piątek, 6 czerwca 2014

Iwona Chmielewska „Królestwo dziewczynki”


Kiedy dotarło do mnie „Królestwo dziewczynki”, miałam poczucie, że obcuję z czymś niezwykłym. Tak jest zresztą zawsze kiedy czytam, przeglądam książki Iwony Chmielewskiej. Czuję wtedy, że dotykam Piękna. Że oto teraz materializuje się dla mnie kawałek jakiejś tajemnicy i boskości. Iwona Chmielewska nie jest autorką książek, pisarką, ilustratorką. Iwona Chmielewska w gruncie rzeczy jest Kimś więcej. Kimś, kto potrafi grać na strunach duszy, kto posiadł tajemnice Aniołów i kto ma władzę nad Sensem.

„Królestwo dziewczynki” jest książką więcej niż wyjątkową. To opowieść o mnie i o każdej z nas, kobiet. Dlatego czyta się ją ze wzruszeniem i narastającym uczuciem, że jestem kimś Jedynym. Chmielewska wychodzi o prostych faktów:

W życiu dziewczynki przyszedł taki dzień, gdy poczuła zmianę. Usłyszała kilka prostych słów: „Królewno, dziś stałaś się kobietą”. 

Opowieść idzie jednak w kierunku metafory i coraz bardziej odchodzi od prostego faktu. W tej poetyckiej historii o dziewczynce, która uczy się jak być królewną, pojawia się wiele znanych symboli, którymi dziewczynki karmione są od małego – zatrute jabłko, królewna zaklęta w żabę, ziarnko grochu, lodowate serce Królowej Śniegu, królewna uwięziona na szczycie szklanej góry, smok pilnujący królewny i Królowa jako figura na szachownicy. Autorka, niczym hafciarka wybierająca motki z koszyka, aby z nich utworzyć jakiś niebanalny wzór, czerpie z literatury. Czytelnik ma jednocześnie poczucie, że opowieści o Królewnie Śnieżce czy o królewnie na ziarnku grochu zostały stworzone tylko po to, aby na końcu stać się od dawna zaplanowanym elementem opowieści Chmielewskiej. Autorka „Pamiętnika Blumki” ma niebywałą zdolność do tego, by scalać, łączyć, ogarniać większe całości, tworzyć pełnię z czegoś, co jest rozrzucone tu i tam. Czytając „Królestwo dziewczynki”, mamy poczucie jedności i harmonii. Bardzo to uspokaja.


To historia o dojrzewaniu do kobiecości, do akceptacji trudu życia i przyjmowania swojej roli. Czytelniczki widzą w tej historii siebie. Identyfikujemy się bardzo z przedstawioną historią. I w zależności od tego, na jakim etapie tej historii jesteśmy prywatnie, konkretnie – różnie z niej czerpać możemy. Możemy odkryć to, co stanie się za chwilę i trochę akceptować to, co jest teraz. Albo możemy poczuć się dumne, że dałyśmy radę, że poradziłyśmy sobie z własnym życiem. Jest w nas moc.


Chmielewska potrafi pisać dla czytelników w różnym wieku. Moja ośmioletnia córka poszła tropem królewny i jej królestwa. „Ta królewna nie umie zapanować nad swoim królestwem, ale jest potem trochę starsza i już jej się to udaje coraz bardziej”. Skupiała się na twardym tronie i uwierającej koronie. Królowanie musi być bardzo trudne – uznała dość rezolutnie. Kiedy pochyliłyśmy się nad obrazami, które dopowiadają tę historię, pojawiły się nowe refleksje. Skupiłyśmy się na wyławianiu uczuć – wstydu, strachu, samotności, smutku, ale też radości, wesołości, spokoju.

Książkę na pewno inaczej przeczyta nastolatka. Myślę, że pomyślano tę lekturę jako prezent (od rodziców) z okazji pierwszej miesiączki. Pomyślała o niej w ten sposób autorka, ale też wydawca. Ta książka to cacko, majstersztyk, prawdziwy, elegancki prezent – złocone brzegi, materiałowy, perłowy grzbiet, szlachetny papier. Zaś ilustracje w dużej mierze utworzono z delikatnych i zwiewnych tkanin oraz koronek, co przecież trafia w estetykę każdej dziewczynki, dziewczyny, kobiety.


W minionym tygodniu moja córka miała akurat w szkole dzień, w którym każda uczennica prezentowała książkę, którą chciałaby, aby przeczytała reszta. Marta wybrała do prezentacji właśnie „Królestwo dziewczynki”. Cieszy mnie to, bo zupełnie nią nie sterowałam. Wygrał „Dziadek i niedźwiadek”, ale wychowawczyni zwróciła uwagę, że dziewczynki były książką bardzo zaciekawione, choć chyba jeszcze na nią niegotowe. Wybrały swojskiego niedźwiadka:) I bardzo dobrze.

Ja w każdym razie polecam zaopatrzyć swój dom w „Królestwo dziewczynki” nim wyprzeda się na pniu!

PS
Przy okazji chcę się pochwalić (i może trochę Was zmotywować). W ostatnim tygodniu usłyszałam dwie pochwały dotyczące córki i jej oczytania. Pierwsza od wychowawczyni, druga od pani, która prowadzi zajęcia teatralne. Szczególnie ucieszyło mnie stwierdzenie wychowawczyni, że miłość do książek widać w Marty oczach, w jej zaangażowaniu i żywiołowych reakcjach na lektury.



Możesz kupić tutaj: Królestwo dziewczynki  

Wydawnictwo: Entliczek
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2014
ISBN: 9788363156107

4 komentarze:

  1. Bardzo się cieszę, że jest książka, która pozwala celebrować kobiecość jak skarb, pokazywać, jak ona dojrzewa. Nie - hop-siup, wskakujesz dziewczynko w wysokie obcasy i jesteś kobietą. To jest proces. A takie punkty węzłowe, jak miesiączka, są u nas często pomijane albo niedoceniane, sprowadzane do biologii. A to dzień, z którego dziewczynka powinna być dumna, razem z mamą, rodzeństwem, tatą... Bardzo się cieszę, że Ci się podoba Królestwo dziewczynki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Do książek pani Iwony Chmielewskiej nie trzeba mnie namawiać! Cieszę się, że jej twórczość jest u nas coraz bardziej znana - w dużej mierze dzięki blogerom. Wspaniała recenzja, która na pewno zachęci kolejnych czytelników.

    I potwierdzam: gdy się widzi rezultaty czytania dzieciom, satysfakcja jest ogromna!

    OdpowiedzUsuń
  3. książka "Królestwo dziewczynki" nie jest skierowana do mężczyzn, trochę zdaję sobie z tego sprawę, a trochę nie, ponieważ nalezy ona do moich ulubionych książek p. Iwony; właściwie jest na 2 miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie jest skierowana? Wyobrażam sobie, jakie to byłoby genialne, gdyby ojcowie czytali i podarowali ją swoim dorastającym córkom.

      Usuń