czwartek, 17 grudnia 2015

Lotta Geffenblad „Prezenty Astona”



Pozostajemy w świątecznych klimatach. Nie wiem jak Wy, ale my już obkupiliśmy się w prezenty. Zastanawiając się nad tym, co podarować sześciorgu naszym dzieciom, mieliśmy moment, że totalnie nam odpaliło. Mąż stwierdził, że lepiej kupić jeden porządny niż kupować drobne, ale duperelne. I ponieważ jest informatykiem, wymyślił, że kupimy robota, którego można dowolnie programować. Dzieci miałyby okazję wdrażać się w robotykę i języki programowania… Robota niby podłącza się pod tablet i różne aplikacje pozwalają zaprogramować go według uznania, na przykład wytyczyć mu ścieżkę, którą ma iść lub kazać zagrać wymyśloną przez nas melodyjkę. Brzmi jakoś tak ambitnie. Ale ja jestem polonistką, dla mnie papier się liczy, wyobraźnia i jej rozwijanie. Jakoś tak nie mam zaufania do modnych gadżetów. I ciągle bronię (bronimy!) dzieci przed dostępem do nowoczesnych technologii – telewizora nie mamy, laptopa włączyć nie potrafią, więc tym bardziej poruszać się w Internecie, w komórki ich nie wyposażyliśmy, czasem pozwalamy zagrać w kilka gier, które ściągnęliśmy na prostego i taniego tableta, który ma wyłączone wi-fi. Możecie powiedzieć, że nasze dzieci są i będą technologicznie zacofane. Eeee… jestem przekonana, że komputery i nowoczesne technologie można opanować w pół godziny. Zwłaszcza jeśli się chce:)


O tym też Lotta Geffenblad w „Prezentach Astona”. Aston, którego zamiłowanie do gromadzenia i empatię wobec rzeczy martwych zdążyliśmy poznać w „Kamykach…”, w czwartek będzie miał urodziny. Nie może się doczekać prezentów, więc robi małe pakunki – owija w ozdobny papier solniczkę i po chwili podaje gotującemu obiad tacie. Potrafi też zapakować naprawdę duże przedmioty, jak choćby… muszlę klozetową – jak najbardziej używaną! I tak mija dzień za dniem, aż wreszcie urodziny. Aston dostaje piękne podarki – rower od mamy i taty oraz latawiec od cioci. Niestety jest brzydka pogoda i Aston nie może wypróbować nowych nabytków. Ale w prezentach było coś jeszcze – deska, która usztywniała latawiec. I to ona okazuje się najciekawszym prezentem. Kolejne dni pokazują bogate jej zastosowanie – w zabawie, na pikniku, jako przedłużenie ręki i na końcu jako część wspaniałego prezentu dla taty.


Trudno nam uwierzyć, że dzieci potrafią się jeszcze bawić kamykami, patykiem i piaskiem. Ciekawe dlaczego, skoro sami doświadczyliśmy, jak cudownie było się bawić bez zabawek. Ach, jak nam wtedy wyobraźnia szybowała, jak wymyślaliśmy role, jak kreowaliśmy rzeczywistość według naszego pomysłu, jak z niczego potrafiliśmy stworzyć cały świat. Lotta Geffenblad przypomina, że każde dziecko ma w sobie tę zdolność do tworzenia fikcji, do nadawania rzeczom nowych funkcji i kreowania. Tylko trzeba im na to pozwolić.

Tuwim kiedyś napisał:
Przyjdzie taki pędrak do drugiego i zaproponuje mu, żeby został koniem – proszę! Ten już rży i parska, wierzga i bryka, a tamten jest furmanem. Kawałek sznurka, który jeden drugiemu zarzucił na ramiona, wystarczy, żeby stworzyć smarkatego centaura (człekonia). Nikt mu nie wytłumaczy, gdy pędzi „zaprzężony”, że jest Jasiem lub Stasiem. Jest bowiem Bucefałem lub Pegazem, ewentualnie dorożkarską szkapą. Dziecko, nawet współczesne (anno radio, kino, auto, kilo, foto i moto), nie obejdzie się bez bajki, złudy, wymysłu i czarodziejstwa. Biada niemądrym rodzicom, którzy by swe dzieci wychować chcieli rzeczowo, logicznie, realnie, „zgodnie z obecnym stanem wiedzy”, prostując ich fantastyczne o świecie i otaczających przedmiotach pojęcia! 


Zatem kiedy będziecie wymyślali prezenty dla swoich dzieci – miejcie Astona i Tuwima na uwadze:)

PS
Obrazki pochodzą z animacji o Astonie z tej strony.




Przekład: Barbara Gawryluk
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: EneDueRabe
ISBN: 978-83-62566-24-2

4 komentarze:

  1. ale się zgrałyście z Czytajkami :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie:) Ale zdarzyło się to nie po raz pierwszy:) Tyle że z innymi blogerkami.

      Usuń
    2. Bo u nas jutro urodziny Młodszego, więc z jednej strony te prezenty, a z drugiej - mamę na wspominki wzięło i powstał wpis o skarbach zbieranych niegdyś przez syna. Ot, taki trochę dla mnie sentymentalny, więc do Astona jak ulał pasujący :)
      PS. Zazdroszczę tego świata bez multimedialnych gadżetów. U nas pojawiają się niby okazjonalnie, chłopaki kochają czytać i bawią się razem godzinami, ale i tak mam wrażenie, że czasem na zbyt wiele im pozwalam :(

      Usuń
    3. Ja myślę, że niepotrzebnie robisz sobie wyrzuty sumienia!

      Usuń