poniedziałek, 21 stycznia 2013

Guus Kuijer "Książka wszystkich rzeczy"


W trakcie lektury Książki wszystkich rzeczy robiło mi się coraz bardziej smutno.

Po pierwsze, dlatego że jest to zwyczajnie bardzo smutna opowieść. Chce się płakać, gdy czytać o ojcu, mężu, który bije swoje dziecko, okłada pięściami żonę… Kuijer pisze o przemocy domowej bardzo otwarcie. Jest tu i dosadny opis wymierzania kary Tomasowi:

To był on. Mężczyzna wielki jak dąb stanął w drzwiach. Podszedł do Thomasa i wyciągnął rękę. Thomas podał mu warząchew. Mężczyzna usiadł na stołeczku obok łóżka. Nic nie mówił. Nie musiał, bo Thomas dobrze wiedział, co robić. Spuścił spodnie. Potem majtki. Położył się na kolanach ojca, pupą do góry. Zaczęło się lanie. Drewniana łyżka świstała w powietrzu. 
Bach! 
Ból przecinał mu skórę jak nóż. 
Bach! 

Jest – i to wielokrotnie – scena, kiedy żona sprzeciwia się mężowi. Ten biciem przyprowadza żonę do posłuszeństwa. Zostaje po tym płonący policzek i rozkwaszony nos. I oczywiście wstyd i strach!
Nie mam odpowiedzi na pytanie, czy dobrze jest czytać dzieciom (które nie znają problemu z autopsji i nie wymagają terapii) tego typu lektury. Opisy są naprawdę szczere i mnie ściska się serce. Jak zatem może czuć się dziecko po przeczytaniu takiej książki? Nad tymi pytaniami będę próbowała się zastanawiać przy okazji notki o książce Tabu w literaturze i sztuce dla dzieci.

Po drugie, robi mi się smutno, bo książka daje policzek religii, chrześcijaństwu konkretnie.
Wyobrażam sobie, jakie byłyby recenzje, gdyby jakiś Kus Guijer napisał książkę przedstawiającą Żyda, który kradnie i śmierdzi albo feministkę, która nienawidzi mężczyzn i jest brzydka… Padłyby zarzuty, że autor operuje niszczącymi stereotypami, że nastawia czytelnika przeciwko Żydom czy feministkom. Och, rozpętałaby się wojna słowna! Tymczasem… przeczytałam tych kilka recenzji książki Guusa Kuijera, które ukazały się w Internecie. Tam ton pochwalny, wszystko grzecznie, nikt kwestii stereotypu chrześcijanina, który leje rodzinę „w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego” nie podnosi. Cóż jest? – zatem pytam. Czy tak infantylnie (na poziomie: „przeszły mnie dreszcze”) czytają? Czy może raczej jest im wygodnie nie widzieć?
Powiem więcej – Guus Kuijer nie tylko operuje stereotypem! Bywa, że chrześcijanie leją swoje dzieci i żony. Bywa. Guus Kuijer wyciąga rękę na Boga, opowiada o Nim rzeczy niestworzone, robi z Niego potwora. Ten oszczerczy ton jest nieprawdziwy i dlatego – dla mnie – trudny do zaakceptowania.
Po kolei jednak. Ojciec Thomasa jest chrześcijaninem, co objawia się w tym, że jego żona i dzieci muszą mu być posłuszne; kobieta nie może chodzić w spodniach, a przekraczając próg kościoła, musi założyć na głowę chustkę. Jest tu oczywiście modlitwa przed posiłkiem i czytanie Biblii po posiłku (akurat o plagach egipskich). Pytam zatem: skąd ten koncept? Czy przemoc domowa jest typowa dla rodzin chrześcijańskich? Czy ojcowie neutralni światopoglądowo nie biją swoich żon? Otóż nie! Mężczyźni niewierzący też wyciągają pasa! Autor jednak sięgnął po casus męża-chrześcijanina nie po to, by rozprawić się z kwestią przemocy domowej. To produkt uboczny walki, jaką Kuijer toczy z Bogiem.
W dialogach z Jezusem chłopiec przepracowuje stopniowo kwestię bezzasadności wiary. Wyłania się z nich obraz Boga, z którego „niewiele jest pożytku” (s. 62), który „był bardzo surowy” („Musiałem dać się przybić do krzyża, czy tego chciałem, czy nie”) (s. 74), który jest tylko wytworem umysłu człowieka („Bóg Ojciec nie odszedł tak po prostu – oznajmił Thomas. – On umarł. (…) I wtedy umarł, bo On nie potrafi sobie beze mnie poradzić” (s. 93-94).
Boga zastępuje „nowa wiara”, wiara w człowieka, który ma moc działać – to Margot, która grozi ojcu nożem, ciotka Pia, która nosi spodnie nie dla wygody, a dla sprzeciwu i pani van Amersfoort oraz inne „czarownice” (czyżby feministki?).
Nikt z recenzentów tego nie dostrzega. Książka Kuijera jest mocno zideologizowana. Nie dotyka tylko problemu przemocy domowej. Dotyka wiary, religii. Przedstawia wykrzywioną, nieprawdziwą twarz Boga-Ojca. Nie jest to chrześcijaństwo ani Bóg, które ja znam. To obraz religii utkany z przesądów, stereotypów i osobistych uprzedzeń. I właśnie to dla mnie jest smutne.


Możesz kupić tutaj: Książka wszystkich rzeczy

Wydawnictwo: Dwie Siostry
Wymiary: 155 x 190 x 20
Oprawa: twarda
Ilość stron: 122
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-63696-12-2

środa, 16 stycznia 2013

Markus Zusak "Złodziejka książek"


Złodziejka książek kusiła mnie od jakiegoś czasu. Do biblioteki chodzę regularnie. Nigdy nie planuję, co wypożyczyć, bo zbiory u nas są raczej skromne. Zatem przechadzam się między regałami i czekam aż któraś z książek powie mi: „dziś na mnie kolej”. Złodziejka książek rzuciła mi się w oczy już dość dawno temu. Być może był to kościotrup w powłóczystej szacie na grzbiecie książki? Albo intrygujący tytuł? W każdym razie zawsze mówiłam tej książce „nie”. Myślę, że bałam się ilości stron (500) – przy czwórce dzieci człowiek ma ograniczoną ilość czasu na rozrywki. Choć po czasie stwierdzam, że dziwne było to moje tłumaczenie, bo przecież wypożyczałam w tym czasie książki równie pojemne.

Jednak się skusiłam – a co tam, raz kozie śmierć. Jak dobrze, że to zrobiłam!

Dawno nie czytałam tak dobrej książki!

Złodziejkę książek pokochałam za kilka rzeczy. Oto one.

Język! Język niemiecki. Nie lubię bardzo tego języka, a jednak Zusak odkrył przede mną jego specyficzne piękno. Uśmiejecie się, ale jest to piękno, które tkwi w przekleństwach. Przoduje w nich Rosa Hubermann, przybrana mama tytułowej bohaterki, Liesel Meminger. Doczytawszy do połowy książki, czytelnik zaczyna swoich domowników tytułować „Saumensch” bądź „Saukerl”, ewentualnie jeszcze „Arschloch”. Gdy mu się coś nie uda, mamrocze pod nosem „scheisse”, bo jest pewien, że żaden język świata tak adekwatnie nie odda uczuć, jak właśnie język niemiecki.

Bohaterowie! Niemcy. Obywatele niemieccy w czasie drugiej wojny światowej. Liesel Meminger, Rudy Steiner, Rosa i Hans Hubermannowie, Pani Hotzapfel, żona burmistrza…

I narrator! Śmierć. To ona odmalowuje portrety postaci, pokazuje relacje. Zdradza przyszłość swoich bohaterów, bo to, co najbardziej ją interesuje, to motywacja, to powody, dla których ludzie robią to, co robią, a nie sensacja. Dlatego zawczasu dowiadujemy się, że Rudy Steiner, ten chłopak o cytrynowych włosach, nigdy nie skradnie Liesel pocałunku. Dopiero kiedy bomby spadną na Himmelstrasse nocą i śmierć będzie mogła zabrać duszę chłopaka, aby unieść ją ponad miasto, Złodziejka książek ucałuje swego najlepszego przyjaciela. Narratorowi, Śmierci trudno odmówić serca. Wyraźnie darzy uczuciem tych, o których opowiada. Zaraża tymi emocjami czytelnika. Dlatego gdy ten dojdzie do ostatnich stron książki, trudno powstrzymać łzy. Nie ma w nich nic z sentymentalizmu ani ckliwości. To łzy z bezsilności, którą odczuwa czytelnik. Śmierć mówi:

Dużo rzeczy miałbym do powiedzenia złodziejce książek, i o ludzkim pięknie, i o ludzkiej brutalności. (…) Chciałem jej powiedzieć, jak stale mi się zdarza nie doceniać ludzkiej rasy albo ją przeceniać. Najgorzej ze sprawiedliwą oceną. Chciałem ją zapytać, jakim sposobem te same rzeczy mogą się wydawać równie obrzydliwe i równie wspaniałe, dlaczego te same opowieści bywają równie wstrętne i równie cudowne. 
„USA Today” (jak czytam na okładce) ponoć napisało, że „Markus Zusak nie przeżył II wojny światowej ani Zagłady, a mimo to jego Złodziejka książek zasługuje na miejsce obok Dziennika Anny Frank”. Nie wiem, co tam „USA Today” miało na myśli, ale intrygującym byłoby zestawienie tych dwóch książek. Niemiecka dziewczynka i żydowska dziewczynka wrzucone w wir historii, która odbiera im wszystko, co kochają. Obie kochają słowa. Obie po prostu kochają. Czym zawiniły?

O Holocauście, o Tej wojnie napisano wiele książek. To pierwsza książka, którą czytam, pokazująca Ten czas z perspektywy niemieckiej.

I bardzo żałuję, że nie potrafię napisać tak dobrej recenzji, na jaką tak książka z całą pewnością zasługuje.

Strona autora.



Możesz kupić tutaj: Złodziejka książek

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 153 x 233
Oprawa: miękka
 Ilość stron: 494
Rok wydania: 2008
ISBN: 9788310120588

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Barbara Gawryluk "Kaktus dobry pies"; "Kaktus szukaj!"











Wydaje mi się, że Barbara Gawryluk jest najlepiej znana młodemu czytelnikowi z książek o zwierzętach. Autorka szczególnie umiłowała psy – dwie (trzy) z jej książek traktują o nich właśnie. Myślę tu o Dżoku i Kaktusie, który jest bohaterem tego posta. Gawryluk jest również autorką serii o świstaku Gwizdku zamieszkującym polskie Tatry.

Kaktusa poznaliśmy dzięki audiobookom wypożyczonym z biblioteki. Sukces, jaki bohater ten (a właściwie lektura o nim) odniósł w naszym domu, jest pewnie także wynikiem uwielbienia, jakim moja córka darzy wszelkie psy. A Kaktus jest wyjątkowo uroczy! To właściwie kundel, którego rodzina Wojtka i Weroniki, zabiera ze schroniska. Choć pies bywa dość niesforny, to jednak jego nowi właściciele mogą być z niego naprawdę dumni – wygrywa zawody dla psów, odnajduje zaginiona dziewczynkę, broni Weronikę przed chuliganami. To ciepła opowieść, w której poznajemy nie tylko czworonoga, ale zżywamy się także z rodzinką zamieszkującą Kraków. Razem z nimi idziemy na jagody (a może borówki?), smażymy placki ziemniaczane… Ciepły jest też głos autorki, bo to ona czyta dzieciom opowieść o Kaktusie. Polecamy!

Możesz kupić tutaj książkę: Kaktus szukaj!, Kaktus dobry pies

czwartek, 10 stycznia 2013

Roksana Jędrzejewska-Wróbel "Sznurkowa historia"


W ostatnim poście dotyczącym książek Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel trochę narzekałam, że autorka wpadła w schemat, że kolejne jej publikacje są jak pisane przez kalkę. Zupełnie nie można tego powiedzieć o Sznurkowej historii, która jest książką przecudnie mądrą i bogatą w treść. Jak donosi wydawnictwo Bajka: „Jest to wydanie drugie książki, którą po raz pierwszy wydała w 2004 roku Nasza Księgarnia. Książka szybko podbiła serca czytelników, została lekturą szkolną i… zniknęła z księgarskich półek”.


Bohaterem tej opowieści jest zwykły sznurek, który zostaje zakupiony przez sześcioletnią Mariannę. Dziewczynka owija nim prezent dla dziadka. Paczka będzie leciała daleko, daleko, więc sznurek przeżywa wyjątkową przygodę. Ale potem… kończy się jego zadanie i ląduje w szufladzie. I całe szczęście, że właśnie tam, choć niestety przez długi czas panowała pośród przedmiotów tam się znajdujących beznadzieja. Aż pewnego dnia… los przedmiotów niepotrzebnych cudownie się odmienia!

Ta prosta historia pomaga odkryć wiele! Że nie warto się spieszyć, że warto myśleć o przyszłości, że warto mieć nadzieję, że nic i nikt nie jest niepotrzebne, że życie lubi przynosić niespodzianki… Innymi słowy, mnóstwo w tej opowieści optymizmu. Ponad historią o sznurku unosi się wiara i radość.


Książka może się stać dla dziecka także impulsem do tego, żeby inaczej patrzeć na rzeczy, zabawki, które są zniszczone. Może wyzwolić w nim wyobraźnię, która na przykład potrafi z niepotrzebnego nikomu widelca zrobić bransoletkę. I wiele więcej!


Możesz kupić tutaj: Sznurkowa historia 

Ilustracje: Agnieszka Żelewska
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 245 x 245 x 10
Ilość stron: 40
Oprawa: twarda
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2012
 ISBN: 978-83-61824-46-6

wtorek, 8 stycznia 2013

Carlos Ruiz Zafón "Światła września"; "Marina"

Pewnie macie w swoim życiu takie czytelnicze doświadczenie, że natknęliście się na autora, na powieść, która tak Was wciągnęła, tak się spodobała, że poczuliście zachłanną potrzebę przeczytania wszystkiego, co dany autor napisał. Ja tak miałam. Pożerałam kolejne książki Astrid Lindgren, Gabriela Garcii Marqueza, Wojtka Kuczoka, Juliusza Słowackiego. Ostatnio mam tak także z Carlosem Ruizem Zafónem. Zaczęło się od Cienia wiatru. Sama już nie pamiętam, gdzie na tego autora się natknęłam, co mnie zachęciło do lektury (żałuję, że nie pamiętam!) – chyba było to ogólne wrażenie, także blogowe, że czytelnicy są Zafónem zafascynowani i byłam ciekawa czym konkretnie. Dziś już wiem. Przeczytałam trylogię związaną z Cmentarzem Zapomnianych Książek (Cień wiatru, Gra anioła, Więzień Nieba) oraz dwie z czterech powieści młodzieżowych.

Właśnie! Bo nim Zafón stał się pisarzem, którego książki sprzedają się jak ciepłe bułeczki, pisał powieści dla młodzieży. To cztery tytuły. Trylogia Mgły, w skład której wchodzą Książę Mgły, Pałac Północy, Światła września, oraz Marina.

Co charakteryzuje te powieści i jest dość typowe dla tego autora, to tajemnica, którą stopniowo odkrywa dwoje młodych bohaterów (chłopak i dziewczyna). Tajemnica oczywiście mroczna – jakiś genialny naukowiec, który potrafi tchnąć życie w manekiny czy trupy. Jest też wielka romantyczna miłość – romantyczna w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, gdzie któreś z dwojga musi umrzeć, to miłość, przeciw której sprzysięga się cały świat. Jest i wielki pożar, wielka ucieczka, morderstwa i oddech śmierci zaraz za plecami. To wszystko sprawia, że Zafóna czyta się w trymiga. I niestety – pozostaje potem uczucie, że zbyt krótkie to było.

Jako rzekłam – przeczytałam dwie powieści młodzieżowe tego autora.

Światła września (notka od wydawcy)


Jest rok 1936, Simone Sauvelle po śmierci męża zostaje praktycznie bez środków do życia. Dzięki pomocy sąsiada udaje jej się dostać pracę jako ochmistrzyni normandzkiej rezydencji Lazarusa Janna, wynalazcy i właściciela fabryki zabawek. Pani Sauvelle wraz z dziećmi: 14-letnią Irene i młodszym Dorianem wyjeżdża do Normandii. Podczas pierwszej wizyty u gospodarza rodzina Sauvelle zostaje oprowadzone po części domu pełnego przedziwnych mechanicznych zabawek. Dowiaduje się również o dziwnej chorobie żony Lazarusa. Po pewnym czasie Irene zaprzyjaźnia się z Hannah, kucharką wynalazcy, dzięki której poznaje Ismaela. Kiedy Hannah zostaje odnaleziona martwa, Irene i Ismael postanawiają zgłębić tajemnicę jej śmierci. Aby tego dokonać, będą musieli rozwiązać szereg zagadek związanych z Lazarusem i jego żoną.

Marina (notka wydawcy)


Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Oscar Drai, zauroczony atmosferą podupadających secesyjnych pałacyków otaczających jego szkołę z internatem, śni swoje sny na jawie. Pewnego dnia spotyka Marinę, która od pierwszej chwili wydaje mu się nie mniej fascynująca niż sekrety dawnej Barcelony. Śledząc zagadkową damę w czerni, odwiedzającą co miesiąc bezimienny nagrobek na cmentarzu w dzielnicy Sarriá, Oscar i jego przyjaciółka poznają zapomnianą od lat historię rodem z Frankensteina i XIX-wiecznych thrillerów. Historię, której dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać...

Oczywiście te powieści młodzieżowe są ogromnie schematyczne i przewidywalne. Brakuje tu też tego, co typowe dla późniejszych powieści tego autora, czyli soczystego języka. Dla mnie Zafón to w dużej mierze przede wszystkim językowe tyrady Fermína (tu garść cytatów na zachętę) oraz Barcelona – w której nigdy nie byłam, ale jeśli nie wygląda tak, jak ją sobie wyobrażam po lekturze trylogii, to wcale nie mam potrzeby tam jechać!

Jeśli macie w domu licealistów, którzy zapierają się przed książkami rękami i nogami, dajcie im Zafóna. Skoro tylko zdecydują się przeczytać pierwszą stronę, zobaczycie niezwykłą przemianę, zobaczycie, jak wsiąkają i jak potem dopytują o kolejne powieści tego autora. To może być wstęp do rozmowy o literaturze, do zainteresowania niechętnego czytaniu nastolatka książkami. Spróbujcie!

Możesz kupić tutaj: Światła września oraz Marina

Światła września 
Wydawnictwo: MUZA 
Wymiary: 205 x 132
Oprawa: miękka
Ilość stron: 256
Rok wydania: 2011
ISBN: 9788374959940

Marina 
Wydawnictwo: MUZA 
Wymiary: 130 x 205 x 23
Oprawa: miękka
Ilość stron: 302
Rok wydania: 2010
ISBN: 9788374958301

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Jimmy Liao "Dźwięki kolorów"


Dźwięki kolorów to książka obrazkowa tajwańskiego rysownika. Artysta ten, po tym jak zachorował w 1995 roku na białaczkę, zdecydował się porzucić dotychczasowe zajęcia i zająć wyłącznie tworzeniem książeczek dla dzieci. Dźwięki kolorów rodzą w dorosłym czytelniku wiele pytań. Przede wszystkim takie: czy rzeczywiście jest to książka dla dzieci? Skierowana do najmłodszych jest z całą pewnością warstwa ilustracyjna. W sumie ta zupełnie by na książkę wystarczyła. Jest tak bogata w detale, kolory, tak mocno otwiera w czytelniku to „pudełko zwane wyobraźnią”, że można spędzić z Dźwiękami kolorów, z jego główną bohaterką długie godziny. To aż 128 stron obrazów. Tekst można całkowicie pominąć, tym bardziej że zapisano go drobnym drukiem. W zasadzie maczkiem…


Ale tekst szkoda byłoby pominąć. Bo to poezja. I nie jakieś tam wierszyki z rymami. To prawdziwa poezja, taka dla dorosłych:) Książkę otwiera motto z Wisławy Szymborskiej Wielkie to szczęście. Zamyka zaś utwór Rainera Marii Rilkego Ślepa. Bo i bohaterka Jimmiego Liao jest ślepa…

Tamtego roku, kiedy anioł przy wejściu do metra pożegnał się ze mną, 
traciłam wzrok, stopniowo, powoli. 

W jesienny poranek mych piętnastych urodzin, gdy za oknem siąpiła mżawka, 
nakarmiłam kota i o szóstej pięć weszłam do metra. 

A dalej…? Dalej jest podróż dziewczynki w białym kapeluszu. Tylko jaka to podróż? I tu właśnie istotnym staje się pewnie wiek czytelnika. Dla jednych będzie to podróż metrem; dla innych – podróż w krainę wyobraźni; dla jeszcze innych – podróż w głąb siebie. Ciekawym byłoby poznać kontekst kulturowy. Myślę, że metafora metra, ale także ogrodu kwiatów (róż), złotego liścia czy motyla, mają swoje odniesienia, konotacje dla nas niezrozumiałe. Ale to nie przeszkadza poezji w niczym!


Co zatem chciałam powiedzie? To że dziecko w wieku szkolnym może się zżymać na tekst. Warto je wtedy zostawić z obrazami, a poezję zostawić sobie – na wieczór, wtedy kiedy jest czas pomyśleć, podumać…

Lubię bardzo! – mówiąc fejsbukiem.

PS
Książka doczekała się adaptacji filmowej (Wong Kar-Wai), adaptacji na deski sceniczne, powstał na jej podstawie serial TV.  Tajwańczycy docenili rysownika i jego pracę. Jedna ze stacji metra, Nangang Station wygląda dziś tak:

Zdjęcia pochodzą stąd i stąd.

Możesz kupić tutaj: Dźwięki kolorów 

Wydawnictwo: Officyna 
Wymiary: 205 x 240 x 8
Oprawa: miękka
 Ilość stron: 128
 Rok wydania: 2012
 ISBN: 9788362409198

czwartek, 3 stycznia 2013

"Poczytaj mi, mamo. Księga trzecia"



Jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami wszystkich wydanych do tej pory ksiąg Poczytaj mi, mamo. Najnowsza, trzecia część ukazała się pod koniec 2012 roku. Czas wydania jest dobrze przemyślany. Wiele osób z pewnością kupowało właśnie te książki na prezent dla dzieci, ale i dla dorosłych. Ja sama bowiem lubię zaglądać do Poczytaj mi, mamo i oddawać się emocjom dzieciństwa.


Ponieważ moje dzieci znają i pierwszą część, i drugą – na lekturę części trzeciej zareagowały entuzjastycznie. Wiedzą czego się spodziewać – wielu ilustracji, tekstu w sam raz i jakiejś takiej nietypowości czy też „innych czasów”. Te „inne czasy” wyłażą z tekstów i czasem zdumiewają, a czasem rozśmieszają. Marta i Janek cały czas żyją opowiastką Boję się… Małgorzaty Musierowicz. Ja zresztą też.

Mnie zaskakują takie fragmenty, jak ten, gdy mała Ania wyznaje: „Pani w zerówce się boję. Ona krzyczy, że zaraz oszaleje” i jeszcze ten: „Tatuś bardzo się rozgniewał, krzyknął: »Nie doprowadzaj mnie do rozpaczy!«. I uderzył pięścią w stół”. Zupełnie nie sielanka! Zaskakuje mnie, że w komunie tak otwarcie o problemach… a zdawałoby się, że tabu to dopiero niedawno w literaturze i że Szwedzi pierwsi…


Dzieciaki natomiast przeżywają fragment, w którym Darek nosi się z zamiarem zburzenia piaskowego zamku, na co bojąca się wszystkiego Ania odparowuje: „Nie rycz tak, bo ci majtki zlecą!”. Czytając, postarałam się o odpowiednią dramaturgię :) i na te słowa dzieci szeroko otworzyły buzie, a potem zaczęły się śmiać do rozpuku:)

W tomie znajdziemy: 
Maria Kowalewska Sąsiedzi (il. Janina Krzemińska)
Małgorzata Musierowicz Boję się… (il. Wanda Orlińska)
Tadeusz Kubiak Warszawskim statkiem (il. Tomasz Borowski)
Hanna Łochocka Wyładunek z przeszkodami (il. Danuta Przymanowska-Rudzińska)
Wiera Badalska Muzyka na krzywej wieży (il. Bożena Truchanowska)
Stanisława Domagalska Kapeć (il. Edward Lutczyn)
Sławomir Grabowski, Marek Nejman O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierzy (il. Maria Uszacka-Godlewska)
Ryszard Marek Groński Katar żyrafy (il. Tomasz Borowski)
Wiera Badalska Przepraszam, smoku (il. Maria Uszacka-Godlewska)


Możesz kupić tutaj: Poczytaj mi, mamo. Księga trzecia lub kolekcję trzech tomów 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 165 x 215 x 22
Oprawa: twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-10-12269-8

środa, 2 stycznia 2013

Maria Ewa Letki "Król i mgła"


Czy warto mówić dziś dzieciom o egoizmie? Czy jest to dobry temat na książkę dziecięcą? Wydaje się, że nie… W literaturze dla najmłodszych chyba więcej mówi się o tym, że „masz prawo” niż o tym, że „masz obowiązki”, że jesteś w relacjach z innymi, a co za tym idzie – musisz myśleć o innych – ich prawach, ich wolności. Tego właśnie mało popularnego tematu, ale też i kwestii związanych z władzą dotyka Maria Ewa Letki w opowieści Król i mgła.

Świat wokół tytułowego bohatera pokrywa się gęstniejącą mgłą. Władca jest tak zaślepiony miłością własną i skupiony na swoich tyko potrzebach, że powoli traci z oczu (metafora mgły) nie tylko podstawowe potrzeby podwładnych (szewcy, krawcy), ale i własnej rodziny – żony i córki. Zostaje zatem (prawie) sam jak palec.

Oczywiście – jak to w bajkach! – i tu wszystko dobrze się kończy. To ciekawe!, Letki każe królowi błąkać się po lesie przez długie miesiące w poszukiwaniu jego zaginionej w dzieciństwie przyjaciółki – rudej wiewiórki.

Każdej nocy król w swojej wyobraźni ratował wiewiórkę, a trzeba przyznać, że miała ona szczególną zdolność do wpadania z tarapaty. 

Król potrzebuje tych trudów w lesie, aby zrozumieć, że w życiu liczy się coś więcej niż tylko korona i czubek własnego nosa. 
 *****
Od pewnego czasu prowadzimy z Martą Lekturnik. Ja zapisuję tytuł i autora przeczytanej książki oraz podstawowe informacje dotyczące lektury, a Marta robi ilustrację. Do Króla i mgły wygląda tak (pałac z ogrodem oraz miasteczko):

 
Możesz kupić tutaj: Król i mgła 

Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło
Wydawnictwo: Bajka 
Wymiary: 190 x 210 x 9
Oprawa: twarda
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2012
 ISBN: 978-83-61824-56-5

wtorek, 1 stycznia 2013

Kalendarze na 2013 rok:)

Jak zwykle w tym dniu roku kilka propozycji kalendarzy z ulubionymi bohaterami dziecięcej literatury:)
(pod linkami kryją się miejsca, gdzie możecie je kupić)

Przede wszystkim Muminki 



Następnie Pettson i Findus 


Oczywiście nie mogło zabraknąć Pana Kuleczki, Kaczki Katastrofy, Psa Pypcia i Muchy Bzyk-Bzyk





Mikołajek