środa, 29 czerwca 2011

Dorota Gellner "Roztrzepana sprzątaczka"


Czasem zachowuję się jak „roztrzepana sprzątaczka” z książki Doroty Gellner. Szczególnie w soboty. Szczególnie gdy ktoś ma nas odwiedzić. Latam ze ścierą, ciągnę za sobą odkurzacz i mopa, rozprawiam się z kurzem. Oczywiście ten idealny porządek, nad którym pracuję z mozołem, jest tylko przez chwilę. Po chwili już zabawki leżą gdzie popadnie, tatuś rozrzuca ubrania, a ja sama wpadam na genialny pomysł, żeby zrobić ciasto (i oczywiście rozsypuję mąkę). Jestem pewna, że nie ja jednak tak mam. Że większość pań domu tak ma. Dlatego zastanawiam się, dlaczego taki pomysł na książkę Doroty Gellner. Czyżby chciała dzieci nieco uwolnić od terroru sprzątania? Ale niby jak?

Co charakteryzuje sprzątaczkę, to oczywiście owo roztrzepanie. Faktycznie wszystko tu na stronach lata – ściera, talerze, a czasem nawet i goście. Ten efekt wariactwa i fruwania rzeczy w powietrzu autorka osiąga dzięki rymom wewnętrznym. Niby to proza, ale tekst zdecydowanie się rymuje. Krótkie frazy oddają pośpiech, jak w mini formie Reklamacja i kolacja:

Gna sprzątaczka jak szalona. Z odkurzaczem. W czym? W ramionach.
Zła i głodna, bez kolacji, pędzi z nim do reklamacji.
Patrzcie! Już do sklepu wpadła. W progu omal nie upadła. O! Rozsiadła się na ladzie i odkurzacz obok kładzie.

Zachowania sprzątaczki są też w dużej mierze absurdalne… sprzątała pod krzaczkiem, rozmawiała z myszami, odkurzała ciotkę z portretu... albo „w dzikiej złości wysprzątała z domu gości”. Gellner ośmiesza więc zwariowane (matki-)sprzątaczki, które nikogo nie mają na względzie, bo porządki są najważniejsze. Sprzątaczka na szczęście sama idzie po rozum do głowy. Dochodzi do wniosku:

I niech każdy z was zapamięta – ja się zmieniam w dyrygenta.
Dyrygować będę wami, gdy będziecie sprzątać SAMI!
Cóż, być może jest to i dla mnie jakieś rozwiązanie:)

Możesz kupić tutaj: Roztrzepana sprzątaczka

Ilustracje: Maciej Szymanowicz
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 20.5 x 26.0 cm
ISBN: 978-83-259-0133-2

wtorek, 28 czerwca 2011

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak "Basia i kolega z Haiti"


Basia mnie bardzo wzruszyła. Dlatego że historia Titiego jest taka smutna i trudna, ale także dlatego że w Basi zobaczyłam swoją córkę – zatroskaną o innego, wrażliwą, gotową nieść pomoc.

Serii książkowych z prowadzącym bohaterem na rynku księgarskim jest od groma. Ale Basia wśród nich jest absolutnie wyjątkowa i jedyna. Jej przygody nigdy nie są ani stereotypowe, ani przewidywalne. Poruszane zagadnienia ocierają się o to, co trudne do przyjęcia dla dziecka. W książeczce Basia i kolega z Haiti tych zagadnień jest co najmniej kilka. Po pierwsze, kwestia inności. Titi jest czarny, nie potrafi mówić po polsku, zachowuje się dziwnie, czasem nawet agresywnie. Po drugie, sprawy ostateczne – tu trzęsienie ziemi i utrata rodziców. Titi jest sierotą, adaptuje się do nowych warunków, ale jest to dla niego niezwykle trudne. Po trzecie, kwestia emocji. Basia zmaga się ze złością, która wzbiera w niej, bo Titi „ukradł” jej koleżankę. Dziecko, Basia, pogubione w tych trudnych sprawach, boi się, złości, nie rozumie. Dopiero dorosły, czyli mama, tłumaczy dziewczynce, dlaczego Titi zachowuje się tak, a nie inaczej. Basia jest mądrą dziewczynką, dlatego decyduje zrobić co w jej dziecięcej mocy, aby pomóc chłopcu.
Seria z Basią to książki naprawdę wartościowe, mądre i ciekawe.

Przy okazji – wygląda na to, że Egmont przejął Basię od Lektorkletta.

Możesz kupić tutaj: Basia i kolega z Haiti

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
Wymiary: 21.5 x 26.0 cm
ISBN: 9788323752011

"Ryms" 12 (2011)


SEDNO RYMSA

Agnieszka Kruszyńska - Czy to koniec strofującej dzieci Mary Poppins? Szkic o "trzeba" i "nie wolno"

Hanna Diduszko - O wolności - na różne sposoby

Rafał Kleśta-Nawrocki - Wolności i zakazy. Dzieci kontra dorośli, dziewczyny kontra chłopcy

Justyna Święcicka - Jak wychować zdolne dziecko?

Aneta Bohaczewska-Petryna - Oswajanie niepełnosprawności

Ilona Mazurkiewicz-Krause - Uczę się ciebie, dziecko... (przegląd poradników dla rodziców)

Aleksandra Motyka - Koszmarny Karolek czyli Radość Rozrabiania

Ewa Skibińska - Dziecko w stanie czystym (o książce "Pippi, dziwne dziecko" Jacka Podsiadły)

Agnieszka Wolny-Hamkało - Instrukcja obsługi

Jan Bajtlik - Jan Cacek w trzech aktach

W CZTERY OCZY:

Andrzej Franaszek - Dorośli mają za ciasny umysł, żeby zobaczyć tygrysa - o komiksach Billa Watersona z cyklu „Calvin i Hobbes” rozmawiają 9-letnia Tusia oraz jej Tata

MISTRZOWIE

Jacek Friedrich - Rzeczy i mury. O szczególnym rysie twórczości Wiesława Majchrzaka

MŁODZI ZDOLNI

Marta Gliwińska

ANTYKWARIAT

Janusz Pawlak - Piękne sprawki ("Mysie sprawki" W. Woroszylskiego)

OBCE STRONY

Monika Obuchow - "Haunted house" - książka przestrzenna

CO W TRAWIE PISZCZY

Magdalena Kłos-Podsiadło - Dwa dni w Bolonii - relacja z Międzynarodowych Targów Książki

Małgorzata Cackowska - Ula i książki - część piąta

Nagrody: Dongi, Gwarancje Kultury, Przecinek i Kropka, Najpiękniejsze Książki Roku 2010, Dobre Strony, Książka Przyjazna Dziecku

RECENZJE

Anita Wolanin - Mam natchnienie na jedzenie... O inspirującej roli literackich książek kucharskich dla dzieci i młodzieży

Ewa Skibińska - "Hania Humorek", "Wszyscy ludzie rodzą się wolni", "Skaczący Myszka", "Dawno temu w Mamoko", "Tato, zbudujmy domek!", "Przygody jeża spod miasta Zgierza", "Mała książka o rasizmie", "Romans palce lizać", "Europa pingwina Popo", "Elmer", "Mama Mu na rowerze", "Dzień cukierka bez papierka, czyli Ekozosia sprząta świat".

PATRONATY

"Neska i srebrny talizman", "Gratka dla niejadka", "Świerszczykowe nutki", "Księżycolud", "Otto", "Gdybym była chłopcem/Gdybym był dziewczynką", "Niebo", "Tajemnicze dźwięki", "Kolory ludzi", "Różowe życie".

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Ulf Stark "Mały Asmodeusz"


Ilustracje w dużej mierze decydują o odbiorze książki (dziecięcej). Czasem obrazkiem można zniszczyć karierę świetnej historii, inny znów razem – ilustracje uratują lichy tekst. Ale nie o takich sytuacjach zamierzam dziś pisać. Jest bowiem jeszcze inna możliwość.


Media Rodzina zdecydowało o wydaniu książki Ulfa Starka Mały Asmodeusz z ilustracjami polskiego artysty, Józefa Wilkonia.  Z ciekawości zapytałam gugla, jakaż to okładka znalazła się w oryginale. Wygląda tak:
Dość typowo dla Starka. Obrazki Anny Höglund – okrągłe główki, łagodna kreska, zdecydowane barwy – przypominają nieco te z Cynamona i Trusi. Jest w tej okładce coś wesołego. Ilustracje Wilkonia są mroczne, ciemne, niepokojące i sprawiają, że cała historia dotyka mocno duszy. Praca malarza jest tu jakby osobna. Tekst stanowi jedynie pretekst do tego, by Wilkoń mógł opowiedzieć rzecz obrazami po swojemu. U Starka sporo jest i poczucia humoru (stare ciotki małego diabełka pierdzą, rodzeństwo beka przy stole, a ojciec ucisza gawiedź uderzając ogonem w  stół; jest jeszcze latająca krowa), i melancholii (scena u piekarza), i ciepła (spotkanie z dziewczynką). U Wilkonia jest jedynie mrok i strach. W jego historii ciemność narasta, aby osiągnąć swój punkt kulminacyjny na obrazku przedstawiającym figurę potężnego ojca. Diabeł – jak na diabła przystało – jest czarny i oczy świecą mu palącą czerwienią. Jestem pewna, że dzieci będą się bały. Ale właśnie tak być powinno. Obrazy Wilkonia jeszcze bardziej uwypuklają ostateczny przekaz – dobro triumfuje, zło przegrywa, dlatego nie musisz się bać.


Nie chcę dziś opowiadać, o czym jest ta książka. Powiem tylko tyle, że podoba mi się (choć niektórzy mogliby mieć wątpliwości, zadając pytanie o sens) dziwnie odwrócony wstęp. Asmodeusz zachęcany jest do zła, dzieci przeklinają cały dzień w ramach zabawy, a dorośli z lubością oglądają męczące się dusze. Warto doczytać do końca, by zrozumieć:)

Możesz kupić tutaj: Mały Asmodeusz

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 46
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 20.0 x 26.5 cm
ISBN: 9788372785657
Tłumaczenie: Katarzyna Skansberg

poniedziałek, 20 czerwca 2011

„Świerszczyk” nr 12/2011


Zbieranie skarbów zdecydowanie przynależy do dziecięcego świata. Pamiętacie na przykład Pippi, jak uczyła Tommy'ego i Anikę szukać skarbów? Rodzeństwu zdawało się to niedorzeczne, bo cóż ciekawego można znaleźć na trawnikach okolicznych domów. Co najwyżej starą puszkę albo połamany widelec. Pippi odkrywa jednak, że stara puszka może być drogocenna i mieć wiele zastosowań. Tylko dzieci potrafią w ten sposób popatrzeć na śmieci!

I jeszcze ilustratorzy – Anita Andrzejewska i Andrzej Pilichowski-Ragno!!! Ich praca doskonale współgra z tematem numeru. Wykorzystują bowiem stare przedmioty, druciki, sprężynki, śrubki, aby stworzyć z nich coś nowego – na przykład portret chłopca, który wybiera się na wielką wyprawę. Albo właśnie skrzynię pełną skarbów. Ogromne wrażenie robi na mnie ilustracja w rubryce „Szukamy... i już mamy!”. Przedstawia jakby dno skrzyni, do której wrzucano niepotrzebne drobne przedmioty – guziki, monety, pierścionki, broszki, muszelki, samochodziki, wisiorki, paciorki, mechanizmy zegarków. Wszystko lekko błyszczy, świeci się i przypomina właśnie pirackie skrzynie pełne skarbów:)

(to tylko fragment tej ilustracji!)

Pomieszczone w „Świerszczyku” teksty pokazują, że cenne znaleziska czekają na dzieci wszędzie – w piaskownicy (świetny, nieco żartobliwy wiersz Tomasza Plebańskiego Podwórkowy odkrywca), na ulicy (Skarb Franka Małgorzaty Strzałkowskiej) czy w lesie (Skarb czarownicy Piotr a Olszówki). Zwracają uwagę, że wartość nadajemy rzeczom my sami, ale także, że przyjaźń jest skarbem najcenniejszym i nieprzeliczalnym na pieniądze.


Sympatyczny temat w sam raz na wakacyjne wyprawy z lupą:)

Strona „Świerszczyka”.

środa, 15 czerwca 2011

Mariusz Niemycki "Tajemnica rodzi kłopoty"


Recenzję napisała Sylvuszka

Wakacje, malownicza miejscowość o wdzięcznej nazwie Bukowa Góra, jezioro, las i piątka przyjaciół. Czego potrzeba więcej dzieciakom, by spędzić wspaniale czas? Może jakiejś niecodziennej przygody? Może jakiejś tajemnicy do rozwikłania? Albo jeszcze lepiej – jakiegoś skarbu do odnalezienia? Ależ proszę bardzo - dodajemy powyższe składniki, zamieszamy, żeby było jeszcze ciekawiej i voila - wakacje idealne gotowe!
Jeśli macie ochotę skosztować nieco przygody w ten letni czas – zapraszam do lektury książki Mariusza Niemyckiego Tajemnica rodzi kłopoty. To druga część serii Piątka z Bukowej Góry i jak sugeruje jej zakończenie – nie ostatnia.

Tym razem Maciek odnajduje starożytną mapę. Mapa nie dość, że starożytna, to jeszcze ma wieść do ukrytego skarbu. Nasza piątka – wspomniany Maciek, jego siostra Basia, która o wszystkim nam opowiada, Patyk, Tobi i Oliwka nie spoczną póki skarbu nie odnajdą. Zadanie nie jest łatwe – trzeba rozszyfrować znalezioną mapę, odczytać tajemnicze, łacińskie napisy, odnaleźć klucz… A jeśli do tego dojdą jeszcze dziejące się dziwne, niewytłumaczalne wydarzenia, rozmaite przeszkody, które pojawiają się na drodze bohaterów oraz snujące się jak duchy i pojawiające się znienacka niczym jakieś zjawy przebiegłe dzieciaki od
Wasielaków, przekonamy się, że będzie to nie lada wyzwanie…


Książka mocno nawiązuje do współczesnej rzeczywistości – dzieci mają telefony komórkowe, są obeznane w świecie komputerów, Internetu, a nawet potrafią zamontować podsłuch w psiej obroży :) Wprawdzie nie zaglądają zbyt często do biblioteki, Basia jest zdziwiona, że biblioteka tak się unowocześniła, ale obiecują poprawę, zwłaszcza, że wróg numer jeden – butny Armad Wasielak kpi z nich, nazywa niedouczonymi i wytyka nieczytanie książek, jako przyczynę niepowodzeń na drodze do odnalezienia skarbu. No cóż, ma trochę racji – uknucie intrygi, jak i połapanie się w niej wymaga trochę wyobraźni…

Muszę przyznać, że przygodowa seria o piątce z Bukowej Góry przypadła mi do gustu. Podoba mi się, że jest osadzona we współczesnym, nowoczesnym świecie i traktuje o przyjaźni oraz wartościowym, a jednocześnie ekscytującym, spędzaniu czasu.

Bardzo podobają mi się również czarno-białe ilustracje Agnieszki Semaniszyn. Nie za bardzo natomiast potrafię to wytłumaczyć, ale mam wrażenie, że projekt okładki nie jest zbyt atrakcyjny dla młodego czytelnika…

Podsumowując- po Tajemnicę… warto sięgnąć w czasie nadchodzących wakacji, czy to spędzamy je w wielkim mieście, czy tam, gdzie myszy chodzą piechotą:)

Możesz kupić tutaj: Tajemnica rodzi kłopoty

Ilustracje: Agnieszka Semaniszyn
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 144
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 14.0 x 18.5 cm
ISBN: 978-83-7437-625-9

wtorek, 14 czerwca 2011

Grażyna Strumiłło-Miłosz "Pod szczęśliwa kocią gwiazdą"


Czuję się trochę matką chrzestną wydawnictwa Dreams. Właścicielkę tegoż, Lidię Miś, autorkę kilku książek, poznałam na pewnym społecznościowym portalu i zaproponowałam zrecenzowanie jej książek na tym blogu. Napisałam o dwóch jej książkach: Odwiedzając czarownice i Opowieści biblijne dziadzia Józefa. Igirisu napisała o Serce lasu. Zwróciłyśmy w nich uwagę na niedociągnięcia w warstwie językowej. Lidia Miś wzięła sobie te sugestie do serca. Dlatego postanowiła założyć własne wydawnictwo, aby mieć wpływ na to, kto, co i jak. Później jeszcze krytycznie wypowiedziałam się o ilustracjach. I oto jest – książka wydawnictwa Dreams, do której nie mam zastrzeżeń:)

Grażyna Strumiłło-Miłosz opowiada o Frydze, kotce, która żyła kiedyś z jej rodziną. Aż trudno uwierzyć – w trakcie lektury – że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Bo Fryga wszędzie musiała wściubić swój nos. Wpadała w pułapki, stawała wobec zagrożeń życia i zawsze wychodziła z tego cało. Na przykład wskoczyła do pralki, która później została załączona i do piekarnika, który wkrótce rozgrzano. Zgubiła się swojej Oli „na zielonej trawce”, kilka razy tonęła, pogryzł ją dwa razy pies (raz to nawet odgryzł jej ogonek). Generalnie właściciele musieli mieć z nią i mnóstwo kłopotu, i mnóstwo śmiechu. Fryga była nad wyraz charakterna:)


Czytamy o przygodach kotki opowiedzianych z perspektywy Frygi. Już po kilku rozdziałach rozumiemy, że kotka zachowuje się zupełnie jak małe, niesforne i ciekawskie dziecko. Być może dzieciom-czytelnikom właśnie te cechy zwierzęcej postaci spodobają się najbardziej. To, co może jej też zupełnie wciągnąć w trakcie lektury, to nieco sensacyjny tok opowieści. Strumiłło-Miłosz nie oszczędza czytelnikowi mrożących krew w żyłach scen, nie pomija historii z okrucieństwem człowieka w tle (chłopcy zrzucają Frygę z trzeciego piętra). Czytelnik czasem myśli, że to chyba za dużo jak na jednego, małego kotka. W tym kontekście jedynie tytuł usprawiedliwia nagromadzenie niewiarygodnych zdarzeń.


I jeszcze o ilustracjach… jak rozumiem to debiut ilustratorski Agaty Krzyżanowskiej. Sympatyczne, nieco magiczne obrazki zdecydowanie zapisują się w pamięci. Jest w nich i delikatność, i jakieś niedopowiedzenie, i historia – wobec powieściowej – osobna, nowa.

Bardzo mnie ta książka cieszy i życzę wydawnictwo Dreams więcej takich.

PS
Ilustracje pochodzą z bloga A. Krzyżanowskiej.

Możesz kupić tutaj: Pod szczęśliwą kocią gwiazdą

Ilustracje: Agata Krzyżanowska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 120
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Dreams
Wymiary: 17.0 x 20.0 cm
ISBN: 9788393287710

niedziela, 12 czerwca 2011

"Stos poduszek i maluszek. Książka na dobranoc"; zbiór wierszy różnych autorów


Stos poduszek i maluszek to zbiór wierszyków, których zadaniem jest ukołysać dziecko do snu. Wśród autorów znajdziemy Danutę Wawiłow, Janinę Porazińską, Ewę Szelburg-Zarembinę, Marcina Przewoźniaka, Dorotę Głośnicką, Józefa Czechowicza, Irenę Landau i Natalię Usenko, a zatem poetów cenionych i lubianych. Pomieszczono tu także znane wierszyki anonimowych twórców – Już gwiazdy lśnią oraz A, a – kotki dwa. Całość ciepło zilustrowała Elżbieta Jarząbek.

Do książki dołączono również płytę z nagraniami. Wszystkie teksty zostały tu zrealizowane jako piosenki, niektóre w nowych aranżacjach, inne – z muzyką specjalnie na tę płytę przygotowaną. Melodie te są dość proste, a ich leniwy rytm działają usypiająco.

Przyglądałam się wierszom, zastanawiając się, jaki jest przepis na usypiankę. Typowa jest tutaj kołysząca powtarzalność nawet całych fraz, jak w wierszu Już gwiazdy lśnią:

Kochał ją król,
kochał ją paź,
kochali ją we dwoje
i ona też kochała ich,
kochali się we troje.

Okazuje się, że nawet wyliczanie (król, paź, ona), nawet rytmiczne wyliczanie (Usypianka-wyliczanka) może działać usypiająco. Powtarzają się jednak nie tylko frazy wers po wersie, ale także budowa całych strof z niemal identycznym inicjalnym wersem (Nocny świat):

W nocnym świecie Nocne Marki
nastawiają swe zegarki.
Znów pójdę spać nad ranem,
kiedy skończą nocną zmianę.


W nocnym świecie Nocne Zjawy
dosypują gwiazd do kawy.
Kiedy nocą Zjawa ziewa,
pomóc może gwiezdna kawa.

Tematyka wierszyków związana jest z nocną scenerią. Pojawiają się przede wszystkim motywy ciemności, snu, księżyca i gwiazd, a nawet nietoperza. Czasem kołysanka przybiera charakter bajki na dobranoc z fantastyczną fabułą i baśniowymi postaciami (Bajka iskierki). Inny znów razem podmiot mówiący płynnie przechodzi od tego, co tu i teraz – na przykład cienie igrające na ścianie (Cienie) – do tego, co w krainie snu (Kołysanka dla córeczki).

Myślę, że książeczkę warto kupić dla maluszków do 3 roku życia, które z samodzielnym zasypianiem mają jeszcze problemy i które dopiero uczą się słuchania czytanych im książek. Króciutkie wierszyki pozwalają na zakończenie lektury w każdym momencie bez szkody dla całości. A jeśli – dla odmiany – będą chciały jednak „jeszcze i jeszcze”, możemy zaproponować słuchanie wierszyków w wersji z muzyką.

Możesz kupić tutaj: Stos poduszek i maluszek. Książka na dobranoc

Ilustracje: Elżbieta Jarząbek
Oprawa: Gąbka
Ilość stron: 44
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Papilon
Wymiary: 20.0 x 20.0 cm
ISBN: 9788324596607

piątek, 10 czerwca 2011

Paweł Beręsewicz "Lalki Dorotki"


Paweł Beręsewicz potrafi mnie mocno zaskoczyć. Po dość surrealistycznej książce A niech to czykolada! nagle Lalki Dorotki, czyli zbiór wierszyków, do czytania przede wszystkim dziewczynkom. Na przykład mojej córce, która tę książeczkę ubóstwia.

Pomysł na książkę jest prosty (aż dziw, że nikt wcześniej na to nie wpadł). Oto – wyczytujemy to spomiędzy wersów – dziewczynka o imieniu Dorotka ma lalki, z którymi chętnie się bawi. Kilka wierszyków przedstawia jej najukochańsze lale – jest tu i Modelka, i Rokendrolka, i Barbie, i Kaskaderka. W innych dziewczynka opowiada swoim zabawkom bajkę, pociesza je czy zwyczajnie się nimi bawi.

Autor Ciumków… pochyla się nad światem małej dziewczynki i pokazuje jego specyfikę. Dorotka, prowadząc sama ze sobą dialogi, ożywia świat zabawek. Staje się dla lal mamą, która potrafi pocieszyć, utulić na dobranoc, zatroszczyć się. Czasem postać Dorotki jest jakby ukryta, jak w wierszu Wywiad. Możemy się domyślić, że bohaterka wzięła w ręce lalkę i misia, aby nimi zagrać wywiad dla czasopisma „Figle na co dzień”. Zabawy dziewczynki odzwierciedlają zainteresowanie światem dorosłych – modą, trendami (Rokendrolka) czy stylem życia (Barbie).

Bardzo lubię podpatrywać moją córkę, która podobnie jak Dorotka, odgrywa role, bawiąc się swoimi zabawkami – lalami, plastikowymi zwierzątkami z Lego Duplo czy czasem patykiem i piaskiem. Właściwie to paple coś pod nosem przy każdej zabawie… Dlatego wiersze Beręsewicza mi sie spodobały. Pokazują tę wyjątkową umiejętność dziecka, wchodzenia w role natychmiast, od ręki, bez zbędnych przygotowań i sztafażu.

Możesz kupić tutaj: Lalki Dorotki

Ilustracje: Marta Ostrowska
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 24.0 x 21.0 cm
ISBN: 9788374376815

czwartek, 9 czerwca 2011

„Bluszczyk” nr 07/2011



W nowym „Bluszczyku” sporo akcentów wakacyjnych... ach, już czuć ten upał, te wariactwa urlopowe, ten szum morza:) Trochę się rozmarzyliśmy, czytając nowy numer.

Na wakacjach jest już Filipek i jego koledzy. Niestety nie mogli wyjechać – jak Weronika – na Kretę, więc postanowili zorganizować sobie chociaż Krecią Trasę. A co to dokładnie jest, tego nie powiem. W każdym razie jest śmiesznie:)

Bluszczyk wie, że w wakacje nie można się nudzić, dlatego proponuje zabawy (w tym numerze – podchody) i książki do czytania (przeglądam nowości wydawnicze dość starannie, ale Bluszczyk zawsze zaskakuje mnie jakimiś tytułami i wydawnictwami, o których nie miałam pojęcia!). W wakacyjnych numerach czasopisma pojawi się także „Akcja PLECAK”, czyli sugestie, co zabrać ze sobą  w podróż, a czego nie. A przy okazji tegoż konkurs: „Narysuj albo opisz samodzielnie wykonaną grę wakacyjną lub kartkę z wakacji”.

Mnie w tym numerze najbardziej spodobało się opowiadanie w cyklu „Odkryj tajemnicę”. A może było właśnie tak… opowiada legendę o powstaniu pewnego jeziora (odgadniecie jego nazwy to także konkurs) w Tatrach.


Charakterystyczne dla „Bluszczyka” jest to, że zamieszczone tu teksty literackie to opowiadania w odcinkach. Bardzo trudno czyta się Zaczarowane pudełko – o Marysi i papudze Ambrozji. Odcinki nie stanowię tu odrębnej całości (jak Filipek czy przygody Kuby i Buby), ale zawsze odwołują się do tego, co było w poprzednich numerach. Ten tekst jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Czytam i nigdy nie potrafię opowiedzieć, co się wydarzyło, gdzie jesteśmy i o co tu w ogóle chodzi.

Kolejny konkurs to „Weź pod lupę okładkę”. Trzeba przyjrzeć się uważnie okładce i odpowiedzieć (rysunkiem!) na pytanie konkursowe, które tym razem brzmi:

Jak myślisz dokąd jedzie Bluszczyk?


Narysuj odpowiedź i prześlij na adres:
 Elipsa Sp. z o.o., ul. Gwiaździsta 71, 01-651 Warszawa z dopiskiem „Bluszczyk”.

Najlepsze prace zostaną nagrodzone książką Otto. Autobiografia pluszowego misia i płytą Moliki Książkowe.

Tak szczegółowo zdaję Wam sprawę z konkursów, bo pamiętam, że jako mała dziewczynka uwielbiałam brać w nich udziały:) Do dziś mam wiele fajnych wspomnień związanych z nimi. Może zechcecie zachęcić Wasze dzieci?

Prenumeratę można zamówić wysyłając maila: prenumerata@bluszcz.com.pl
Magazyn do kupienia w Empiku.

środa, 8 czerwca 2011

Jan Karp "Piosenka dla Karla"


Piosenka dla Karla zaczyna się niepokojąco. Dziesięcioletni chłopiec o imieniu Karl pewnego letniego dnia ucieka rodzicom. No, no, no – pomyślałam sobie – co za temat! Ale to tylko podpucha ze strony autora czy może raczej narratora, który ujawnia się co rusz i świadomy własnej wszechwiedzy, wodzi swego czytelnika za nos. Już wkrótce okazuje się bowiem, że historia ucieczki Karla z domu to w gruncie rzeczy komedia – czasem omyłek, czasem czarna, a czasem absurdu.

Nasza mały bohater postanawia wsiąść do pociągu. Tam właśnie napotyka drugiego Karla, tym razem królewicza, który został zrzucony z tronu i wygnany ze stolicy przez siostrę Karlę. Towarzyszą mu guwernantka i błazen. Wszystkich, jadących na gapę, wkrótce łapie zły rewizor i wyrzuca na najbliższej stacji. Tymczasem zrozpaczeni rodzice drukują ogłoszenie o zaginięciu syna. Gdy nikt na nie nie odpowiada, postanawiają wydrukować kolejne, tym razem z nagrodą pieniężną. W drukarni pan Leopold akurat świętuje swoje urodziny. Ale jest mu smutno, bo cóż to za praca, w której nie ma się na nic wpływu, nic nie można zmienić, ani jednej litery, ani jednego zera dodać nie wolno. Koledzy postanawiają go pocieszyć i w ogłoszeniu z nagrodą za odnalezienie Karla dodają do tysiąca dodatkowe trzy zera. Tak więc Karl jest wart milion... Ufff... Ale przecież nie opowiem tu wszystkiego!

Szaloną opowieść Jana Karpa czyta się, próbując złapać oddech. Jak w sensacyjnym filmie – klatki zmieniają się co chwila, a my dajemy się uwieść temu pędowi. I po chwili mamy wrażenie, że ucieka nie tylko Karl, ale i my razem z nim. Ten ruch towarzyszy nam od pierwszych do ostatnich stron. Narrator porzuca na chwilę jednych bohaterów, by pokazać nam, co dzieje się z innymi. Jednocześnie te linie fabularne zmierzają do jednego punktu, w którym wszyscy bohaterowie (a jest ich naprawdę sporo) spotykają się na wydmach. Szaleństwo i ruch dodatkowo oddają ilustracje Piotra Rychla – jego postaci albo właśnie wykonują krok, albo za chwilę się wywrócą, gazety tu akurat latają w powietrzu, a harmoszka wygrywa melodie.

Piosenka dla Karla nastawiona jest na zabawę i żart. Czytamy ją po to, aby rozluźnić zmęczone, napięte mięśnie twarzy i brzucha, aby dać się ponieść wariactwu, aby w oparach absurdu zakosztować nieco wolności od „muszę”. Tak czyta ją dorosły. A dzieci? Myślę, że przyzwyczajeni do filmowego sposobu opowiadania poczują się z tą książką jak z czymś naprawdę dobrze znanym.

Możesz kupić tutaj: Piosenka dla Karla

Ilustracje: Piotr Rychel
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 19.5 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-61824-29-9

wtorek, 7 czerwca 2011

Aldona Urbankiewicz "Z Miśkiem w Norwegii. Jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie"


Nie ukrywam, że lektura pierwszych stron książki Aldony Urabnkiewicz dość mocno rozczarowywała. Na początku zdecydowanie raził mnie styl tej relacji. Taki swojski, mocno przypominający zapiski na blogach, pamiętnikarski, czasem pretensjonalny. Odnosi się wrażenie, że rzecz o wyprawie z dzieckiem do Norwegii opowiadana jest przez naszą sąsiadkę, które plecie trzy po trzy, niewiele się zastanawiając nad ładem i składem. Ot, co się pomyśli, to się powie. Nie wiem jednak ani jak, ani kiedy to się stało, że nagle okazało się, iż przeczytałam już dobrą połowę książki. Bo rzeczywiście – nasza sąsiadka opowiada sporo i wylewnie, ale do tego dość pikantnie. Lubimy podglądać czyjeś życie – właśnie to zwyczajne, od kuchni. Jak są ubrani? Co jedzą? Kiedy się kochają (i jak)? Co myślą? Jakie mają problemy? Aldona Urbankiewicz na taki voyeuryzm właśnie nam pozwala. Opowiada o daniach z makaronu i sosu ze słoika, o dwóch ogromnych paczkach pierogów, o karmieniu piersią 14-miesięcznego synka (i o tym, jak bardzo nocne pijatyki ją męczą), o kłótni o pogodę ze swoim facetem i o problemach z brudną wodą zebraną w ich kamperze. Ale opowiada oczywiście nie tylko o tym! Bo zasadniczo książka ma być relacją z podróży do Norwegii.

Bardzo mylący pozostaje podtytuł. To zdecydowanie nie jest książka, z której dowiemy się, „jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie”. Chyba że zadowoli nas odpowiedź w stylu: „idź na żywioł”. Nie znajdziemy tu ani adresów tanich noclegów, ani przykładowych cen, ani sztywno wytyczonych tras z dopiskami „miejsca przyjazne dzieciom”. Autorka, a z nią i jej partner, wyznaje zasadę, że chcieć to móc. I jeszcze: że trzeba brać się za karb z marzeniami, a dziecko nigdy nie stoi na przeszkodzie w ich realizacji. Urbankiewicz więc opowiada o przebiegu podróży, odwiedzanych miejscach, skupiając się na wrażeniach i odczuciach. Raczej niewiele tu przewodnikowych opisów, choć i te czasem się zdarzają, jednak bardziej na zasadzie: „przewodnik powiedział” czy „znalazłam w Internecie”. Autorka sporo komentuje, nieraz cytując innych, co sprawia, że jej relacja zmusza czytelnika do refleksji. Mnie bardzo spodobał się cytat z Einsteina:

Albert Einstein powiedział kiedyś, że gdy kobieta jest w domu, jej uwaga skupia się na meblach, zawsze coś tam przy nich robi. W podróży to Einstein stawał się jedynym meblem, jaki jego kobieta miała w swoim zasięgu. Nie mogła się zatem powstrzymać od ustawiania go przez cały czas i poprawiania czegoś tam na nim.

Mocną stroną tej książki są także zdjęcia z podróży. I znów, przedstawiają nie tylko miejsca, piękne fiordy, płaskowyże, wieloryby czy urokliwe domki, których dachy porośnięte są trawą. Na wielu z nich znajdziemy autorkę, jej partnera i dziecko. Niektóre są wręcz mocno osobiste i „mało wnoszą do tematu” - na przykład zdjęcie śpiącego synka czy fotografia przedstawiająca Aldonę i Marcina jedzących bułkę z pasztetem.

Z Miśkiem w Norwegii to zapis zmagania się z marzeniami. Zmagania właśnie, bo czasem marzenia bywają trudne do zrealizowania i wymagają włożenia wysiłku. Ale też fantazji i odwagi. Autorka dodaje jeszcze, że i miłości rodziców, jeśli w podróż zabieramy ze sobą dziecko.


Możesz kupić tutaj: Z Miśkiem w Norwegii

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 270
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Prószyński Media
Wymiary: 12.5 x 16 cm
ISBN: 978-83-7648-651-2

poniedziałek, 6 czerwca 2011

„Świerszczyk” nr 11/2011


Czasem mam wrażenie, że takie wartości, jak dobro, sprawiedliwość czy uczciwość, przegrywają. Choć może słowo „przegrywają” nie jest tu właściwe. Może lepiej byłoby powiedzieć, że popadają w zapomnienie, przestają być atrakcyjne i zwyczajnie świat się nimi nie interesuje. Nastawieni jesteśmy na korzyści, a czasem czynienie dobra wiąże się jedynie z cierpieniem. Dziś byłam świadkiem pewnego – zdumiewającego dla mnie – wydarzenia. Otóż kiedy szłam na spacer z dziećmi, mijał nas samochód. Kierował się w stronę lasu. Obok kierowcy na pierwszym siedzeniu siedział sobie pies. Zdecydowanie jakiejś rasy myśliwskiej. Po chwili samochód wracał z powrotem w wielkim pędzie. Już pomijam fakt, że mógł nas przejechać, ale… za moment dobiegł do nas pies. Przez następne godziny łaził w tej okolicy, zupełnie zdezorientowany, nie wiedząc, co z sobą począć. Trudno mi zrozumieć takie niegodne człowieka zachowanie… jak bardzo trzeba być okrutnym, żeby porzucić w lesie psa?

Dlatego rozmawianie o wartościach z dziećmi wydaje mi się tak ważne i potrzebne. „Dobrem się kieruj – to temat numeru!” – głosi hasło zamieszczone na okładce „Świerszczyka”. Zwyczajnie: „Dobrem się kieruj!”. Bez dopisków: „a ci się opłaci”. Hasło sformułowano jako imperatyw! – to mi się bardzo podoba!

Otwierający numer wierszyk Rafała Witka pokazuje przemianę Kuby Rozróby, któremu szukanie guza, strzelanie z procy i psoty pewnego dnia się po prostu znudziły. Jednocześnie bohater odkrył, że w czynieniu dobra jest coś ważnego i nowego.

Bardzo ciekawe opowiadanie Wojciecha Widłaka możemy przeczytać w „Wielkim czytaniu”. A to dobre! okazuje się tekstem filozoficznym. Mnie osobiście fabuła tego opowiadania przywodzi na myśl Nowe szaty cesarza. I tu, i tu mamy władcę, który daje się wystrychnąć na dudka pewnemu oszustowi.

Bajetan, a właściwie jego pamiętnik, zwraca uwagę, że słowo „dobry” jest wieloznaczne i to, co jedni uważają za dobre (np. film), inni mogą uznać za fatalne. Dobrą robotę wykonają ci, którzy zdecydują się na zrobienie aniołka z masy solnej. My mamy swojego. Wygląda tak i wisi w pokoju dzieci (zdjęcie później, bo blogger nie wyrabia teraz).

A poza tym mnóstwo, mnóstwo gier i zabaw:)


Strona "Świerszczyka"

niedziela, 5 czerwca 2011

seria "Myślanki"

Informacje pochodzą od wydawcy.


Myślanki to seria wydawnicza opracowywana i tworzona przez specjalistów (psychologów i pedagogów) z Grupy Edukacyjnej "Kangur" z siedzibą w Krakowie, firmy od 12 lat zajmującej się rozwijaniem twórczego myślenia w praktyce u dzieci od 2 roku życia, jak i u dorosłych.

Projekt obejmuje serię książeczek, poświęconych różnym tematom (np. podróże, dom, zwierzęta, skakanie, myslenie, o Krakowie… i wiele innych), zawierających zadania, pytania oraz przestrzeń do indywidualnego tworzenia.
Myślanki to dużo więcej niż kolorowanki. To książeczki, które pomagają dzieciom rozwijać sprawność myślenia i używać wyobraźni w zabawie. Powstają, żeby stymulować kreatywność i zachęcać do rozwiązywania problemów i krytycznego myślenia. Mają dawać dzieciom w różnym wieku radość z samodzielnego działania i odkrywania, a rodzicom możliwość współuczestniczenia w rozwijaniu myślenia dzieci.
 Kupisz TUTAJ!

piątek, 3 czerwca 2011

środa, 1 czerwca 2011

Wyniki konkursu z Bolkiem i Lolkiem!

Losowanie odbyło się!
Szczęśliwi zwycięzcy to: Mery, Keszurka i Prowincjonalna_nauczycielka:)

Serdecznie gratuluję i proszę o przesłanie adresów na mail: kamienna1@wp.pl

Pozdrawiam!

seria Bolek i Lolek; wyd. Znak

Seria Bolek i Lolek to jak do tej pory trzy książeczki będące krótkimi opowiadaniami oraz osiem zeszytów z ćwiczeniami. Od razu trzeba zaznaczyć, że bajki to przygody Bolka i Lolka całkiem nowe, opowiedziane przez Macieja Wojtyszkę (Straszne skutki oglądania telewizji oraz Teatr) i Joannę Olech (Bal przebierańców). Bohaterowie jednak nie stracili nic ze swoich charakterów. Bolek nadal chce robić za bohatera, a Lolek to taki trochę ciapuś. Bracia nadal się wykłócają, ale też i współpracują, dzięki czemu mogą stawiać czoła nowym przygodom. Jedyne co sie zmieniło nieco to realia, w których się bohaterowie obracają. Bolek i Lolek już wiedzą, co to jest reklama i telefon komórkowy, nie obcy im też Lord Vader ani pan od pizzy. Cieszy, że Bolek i Lolek nic a nic nie zmienili się fizycznie, za co chwała Monice Cichockiej – ilustratorce serii.


Książeczka edukacyjne przeznaczone są dla dzieci w wieku 4-5 lat i można by je podzielić na dwie kategorie tematyczne. Trzy książeczki – Rysuję dinozaury, Rysuję z Bolkiem, Rysuję z Lolkiem – pomagają w nauce rysowania. Ale nie tylko, bo przecież śledząc instrukcje przedstawione na kolejnych stronach, maluch pośrednio przygotowuje się do nauki czytania i pisania. Na przykład instrukcja narysowania hipopotama brzmi (dołączono oczywiście obrazki): „1. Jajko; 2. Dwa jajka; 3. Jajka i kółka; 4. Hipopotam”. Proste? Oczywiście, tak proste jak narysowanie samego Bolka i Lolka.



Druga kategoria zeszytów edukacyjnych to łamigłówki, labirynty i ćwiczenia związane z angielskimi słówkami. My już mamy Przygody w labiryntach rozwiązane i pokolorowane. Nie muszę chyba więc mówić, że mojej pięciolatce bardzo się nowa seria spodobała. Trzylatek zagarnął książeczkę z angielskimi słówkami i koloruje po swojemu. Dzieci znają bajki o Bolku i Lolku, więc ucieszyli się na możliwość poznania nowych przygód braci i po prostu na obcowanie w ich świecie. A ta cena? 5 złotych za 30 stron naprawdę mądrych i ciekawych zabaw! – mówi samo za siebie!


Możesz kupić tutaj:
Bal przebierańców
Straszne skutki oglądania telewizji
Teatr
Podróże w labiryntach
Rysuję dinozaury


Autorzy: Joanna Olech, Maciej Wojtyszko, Elżbieta Lekan
Oprawa: Twarda (opowiadania), Miękka (zeszyty edukacyjne)
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak emotikon
Wymiary: 19.5 x 9.5 cm