piątek, 13 stycznia 2017

Ola Woldańska-Płocińska „Prosiaczek i pojazdy”


Kto by pomyślał, że Prosiaczek ma już cztery lata…


Interesujący pomysł na serię ma Ola Woldańska-Płocińska. Jej bohater – Prosiaczek – obchodzi z czytelnikami swoje kolejne urodziny. O pierwszych pisałam tutaj. Na drugie możecie spojrzeć tu, a na trzecie tutaj. Na czwarte urodziny przyjeżdża wujek Leon. Przyjeżdża swoim czerwonym kabrioletem, więc, ma się rozumieć, doskonale wie, jakie prezent najbardziej ucieszy czteroletniego chłopczyka. Oczywiście, że samochód. Zatem wspólnie wybierają się do sklepu z zabawkami, aby wybrać ten najlepszy, najfajniejszy, najszybszy. Finałowy wybór jest jednak całkowicie zaskakujący, choć – jako mama czterech synów – stwierdzam, że jednak na końcu wcale mnie nie dziwi.


Prosiaczka wciąż jeszcze oglądamy na kartonowych stronicach, tekstu nadal skromnie czy też wystarczająco dla przedszkolaka. Woldańska-Płocińska doskonale operuje kolorami. Podziwiam tę umiejętność łączenia odważnych, mocnych kolorów, które razem dają harmonijną całość. Chłopcy nie zawiodą się, przez strony bowiem przewijają się kolejne typy samochodów – jest i wóz strażacki i różowy walec, jest pick-up oraz furgonetka, pociąg towarowy i wyścigówka.



To wciąż doskonały prezent na kolejne chłopięce urodziny! Ciekawa jestem, czy ktoś ma w domu Prosiaczkowego równolatka.





Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Czerwony Konik
ISBN: 978-83-939357-3-4

wtorek, 10 stycznia 2017

Anne-Cath. Vestly „8+2 i pierwsze święta”


„8+2…” to obecnie moja druga (po „Dzieciach z Bullerbyn”) ulubiona książka (choć seria!) z dzieciństwa. To prawda, że mam już prawie czterdzieści lat, ale kiedy czytam książki dla dzieci staję się dzieckiem. Przeżywam lekturę po dziecięcemu, prosto i naiwnie. I choć potem zazwyczaj piszę jakąś recenzję, nie czuję brzemienia obowiązku analizowania, tropienia i badania. Nie wiem, jak się to stało, że studia polonistyczne nie zabiły we mnie tego dziecka, które cieszy się jak głupie z kolorowych obrazków, przygód bohaterów, którego serce czuje wyjątkową więź z którymś z bohaterów, czuje się zatroskane o to, czy wszystko na pewno dobrze się skończy.

Zatem „8+2 i pierwsze święta” (recenzja „8+2 i domek w lesie” tutaj) sprawiło, że po raz kolejny mogłam obudzić w sobie to dziecko. Uwielbiam Vestly za fabularny spokój, za wesołych bohaterów i ich proste, ale wariackie przygody. Czy trzeba wiele, aby rozkochać czytelnika w fabule na zabój? Autorka udowadnia, że nie. Jej wielodzietna rodzinka przeżywa kolejne miesiące w domu umiejscowionym pośród lasu. Nadchodzi zima, coraz bliżej święta Bożego Narodzenia, a po nich kolejne święta, czyli Wielkanoc. Przyglądamy się, jak Marta wyzbywa się lęku przed ciemnością, a potem uczy się jazdy konnej. Dowiadujemy się, że rodzinie w końcu zainstalowano telefon. A potem wszyscy wyjeżdżają w góry, bo babcia ma takie właśnie życzenie. Proste, prawda? Jednak Vestly pozwala, aby jej bohaterowie wnieśli na kolejne strony mnóstwo ciepła i życzliwości. W ogarnianiu strachu przed ciemnością pomaga wnuczce babcia, która w tajemnicy wyznaje, że też się boi ciemności, więc razem mogą poćwiczyć nocne spacery. Także w tajemnicy Marta uczy się jeździć na koniu sąsiadów. Ci pomagają jej spełnić marzenie, aby stać się księżniczką i pojechać konno, by pozdrowić rodzinę. O telefon, który miał pomóc tacie w załatwianiu zleceń, wystarała się znajoma rodziny, Hulda. Także wyjazd spadł trochę jak gwiazdka z nieba, jednak tę gwiazdkę ktoś konkretnie poruszył.


Vestly pokazuje świat wypełniony dobrymi ludźmi, którzy troszczą się o siebie i zwierzęta (i czasem nawet kurom pozwalają zamieszkać w mieszkaniu, bo tak trzeba). Jej dzieci są odważne i pracowite, choć także psotne. I nawet jeśli na chwilę się zapominają i gubią brata w lesie, za chwilę wracają z powrotem, by go odszukać. Szacunkiem darzy się każdego – dużego i małego. Tutaj dzieci nie narzekają, biorą to, czym ich życie obdarowuje i pozostają wdzięczne.


Tak to się u nas czyta...:)

Siła serii tkwi w jej fabularnej prostocie. W gruncie rzeczy my wszyscy tęsknimy za światem pełnym ciepła i dobroci, gdzie drugi jest niesamowicie ważny i w którym ja też jestem ważny. U Vestly znajdujemy to wszystko. Dwie Siostry, dziękujemy za kolejną część. Czekamy na następną:)




Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Dwie Siostry 
ISBN: 978-83-65341-14-3

piątek, 16 grudnia 2016

Nika Jaworowska-Duchlińska „Gang fałszywych Mikołajów”


Czy w święta można się nudzić? Nie udawajmy, że nie. Nudzą się też dzieci. Na tę okoliczność doświadczony rodzic ma pod ręką kilka umilaczy czasu. Jednym z nich może być „gang fałszywych Mikołajów” – trochę to opowieść, trochę kolorowanka. Z pewnością garść dobrej, rozwijającej zwoje mózgowe rozrywki.

Nika Jaworowska-Duchlińska proponuje tu przeprowadzenie małego śledztwa. Wpierw dwa renifery szukają Mikołaja. Potem odnajdują, ale nieco zmultiplikowanego, więc muszą oddzielić prawdziwego od fałszywych. Koniec końców muszą też znaleźć fałszywkom jakieś nieszkodliwe zajęcie. I w tym wszystkim czytelnik reniferom musi dopomóc. Jak? Dodając całej historii kolorowych detali. Wpierw więc będzie musiał domalować samym reniferom poroża, oczy, nosy, potem będzie próbował demaskować fałszywych Mikołajów, rysując tego prawdziwego i tych przebranych. Zatem około sześćdziesięciu stron wyzwań, zagadek i intrygujących zadań. Wszystko to na dużym formacie i porządnej jakości papierze. Być może wam samym nie uda się oprzeć tej rozrywce i sami zdemaskujecie jakiegoś bałwana. Dlaczego nie? Przecież w święta wszyscy stajemy się trochę jak dzieci:)








Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Widnokrąg
ISBN: 978-83-944971-4-9