piątek, 2 grudnia 2016

Jolanta Nowaczyk „Ala ma kota. A Ali?”


Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda nauka czytania w innych krajach? Mamy swojego Falskiego i jego „Elementarz” i mamy oczywiście Alę, która ma kota (choć u Falskiego akurat Ala miała psa o imieniu As). Kod, w którym odnajdujemy się wszyscy. I kot, który choć bezimienny, bliski jest każdemu. Jestem pewna, że każdy z nas ma swoje wyobrażenie Ali – dla jednych jest blondynką z warkoczkami, dla innych – brunetką w okularach, okrąglutką jak balonik. Pierwszy tekst, z którym przyszło nam się zmagać. Pierwsza czytanka. Pierwsze doświadczenie szkoły i nauki zaczyna się od Ali i jej kota. Ja z Elementarza Falskiego pamiętam czytankę o palcie i parasolu. Ach, to żółte palto! Pamiętam też lalki Lolę i Tolę oraz Felę, która dzwoniła przez telefon „Halo”. A Wy, macie swoje wspomnienia związane z pierwszymi czytankami?


Pomysł Jolanty Nowaczyk na książkę jest inspirujący. Autorka robi językowe śledztwo. Interesuje ją, z jakimi zdankami zmagają się uczniowie na pierwszym etapie nauki czytania na całym świecie. Owe „zdanka pierwsza klasa” to wyjątkowa podróż przez kultury, przez światopoglądy. Te proste teksty pokazują bowiem, kim jesteśmy i co nam siedzi w duszach. Oto Japonia – „Wiśnie, wiśnie, wiśnie zakwitły”, a tu Etiopia – „Pora deszczowa bardzo zelżała”. I jeszcze Szwecja: „Tata wiosłuje, mama jest kochana”. Sporo w tych pierwszych zdaniach zwierząt (Turcja, Algieria, Nigeria) – przede wszystkim koty (Polska, Anglia, Australia). Zastanawia mnie, czy nie odwołują się autorzy owych czytanek do doświadczeń dzieci. Kiedyś jednak żyliśmy bliżej świata zwierząt – kotów, psów, kur, królików… Czy współczesne czytanki nie powinny być zmienione na „Ala ma tablet”, by bliżej były świata, w którym żyją nasze dzieci? Odwołują się też pierwsze zdania do relacji, przede wszystkim tej z rodzicami – „Moja mama mnie kocha. Moja mama mnie rozpieszcza” (Hiszpania).


Tekstom towarzyszą ilustracje Darii Solak. Próbuje ona naśladować styl dziecięcych obrazków – nieforemne postaci, gruba kreska, ogromne uśmiechy sprawiają, że patrzymy na te ilustracje z pewnym sentymentem. Dorosły czytelnik przypomina sobie swoje niezgrabne próby narysowania pięciu palców u ręki. Nigdy się nie udawało, żeby to jakoś wyglądało! Ale też Solak próbuje przemycić elementy kultury danego kraju, tak abyśmy – patrząc na obraz – wiedzieli od razu, gdzie zawędrowaliśmy. Dlatego Grek Eli ma czoło zwieńczone wieńcem laurowym, izraelski pop nosi pejsy, a Afgańczycy stoją przed meczetem, wypowiadając „Bóg jest jeden”.

Interesujący pomysł na książkę spotkał się z uznaniem i zdobył nagrodę główną w międzynarodowym konkursie na projekt ilustrowanej książki dla dzieci Jasnowidze 2014. Dla naszych pierwszoklasistów może być książka Nowaczyk/Solak ciekawym urozmaiceniem, zaproszeniem, aby stać się częścią tej wielkiej czytającej wspólnoty.

Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Dwie Siostry 
 ISBN: 978-83-64347-96-2

środa, 12 października 2016

Joanna Bartosik „Raz Dwa Trzy Słyszymy”, „Raz Dwa Trzy Mówimy”



Myślę, że nikt obecnie jak ja nie zdaje sobie sprawy, ile trzeba włożyć trudu, żeby nauczyć dziecko mówienia. Nasz Antoś ma zespół Downa, a to wiąże się z obniżonym napięciem mięśniowy, a to z kolei wiąże się z charakterystycznym wywalonym językiem. Ćwiczenia mięśni buzi to jedne z pierwszych ćwiczeń, które wykonuje się u zespolaków już po urodzeniu. Antek radzi sobie z trzymaniem języka za zębami dość dobrze. Myślę, że pomogło mu też karmienie piersią. Nadal jednak pracujemy nad otwartą buzią. Do tego też trzeba napiąć odpowiednie mięśnie. Żeby mówić potrzebny też jest prawidłowy słuch. Antek i z tym ma problem – niedosłyszy. Nosi aparaty i widzimy ogromną poprawę. Uczestniczy też w zajęciach z surdologopedą. Na pewno Antek potrafi powiedzieć „am” i wiąże to z jedzeniem. Pracujemy też nad samogłoskami oraz pierwszymi wyrazami dźwiękonaśladowczymi – „mu”, „be”, „iha”. Każda pomoc dydaktyczna jest w cenie:) Książki także.



Pisałam już kiedyś o wspaniałej książeczce do nauki pierwszych dźwięków – „Bee, mee i kukuryku”. W tym temacie polecam też dla maluchów „Babo chce”. Dziś do tych ulubionych książeczek do nauki mowy dokładam propozycje Joanny Bartosik „Raz Dwa Trzy Słyszymy”, „Raz Dwa Trzy Mówimy”. Ta pierwsza wprowadza w wyrazy dźwiękonaśladowcze, druga w zwroty grzecznościowe, dlatego może stanowić drugi etap pracy nad mówieniem. W kartonowej książeczce „…Słyszymy” znajdziemy kolorowe rozkładówki z jednym słowem na każdej – „akuku”, „kap kap”, „hop”, „stuk puk”, „kra kra”… Obrazek ograniczony do trzech, czterech barw stanowi kontekst dla dźwięku i pomaga powiązać słowo z jego znaczeniem. W „… Mówimy” jest podobnie pod względem ilustracyjnym, jednak tu mamy do czynienia już z prostymi, rymowanymi zdaniami – „Cześć, chciałbym cię zjeść”, „Chętnie się poczęstuję, dziękuję” czy „Przepraszam, że przestraszam”.



Jak można czytać książeczki Bartosik? Twarde strony zabezpieczają przed małymi, niewprawnymi łapkami i ostrymi ząbkami, które potrafią zniszczyć. Warto dawać książeczkę dziecku po to, żeby po prostu miało kontakt. U nas w skrzynce z zabawkami albo gdzieś w zasięgu ręki najmłodszych zawsze leżą książeczki kartonowe. Po prostu po to, żeby dziecko się opatrywało, żeby traktowało książkę, jak coś naturalnego, dostępnego, codziennego. I naprawdę – z doświadczenia wielodzietnej matki! – książka nie przegrywa z interaktywnymi zabawkami. Nawet nasze niepełnosprawny Antek fascynuje się książkami – tym, że przewracają się strony, że jest kolor. Wszystkie moje dzieci lubią przeglądać książki. I to jest ich czas, kiedy są z książką sam na sam. To jest kapitał na ich czytelniczą przyszłość! A poza tym – książeczki kartonowe można czytać i nie martwić się, że dziecko się znudzi. „Akuku” zawsze zdążymy przeczytać:) Możemy zachęcać, żeby powtórzyło. Warto do tego wyszukać zabawek – konika, który zrobi hop, ptaszka, który zrobi stuk puk czy pieska, który zaszczeka hau hau. Właśnie zabawki pozwolą wzmocnić jeszcze naukę. Inne pomysły zrodzą się same:) Albo dziecko nam je wskaże:)


Ćwiczymy "bam":)








Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Widnokrąg 
ISBN: 978-83-944971-2-5; 978-83-944971-3-2

poniedziałek, 10 października 2016

Oldřich Růžička „Ale jazda! Historia samochodu”


Tłumaczone w ostatnim czasie przez Bajkę na polski książki (z Czech?) charakteryzuje ogromne nagromadzenie szczegółów, brak linearnej fabuły i specyficzne poczucie humoru (w zasadzie są to po prostu humorystyczne wtręty jakiegoś dodatkowego bohatera-komentatora, który spaja całość w jedno). Nie wiem sama, czy mi się to podoba czy nie. Takie książki, jak „Fach, że ach!” czy „Na pokładzie”, to zdecydowanie literatura edukacyjna, która przybliża dane zagadnienia czy też po prostu odpowiada na konkretne zainteresowania dziecka. Jeśli twoje dziecko interesuje się samochodami – z pewnością wciągnie go lektura książki „Ale jazda! Historia samochodu”. Ja od razu nie ukrywam, że wolę kiedy o historii motoryzacji, silnikach opowiada się w ten sposób – „Niezwykłe przygody latającej myszy”.


Co zatem znajdziemy pomiędzy okładkami – ano opowieść o tym, jak człowiek wynalazł koło. Ale zanim miał koło, to były płozy, potem pierwsze wozy ciągnięte przez zwierzęta, aż wreszcie silnik spalinowy… Kolejne rozkładówki rozwijają takie tematy, jak ciężarówki, wyścigi, samochody osobowe czy samochód od A do Z po prostu. Młody fan motoryzacji znajdzie więc tutaj wszystko, co potrzeba. Jak wspomniałam, nie ma tu jakiejś dłuższej opowieści. Tekst to zbiór notek z datami, nazwiskami, ważnymi informacjami. Żeby nie było zbyt poważnie – i tu mysz, która biega po stronach jak szalona, niczym bolid F1 i komentuje: „Nie przejedź mi ogona!” czy „To będzie wyścig mojego życia!”. Po stronicach pałęta się młodzieniaszek, który pozostaje w zachwycie: „Zdumiewająca maszyna!”, „Ale fura!”. Oczywiście obrazy przedstawiające samochody są dość wierne oryginałom.


Moje szkolne dzieci mają w ramach zajęć od czasu do czasu przygotować prezentację jakiejś książki. Marta nigdy nie ma problemu z wyborem książki i prezentować mogłaby codziennie. Janek natomiast lubi piłkę nożną i nie przepada za czytaniem dłuższych tekstów. Dlatego „Ale jazda!...” to książka w sam raz dla chłopaka jak on – męski temat, nieprzegadana, wystarczająco tekstu i ilustracji. Polecamy!




Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Bajka
ISBN: 978-83-65479-06-8

środa, 28 września 2016

Aleksandra Cieślak, Dominika Czerniak „Piwnice. Zagadki spod podłogi”


Przez chwilę miałam okazję mieszkać w bloku. Ogólnie uważam, że to nie jest dla mnie miejsce do życia. W blokach czuję, że się duszę, bo bloki nie mają duszy:) Bloki są bezosobowe i beznamiętne. Ale jedyne co może uratować opinię bloków w moich oczach to piwnice. Tak, te mają swoje charakterki i właśnie tam objawia się ludzka kreatywność, pasje i życie po prostu.


Myślę, ze w ten sposób widzą też piwnice Ola Cieślak i Dominika Czerniak autorki książki-zagadki „Piwnice. Zagadki spod podłogi”. Książka to zbiór jedenastu wierszy będących zagadkami. Ola Cieślak, którą ja znam przede wszystkim z ilustracji, opisuje nam piwnicę, a przede wszystkim rzeczy, sprzęty, które w niej się znajdują, zaprasza jednocześnie, by odkryć, kto jest ich właścicielem. I tak przedmiot po przedmiocie dowiadujemy się o charakterach mieszkańców bloku.

Bela tiulu, szyfon w pasy,
złota lama, sztruksy, sztrasy.
Rolka gumki, złoty sznur,
koraliki, tektur zbiór.
Cztery paczki, w nich – guziki,
szpilki, bisior z Ameryki,
chiński jedwab i koronka. (...)
Kto gromadzi barwne szmatki?
Kto naszywa w kratkę łatki?
 Kto się za maszyną chowa
z nożyczkami? To…

Oczywiście trudne słowa zostają wytłumaczone na marginesach, a rym pozwala się dziecku domyślić, o jaki zawód w zagadce chodzi. Okazuje się, że mieszkańcami bloku są między innymi działkowiec, aktorka, podróżnik, złota rączka… Rozwiązania znajdujemy na ostatniej stronie zapisane pismem lustrzanym, co stanowi dla małego czytelnika dodatkową atrakcję.


Ilustracje Dominiki Czerniak są oczywiście bogate w szczegóły. Stanowią dopełnienie tekstu i zachęcają oko do skupienia się na dłużej. Ciekawe świata dziecko na pewno będzie dopytywało rodzica o niektóre tajemnicze przedmioty. Ilustratorka wybiera zgaszone, ale zdecydowane kolory, utrzymuje obrazy w harmonijnej kolorystyce, decydując się na dwie, trzy barwy.

Cieślak i Czerniak to interesujący duet. Jestem ciekawa, czy spod ich rąk wyjdzie jeszcze jakaś wspólna publikacja.

PS
Dziękuję uważnemu Panu Czytaczowi za zwrócenie mi uwagi na gruby merytoryczny błąd w moim tekście!





Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Dwie Siostry
ISBN: 978-83-64347-18-4