wtorek, 19 lipca 2016

Marcin Szczygielski „Teatr niewidzialnych dzieci”


W naszym domu czeka się na książki niektórych autorów. Ja czekam zawsze na coś nowego od Chutnik (właśnie skończyłam „Jolantę”), Christensena (właśnie „Beatlesi” idą pocztą) czy Dehnela. Marta czeka na coś nowego od Szczygielskiego. W szczególności na nowy tom przygód Mai. Już zna tytuł i mniej więcej datę wydania. Już obmyśla, kogóż tytuł może dotyczyć. A na czas oczekiwania trafił jej się „Teatr Niewidzialnych Dzieci”… Hej, hej… ja też czekam na coś nowego od Szczygielskiego:) Właśnie! Bo pisarstwo Szczygielskiego to kawał dobrej prozy, wspaniałe charakterystyki postaci, absolutnie zniewalający sztafaż, błyskotliwe spostrzeżenia włożone w usta dzieci i – chyba najważniejsze! – genialne panowanie nad sensami, metaforą, zdolność do stworzenia dzieła, które znaczy na wielu poziomach. Zawsze miałam autorowi jedynie do zarzucenia skopane zakończenie – takie porzucone nagle, takie pourywane naprędce wątki, wykończenie-wymęczenie akcji, ukręcenie jej łba. I tym razem wszystko się kończy nagle. Ale! Tym razem zakończyć inaczej się nie mogło. Tym razem zakończyło się życiowo. I choć bardzo dramatycznie, to jednak jakoś tak łagodnie.

Akcję „Teatru niewidzialnych dzieci” umieszcza Szczygielski w PRL-owskim domu dziecka. Główny bohater, Michał Szymczyk oprowadza i wprowadza nas w życie wychowanków bidula bardzo skrupulatnie. Poznajemy najpierw sam budynek – piętra, pokoje, sale. Już to daje nam pewien ogląd sytuacji – dom dziecka to sprawnie działająca instytucja, to maszyna, w której trybiki dziecko musi się wpasować, bo jeśli tego nie zrobi, będzie miało problemy. A więc reguły i zasady, zapisywanie wyjść w zeszycie, kąpiel raz na dwa dni, jadłospisy, plany dnia i cisza nocna. To tak jakby być na koloniach przez całe swoje życie… Ale Michał sporo opowiada nam też o ludziach – wychowawcach i wychowankach. Te portrety, a w zasadzie klasyfikacje (wychowawcy to następujące typy: „w porządku”, „przejmujący się”, „szytywni”; wychowankowie – „łobuzy”, „przygłupy”, „fajni”, „przeroślaki”, „normalni”), jeszcze bardziej umacniają czytelnika w przekonaniu, że dom dziecka to swoiste pole walki. Akcja dzieje się w Siemianowicach Śląskich, ale także Katowicach, Bytomiu czy Rudzie Śląskiej – nie ukrywam, że miłe mi to było:)

Pierwsza część książki, opisowa, pozwala też poznać samego Michała i ogromnie go polubić. Chłopiec – choć zna zasady, także te dotyczące współżycia i relacji w domu dziecka – stara się uratować siebie przed cierpieniem. Dlatego emocjonalnie nie angażuje się w nic – tak myśli! Tak mu się wydaje! Pod tym względem przypomina mi bohaterkę Chutnik – Jolantę, która co rusz powtarza sobie zasadę „Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać” (te dwie książki czytałam naraz i momentami naprawdę gubiłam się: czy Jolanta mieszka w Katowicach?). Ale serca na dłuższą metę nie da się oszukać. Każdy potrzebuje poczuć się kochany. I dlatego, kiedy z domu dziecka znika Kiwaczek i pani Jola – Michał przeżywa dramat, który doprowadza do załamania psychicznego.

Druga część to opowieść o zupełnie innym domu dziecka pod Lublinem. Tam nie ma zasad, jest wolność, jest normalne życie z podjadaniem chleba, osobnymi sypialniami, dekorowaniem pokoju i piknikami w sadzie. Ta część jest też dynamiczna. Pojawia się nowa ważna bohaterka – Sylwia, a wraz z nią przygotowanie przedstawienia teatralnego, które ma być wystawione 13 grudnia 1981 roku. Właśnie! Bo okoliczności polityczne – rzeczywistość PRL-u, rodząca się i działająca Solidarność, stan wojenny to tło równie istotne. Autor jest mistrzem w opisywaniu świata, jego troska o detale kupuje mu czytelnika.

... każdy z nas jest tylko małym, nieistotnym kamykiem, który można bezkarnie kopnąć. (...) Ale małe kamyki, nawet tak małe jak ziarnko piasku, mają moc, gdy jest ich dużo i zmieniają sie w lawinę, a wtedy nic ich nie powstrzyma
(kilkakrotnie autor parafrazuje Miłosza
Nie jesteś jednak tak bezwolny,
A choćbyś był jak kamień polny,
Lawina bieg od tego zmienia,
Po jakich toczy się kamieniach.
"Traktat moralny")

Zatem mamy tu wiarygodną opowieść o życiu ludzi u schyłku komunizmu, opisanie świata domów dziecka, mamy też historie, trudne historie dzieci, które walczą o swoje marzenia. Te dwa domy dziecka (Młody Las i Dębowy Las) to jednak także zgrabna metafora dwóch światów – komunistycznego i Solidarnościowego. Historia Michała czy Sylwii staje się historią człowieka, który próbuje wyrwać się ze szponów i trybów machiny, aby zacząć żyć i oddychać, być człowiekiem wolnym. Oczywiście to, o czym jest ta książka, jej odbiór będzie zależny od kompetencji, z którymi przyjdzie czytelnik. Zawsze podziwiam tę zdolność autorów do stworzenia dzieła, w którym dobrze odnajdzie się czytelnik mający lat 10, ale też mający lat 60.




Panie Marcinie, gratulacje! Po raz kolejny zdobywa Pan laury konkursu im. Astrid Lindgren. Zasłużenie:) Już niecierpliwie czekamy na kolejną książkę!!!

Ilsutracja na okładce: Emilia Dziubak
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Latarnik
ISBN: 978-83-6384-138-6

3 komentarze:

  1. Zaintrygowała mnie ta książka! Nie tyle dla dziecka-bo ono temat DD ma mocno omówiony, co dla siebie;) Okładka zachwycająca!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ufff, cieszę się, że odebrałaś tak, jak ja. Jako świetną i dobrze (literacko) zakończoną :D Tak polubiłam Michała i czekam tylko, aż dam siostrzeńcowi - ośmiolatkowi książki Szczygielskiego.
    Ha! Co ważniejsze - też czytam "Beatlesów" teraz! I z tego się cieszę, że nam się zdarza lubić podobne książki także dla dużych :D A co sądzisz o Christensenie? bo pamiętam, że wspominałaś, że lubisz "Półbrata"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze "Beatlesów" nie przeczytałam. Mam zaległości w czytaniu!!! Christensena największe wrażenie zrobił na mnie "Półbrat". "Odpływ" już tak mnie nie zaczarował. "Półbrat" mnie pochłonął dosłownie, czułam, ze ta książka ma bezpośredni wpływ na mój nastój i moje życie. To było dziwne!
    Mam też Knausgarda druga część "Mojej walki", ale męczę się z nim strasznie... zaczęłam go czytać rok temu i ciągle jestem na stronie 152:) jest tak drobiazgowy w fabule, która nic nie wnosi...

    OdpowiedzUsuń