie goni wydarzenie, a emocja emocję!


Czytałam książkę pięciolatkowi i siedmiolatce. Potraktowaliśmy tę lekturę jako wstęp do rozmowy o tym, kiedy czuliśmy się szczęśliwi (taki katalog miłych wspomnień warto mieć w podręcznej pamięci i wracać do niego, gdy bywa trudno), ale także o tym dlaczego czasem budzimy się nie w sosie i narzekamy (to nasz codzienny problem). To była ciekawa rozmowa!

PS
Może ktoś z Was będzie potrafił mi odpowiedzieć! Od jakiegoś czasu zastanawia mnie, czy moje dzieci będą pamiętały lektury swego dzieciństwa, skoro czytamy tak dużo i rzadko wracamy ponownie do danej lektury. Czy mała główka jest w stanie ogarnąć ten ogrom? Czy cokolwiek (jakiś fragment fabuły, którąś z ilustracji, coś spoza książki – fotel, emocję, rozmowę – co towarzyszy lekturze) zapamiętają? Dzieci wiele razy same wyciągają z regału książki i je przeglądają, więc w ten sposób sobie je utrwalają. Jak pojemna jest pamięć? :)


Możesz kupić tutaj: Moje szczęśliwe życie 

Wydawnictwo: Zakamarki
Wymiary: 155 x 220
Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 134
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7776-014-7

poniedziałek, 25 marca 2013

Aleksandra Polewska "Wielkie małe kobietki"


Na skutek czytania literatury dziecięcej dorobiłam się pewnego zboczenia. Mianowicie na dzień dobry jestem nastawiona na węszenie. Po okładce, po tytule domyślam się tematu, a przede wszystkim tez, które autor będzie stawiał, propagował, wykładał, wkładał... Mam mocne przekonanie, że nachalny dydaktyzm uprawia się w literaturze dla maluchów do dziś, tyle że cele się nieco zmieniły. Więc tytuł „Wielkie małe kobietki” zapalił w mojej głowie lampkę „feminizm w krótkiej spódniczce”. Że oto Polewska się uparła, by małe dziewczynki wysyłać na manify, by zachęcać je do wywieszania w pokoikach sztandarów z hasłami wyzwoleńczymi. Na szczęście to pewne napięcie, z którym wchodziłam w lekturę, opadało z każdym kolejnym słowem.

Bo w gruncie rzeczy Polewska opowiada o człowieku. I choć na tapetę bierze historie (epizody z życia; czy prawdziwe? – tego nie wiem [próbowałam sprawdzić, potwierdziła się w pewnym stopniu historia o Piaf]) pięciu wielkich (jaką miarą mierzymy tę wielkość?) kobiet (Maria Skłodowska-Curie, Coco Chanel, Agata Christie, Edith Piaf, Audrey Hepburn), tak naprawdę opowiada o słabości, trudach, niedostatkach, cierpieniu, ale też i pasji, zacięciu, uporze, a żeby było ciekawiej – to odwołuje się do losów znanych kobiet.


Mnie najbardziej zafascynowała historia Edith Piaf. Nie tylko dlatego że objawiła się w tej opowieści jeszcze jedna naprawdę wielka kobieta – Teresa z Lisieux. Także dlatego że autorka ten trudny fragment życiorysu opowiada z taką elegancją, tak ciepło, aż chce się wiedzieć więcej. Ale i pozostałe historie czyta się bardzo dobrze.

 Lektura „Wielkich małych kobietek” stawia dorosłemu czytelnikowi kilka pytań. Zaprasza do refleksji. Mnie na przykład zaprosiła do tego, by zastanowić się nad wielkością człowieka i nad sukcesem. Czy mój życiorys można by określić mianem wielkiego? Po ludzku pewnie nie. Czy osiągnęłam jakiś sukces? Po ludzku pewnie nie. A jednak! Może ktoś mi zarzuci megalomanię – uważam, że i moje życie jest wielkie. Skromnie wielkie – by się posłużyć tym oksymoronem:)


Jestem też ciekawa, czy Poklewska wchodzi w jakiś dialog swoją opowieścią z „Małymi kobietkami” Louisy May Alcott. Ponieważ tej drugiej nie czytałam, notuję ją na liście do wypożyczenia przy najbliższej okazji. Być może wtedy uzupełnię jeszcze ten wpis.


Możesz kupić tutaj: Wielkie małe kobietki 

Ilustracje: Ola Krzanowska
Wydawnictwo: Czerwony Konik 
Wymiary: 150 x 200 x 14
Oprawa: twarda
 Ilość stron: 120
Rok wydania: 2012
 ISBN: 9788393393411

sobota, 23 marca 2013

Konkurs na Najlepszą Książkę Dziecięcą „Przecinek i kropka”

Trwa czwarta edycja konkursu na Najlepszą Książkę Dziecięcą 2012 „Przecinek i Kropka” . Głosujcie!

Do nagrody zostały nominowane następujące książki (w kolejności alfabetycznej):

„Dokąd iść? Mapy mówią do nas!” [Heekyoung Kim, il. Krystyna Lipka-Sztarbałło, Wydawnictwo Entliczek]

„Dziewczynka z parku” [Barbara Kosmowska , il. Emilia Dziubak, Wydawnictwo W.A.B. ]

„Dziwne zwierzęta” [Lotta Olsson, il. Maria Nilsson Thore, Wydawnictwo Zakamarki]

„Koronka i Książę Hafcik” [Liliana Bardijewska, il. Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo Literatura]

„Niebieska niedźwiedzica” [Joanna M. Chmielewska, il. Jona Jung, Wydawnictwo Bajka]

„Piękna i mądra bajka o troskach Zająca Grajka” [Ewa Kozyra-Pawlak, il. Paweł Pawlak, Wydawnictwo Egmont]

„Uczucia. Co to takiego?” [Oskar Brenifier, il.Serge Bloch, Wydawnictwo Zakamarki]

„Wesoły Ryjek powraca” [Wojciech Widłak, il. Agnieszka Żelewska, Wydawnictwo Media Rodzina]

„Wścibscy” [Dorota Gellner, il. Beata Zdęba, Wydawnictwo Bajka]

„Zosia z ulicy Kociej” [Agnieszka Tyszka, il. Agata Raczyńska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia]

środa, 20 marca 2013

Lotta Olsson, Maria Nilsson Thore "Dziwne zwierzęta"


Moje dzieci chętnie słuchały o „Dziwnych zwierzętach”, mnie jednak bardzo trudno tę książkę się czytało. Dialogi mrówkojada z orzesznicą powodowały u mnie napady ziewania i narastający ból głowy. Mrówkojad ma momenty, kiedy nie jest zbyt rozgarnięty – że się tak ładnie wyrażę. Zaś orzesznica ma fatalną tendencję do odpowiadania półsłówkami i przede wszystkim – o męko! – do powtarzania (jest to także przypadłość samego narratora).

Na przykład taki dialog:
„A będzie ich wielu. Znaczy się tych, co nie wygrają. Prawie wszyscy.
- No tak, wszyscy, poza zwycięzcą – zauważyła orzesznica.
- Tak właśnie. Poza zwycięzcą – rzekł mrówkojad i się rozpromienił. – A nie chcę, by reszcie było przykro.
- Oczywiście, że nie chcesz – powiedziała orzesznica.
- Sama rozumiesz. Nie chcę – raz jeszcze podkreślił mrówkojad”.


Albo taki:
„(…) Trzeba to zamieścić w sieci. Nikt już nie wywiesza ogłoszeń na starych dębach. To jest… passé. Tak właśnie… passé. Zupełnie passé.
- Zupełnie passé – powtórzył mrówkojad.
Orzesznica przytaknęła energicznie.
- Passé. Przestarzałe. Staromodne. Staroświeckie. Starej daty. Niedzisiejsze! Oldskulowe!
- Oldskuowe?
Orzesznica znów przytaknęła. Równie energicznie jak za pierwszym razem.”

Czy chodzi o poszerzanie dziecięcego zasobu słownictwa???

Jak napisałam – dzieciom się podobało. Były równie zdziwione co orzesznica i mrówkojad, że krowa ma cztery żołądki. Bawiły je te fragmenty z odchodami (świnka morska zjada swoją kupę). Uważnie przyglądały sie obrazkom pokazującym mrównika czy nosacza.


Ja z kolei uważam, że idea jest ciekawa. Wszystko zaczyna się od tego, że mrówkojad nie akceptuje siebie (jego nos jest dziwny). Bohaterowi przychodzi z pomocą orzesznica, która sugeruje zrobić konkurs na najdziwniejsze zwierzę. Mrówkojadowi wydaje się, że trochę się dowartościuje, gdy zobaczy, że inni są bardziej dziwni i że w gruncie rzeczy nie jest z nim tak źle. Orzesznica ma jednak inny plan. Chce, żeby przyjaciel zobaczył, że ta tak zwana „dziwność” jest tak naprawdę „wyjątkowością”, czymś, co sprawia, że jest się kimś szczególnym, jedynym. I że tak naprawdę każdy jest dziwny, inny, wyjątkowy, a przez to ciekawy.

PS
Wyguglujcie sobie "dziwne zwierzęta" :):):)


Możesz kupić tutaj: Dziwne zwierzęta 

Tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk 
Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 150 x 215 x 13
Ilość stron: 104

Oprawa: oprawa twarda
 Ilość stron: 104
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7776-016-1

piątek, 15 marca 2013

José Manuel Mateo, Javier Martínez Pedro "Emigracja"


Takiej książki jak „Emigracja” w Polsce jeszcze nie było! Zaskakujące jest tu wszystko! Format, iustracje, temat, nawet rodzaj użytego papieru…

To książka-harmonijka. Po jej rozwinięciu naszym oczom ukazuje się spory obraz, który ilością szczegółów przyprawia o pozytywny oczopląs. Odmalowano tu historię, która dzieje się jakby bezustannie. Kadr oka przesuwa się po obrazie, ślizga w dół. Można więc obraz czytać linearnie, jako opowieść o pewnej rodzinie, tropiąc matkę z dwójką dzieci pośród wielu innych bohaterów. Można też jednak przerzucać spojrzenie to tu, to tam, aby wyławiać interesujące szczegóły – czy to ludzi przeskakujących przez płoty, czy to panią samotnie siedzącą przy stoliku. Jak wspomniałam, pośród wielu alternatywnych historii dzieje się ta jedna. Historia chłopca (zapewne meksykańskiego, choć to akurat nie ma znaczenia, ponieważ ma to być opowieść uniwersalna), który wraz z matką i siostrą opuszcza swoją wioskę, aby nielegalnie przekroczyć granicę w poszukiwaniu lepszego życia. To podróż niebezpieczna, bo trzeba wskakiwać do pędzącego pociągu, uciekać przed psami tropiącymi emigrantów i przed policją. Ta opowieść ma szczęśliwe zakończenie, ale przecież mogło być inaczej.

Autorzy, José Manuel Mateo i Javier Martínez Pedro, tworzyli książkę z założeniem: „chcemy, by pamiętano i mówiono o dzieciach nieistniejących dla swojego kraju. Kiedy emigrują, nie mogą samodzielnie dowieść swojego nazwiska ani wyrobić sobie dokumentów, a czasami nie sposób nawet stwierdzić, ile naprawdę mają lat. Dlatego stworzyliśmy tę książkę, żeby nie zapomnieć, że emigrujący dziewczynki i chłopcy istnieją i cierpią, a także dlatego żeby przypomnieć, że oni również mają pełne prawo żyć w innej rzeczywistości”.


Jak widzicie, nie jest to typowa „książeczka dla dzieci”. Na pewno nie czyta się jej „na dobranoc”. Raczej czyta i ogląda się po to, aby poznać „innego” – jego kulturę i życie. Można też tę książkę ciekawie wyzyskać do zajęć z dziećmi. Tym bardziej że problem emigracji rodziców dla wielu dzieci stał się chlebem powszednim. Narracja prowadzona z punktu widzenia dziecka-chłopca pozwala zobaczyć problem emigracji w nowym świetle – czy przeprowadzka z sielskiej wsi, gdzie czeka wiernie pies Gazul, do betonowego miasta, gdzie sąsiedzi pozostają anonimami, gdzie brakuje relacji, to faktycznie realizacja pragnienia „lepszego życia”?

Możesz kupić tutaj: Emigracja


Wydawnictwo: Widnokrąg
Wymiary: 315 x 160 x 10
Oprawa: twarda
Ilość stron: 10
Rok wydania: 2013 ISBN: 9788393298440

wtorek, 12 marca 2013

"Tabu w literaturze i sztuce dla dzieci" red. Bogusława Sochańska, Justyna Czechowska


Lektura książki „Tabu w literaturze i sztuce dla dzieci” (pokłosia projektu „Tabu w sztuce dla dzieci” zainicjowanego w 2011 roku przez Duński Instytut Kultury) to fascynująca przygoda intelektualna dla tych, którzy choć trochę interesują się tym, co piszczy w literaturze dla dzieci. Tym bardziej jeśli ma się wyrobione własne zdanie w materii tabu. Zbiór tekstów zachęca do dyskusji – choćby tylko wyimaginowanej, we własnej głowie.

Dobrym punktem wyjścia do dyskusji jest spojrzenie na to, jak postrzegamy dziecko i dzieciństwo. To bowiem sprawia, że kiedy stajemy przed kwestią obecności tabu w literaturze dla najmłodszych, mamy tak odmienne zdania. Caroline Sehested („Tabu w książkach z obrazkami…”) pisze tak: „To, kiedy książka zostanie uznana za dobrą czy złą, zależy właśnie od postrzegania dzieci i dzieciństwa. Jeśli uważa się, że dziecko powinno zdobywać wiedzę i być wychowywanym przez literaturę, należy wybierać książki kończące się morałem. Jeśli uważa się, że dziecko jest istotą niewinną i naiwną, należy wybierać książki, które mają szczęśliwe zakończenie i nie zajmują się tematami, które należą do świata i kultury dorosłych (…). Jeśli wreszcie postrzega się dziecko jako kompetentne, należy wybierać książki, które rzucają wyzwania i opisują życie dziecka w różnych jego trudnych odsłonach”. Podobny podział przywołuje Małgorzata Cackowska w „Ideologie dzieciństwa a tabu…”. Ten trzeci dyskurs, który pojawił się w XX wieku, zachęca do otwartego przedstawiania różnych aspektów życia ludzkiego, a zatem do sięgania także po tabu. W ten sposób „do dyskusji zaprasza się zmarginalizowaną grupę – dzieci, które dzięki zdobyciu nowej, dotąd zakazanej wiedzy, zyskują głos rozumiany jako kompetencję ekspresji”.

Kiedy rozmawiamy o tabu w sztuce dla dzieci, problem zawsze sprowadza się do zasadniczego pytania: czy dziecko trzeba chronić? czy dla dziecka jest dobre, aby przekroczyć wszelkie granice? Nie znajdziemy wśród autorów jednomyślności. Na przykład Sylviane Rigolet, portugalska specjalistka w dziedzinie psycholingwistyki, stwierdza jednoznacznie: „dorosły nie powinien poruszać danego tematu po to tylko, żeby go poruszać, żeby próbować rozwinąć dziecko poprzez informowanie go o niezliczonych problemach życiowych, przedstawiając nieskończenie wiele sposobów pokonania drogi życiowej”, a także „Wydaje mi się zupełnie nieefektywne i podejrzane, a nawet niebezpieczne, zbiorowe wystawianie dzieci na doświadczenia właściwe tylko konkretnej jednostce. (…)Stare przysłowie mówi, że nie można osła zmusić do picia, jeśli nie chce mu się pić”. Na problematyczność pełnego otwarcia na oswajania dzieci ze wszystkimi tematami zwraca też uwagę Cackowska, cytując Ursulę Kroeber Le Guin: „Pokazać dziecku obraz (…) komór gazowych (…) ludzi umierających z głodu albo okrucieństwo psychotyka i powiedzieć: Widzisz, moje dziecko, tak to właśnie jest, może ty coś zrobisz w tej sprawie – to byłoby z pewnością nieetyczne. Jeżeli zasugeruje, że istnieje rozwiązanie tych potwornych faktów, okłamie dziecko. Jeżeli upiera się, że rozwiązania istnieją, obarcza dziecko brzemieniem, które przerasta jego siły”. Za pełną swobodą i otwarciem na tabu opowiada się Oscar K. (duński autor ok. 50 książek dla dzieci), który deklaruje: „nie zawaham się, opowiem o wszystkim, jeśli będzie to miało jakiś sens”.

Wypowiedzi specjalistów ujawniają też nieraz postmodernistyczny relatywizm i wizję artysty. Sven Nyhus stwierdza: „Artysta musi być wolny i pracować bez ograniczeń”, a Oscar K. dodaje: „Sztuka nie powstaje z myślą o tym, jak i przez kogo będzie odbierana. Zazwyczaj w ogóle nie jest adresowana do nikogo, ale jest sama dla siebie”, a także „pisać w zgodzie ze współczesnym ruchomym obrazem świata, wieloznacznie i komplementarnie. Nie ma granic tego, o czym można pisać”.

Dla mnie konkluzja jest następująca: w temacie tabu (poruszać w książce dla dzieci czy nie?) nigdy się nie dogadamy. Jedni będą na tak i przygwałcą dzieci do tego, by „kształtować ludzki potencjał do działania i wyrażania głosu z sferze publicznej” (s.73). Inni powiedzą zdecydowane „nie”, jako że ta pełna otwartość zderzy się z ich instynktem opiekuńczo-ochronnym.

Uważam, że istotne jest, aby rodzice mieli świadomość trendów we współczesnej literaturze dla dzieci, żeby mieli swoje zdanie. Cieszę się też, że potwierdziły się moje refleksje dotyczące książki dziecięcej zanotowane w tekstach „Walka o dziecięcy rząd dusz” (o tym, że lit. dla dzieci staje się polem walki o władzę pisze Cackowska, s. 58) i „W piekle skandynawskiego raju” (tekst Janiny Orlov „Trendy i tendencje w szwedzkiej literaturze dla dzieci…”).

Możesz kupić tutaj: Tabu w literaturze i sztuce dla dzieci 

Wydawnictwo: Media Rodzina 
Wymiary: 145 x 205 x 8
Oprawa: oprawa broszurowa
Ilość stron: 166
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7278-707-1

wtorek, 5 marca 2013

Ramona Bădescu, Benjamin Chaud "Pomelo jest zakochany"


Niektórzy pytają, w jakim wieku zacząć czytać dziecku. Kiedy mówię, że od początku, od urodzenia (albo i wcześniej), stwierdzają, że próbowali, ale dziecko „nie słucha” i rodzic się zniechęca. Myślę, że dziecko słucha, nawet jeśli przy tym nie ogląda książki. Wiele razy obserwuję to u moich dzieci. Czytam córce, a syn obok bawi się autami. Po chwili jednak (gdy czytam jakiś emocjonujący fragment) podbiega, by obejrzeć ilustracje.

Czasem problemem jest źle dobrana lektura do wieku dziecka – zbyt wiele szczegółów na przykład nie pozwala się skupić dwulatkowi. Dla dwulatków najlepsze są książki z prostymi obrazkami i z niewielką ilością tekstu. Tak jest w przypadku Pomelo jest zakochany. Na około 90 stronach pomieszczono aż trzy historie! :) Pomelo jest zakochany, Wszystko znika i Pomelo jest fantasłoniczny. Rozkładówka zawiera przede wszystkim ilustrację i jedno zdanie (i to najczęściej nie złożone).


Istotna jest też tu postać Pomelo. Pewnie pokochają go głównie dziewczynki – z racji koloru. Dwulatki zazwyczaj mają już jakąś swoją ulubioną przytulankę, która daje im poczucie bezpieczeństwa. Pomelo może się stać taką postacią – w wersji książkowej. Bohater otwiera małemu czytelnikowi oczy na świat, pokazuje jego piękno, nawet wtedy gdy dokoła zaczyna robić się brzydko i nudno. W gruncie rzeczy Pomelo to niepoprawny optymista!


Cenię Zakamarki za to także, jak książki są wydane. Tu także widać troskę o najmłodszego czytelnika i jego książki. Okładka jest usztywniana – jednak giętka. Papier – dość gruby (żałuję, że się na tym nie znam), matowy, ale jednak miły w dotyku, jakby polerowany. Książka też doskonale nadaje się do nauki czytania!


Możesz kupić tutaj: Pomelo jest zakochany

Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 145 x 200 x 12
 Oprawa: twarda
Ilość stron: 92
Rok wydania: 2012
 ISBN: 978-83-7776-020-8