środa, 1 lipca 2015

Wakacje z Anią z Zielonego Wzgórza - część 1

Pewna młoda osóbka wymyśliła sobie, że w wakacje zapozna się z Anią z Zielonego Wzgórza. Miło mi się zrobiło na wspomnienie moich wakacyjnych lektur Ani. O przygodach tej bohaterki chyba najlepiej czyta się w wakacje - bo leniwie, bo przyroda wokół jakoś współgra z treścią książki, bo swobodnie, bez obowiązków można się oddać marzeniom...

Pomyślałam, że mogłabym spróbować zainspirować dziewczynki (choć chłopców też zachęcam) do tego, żeby odkryć Anię właśnie teraz. Jeśli macie (Wy-dorośli) obok siebie córki, siostrzenice, bratanice w wieku, który pozwala już na sięgnięcie po książki Lucy Maud Montgomery - pokażcie im ten cykl. Może jakoś się zainspirują?




Garść wiadomości na początek:)


Lucy Maud Montgomery, kanadyjska autorka, przedstawiła historię Ani Shirley w kolejnych powieściach:
Seria ułożona wg wieku Ani Shirley
Lp.
Tom (tytuł wersji polskiej i oryginalnej)
Publikacja oryginału
Wiek Ani
1
Ania z Zielonego Wzgórza (Anne of Green Gables)
1908
11—16
2
Ania z Avonlea (Anne of Avonlea)
1909
16—18
3
Ania na Uniwersytecie (Anne of the Island)
1915
18—22
4
Ania z Szumiących Topoli (Anne of Windy Poplars)
1936
22—25
5
Wymarzony dom Ani (Anne's House of Dreams)
1917
25—27
6
Ania ze Złotego Brzegu (Anne of Ingleside)
1939
34—40
7
Dolina Tęczy (Rainbow Valley)
1919
41
8
Rilla ze Złotego Brzegu (Rilla of Ingleside)
1921
49—53
9
Ania z Wyspy Księcia Edwarda (The Blythes Are Quoted)
Zbiór luźnych tekstów, częściowo wydany w 1974 jako The Road to Yesterday (pol. Spełnione marzenia, 2009)
2009
b.d.
Ania pojawia się także w innych książkach, w których odgrywa mniejszą rolę:
1.     Opowieści z Avonlea (Chronicles of Avonlea, 1912)
2.     Pożegnanie z Avonlea (Further Chronicles of Avonlea, 1920)
W 2008 roku kanadyjska pisarka Budge Wilson wydała oficjalny prequel serii o Ani zatytułowany Droga do Zielonego Wzgórza (Before Green Gables), w którym opisała losy bohaterki przed jej przyjazdem na Zielone Wzgórze.
(materiały z https://pl.wikipedia.org/wiki/Ania_z_Zielonego_Wzg%C3%B3rza_(seria)Wiki.pl)

Dobre wiadomości:)

Zachęcam Cię do odwiedzenia biblioteki miejskiej - tam na pewno znajdziesz "zaczytane" kolejne części serii.
W księgarniach znajdziesz nowsze wydania.
Polecam Ci szczególnie te:

To wydanie z 2013 roku, z nowym tłumaczeniem przygotowanym przez Pawła Beręsewicza, znakomitego pisarza. O jego książkach autorskich pisałam na blogu kilka razy (poszukaj w spisie). 
(Z opisu książki:) Znakomity przekład Pawła Beręsewicza, który wydobył z powieści L. M. Montgomery to, dzięki czemu od ponad 100 lat cieszy się ona popularnością wśród anglojęzycznych czytelników: niezwykły humor, bogactwo nazw własnych, błyskotliwość i „dłużyznę” wypowiedzi Ani. Przekład jest niezwykle dokładny, autor zrezygnował z jakichkolwiek skrótów i starał się wiernie odtworzyć zarówno niuanse dialogów jak i barwne i bogate opisy miejsc, wnętrz, potraw i strojów.
Drugi atut to oryginalne opracowanie graficzne. Autorka ilustracji, Sylwia Kaczmarska, postanowiła nadać książce zupełnie nowy wymiar i zwrócić uwagę czytelników na jej drugie dno. Bo „Ania z Zielonego Wzgórza” kryje w sobie wiele wątków poważnych i trudnych. Każda ilustracja współgra znakomicie z tekstem powieści, dopełnia go, bywa swoistym komentarzem, dopowiedzeniem.

To wydanie przygotowało Wydawnictwo Literackie. Tłumaczyła Agnieszka Kuc której bardzo zależało na tym, aby Ania nie była tak "tkliwa" i "sentymentalna", jak przedstawiła ją autorka najbardziej rozpowszechnionego tłumaczenia z 1912 roku, Rozalia Bernsteinowa. Kuc pisze:
Styl, którym posługuje się Bernsteinowa wydaje się nazbyt sentymentalny i czułostkowy jak na dzisiejsze gusta i niekoniecznie oddaje ducha oryginału. „Anne of Green Gables”, czyli kanadyjską „Anię z Zielonego Wzgórza”, cechuje przede wszystkim humor i ironia, a nie ckliwość. To dlatego „Anią” tak bardzo zachwycał się słynny humorysta Mark Twain. Tymczasem w polskim przekładzie Bernsteinowej aż roi się od takich określeń, jak: „cudny” czy „prześliczny”. Oto kilka przykładów: „prześliczne książki”, „cudny sad”, „śliczny wieczór”, „prześliczna modlitwa”, „cudny sen”, „cudowny zapach”, „biedna, bezdomna istotka”. Niektóre wyrażenia wyszły już z obiegu i dziecięcym czytelnikom mogą wydawać się przestarzałe, śmieszne lub wręcz niezrozumiałe.

Jeśli lubisz słuchać, jak czyta ktoś inny, możesz skorzystać z audiobooków. Pojawiło się ich kilka. Polecam te:

Czyta Magdalena Różczka (Wydawnictwo Literackie) Możesz odsłuchać!

Czyta Jolanta Fraszyńska (Wydawnictwo Agora). Odsłuchaj!

A może uda Ci się obejrzeć film o przygodach Ani?   

Tak, tak! Nakręcono mini serial ze świetną Megan Follows. Poniżej tylko fragment, który znalazłam na YouTube. Poproś rodziców, aby pomogli Ci wypożyczyć całość:)






W kolejnych częściach naszych "Wakacji z Anią..." chciałabym, abyśmy przyjrzały się bliżej tej postaci - temu, co mówiła, co lubiła robić czy jeść:) Do usłyszenia za tydzień:)


czwartek, 18 czerwca 2015

Pocieszacze:)

Pogoda, jaka jest, każdy widzi. Czas pocieszyć oko tym, co w ogrodzie. U nas wszystko kwitnie, więc jest kwietnie:)



Piwonie z maja. Teraz już prawie przekwitły.



Uwielbiam werbeny:)

Ta parka przylatuje regularnie.
Chyba się oswoiły, bo podlatują bardzo blisko,
gdy siedzimy na podwórku.
 Nawet krzyki dzieci im nie przeszkadzają:)



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Justyna Styszyńska „Las i jego zwykli-niezwykli mieszkańcy”


Zwierzęta. Temat zdawałoby się wyczerpany. Bo i w przedszkolu jakieś zajęcia i od najmłodszych lat dzieciom rodzice zwierzaki pokazują a to w zoo, a to w lesie. Do tego jeszcze dochodzą animacje zazwyczaj ze zwierzęcym bohaterem. Więc co by tu mądrego jeszcze w temacie wymodzić...

Justyna Styszyńska jakoś się nie przejmuje i zwyczajnie prezentuje czytelnikowi dziecięcemu leśnych bohaterów. Ciekawe jest może to, że skupia się na tym, jak zwierzyna wygląda, a nie jaka jest, jakie ma zwyczaje. Na przykład dzik: „Dzik ma mocny kark, sterczące trójkątne uszy małe oczka i długi pysk zakończony kłami. Ten pysk zwany jest gwizdem” albo łoś: „Łoś ma małe i słabo widzące oczy. Na pewno chciałby przetestować oczy innego zwierzęcia, by lepiej zobaczyć las”. Autorka w tych krótkich opisach zwraca więc uwagę na charakterystyczne cechy fizyczne, aby podkreślić, jak bardzo różni się jedno stworzenie od drugiego. Ostatnie zdanie zawiera zawsze pytanie bądź sugestię, zachęcającą czytelnika do zastanowienia się, jak inne zwierzę wyglądałoby z takim nosem, porożem czy uszami. Właśnie! Bo to, co tę książkę wyróżnia, to możliwość wyklejania zwierząt. Dołączone gustowne naklejki pozwalają dokleić nos wilka jeżowi, poroże jelenia sowie. Na dołączonych ilustracjach polany można też wykleić swoją własną wizję tego, co zwierzęta robią w lesie – kto z kim rozprawia i o czym.

Dwu-, trzy- czterolatki dają się złapać na tę formę pracy z tekstem. Niby edukacja, ale jednak zabawa. Niby spora dawka wiedzy, ale jak lekko podana. Szkoda tylko, że to całe wyklejanie kiedyś się kończy…:)


 Ja mam tylko techniczną uwagę. Nie lubię książek z kółkowym grzbietem. Dziecięce rączki mają ogromną łatwość w wyrywaniu stron, a i na półce jakoś się to średnio prezentuje i ogólnie „gryzie” się z książkami stojącymi obok. Tu, co prawda, druciana oprawa znalazła się z tyłu, nie jest aż tak widoczna, a na grzbiecie widać tytuł, jednak przy przewracaniu kartek nie jest wcale miło i trzeba poprawiać, wyciągać zachodzące na siebie strony.

Porządnie zajrzeć w książkę możecie na stronach projektu ZORROZ 1x365


Projekt książki i ilustracje: Justyna Styszyńska
Tekst: Michał Koziński
Wydawnictwo: Widnokrąg
Wymiary: 16,5 x 19,0 cm
Liczba stron: 32
ISBN 978-83-938652-7-7

poniedziałek, 11 maja 2015

"Świerszczyk" ma już 70 lat:)


Bardzo miło mi jest donieść, że Ktoś tu ma urodziny! I to siedemdziesiąte! to "Świerszczyk"!
Ja pamiętam "Świerszczyka" z dzieciństwa i cieszę się, że moje dzieci też go poznały. Kolekcjonujemy kolejne numery już od kilku lat. Maluchy wracają do starych numerów regularnie. Bardzo lubią rubrykę "Kolorowe zabawy" i w chwilach nudy, albo gdy jest jakaś okazja (np. święta), wyciągają numery, bo trochę się zainspirować. Niesłabnącym powodzeniem cieszy się też krzyżówka, stara, poczciwa krzyżówka. Na "Świerszczyku" można też stawiać swoje pierwsze czytelnicze kroki - tekstów jest w sam raz tyle, żeby nie dać poczucia dziecku, że zamęczyliśmy je czytaniem. Po prostu dajemy mu do ręki sukces czytelniczy.

zaproszenia do zrobienia w jubileuszowym numerze

„Świerszczyk”z okazji swoich urodzin pisze do mnie (zatem także do Was): "Czule Was proszę, świętujcie razem ze mną! „Świerszczykowi” bardzo przyda się Wasza pomoc, bo większość ludzi myśli, że w ogóle nas nie ma, albo że mamy długą siwą brodę. A przecież ja, podobnie jak Piotruś Pan, nigdy nie będę dorosły. Poza tym i ja, i „Świerszczyk” jesteśmy nowocześni, że hej! Na moją wyraźną prośbę redakcja przygotowała w prezencie dla czytelników wyjątkowe urodzinowe atrakcje!
Świerszczykowy kanał filmowy na You Tube. a na nim, m.in. film ze mną w roli głównej i wywiady ze Świerszczykowymi twórcami.

E-wydanie „Świerszczyka” – urodzinowe i darmowe, typowo tabletowe, a w nim cały rocznicowy „Świerszczyk”, kropelka historii, filmiki z twórcami, najróżniejsze dźwięki brzdęki i dużo do czytania i pacania: Apple Store i Google Play

Świerszczykowa antologia – wielka księga na wielkie urodziny, przygotowana razem z redakcją wydawnictwa Egmont".

Zatem STO LAT.... eeee, nie.... TYSIĄC LAT!

wtorek, 5 maja 2015

Seria „Poczytaj ze mną” od Egmontu



Jeszcze kilka lat temu wydawnictwo Egmont kojarzyłam głównie z książkami odbajkowymi, pstrokatymi i w gruncie rzeczy głupawymi. W ofercie pojawiały się od czasu do czasu jakieś perełki, ale jak to z perełkami bywa – łatwo było je przeoczyć. Od pewnego czasu jednak strategia wydawnicza uległa w Egmoncie pewnej zmianie. Mianowicie postawił Egmont na naszych autorów, naszych ilustratorów i na literaturę po prostu. To wydawnictwo, które odnalazło swoją misję. Stąd tak ciekawe inicjatywy, jak przejęcie Basi od LektroKletta, wyjątkowa seria „Czytam sobie”, nad której skutecznością rozpływam się tutaj i jeszcze tutaj, seria miętowa Ewy Nowak czy świetne pozycje pod chłopców o Messim i Ronaldo.

Z przykrością obserwuję, co dzieje się z wydawnictwem Nasza Księgarnia, które skupiło się na wydawaniu literatury popularnej, zwykłych czytadeł; które odcina kupony od świetnych serii „Poczytaj mi, mamo” czy „Moje książeczki”, a także publikuje to, do czego nabyło prawa przed wielu laty. I choć NK wydaje też nowe, ciekawe książki dla dzieci, widać, że jakoś brakuje im świeżych pomysłów. Wspominam o tym, dlatego że w moim przekonaniu tę misję wziął na siebie Egmont właśnie. Ich nowa seria „Poczytaj ze mną” ma szansę na podobny sukces, jak „Poczytaj mi, mamo” przed laty. Wydaje mi się, że nie jestem odosobniona w tej refleksji. Piotr Gociek w najnowszym „DoRzeczy” pisze o tej serii:

Z rozrzewnieniem, podziwem i nostalgią przeglądałem książeczki przygotowane przez Egmont do nowej serii „Poczytaj ze mną”.  Rozrzewnienie jest zrozumiałe, sam wychowałem się na zeszycikach „Poczytaj mi mamo”, do których ewidentnie nowa inicjatywa wydawnicza nawiązuje. Podziw wzbudziła we mnie odwaga redaktorów, którzy zamiast iść bezpiecznym tropem, czyli wznawiać opowieści znane i lubiane, zamiast skracać, przerabiać, upraszczać, zamówili historie zupełnie nowe, oryginalne. Tęsknotę wywołała zaś znakomita szata graficzna odwołująca się do czasów, kiedy polska ilustracja była potęgą, w dodatku docenianą przez wydawców i odbiorców. 

Zatem co dostajemy do rąk? Na razie cztery pozycje przygotowane przez znanych i lubianych także w naszym domu autorów – Zofii Staneckiej, Pawła Beręsewicza, Joanny Olech i Ewy Nowak. Każda z książeczek (format ciut mniej niż A4, zbliżający się do kwadratu) ma grzbiet w kolorze, który przypisano gatunkom literackim. Zatem zielony to przygodówka, niebieski to humor, żółty to fantasy, zaś czerwony zostaje zarezerwowany dla baśni. Można przetestować na początek, a potem wybierać te pozycje, które dziecku spodobają się najbardziej. Powoli więc wprowadzamy maluchy w zagadnienie gatunków literackich – to także świetna pomoc dla nauczycieli pierwszych klas szkoły podstawowej.

Sama nazwa – „Poczytaj ze mną” – sugeruje wspólne z rodzicem czytanie. Ale seria świetnie się też sprawdzi do samodzielnego czytania. Dzieci, które wejdą na kolejne poziomy „Czytam sobie”, mogą gładko przejść do samodzielnej lektury pozycji nieco dłuższych.

Teksty dopełnione świetnymi ilustracjami. Znane nazwiska – Joanna Rusinek, Aleksandra Krzanowska, Marianna Sztyma – gwarantują dobrą jakość, ale także możliwość rozwijania w dzieciach poczucia estetyki.


Logo serii – dodam na koniec – mogłoby śmiało być znakiem firmowym mojego bloga:P

Żądnych wiedzy na temat serii zachęcam do przeczytania materiału prasowego „O gatunkach” przygotowanego przez profesora Grzegorza Leszczyńskiego.

Każdy gatunek literacki, z którym dziecko spotyka się na drodze swojej inicjacji literackiej, jest dla niego w równym stopniu ważny. Najlepsza sytuacja jest, gdy myślimy o książkach jak o pożywnych daniach – zróżnicowanych, pięknie podanych i wartościowych. 

Baśnie wprowadzają dziecko w świat tradycyjnych motywów ukształtowanych przez ludzką kulturę od niepamiętnych czasów. Lektura baśni to wędrówka przez las wartości i marzeń, poznawanie, czym są dobro, prawda i wierność. Przekazywane przez baśń wzorce bardzo silnie oddziałują na psychikę dziecka, tworzą mapę drogową ludzkich zachowań – taką, która pozwala rozpoznawać dobro i zło, odróżniać przyjaciół od wrogów i kształtować wyobrażenia dojrzałego życia.

Utwory fantasy to ulubione lektury współczesnych dzieci. Rozwijają wyobraźnię w stopniu nieporównywalnym z innymi gatunkami, wszystko jest tu bowiem możliwe: na równych prawach występują magia, nauka i czary, a wyposażeni w nadludzką moc bohaterowie toczą walki ze smokami i czarnoksiężnikami, korzystając z możliwości, jakie daje rozwój cywilizacji. Nie przez przypadek właśnie fantasy podbiło kulturę – filmami, grami komputerowymi, przede wszystkim książkami, które fascynują i pobudzają do refleksji.

Utwory przygodowe rozgrywają się w rzeczywistości dziecku znanej, dostępnej jego doświadczeniu. To ważne, bo taka lektura pozwala spokojnie i z dystansem przyjrzeć się sobie i otoczeniu. Dynamizm wartko następujących po sobie wydarzeń wzmaga ciekawość i wytwarza silne napięcie czytelnicze – znacznie silniejsze niż w przypadku filmu, bo angażuje ono wyobraźnię i wyzwala emocje. Jeśli w czasie czytania lub słuchania padnie pytanie: „I co dalej?” – dowód to, że ziarno dziecięcej ciekawości książką zaczęło kiełkować.

Opowieści humorystyczne mają wartość nieocenioną. Czas dzieciństwa to królestwo bezgranicznego śmiechu. To, co śmieszy, przestaje być groźne, przerażające, staje się serdeczne i bliskie. Lektury opromienione wspólnym uśmiechem dziecka i matki lub ojca mają szczególną wartość – nie tylko pozostają bardzo ważnym i żywym wspomnieniem, nie tylko łączą pokolenia trwale i serdecznie, ale także pozwalają po prostu pokochać czytanie, bo kojarzy się ono z chwilami szczęścia.