środa, 8 grudnia 2010

Agnieszka Frączek "Zielono mi!"


Przeczesując Internet pod kątem informacji o twórczości Agnieszki Frączek, natknęłam się na taką oto wypowiedź Rafała Witka na Qlturce.

Wiersze pani Agnieszki rozpoznać można już z daleka. Aż chciałoby się powiedzieć, że autorka dorobiła się własnego stylu - a właściwie anty-stylu. Jego najważniejsza cecha to brak związków przyczynowo-skutkowych w wierszu (lub pomiędzy poszczególnymi wersami). W dalszej kolejności należy wymienić radosną przypadkowość rymów, brak jakiejkolwiek wyrazistej myśli (poetyckiego drugiego dna), a przede wszystkim - kompletną beztroskę wychowawczą. I nie chodzi mi tu bynajmniej o brak wartości dydaktycznych, które w poezji dziecięcej są niemodne już od co najmniej kilkudziesięciu lat, ale raczej o brak jakichkolwiek wartości porządkujących świat tej "poezji". Mówiąc dosadnie, odnoszę wrażenie, że Agnieszka Frączek rymuje wszystko ze wszystkim i nie martwi się, co z takiej lektury wynoszą dzieci, jaki komunikat o świecie i poezji jest im przekazywany. Dla autorki "Berka literek" poezja to bowiem nic więcej jak rym i rytm. Nie ma tu miejsca na lirykę, na niedopowiedzenie czy zawieszenie głosu, na ową szlachetność odróżniającą mowę wiązaną od, dajmy na to, reklamowego sloganu.

Hmmm… zastanowiła mnie ta dość nieprzychylna opinia. Przyjrzałam się poezji Frączek jeszcze raz – Rymobraniu oraz Zielono mi! – i muszę powiedzieć, że jestem „za a nawet przeciw”. Z jednej strony trzeba się z Witkiem zgodzić – twórczość Frączek to przede wszystkim rymowanki, a nie poezja, brakuje tu pewnej szlachetności i pozostawienia miejsca na interpretację (a tak na przykład mogłam czytać Opowieść Papuzińskiej). Jest kawa na ławie. Prosto. Bez ducha.


Z drugiej jednak strony, rym u autorki Chichopotama to sprawa nadrzędna, która wierszyk organizuje i której wszystko jest tu podporządkowane. To rym sprawia, że w wierszu dzieją się takie, a nie inne rzeczy, to on niesie pióro autorki. I co najważniejsze, pisarce nie leży na wątrobie sens, ale zabawa słowem. Uważam, że tego typu literatura – która wyczula na słowo, każe żonglować wyrazami, gimnastykuje język – też jest dziecku potrzebna.


Najnowszy tomik, Zielono mi!, choć zaczyna się wierszem o śniegu, to jednak jest zdecydowanie wiosenny. Organizuje go kolor zielony oraz wszystko to, co może mieć z nim jakiś związek – wiosna, zające, żabki, ufoludki, trawa. Utwory, które znajdziemy w tym tomiku charakteryzuje typowy dla pisarki humor oraz lekkość pióra. To mi się u Frączek najbardziej podoba – ta lekkość. Kiedy czytam dzieciom jej wiersze, nie muszę się nagle z końcem wersu zatrzymywać, by coś poprawić, by obmyślić linijkę tekstu na nowo. W Zielono mi! tekst sam mi się czyta, a język – mimo że musi się trochę nagimnastykować – nie czuje się tymi ćwiczeniami obciążony czy zmęczony. Lubię Frączek i tyle! Moje dzieci też. Pan Witek dodaje: „Jak się okazuje, zachowywanie przez autorkę dyscypliny formalnej (rym i rytm) skutecznie wprowadza w błąd, stanowiąc przykład żerowania na braku czytelniczego wyrobienia Polaków”. No jakoś będę musiała przełknąć ten brak czytelniczego wyrobienia…

Możesz kupić tutaj: Zielono mi!

Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bis
Wymiary: 20.5 x 25.5 cm
ISBN: 978-83-7551-182-6

9 komentarzy:

  1. Czasami rzeczywiscie trudno zrozumiec niektore wiersze dla dzieci (i wcale nie mam tu na mysli wyzej opisywanej autorki), a czasami krytycy sami nie wiedza co pisza.....Ot, taka moja opinia. Pozdrawiam goraco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, dla mnie istotne jest to, że moja 2,5 letnia córeczka tak chętnie słucha wierszy Frączek, że domaga się konkretnych tekstów i niektóre zna na pamięć np. wiersz "Struś na cisie" z tomiku o tym samym tytule. Zresztą ja sama p. Agnieszkę bardzo lubię i cenię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja córcia też przepada za twórczością Agnieszki Frączek. Nie zgodzę się, że jej rymowanki są pozbawione sensu; przede wszystkim są przepełnione wyobraźnią i wyzwalają wyobraźnię. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też się nie zgodzę z tym brakiem sensu, ducha czy jak zwał, tak zwał. "Kawa na ławę" to też zbytnie uproszczenie w odniesieniu do tych tekstów. Oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania. Ale krytyka pana Witka mnie oburzyła. Uważam, że jego tekst na Qulturce jest: 1/ Obraźliwy, 2. Nierzeczowy.
    A u nas w domu p. Agnieszkę czyta się z zachwytem, a często i wzruszeniem ("Jeśli bocian nie przyleci").

    OdpowiedzUsuń
  5. A "Całusy i buziaczki" są absolutnie zachwycające!

    OdpowiedzUsuń
  6. A znacie "Byk jak byk"? To o błędach językowych. Świetne! Wstyd przyznać, ale sama się z tej książki co nieco nauczyłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. ładna recenzja, ja też u Frączek najbardziej cenię tę lekkość, ale także poczucie humoru.
    Natomiast to, co napisał Rafał Witek mnie rozsierdziło. Facet jest po prostu zazdrosny czy jak?! I dlatego pluje jadem! W autorkę i przy okazji w nas, czytelników. Okropność.
    Pozdrawiam,
    Agata Kowalik

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważam,że Agnieszka Frączek ma świetne poczucie humoru.Mojemu synkowi bardzo podobały się wierszyki z książki"Zółw Wiercipięta i iinne zwierzęta".
    Małgorzata Gintowt

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem zszokowana treścią, z zwłaszcza formą tego, co napisał ów Rafał Witek. Uważam wręcz, że ten paszkwil powinien stąd zniknąć, bo po co go upowszechniać? Ja na przykład nie zaglądam na cytowaną qulturkę, więc pewnie nigdy bym się nie spotkała z tym tekstem, ale czytulanki czytam często i to one ułatwiły mi dostęp do tych okropności. Bardzo mi przykro, że autor książek dla dzieci (jak ktoś nie wie: Rafał witek też pisze dla dzieci) pozwala sobie na takie zachowanie.
    dutkowa1@wp.pl

    OdpowiedzUsuń