wtorek, 24 lutego 2015

Marek Jagielski, Ewa Kucharska "Śląskie mity"


Pozazdrościłam warszawiakom, że mają swoją "Małą książkę o gwarze warszawskiej". Dlatego zaczęłam się rozglądać za książkami, które przybliżałyby dzieciom śląskie tradycje, gwarę, miejsca. Naprawdę jest o czym pisać. Rzeczywiście kilka książek powstało. Nie miałam okazji ich czytać, ale może komuś przyda się ten spis:

Magdalena Zarębska "Jak Maciek Szpyrka z dziadkiem po Nikiszowca wędrował"
Marek Szołtysek "Śląsk dla dzieci" 
Barbara Grynicz, Andrzej Roczniok "Ślabikorz ABC" 
"Górnośląski ślabikorz" 

Mnie się jednak marzy książka, w której ktoś się szczególnie pochyli nad warstwą ilustracyjną, bo z okładek powyższych wnioskuję, że tam się nie pochylono zbytnio. Jeszcze mi się marzy, żeby książka nie tyle była gwarą napisana, ale żeby w gwarę wprowadzała. Ja potrafię mówić "po naszymu", ale na co dzień mówię polszczyzną bez naleciałości. Dlatego moje dzieci nie potrafią "godać". Za kilkadziesiąt lat, kiedy wymrze starsze pokolenie, wraz z nim odejdzie gwara śląska wciąż jeszcze w wielu miejscach słyszalna dobrze. Śląski archiwalny. Jedynie z płyt odtwarzany... Brrr... Ja uwielbiam wsłuchiwać się w melodię codziennego śląskiego - w sklepie, na przystanku, u fryzjera, przed kościołem. Coś trzeba zacząć robić...

"Śląskie mity", który znalazłam z Brambli, cieszą, ale tylko trochę. Po pierwsze, jest to projekt niszowy. Brambla - zajmująca się grafiką i wzornictwem - dopiero się rozwija, dlatego ich "Śląskie mity" nie trafiły jeszcze pod strzechy. Po drugie, tekst to zaledwie cztery wiersze, pisane zresztą polszczyzną ze śląskimi wstawkami. Ja mam ogromny niedosyt. To jeszcze nie jest To!



Ale w kwestii grafiki Brambla dostaje sto na sto punktów. Nowoczesne ilustracje przypominają mi trochę styl Katarzyny Boguckiej. Gama kolorów typowo śląska - od węglowego, przez byfyjowo-kuchenny błękit, po czerwień familokowych cegieł. Rozczulają elementy katowickiego krajobrazu na jednej z pierwszych ilustracji - Spodek, rondo, Superjednostka, wyciąg kopalniany, "gwiazdy". Czuję, że jestem w domu! Na kolejnych stronach przenosimy się do wnętrz. Oglądamy sypialkę i byfyj, zegar z kukułką. Te przestrzenie zamieszkane są przez śląskie beboki - Beboka, Heksę, Skarbka i Meluzynę. Tym, którzy chowali się pod skrzydłami Ślązoków, wybuchają w głowie tysiące asocjacji. Bebok to inaczej straszydło, stwór z demonologii ludowej. Ale Marek Jagielski opowiada współczesne historie - widocznie beboki dostosowały się do zmieniającej się rzeczywistości. Heksa na przykład wydaje cały zarobek męża górnika, Skarbka na durnostojki. Jest rozrzutna do tego stopnia, że w końcu pukają do jej drzwi Bida z Nyndzom.


Ponoć wydanie książkowe to wersja ugrzeczniona. Śląski humor zawsze był (choćbyśmy  nie wiem, jak się przed tym bronili) dosadny i rubaszny. W "Śląskich mitach" kilka takich motywów "niekoniecznie dla bajtli" się pojawia. Dlatego sugeruję, aby książkę kupować ewentualnie starszakom. Choć z drugiej strony pewien absurd sytuacyjny sprawia, że gdzieś ta przaśność się rozmywa.

Mnie w każdym razie cieszy ta publikacja. Może sprawi, że ktoś się rzeczywiście odważy na coś większego.



Ilustracje: Ewa Kucharska
Wydawca: Brambla
Okładka: twarda, kartonowa
Liczba stron: 40
Rok wydania: 2014

2 komentarze:

  1. Już się ucieszyłam, że znajdę coś dla nas, ale widzę, że graficznie bardzo słabo, a ta ostatnia książka zbyt łatwa chyba, w sensie za mało tekstu. Widziałam jeszcze jedną książkę z przysłowiami po śląsku, ale graficznie bardzo słaba. POzdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też cieszy. W ogóle pierwsze słyszę o niej, jakoś mi umknęła.

    OdpowiedzUsuń