piątek, 1 listopada 2013

Åsa Lind, Joanna Hellgren "Chusta babci"


Równo dwa lata temu, we Wszystkich Świętych, pisałam o wspaniałej książce Jarosława Mikołajewskiego „Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór” – to metaforyczna opowieść o umieraniu. Według mnie to jedna z najlepszych książek dla dzieci, jakie w Polsce wydano w ostatnich latach. Wiele razy też czytelnicy tego bloga piszą do mnie z pytaniem, jaką książkę poleciłabym do czytania, która mówiłaby dzieciom o śmierci. Bez wahania wymieniam książkę Mikołajewskiego. Od dziś jednym tchem będę wymieniała także „Chustę babci” Åsy Lind.
 
Åsę Lind być może znacie jako autorkę „Piaskowego Wilka”. Lind jest mądrą autorką. Jej opowieści szanują dziecko. Przede wszystkim nie próbują wywierać na nim jakiejkolwiek presji, nie zawierają żadnych ideologicznych przekazów, nie dzielą. To książki, w których dotyka się dziecięcych strachów, problemów z ogromną delikatnością. Lind nie daje odpowiedzi gotowych, raczej coś tam podpowiada, ale bez nacisku. Jest Åsa także pisarką, która rozumie dziecko, daje mu prawo do humorów. Odkrywa przed dorosłym czytelnikiem tajniki dziecięcego sposobu widzenia świata – to bardzo pomocne!


Czytam właśnie dziś "Chustę babci", dlatego że to również opowieść o odchodzeniu, o umieraniu. Autorka rysuje przed nami taką sytuację: babcia wróciła ze szpitala i wszyscy (rodzina) chcą się z nią zobaczyć. Nikt dzieciom – Biliamowi i narratorce(?) – niczego nie wyjaśnia, ale podskórnie czują, że dzieje się coś ważnego. Wnioskują z dziwnie podniesionych głosów, płaczących sąsiadów i wciąż szczekającego psa. W tłumie trudno przepracować coś tak doniosłego jak fakt, że babcia umiera. Dlatego dzieci chowają się, aby pomyśleć. Dorośli, którzy niczego nie rozumieją, wyganiają ich z tych kryjówek. Dzieci w końcu odnajdują chwilę spokoju pod chustą babci. To właśnie Babcia jest jedyną, która rozumie, iż dziecięce kryjówki nie mają w sobie nic z łobuzowania, lecz są to miejsca, gdzie trzeba coś przemyśleć.

W namiocie miało się mnóstwo czasu. I można tu było myśleć, co się chce

W tej poetyckiej opowieści wszystko zdaje się do dzieci przemawiać. O tym, ze babcia umiera, opowiadają nawet przedmioty:

Czarna ziemia, biały warkocz. 
Białe kamyki, czerwone kwiaty. 
Chusta w kwiaty, czarne frędzle. 
(…) 
Donice bez kwiatów. 
Kwiaty bez donic. 
Życie bez babci. 
Babcia bez życia. 

Dzieci znajdują swój własny sposób na przepracowanie lęku przed śmiercią.

Posadziliśmy na jej grobie 
kwiaty, a wokół nich białe kamyki, 
które zbieraliśmy prawie 
przez całe życie. 

Dokładnie tak, jak to sobie 
wymyśliliśmy. Biliam i ja. 

Åsa Lind dziś podpowiada: słuchajcie dzieci, przypatrujcie się im, tak wiele możecie się od nich nauczyć.

Możesz kupić tutaj: Chusta babci 

Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 220 x 285 x 8
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7776-044-4

7 komentarzy:

  1. Piękna recenzja i bardzo mądra i wzruszająca książka. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie czytamy Chustę i też bardzo nam się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jakoś nie mogę się przekonać do tej książki. Trochę jakby tekst był obok ilustracji.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Chusta" dla małych, "Chustka" dla dużych. Obie o umieraniu. Obie piękne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Panią Hordubal, z dystansem podchodzę do tej książki. Ilustracje, które są tak ważną jej częścią, lekko irytują naśladowaniem dziecięcej niewprawności (okładka...). Rzecz druga, nie mniej ważna: znów powtarzający się motyw niekompetencji rodziców i wspaniałości dziadków - jedynych dorosłych, którzy wiedzą, o co chodzi. Czy tacy głupi rodzice zamienią się kiedyś w równie wspaniałych dziadków? Ponadto - biorąc pod uwagę konkluzje większości recenzji - dla kogo ta książka jest przeznaczona? Czy - jak wiele szwedzkich książek - dla rodziców? Są w książce obserwacje, które mi się podobają (motyw namiotu, prawo do namysłu, do sekretu, białe kamienie), jednak całość, łącznie z tą poetyckością paraleli, "poetyką haiku" - nie zachwyca. Przyznaję, może nie umiem tej książki użyć... Ale jesteś, Naczynie Gliniane, inspiracją do ruchu myśli, za co dziękuję :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, choć nadal uważam, że to bardzo dobra książka. Zgadzam się z tym, że szwedzka lit. robi z dorosłych idiotów zbyt często. W literaturze polskiej też obserwuję takie tendencje (np. Piątkowska "Piegowate opowiadania"). Przeczytanie jednak jednej książki z głupim dorosłym małemu czytelnikowi nie zaszkodzi. Myślę, że może pomóc się odnaleźć w sytuacji na zasadzie "inni też tak mają".
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń