wtorek, 19 kwietnia 2016

Gro Dahle, Kaia Dahle Nyhus „Wojna”


Gro Dahle specjalizuje się w trudnych, rodzinnych tematach. Wydaje się, że autorka ta podjęła trud wytyczenia bezpiecznego szlaku dzieciom, które muszą przejść w swoim życiu przez pole minowe. Dahle idzie więc pierwsza. Metaforycznym językiem pozwala czytelnikowi – to ważne, aby był nim także dorosły – zrozumieć, co się dzieje na zewnątrz i wewnątrz. Kiedy mama ma depresję, kiedy tata jest zły i kiedy rodzice się rozwodzą – to tematy, które są owym polem minowym.

Ale Dahle wchodzi na miny także w kontekście tabu w literaturze. Można mieć mieszane uczucia co do tego, czy rzeczywiście należy dzieciom pokazywać sceny takie jak w „Złym Panu” albo czy dziecku już utrudzonemu rozwodem rodziców, serwować jeszcze teksty w tym temacie. Moje osobiste zdanie jest takie, że książki Dahle są potrzebne, ale jedynie jako literatura terapeutyczna. Moja córka nie skomentowała ani słowem tej publikacji – myślę, że to znaczące. Nie miała nic do powiedzenia – nie chciała wyjaśnień – nie interesowało jej drążenie tematu. Uznałam, że ciągnąć za język nie powinnam. Żałuję, że nie mogę prześwietlić jej głowy. Miałam natomiast okazję zobaczyć, jak książka działa w rodzinie, która się rozpadła. Choć mama spojrzała w pierwszym momencie na książkę nieufnie, czytała ją ze swoją dziewięcioletnią córką. Książka Dahle zdominowała ich wieczory. Ania przyznaje, że „Wojny” nie da się przeczytać na jeden raz, że trzeba czytać ją powoli i że w trakcie lektury uruchamia się w dziecku potrzeba, aby mówić, aby rozmawiać o tym, co dzieje się w ich własnej rodzinie i jak się z tym czujemy. Jeśli książka prowokuje do rozmowy rodziców z dzieckiem – to z pewnością jest to bardzo dobra książka. I na tym mogłabym zakończyć tę recenzję:)


Mnie lektura „Wojny” sprawiała ból prawie fizyczny. Przyglądamy się Indze i jej braciom (zdaje się że to bliźnięta), których rodzice właśnie się rozwiedli. Chłopcy z racji tego, że młodsi jakoś z tematem sobie radzą. Jednak z Ingą jest inaczej. Bohaterka zaczyna czuć się odpowiedzialna za wszystkich – za braci, o których musi dbać, kiedy mieszkają raz tu, raz tam, czyli tak jakby nigdzie naprawdę, za mamę, która dopytuje, jak było u taty, co powoduje, że dziewczynka zaczyna się czuć mamy szpiegiem, ale też i za tatę, który podobnie jak mama – dopytuje. To bardzo dużo odpowiedzialności jak na małą dziewczynkę. Ciężar powoli zaczyna ją przytłaczać. Do tego dochodzą zachowania typowe dla okresu wojny – krzyki, kłótnie, przepychanki, a więc i uczucia typowe dla okresu wojny – strach, niepewność, głód. Inga na znak protestu przestaje jeść, a potem rani się, żeby coś bolało bardziej niż ta wojna. Gro Dahle drąży temat i drąży, a czytelnik ma wrażenie, że dłużej tego drążenia nie zniesie. Czy przychodzi jakiś ratunek? Czy jest jakaś recepta na tę sytuację? Jest. To na początek rozmowa właśnie. A potem cisza i spokój. I jeszcze czas.


Książka przykuwa też uwagę ilustracjami. Brzydkimi, w nielubianych zestawieniach kolorystycznych, z postaciami, które są przykre i odpychające. Kaia Dahle Nyhus – córka Gro i Sveina Nyhusa – jednak wpisuje się tymi obrazami w klimat książki idealnie. Choć niektóre z nich mrożą krew w żyłach, nie wyobrażam sobie, żeby mogły być inne, ładniejsze na przykład. Tu tekst i ilustracje są spójne i wzajemnie się dopełniają. Udany duet!

Dobra i ważna książka.

Obyście jednak nie musieli jej czytać dzieciom…


Ilustracje: Kaia Dahle Nyhus
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: EneDueRabe
ISBN: 978-83-62566-19-8

3 komentarze:

  1. Książka, temat, sposób prowadzenia rozmów, krzyki, ilustracje sprawiają ból, przerażają, nie pozwalają na obojętność wobec tematu.
    Bardzo cenię Gro Dahle za tematy, które porusza.

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni się zgadzam. Książka terapeutyczna - wyłącznie. Pięknie o niej napisałaś, boli, uwiera, ale czytanie wyzwala. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boję się tej książki, a jednocześnie bardzo chcę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń