wtorek, 21 czerwca 2016

Rascal, Mandana Sadat „Przed twoim urodzeniem”


„Przed twoim urodzeniem” jest jedną z takich książek, które są sposobem na okazanie drugiemu człowiekowi, dziecku miłości. Czasem nie potrafimy wydobyć właściwych słów, by córce powiedzieć, że jest piękna i wspaniała – wtedy możemy podarować jej „Narodziny księżniczki” albo „Królestwo dziewczynki”. Albo kiedy nasz maluch dopytuje się, skąd się wziął, a koniecznie chcemy udzielić mu najlepszej z możliwych odpowiedzi – że wziął się z miłości – możemy razem z nim czytać „Przed twoim urodzeniem”. Dziecku, które będzie słuchało o tym, jak bardzo było wyczekiwane, wypragnione, poczuje się naprawdę ukochane. Ukochane dzięki czytaniu.


Bardzo prosty pomysł na tekst zasadza się na frazie „Zrobiłem ludzika z…, ale…”. Narrator-Ojciec (! Uwielbiam!!!) tłumaczy maluchowi, że oto starał się wiele, wiele razy stworzyć sobie ludzika – z okruchów chleba, z kamyków, z żelaza, z ziaren, ale stworzenie nigdy nie było trwałe. Pokrywała go rdza, albo wydziobywały go ptaki. Dorosły czytelnik może i dla siebie wyczytać coś z tych prostych komunikatów. Mamy w sobie to przemożna pragnienie drugiego człowieka. W szczególności tego, który byłby ciałem z naszego ciała i krwią z naszej krwi. I tego pragnienia nie da się zataić żadnymi fałszywkami. W końcu pojawiła się Mama!

Pewnego dnia 
poznałem twoją mamę 
i razem zrobiliśmy ludzika z miłości.
To ty.
I odtąd jesteśmy razem. 


Tyle opowieści! Sugestywnie do tekstu dopowiadają ilustracje. Stworzony przez człowieka ludzik jest smutny i ubrany na czarno. Ten stworzony z miłości ma serce i wesołość na twarzy. Obrazy Mandany Sadat są równie nieskomplikowane co tekst. Ilustratorka maluje plamami – to jedna z tych technik, które osobiście uwielbiam. Plamienie, a potem dorysowywanie jest tym co dziecko może zrobić z powodzeniem samo. To niesamowicie rozwija wyobraźnię! Polecam do wykorzystania w domu! Najpierw jednak przyjrzyjcie się jak robi to Sadat (czy z polskich ilustratorek Marta Ignerska czy Joanna Bartosik).



Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Czerwony Konik 
ISBN: 978-83-939357-0-3

środa, 8 czerwca 2016

Stefan Themerson, Franciszka W. Themerson „Poczta”


My – pokolenia trzydziestolatków i wzwyż – mamy swoją historię pocztową, swoje ścieżki do czerwonej skrzynki na listy, swoje wspomnienia związane z korespondencyjnymi przyjaciółmi. Ja żyłam z pisania listów! Nie było tygodnia, żebym do kogoś nie słała swoich rozważań, przemyśleń i sugestii. Pamiętam doskonale zniecierpliwienie w oczekiwaniu na listy od mamy, kiedy byłam na koloniach, albo od koleżanek, które wiecznie (jak na moje potrzeby) się z pisaniem listów ociągały. Pisałam też listy do redakcji programów radiowych i telewizyjnych. To dzięki mnie pewnego lata mogliście oglądać serial „Dziewczyna i chłopak” (na podstawie książki Ożogowskiej "Dziewczyna i chłopak, czyli heca na czternaście fajerek). Dziś juz tylko piszę maile w ważnych sprawach. Ale książka Themersonów „Poczta” może coś w tym temacie zmienić.

Moje stare listy:)

Poczucie humoru mojej mamy!

Zakochany wielbiciel bez grosza na znaczek:)



Wydana w 1932 roku mocno trąci myszką. Wyobrażam sobie, jak głowi się dzieciak, który czyta na pierwszej stronie: „Jeden w skóry odziany brat wędrował od gór do morza po kniejach dzikiego boru”. Co to są knieje? I kto dziś używa słowa bór? Ale to nie jest zarzut. Wręcz przeciwnie. „Poczta” pisana piękną polszczyzną stanowi gimnastykę dla języka i głowy. Zapraszam do przyjrzenia się bliżej nie tylko głównemu tematowi, ale także kwestii języka (choć nigdy nie było to zamysłem autorów).


„Poczta” choć opowiada o zagadnieniach odchodzących w przeszłość, jest książką na wskroś współcześnie pomyślaną. Różnorodność tekstów (listy, opowiadania, zagadki, wierszyki, teksty informacyjne) powoduje, że książka odpowiada na potrzeby współczesnego młodego czytelnika, który szybko potrafi się znudzić. Autorzy trzymają więc jego uwagę w ciągłym napięciu i zainteresowaniu. Pozwalają sobie też na subtelny humor, jak w wierszyku o Kaziu. Książka przynosi wiele informacji o tym, jak ludzie się porozumiewali – począwszy od sygnałów dymnych, przez pocztyliony, telefony i telegrafy. Themerson wnika w szczegóły – dowiadujemy się, jak działa aparat radiotelegraficzny oraz kto i za co odpowiedzialny jest na poczcie. Dla naszych dzieci to już całkowita abstrakcja, że z Warszawy do Gdańska posłaniec szedł całe dziesięć dni. Zaś dla dorosłych abstrakcyjne może okazać się to podejście do czasu woźnicy:

Kto chce jechać Do Lublina Ze „stanicy” – Kobylina? Bez pośpiechu! Mamy czas… Stoimy tu trzy godziny! 

Wyjątkowe jest pochylenie Themersonów nad całokształtem książki. Ich bestlookery są dziełami integralnym, w których słowo, obraz, architektura i typografia książki są równie ważna, przygotowywane ze starannością. Jednocześnie - może z racji na wiek książki - widzimy, że jest to publikacja przywrócona nam z przeszłości. Szczególnie jej prostota, niechęć do komplikowania, ale wyraźna chęć do komunikowania się z odbiorcą. Trudno mi to wyrazić. To raczej odczucie. Współczesne książki, mimo że też wiele razy proste, są jakby nastawione same na siebie, stoją w samozachwycie, a odbiorca nie jest w nią wpisany.

Mimo wszystkich moich achów… książka wymaga ciut wyrobionego estetycznie czytelnika, który będzie umiał ocenić i docenić, z czym ma do czynienia.

Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2014 (reprint z 1932 roku)
Wydawnictwo: Widnokrąg 
ISBN: 978-83-938652-2-2

wtorek, 31 maja 2016

Silvie Sanža, Milana Stary "Fach, że ach! Od smykałki do profesji…"


Niejednemu licealiście przydałaby się taka książka jak „Fach, że ach!”. Stoisz przed dylematem, jaki zawód wybrać? Zastanów się, w jakim środowisku chciałbyś pracować – może w galerii handlowej? Albo na kosmodromie? W atelier? Na statku? Lotnisku? Farmie? Do wyboru masz siedemnaści miejsc. Jak już się mniej więcej zdecydujesz – hop do odpowiedniej strony. Dobrze – ja chciałbym pracować na farmie. Lubię przyrodę, lubię się ubrudzić, pasuje mi praca fizyczna, do tego sama mogę decydować, co kiedy zrobię – tak mi się przynajmniej wydaje, jeśli idzie o pracę w wiejskiej zagrodzie. I co my tu mamy? Agronom, zootechnik, ogrodniczka, pszczelarz, traktorzysta, rolnik, leśnik i leśniczy… ale także hodowczyni drobiu (?), robotnik rolny (?), rybak stawowy (?) i woźnica (?). Szczerze mnie te ostatnie dziwią, bo czy taki woźnica faktycznie jest w stanie zarobić na chleb? A hodowczyni drobiu to jednak musiałaby mieć potężną kurzarnię, bo z takiej malutkiej zagródki na cztery kury to wielkiego biznesu nie będzie. No dobra – zmanierowany dorosły, który wyobraża sobie, że zarobi miliony…:) Następna strona może dopowie coś do zawodów. Więc woźnica został opisany tak: „Tam, gdzie nie można dotrzeć traktorem, używa się zaprzęgu konnego. O konie dba woźnica. Czyści je karmi i poi, sprząta stajnię, naprawia uprzęże”. Cóż, ciekawe ile polskich farm ma swoich woźniców. Ja w każdym razie widzę siebie w roli ogrodniczki, która „pracuje w ogrodzie. Zajmuje się roślinami ozdobnymi, warzywami i drzewami owocowymi”. Łatwo mi poszło:)


Książkę przeglądały moje dzieci wielokrotnie. Raz pokazywały ją też fizjoterapeutce, która przychodzi do Antka na rehabilitację. Ania od razu wyłapała dużą nieścisłość. Fizjoterapeuta raczej nie ma takiej MOCY, żeby usuwać wady wrodzone. Pojęcie wad wrodzonych jest bardzo szerokie i w jego ramach mieści się też wspólny kanał przedsionkowo-komorowy (wada serca) naszego Antka. Z tym mają problem sobie poradzić nawet kardiochirurdzy. Dobrze, dobrze, znów się czepiam. Dzieci tego nie wychwycą.


Co w „Fachu…” jest dobre, to z pewnością subtelne poczucie humoru. Ilustracja na rozkładówce to szereg pomniejszych scenek. Milan Stary pozwala sobie na dowcip. Na lekcji chemii nauczyciel z włosami na Einsteina rzuca pytaniem: „O rety! Skąd ten dym?” a uczeń z pierwszej ławki zachęca kolegów: „Szybko, uciekajmy!”. Te drobne smaczki sprawiają, że publikacja ma lekki charakter, a jej edukacyjny wymiar zostaje nieco przysłonięty. Oglądania jest tu co niemiara .





Przekład: Bogumiła Nawrot 
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Bajka
ISBN: 978-83-61824-96-1

wtorek, 17 maja 2016

Zwycięzcy!

Zwycięzcy konkursu:)

Oto oni



Eksperymenty powędrują do autorów tych zdjęć.







Gotowanie powędruje do:



Gratuluję! Nagrody dojdą pocztą:)