piątek, 14 listopada 2014

Małgorzata Strzałkowska „Dyrdymałki”


Moja córka chodzi do szkoły podstawowej dla dziewcząt. Prowadzę tam zajęcia, które nazwałam „Płomienne czytanie” (szkoła nazywa się Płomień) z dziewczynkami z klasy drugiej i trzeciej. Ostatnio zabrałam ze sobą poezję – Kerna, Wawiłow, Danuty Gellnerowej, Fredry i Strzałkowskiej. Wpierw zadałam dziewczynkom pytanie, co to jest poezja i co o niej sądzą. Trzecioklasistki potrafiły wymienić nawet podstawowe środki stylistyczne i wytłumaczyły młodszym koleżankom, czy jest strofa i wers. Umiały też wymienić nazwiska najbardziej znanych poetów – Brzechwa, Tuwim, Chotomska, ale też Szymborska i Twardowski. Jedna z nich stwierdziła, że poezja jest trudna. Uczepiłam się tego. Założyłam sobie bowiem, że spróbuję im pokazać, że poezja nie jest trudna, że poetą może być każdy i że poezja jest wszędzie. Myślę, że właśnie klasa druga, trzecia to ten moment, kiedy decyduje się, czy będziemy kochali i rozumieli poezję jako ludzie dorośli. Oczywiście wiele kroków trzeba jeszcze potem zrobić…

Żeby udowodnić dziewczynom, że poezja nie jest trudna i że każdy nosi w sobie wiersze, wybrałam Małgorzatę Strzałkowską i najnowsze „Dyrdymałki” – czterowersowe, żartobliwe wierszyki. Czytałam kolejne utwory, intonując z przejęciem. Zawieszałam głos na przedostatnim słowie, aby dziewczynki mogły dopowiedzieć, odgadnąć rym. Zgadywały bezbłędnie! A jaką miały z tego frajdę! Lektura ta stała się też okazją do wyszukiwania tropów – czy znają inne czterowersowe wiersze? Czy znają inny wiersz o dziku?

Niechaj dęby rosną wszędzie,
bo na dębach tkwią żołędzie,
a więc męczyć się nie trzeba,
gdy jedzonko spada z nieba. (wiersz „Dzik”)

Umiem czytać tekst do góry nogami, ale cierpi wtedy na tym interpretacja głosowa. Dlatego trzymałam książkę stronami do siebie. Za każdym razem, gdy już przeczytałam, pokazywałam dziewczynom ilustracje. Styl Katarzyny Boguckiej do mnie nie przemawia. Nie podoba mi się ani ta kolorystyka, ani sztuczność i sztywność postaci. Ale uczennice nie odpuściły mi ani jednej strony i kiedy się zagalopowałam, przypominały, że przecież muszą jeszcze zobaczyć.


Wiersze Strzałkowskiej zachęciły nas do zabawy w rymy. Usiadłszy w dużym kole, mogłyśmy przerzucać sobie słowa jak piłeczkę. Myślę, że podobało im się też wymyślanie wierszyków. Ja podawałam pierwszy wers, a ich zadaniem było wymyślić drugi. Nie miały wątpliwości, że poezja wcale nie jest trudna.


Możecie pytać, co mają wspólnego te rymowane, proste wierszyki z poezją. Otóż mają wszystko wspólne! Nie podasz niemowlakowi kotleta, najpierw musi się nauczyć jeść papki. Z poezją jest podobnie – choć porównanie moje zdecydowanie zbyt poetyckie nie jest:)



Możesz kupić tutaj: Dyrdymałki

Ilustracje: Katarzyna Bogucka
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 230 x 230 x 5
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2014
ISBN: 9788361824763

1 komentarz:

  1. Dlaczego ja nie miałam takich lekcji z Tobą w podstawówce??? :(

    OdpowiedzUsuń