środa, 20 kwietnia 2016

Rafał Witek „Koala nie pozwala!”, Dorota Gellner „Myszka”


Lubię Wydawnictwo Bajka za to, że ze zrozumieniem pochyla się nad najmłodszym czytelnikiem – tym, który nie umie czytać, nie chodzi do przedszkola, nie ma cierpliwości do czytania długich opowieści, ale za to ma miłość do celulozy, którą najpierw musi - czuje taki wewnętrzny przymus - przeżuwać, a potem tarmosić, przeglądać w tę i we w tę. Od lat Bajka przygotowuje propozycje właśnie dla tych najbardziej wymagających czytaczy.

Kartonowe książeczki (format około a5) „Myszka” i „Koala nie pozwala!” to taka właśnie propozycja. Bajka twierdzi, że wiekowo od 3+, ale myślę, że już dwulatkom na pewno się spodobają.

Dorota Gellner przygotowała wierszyk o myszce. To tekst o emocjach, z którymi zmaga się małe stworzonko. Emocjach nie zawsze fajnych, jak złość, smutek, obraza, strach, wstyd, tęsknota, nawet rozpacz. Zdecydowanie tym negatywnym uczuciom poświęca się tu uwagę, ale autorka opowiada nam także, jak myszka się cieszy, śmieje i przede wszystkim kocha.

Kiedy myszka rozpacza,  
To zalewa się łzami. 
Ale kiedy się wzrusza, 
Także płacze czasami. 

Książeczka może więc pomóc dziecku zrozumieć własne uczucia, nauczyć je nazywać. Z tekstem ładnie korespondują ilustracje Dobrosławy Rurańskiej. Bogate motywy kolorystyczne zatrzymują oko na dłużej, a sama myszka budzi przyjemne uczucia.


"Koala nie pozwala!" Rafała Witka z kolei to tekst pełen humoru – typowego dla tego autora. Koala też zmaga się z uczuciami, zachowaniami, sytuacjami, których nie lubi. Koala jest asertywna – umie odmawiać, zgłaszać sprzeciw, zdenerwować się, okazać uczucie. Bardzo mi się ta postać podoba!

Czyś ty z Wilna, 
czyś ty z Łodzi, 
to Koali 
Nie obchodzi. 

Takie ma  
pan K. zwyczaje, 
że podpisów  
nie rozdaje. 

Świetnie w klimat tej historyjki o Koali wpisują się ilustracje Emilii Dziubak – pełne życia, ruchu, dowcipu. Ta Koala jest po prostu jedyna taka na świecie!




„Myszka” 
Ilustracje: Dobrosława Rurańska
Oprawa: Kartonowa
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Bajka 
ISBN: 978-83-65479-01-3

„Koala nie pozwala!” 
Ilustracje: Emilia Dziubak
Oprawa: Kartonowa
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Bajka 
ISBN: 978-83-65479-02-0

wtorek, 19 kwietnia 2016

Gro Dahle, Kaia Dahle Nyhus „Wojna”


Gro Dahle specjalizuje się w trudnych, rodzinnych tematach. Wydaje się, że autorka ta podjęła trud wytyczenia bezpiecznego szlaku dzieciom, które muszą przejść w swoim życiu przez pole minowe. Dahle idzie więc pierwsza. Metaforycznym językiem pozwala czytelnikowi – to ważne, aby był nim także dorosły – zrozumieć, co się dzieje na zewnątrz i wewnątrz. Kiedy mama ma depresję, kiedy tata jest zły i kiedy rodzice się rozwodzą – to tematy, które są owym polem minowym.

Ale Dahle wchodzi na miny także w kontekście tabu w literaturze. Można mieć mieszane uczucia co do tego, czy rzeczywiście należy dzieciom pokazywać sceny takie jak w „Złym Panu” albo czy dziecku już utrudzonemu rozwodem rodziców, serwować jeszcze teksty w tym temacie. Moje osobiste zdanie jest takie, że książki Dahle są potrzebne, ale jedynie jako literatura terapeutyczna. Moja córka nie skomentowała ani słowem tej publikacji – myślę, że to znaczące. Nie miała nic do powiedzenia – nie chciała wyjaśnień – nie interesowało jej drążenie tematu. Uznałam, że ciągnąć za język nie powinnam. Żałuję, że nie mogę prześwietlić jej głowy. Miałam natomiast okazję zobaczyć, jak książka działa w rodzinie, która się rozpadła. Choć mama spojrzała w pierwszym momencie na książkę nieufnie, czytała ją ze swoją dziewięcioletnią córką. Książka Dahle zdominowała ich wieczory. Ania przyznaje, że „Wojny” nie da się przeczytać na jeden raz, że trzeba czytać ją powoli i że w trakcie lektury uruchamia się w dziecku potrzeba, aby mówić, aby rozmawiać o tym, co dzieje się w ich własnej rodzinie i jak się z tym czujemy. Jeśli książka prowokuje do rozmowy rodziców z dzieckiem – to z pewnością jest to bardzo dobra książka. I na tym mogłabym zakończyć tę recenzję:)


Mnie lektura „Wojny” sprawiała ból prawie fizyczny. Przyglądamy się Indze i jej braciom (zdaje się że to bliźnięta), których rodzice właśnie się rozwiedli. Chłopcy z racji tego, że młodsi jakoś z tematem sobie radzą. Jednak z Ingą jest inaczej. Bohaterka zaczyna czuć się odpowiedzialna za wszystkich – za braci, o których musi dbać, kiedy mieszkają raz tu, raz tam, czyli tak jakby nigdzie naprawdę, za mamę, która dopytuje, jak było u taty, co powoduje, że dziewczynka zaczyna się czuć mamy szpiegiem, ale też i za tatę, który podobnie jak mama – dopytuje. To bardzo dużo odpowiedzialności jak na małą dziewczynkę. Ciężar powoli zaczyna ją przytłaczać. Do tego dochodzą zachowania typowe dla okresu wojny – krzyki, kłótnie, przepychanki, a więc i uczucia typowe dla okresu wojny – strach, niepewność, głód. Inga na znak protestu przestaje jeść, a potem rani się, żeby coś bolało bardziej niż ta wojna. Gro Dahle drąży temat i drąży, a czytelnik ma wrażenie, że dłużej tego drążenia nie zniesie. Czy przychodzi jakiś ratunek? Czy jest jakaś recepta na tę sytuację? Jest. To na początek rozmowa właśnie. A potem cisza i spokój. I jeszcze czas.


Książka przykuwa też uwagę ilustracjami. Brzydkimi, w nielubianych zestawieniach kolorystycznych, z postaciami, które są przykre i odpychające. Kaia Dahle Nyhus – córka Gro i Sveina Nyhusa – jednak wpisuje się tymi obrazami w klimat książki idealnie. Choć niektóre z nich mrożą krew w żyłach, nie wyobrażam sobie, żeby mogły być inne, ładniejsze na przykład. Tu tekst i ilustracje są spójne i wzajemnie się dopełniają. Udany duet!

Dobra i ważna książka.

Obyście jednak nie musieli jej czytać dzieciom…


Ilustracje: Kaia Dahle Nyhus
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: EneDueRabe
ISBN: 978-83-62566-19-8

piątek, 15 kwietnia 2016

Dominika Jasińska „Sowa, Krowa i z Wielorybem rozmowa”



Debiut Dominiki Jasińskiej na pewno wart jest odnotowania. Pierwsza książka tej autorki – jak dla mnie – znajduje swoje miejsce na półce gdzieś między „Piaskowym Wilkiem” Asy Lind i „Panem Kuleczką” Wojciecha Widłaka. Z książkami o Karusi szwedzkiej pisarki łączy ją zdecydowanie klimat – wydarzenia dzieją się powoli, najczęściej bohaterowie są w dialogu, który to wydarzenie omawia czy raczej przemyśliwuje. Bohaterowie dziwują się, zadają pytania, niektórzy zdecydowanym głosem odpowiadają, inni powątpiewają. Filozofowanie jest więc w „Sowie, Krowie i z Wielorybem rozmowie” czymś bardzo mocnym. Seria Widłaka też oczywiście filozofująca jest. Jednak z nią łączy książkę Jasińskiej także forma – krótkie teksty z puentą, z wyrazistą refleksją różnej wagi.

No ale dość tych ogólników. Sami posłuchajcie tej pięknej, poetyckiej opowieści:

U Gąsienicy okna były szeroko pootwierane i firanki wyszły przez nie, tak jakby na spacer. Mocny wiatr, który lubi pojawiać się znikąd o tej porze, pociągnął je dalej i po chwili dosięgnęły koron drzew, potem chmur, a na koniec zniknęły za widnokręgiem. Gąsienica pomyślała, że gdy obejrzą sobie świat, to wrócą. 

Ten inspirujący fragment zatrzymał mnie na chwilę. Już kiedyś o tym pisałam, że we współczesnej prozie dla dzieci mało jest opisów, wydarzenia muszą dziać się szybko, żeby przypadkiem czytelnik chowany w naszej pędzącej rzeczywistości się nie znudził. Wyjątek o firankach jest melancholijny. Gąsienica, która firankom się przygląda, wyciąga z tej sceny wnioski dla siebie i swojego życia. A więc dostrzeganie tego, co ulotne, zatrzymanie się po to, aby za chwilę wyruszyć. Być może w nowym, niespodziewanym kierunku.


Opowieść Jasińskiej zaczyna się dość jednak filmowo. Oto autorka naraz rozpoczyna dwa wątki z różnymi bohaterami – jest Gąsienia z Sową oraz Skorpion i jego synek. Po chwili do rozmów z Gąsienicą dołączą się Krowa, która spada z nieba i Wieloryb zamieszkujący pobliski staw. Scena z firanką pod wieloma względami jest dla obu wątków znacząca. Początkowo – ta wielość bohaterów i wątków może się dla czytelnika wydać nieco problematyczna czy nawet chaotyczna. I tu jest ważne pytanie, dla czytelnika w jakim wieku przewidziano tę publikację.


Nie ukrywam, że do bliższego przyjrzenia się tej książce zachęciła mnie para ilustratorów. Od kilku lat przyglądam się pracy Anity Andrzejewskiej i Andrzeja Pilichowskiego-Ragno dla „Świerczykowej” rubryki „Chcę wiedzieć więcej”. Zawsze podziwiam inwencję tych ilustratorów. Wydaje się takie łatwe stworzyć postać z tego, co znajdziemy w szufladzie taty w garażu… ale spróbujcie sami… docenicie ich mocno!




Życzę powodzenia – i Jasińskiej, i ilustratorom :)

Ilustracje: Anita Andrzejewska, Andrzej Pilichowski-Ragno
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Wydawnictwo Inne 
ISBN: 978-83-64550-02-7

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Fanbook" i ranking blogów:)



Rzadko mam okazję być w salonach z prasą. Ale jak już zaglądam, to zawsze znajdę coś ciekawego. Na przykład dziś rzuciło mi się w oczy czasopismo (kwartalnik) o książkach "Fanbook", a w nim ranking blogów o książkach dla dzieci i młodzieży. Jestem w ósemce:)

Redaktor Andrzej Krajczy poleca:

- Mama czyta
 - Książki na czacie
 - Znak Zorro
 - Czy tu się czyta
 - Recenzje młodzieżowe
 - Wilcze lektury
 - Półeczka z książkami
 - Czytanki - Przytulanki

Ciekawe byłoby poznać kryteria wyboru blogów. Towarzystwo mam zaiste zacne! Jakoś tam pokrywa się z rankingiem, który niegdyś opublikował "Press". Ale brakuje tu i LupusLibri i Maków z Giverny - na moje oko.

A już sama opinia redaktora na mój temat, to w 3/4 cytat z którejś mojej recenzji, nawet nie potrafiłam wywnioskować której. Docenia autor rankingu mój spis po tytule i autorze oraz merytoryczność  recenzji. Heh....

Ja oczywiście wciąż nie nadążam za współczesnymi technologiami i pluję sobie w brodę, że nie zrobiłam tej notce zdjęcia moim telefonem. Bo jednak nie uznałam za warte gazety kupić.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Catherine Rayner "Sylvia and Bird", "Iris and Isaac"


Czasem w tym całym blogowaniu zdarzają się sytuacje przemiłe!
Jak ta, kiedy dziewczyna z deszczowego Londynu postanawia spełnić moje małe życzenie wyrażone tutaj:) A nawet więcej:)


Moje małe pisklaki słuchały nowego, melodyjnego języka z zaciekawienie.

"Sylvia and Bird" to opowieść o smoczycy i ptaszku. Smoczyca czuła się samotna, bo nie miała towarzystwa. Szukała innych smoków, ale nie znalazła. Zaprzyjaźniła się jednak z Ptaszkiem. Czas miło im płynął, jednak Sylvię gryzło, że Ptaszek ma "swoich", a ona jest całkiem sama i jedyna na świecie. Dlatego postanawiła polecieć aż na Księżyc, żeby sprawdzić, czy tam nie ma przypadkiem jakiegoś smoka. Ptaszek postawia się dołączyć, aby nawet w drodze przyjaciółka nie czuła się osamotniona. Jednak tak daleka podróż okazała się dla małego Ptaszka zbyt wyczerpująca. Ptaszek o mało nie stracił życia. Dlatego Sylvia postanowiła wrócić, by ratować biedactwo. Dzięki tej podróży odkryła jednak, że nie potrzebuje wcale towarzystwa innych smoków, bo już ma prawdziwego przyjaciela.

"Iris and Isaac" to dwa niedźwiedzie polarne. Pokłóciły się o śnieżne legowisko. Każde poszło w swoją stronę. Jednak w drodze okazuje się, że jest tyle wspaniałych rzeczy i sytuacji, które Isaac chciałby pokazać Iris, a Iris Isaackowi. W końcu Isaacowie udaje się zobaczyć coś najpiękniejszego na świecie. To Iris:) Razem budują najwspanialsze śnieżne legowisko.

Proste opowieści Rayner na pewno dobrze sprzedałyby się także na polskim rynku:)

Dziękujemy Ci, Natalio:)






Wydawnictwo Little Tiger Press 2010, 2011