wtorek, 27 lipca 2010

Neil Gaiman "M jak magia"


Gaiman to pisarz specyficzny i bardzo współczesny. Przede wszystkim za sprawą łamania konwencji i pisania wbrew przyjętym regułom. Wielu czytających jego książki zastanawia się, dlaczego adresuje je do młodych, jak sam wielokrotnie podkreśla – do dzieci. Trudno i mnie dojść zamiarów Gaimana, ponieważ jego powieści i opowiadania z całą pewnością przez dzieci nie powinny być czytane. Ich lekturę polecałabym jedynie co bardziej ukształtowanym, dojrzałym nastolatkom. Pisarstwo Gaimana może bowiem sporo w małej głowie namieszać. Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę fakt, jak bardzo młody człowiek potrzebuje szukać autorytetów.

Znając relację z lektury książek Gaimana Igirisu (Odd i Lodowi Olbrzymi, Koralina czy Księga cmentarna), podeszłam do M jak magia dość nieufnie, ale jednak z dużym zaciekawienie. Spodobały mi się te opowiastki, czytane bez zobowiązań i dla rozrywki. W M jak magia jest ich jedenaście, poprzedzonych wstępem autora, który notuje:

Opowiadania to niewielkie okienka do innych światów, innych umysłów i snów. To podróże, które pozwalają odwiedzić drugi koniec wszechświata i zdążyć wrócić na kolację.

Rzeczywiście pisarz serwuje nam niezwykle intensywne podróże to tu, to tam. Raz stoimy pod trollowym mostem, potem lądujemy na spotkaniu Klubu Złoczyńców, najbardziej ekskluzywnego w całych Siedmiu Światach, albo uczestniczymy w posiedzeniu dwunastu miesięcy. I wszystko zaczyna się tu dość zwyczajnie, aby za chwilę – i czytelnik tej chwili doczekać się autentycznie nie może – zdarzyło się coś dziwnego. Jak w opowiadaniu Jak rozmawiac z dziewczynami na prywatkach, w którym akcja rozgrywa się na pretensjonalnej prywatce. Wkrótce jednak bohater spotyka dziewczynę nie z tego świata... Te elementy magiczne, odrealnione stanowią wyróżnik stylu Gaimana.

Pisarz tworzy też historie z różnych półek – raz są to opowieści prawie kryminalne (Spraw dwudziestu czterech kosów, Jak sprzedać Most Pontyjski), innym razem biorą coś z powiastki filozoficznej (Trollowy most) czy literatury grozy (Nie pytaj diabła). Powstaje więc ciekawa mieszanka, z której każdy czytelnik wybierze coś dla siebie. Mnie najbardziej spodobało się opowiadanie Jak sprzedać Most Pontyjski, o którym autor mówi, że jest to „historia fantasy zainspirowana przez autentycznego człowieka, “Hrabiego” Victora Lustiga, który naprawdę sprzedał wieżę Eiffla, mniej więcej w taki właśnie sposób (po czym w kilka lat później zmarł w więzieniu Alcatraz)”.

Wracając do myśli rzuconej we wstępie... Gaiman nie może uchodzić za autorytet. W jego tekstach trudno dopatrzeć się wyraźnej hierarchii wartości, brakuje morału i oddzielenia dobra od zła. Dlatego fajnie się go czyta dla rozrywki. Fascynacja dziecka światami przez niego tworzonymi powinna jednak budzić w rodzicach pewne zaniepokojenie.

Możesz kupić tutaj: M jak magia

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 232
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: MAG
Wymiary: 11.3x18.5cm
ISBN: 978-83-7480-052-5
Tłumaczenie: Paulina Braiter

3 komentarze:

  1. Uwielbiam Gaimana, chociaż akurat ten zbiorek nie był mistrzowskim dziełem ;)
    Moja ulubiona powieść to "Amerykańscy bogowie" i "Nigdziebądź"

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialna okładka!
    Nie wiem czy sięgnę, bo zraziłam się 'Koraliną'...

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam "Chłopaki Anansiego", pozostałe też fajne... :) Zgadzam się z twoją opinią na temat Gaimana. Ja również czytam jego książki jako miły przerywnik pomiędzy inszą, znacznie wartościowszą niekiedy prozą :) Ale w końcu nie o to tylko chodzi, aby gnębić się tomiszczami sprzed setek lat :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń