poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zofia Stanecka "Świat według dziadka"


Zosię Stanecką – pisarkę znają chyba wszystkie dzieci. Jeśli nie Stanecką, to z pewnością jej literackie dziecko, czyli Basię. Tę nieco zwariowaną dziewczynkę w pasiastej bluzeczce. Staneckiej, w duecie z Marianną Oklejak, udało się stworzyć wspaniałą postać. Z jednej strony, bliską każdemu przedszkolakowi, mającą zwykłe przygody z opiekunką, telewizorem, słodyczami, przeżywającą chorobę dziadka czy Boże Narodzenie. Z drugiej zaś, Basia jest tak bardzo swojska, taka nasza. Jest też seria o Basi zwyczajnie oryginalna, bo nie taka słodka, jak Martynka czy Franklin. Dlatego dzieci kochają Basię:)

I tu pewien problem. Podobny do tego, który miał Zbigniew Wodecki z pszczółką Mają, Ewa Błaszczak ze „Zmiennikami”, a Małgorzata Kożuchowska z Hanką Mostowiak… czyli jak tu się odciąć od tego „dziecka” i zacząć żyć nowym, artystycznym, życiem. Stanecka też próbuje żyć „po Basi”. Napisała dla Egmontu „Tajemnicę namokniętej gąbki” oraz „Troll i zawody”. Na stronach Przecinka i kropki możecie przeczytać też jej „Księgę Ludensona”. Jednak książki te jakoś bez większego echa przeszły. Jak będzie ze „Światem według dziadka”?


Chciałabym, żeby książce tej dobrze się powiodło, bo to powieść ciepła i mądra, choć zaczyna się dość szorstko. Oto wnuczek Ryś stwierdza, że do dziadka starego chodził nie będzie, bo dziadek śmierdzi. Rzeczywiście starości z młodością jakoś jest nie po drodze (przypomina mi się fabuła „Czarownicy piętro niżej”). Ryś nie wie, co ma z tym dziadkiem zrobić – jest stary i pomarszczony. Do niczego nieprzydatny. Dziadek Franciszek też jakby ma kłopot – zasiedział się do tego stopnia, że nigdzie go już nie ciągnie, nic go nie rusza – dosłownie i w przenośni. I tak obaj siedzą. Do momentu gdy małe wydarzenie – ot, laska, która upadła na podłogę – nie zmusza ich obu do ruszenia się, ale też do ruchu myśli. I tak powoli, powoli rozpoczyna się wspólna przygoda tych dwojga. Przygoda, w której – niech wam się nie wydaje – nic szczególnego się nie dzieje. A tu herbatkę się zaparzy, tam kota się przywoła, na spacerek mały się wyjdzie… nic wyjątkowego. A jednak jest w tych wydarzeniach pewna magiczność – pijąc herbatę, Ryś na moment przenosi się w czasie, kot jest niewidzialny, a dziadek na spacerku fruwa z balonikiem. Te elementy fantastyczne pomagają czytelnikowi zobaczyć magię zwyczajności. Bo w tej historii – z racji jej bohaterów – nic wyjątkowego się zdarzyć nie może. A jednak wszystko tu jest niezwykłe.


Cenne jest to zwrócenie uwagi autorki na to, że starości z młodością jest bardzo po drodze. Że młodość potrzebuje doświadczenia i mądrości, którą może łatwo podarować jej starość. Zaś starość potrzebuje wigoru, nowego spojrzenia, które przynosi z sobą młodość. Bohaterowie wzajemnie się obdarowują. Nikt nie jest tu mądrzejszy czy ważniejszy. Jeden bez drugiego miałby ciężko – po prostu!

Trochę mi żal, że książka ta nie została odważniej zilustrowana. W szczególności projekt okładki budzi wiele zastrzeżeń - jest nijaki, gubi się. Obrazy wewnątrz są piękne, choć skromne.

Życzę Zofii Staneckiej wielu sukcesów. To bardzo dobra autorka.


Możesz kupić tutaj: Świat według dziadka 

Ilustracje: Bogna Pniewska
Wydawnictwo: W drodze
Wymiary: 170 x 240
Oprawa: twarda
Ilość stron: 72
 Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7033-897-8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz