niedziela, 31 października 2010

Wyniki losowania

Miło mi ogłosić, że w konkursie im. Brajana Chlebowskiego zwyciężyły osoby:

vestigia


Kobaltowa Wrona


Bluejanet

Poproszę o przesłanie adresów na mój mail: kamienna1@wp.pl

Gratuluję:)

sobota, 30 października 2010

Interesujące nowości października 2010


Kitty Crowther Mój przyjaciel Szymon

Pewnego dnia kos Tymon decyduje się opuścić swój przytulny, leśny dom i udać na poszukiwanie przygód. Od zawsze chciał zobaczyć morze. Podczas swej podróży poznaje mewę o imieniu Szymon. Ptaki zaprzyjaźniają się. Szymek zaprasza Tymka do swojego domu, pokazując cuda nadmorskiej miejscowości. Niestety, inne mewy nie są już tak gościnne. Mimo wysiłków Szymona, inni mieszkańcy nie chcą zobaczyć w Tymonie nic poza elementami różniącymi kosa od pozostałych mew. Aż do momentu, gdy okazuje się, że…
"Mój przyjaciel Szymon" to wyjątkowa książka o sile przyjaźni, znaczeniu wspólnych pasji a jednocześnie zaletach różnorodności, odmienności. Opowieść o trudach tolerancji, akceptacji.
Mimo, iż Kitty Crowther w swej autorskiej książce porusza tak ważne tematy to czyni to z niezwykłą lekkością, prostotą języka, bez zbędnego moralizatorstwa. A jej akwarelowe ilustracje zachwycają wzmacniając przekaz opowieści.

Wydawnictwo EneDueRabe


Eliza Piotrowska Paproch
ilustr. Maria Ekier

Chcecie poznać Paprocha, który dzięki przyjaźni z przebojowym Koralikiem odkrył w sobie drzemiące talenty? Albo spragnioną miłości Piłkę, która zakochała się w Księżycu, bo przypominał jej ją samą? A może Ostatnią Kartkę W Zeszycie – marzycielkę i podróżniczkę, która postanowiła zerwać z rutyną i dowiedzieć się, jak wygląda początek zeszytu?

Oto trzy współczesne bajki o sprawach uniwersalnych. Napisała je Eliza Piotrowska, a zilustrowała Maria Ekier. Efekt? Intrygujące opowiadania spotkały się z tajemniczymi, malarskimi ilustracjami. Naprawdę piękna książka. Przekonajcie się sami.

Wydawnictwo Hokus-Pokus


Jan Brzechwa Brzechwa. Wiersze dla dzieci
oprac. graficzne: Maciej Buszewicz, Lech Majewski, Piotr Młodożeniec, Grażka Lange

Tego jeszcze nie było! 28 wierszy Jana Brzechwy w opracowaniu graficznym Macieja Buszewicza, Lecha Majewskiego, Piotra Młodożeńca i Grażki Lange.

Wydawnictwo Wytwórnia


Kiedy byłam mała - Joanna Olech/ Kiedy byłem mały - Michał Rusinek
ilustr. Joanna Olech

Joasia była chudzielcem i mikrusem, kolana miała wymalowane gencjaną, a na głowie – gigant kokardę. Pisała piórem z obsadką (ale tylko na początku edukacji!), specjalizowała się w dziurkowaniu klusek śląskich i w kolekcjonowaniu zapachów. Tak, tych pamięta z dzieciństwa sporo.
Michaś lubował się w swej parabelce, upychał po spodenkach pepesze, a zza firanki podglądał czołgi, które pewnego grudniowego dnia wytoczyły się na jego ulicę. Słuchał z babcią Julio Iglesiasa, podczas partyjek brydża sumiennie wyjadał krakersy i nosił – o zgrozo! – dziewczyńskie kozaki, bo takie akurat rzucili. A potem urodziła mu się siostra i już mógł jej te botki oddać.
Joanna Olech i Michał Rusinek już wkrótce odkryją przed nami tajemnice swego dzieciństwa!

Wydawnictwo Literatura


Dorota Matloch Co krasnale mają w nosie. Prywatne życie krasnali
ilustr. Agata Juszczak

Czy jesteście pewni, że wiecie już wszystko o krasnoludkach? Może i coś słyszeliście, ale zapewniam, że to wiedza raz, że przestarzała, dwa - niepełna.
Założę się, że nie wiecie, co krasnale mają w nosie? Jakie noszą ozdoby, jakie są ich ulubione powiedzonka? Jak wyglądają dzieci, kiedy się rodzą i czym się różni Pan Krasnal od Pani Krasnalowej? Macie też okazję odświeżyć swoje informacje na tematy fundamentalne: skąd się biorą krasnoludki, jakiego wieku dożywają i gdzie mieszkają. Zdradzimy, że siłą dominującą w świecie krasnali są krasnalice: urodziwe, modne, dobrze zbudowane, takie, co to samodzielnie przytaszczą z lasu małego zająca i mocniej niż mężowie walą szyszkami do celu!
Wszystkiego, co trzeba, dowiecie się z przezabawnej książki Doroty Matloch – autorki tekstu i Agaty Juszczak – ilustratorki, zakręconego damsko-damskiego duetu debiutantek. Połączone siły wrocławsko-warszawskie dały efekt piorunujący pod względem pomysłów fabularnych i rozwiązań graficznych. Absurd przemieszany z dowcipem, do tego nowoczesna, dynamiczna kreska i kolaże.

Wydawnictwo Hokus-Pokus


Zofia Urbanowska Gucio zaczarowany
ilustr. Bohdan Butenko

Bajka - legenda. Jedna z najpopularniejszych książek dla dzieci od końca XIX wieku do wybuchu drugiej wojny światowej. Książka dzieciństwa Czesława Miłosza, Aleksandra Wata czy Jarosława Iwaszkiewicza. Napisana piękną polszczyną historia pysznego chłopca, który zostaje zamieniony w muchę, by nauczyć się szacunku dla pracy, ludzi, czy... kretów.
"Czytałem tę książkę, kiedy byłem mały i tak mocno zachowałem ją w pamięci, że później, już jako człowiek dorosły, nieraz próbowałem sobie wyobrazić, jak to jest, jeżeli ktoś zostanie muchą. Właściwie dlaczego nie mielibyśmy to zwiększać się, to zmniejszać, żeby oglądać świat w coraz to nowy sposób? Może ciekawie jest być zmniejszonym, byle nie na stałe. Na przykład mucha musi bać się wszystkich od siebie większych istot. W Guciu zaczarowanym na szczęście wszystko kończy się dobrze i Gucio wraca do swojej zwykłej postaci."
Czesław Miłosz

Wydawnictwo Officyna


Beatrix Potter Powiastki Beatrix Potter
przeł. Małgorzata Musierowicz

„Powiastki Beatrix Potter” to zbiór dwudziestu trzech opowiadań i wierszy o przygodach Piotrusia Królika i jego leśnych przyjaciół. Tom zawiera kompletne teksty i ilustracje, zgodne z wersją oryginalną. Niezrównane tłumaczenie Małgorzaty Musierowicz przenosi nas w świat starej, tradycyjnej Anglii. Dzięki jej kunsztowi poznajemy konkretne miejsca, osoby lub zdarzenia z życia autorki wplecione w powiastki o małych zwierzętach: Wiewiórku Orzeszku, Beniaminie Trusiu, Kaczce Tekli Kałużyńskiej, Tomku Kociaku i wielu, wielu innych.


Wydawnictwo Wilga


Aleksandra i Daniel Mizielińscy Co z ciebie wyrośnie?

Czy wulkanizator naprawia wulkany? Gdzie można spotkać nurka golfowego? Dlaczego hodowcy dżdżownic są potrzebni? Jak nazywa się lekarz drzew? Czy pisarz widmo straszy w bibliotece? Co ukrywa tajemnicza klientka? Gdzie pracuje wyciskacz węży?
Nie znasz odpowiedzi? Przeczytaj "Co z Ciebie wyrośnie?" - wystrzałowy leksykon najbardziej oryginalnych, najciekawszych i najzabawniejszych zajęć i zawodów świata: od antypodysty do zwierzęcego fryzjera
Autorzy "D.O.M.K.U." i "Miasteczka Mamoko" po raz kolejny wykazali się pomysłowością, rozmachem i poczuciem humoru. Efektowny, tętniący kolorami album pełen sympatycznych postaci i zaskakujących ciekawostek bawi, uczy i zachwyca atrakcyjną szatą graficzną.
"Co z Ciebie wyrośnie?" to znakomita pożywka dla dziecięcej wyobraźni i inspiracja do snucia nieskrępowanych marzeń o własnej dorosłej przyszłości. Książka zachęca do zabawy, a przy tym w lekki sposób przekazuje młodym czytelnikom wiedzę z najróżniejszych dziedzin i pozwala im dostrzec bogactwo i różnorodność współczesnego świata.

Wydawnictwo Dwie Siostry

(notki pochodzą od wydawców!)

Zmarł Ludwik Jerzy Kern

gazeta.pl przynosi wiadomość:

W Krakowie po ciężkiej chorobie zmarł Ludwik Jerzy Kern, pisarz, poeta, satyryk, prawie całe swe zawodowe życie związany z legendarnym krakowskim "Przekrojem", do którego jak wspominał, wprowadził go w 1948 roku sam Konstanty Ildefons Gałczyński 


(fot. ze strony gazeta.pl)

Wspomnienie o Kernie czytajcie tutaj.

A tu moje refleksje po lekturze książki Kapitan dalekomorskiej wanny. 


piątek, 29 października 2010

Wojciech Widłak, Paweł Pawlak "Podręczny NIEporadnik. Rękawiczka pięciopalczasta"


Uwaga! Pisząca te słowa nie odpowiada za efekty zakupowe poczynione na skutek czytania tekstu poniżej.

Naukowe dywagacje profesora Kurzawki oraz adiunkta Kwasa po raz kolejny zostały zlekceważone przez szanowane tu i ówdzie grono przyznające nagrodę Nobla. To pominięcie może nieść za sobą poważne konsekwencje dla nauki. Istotne dla każdego obywatela odkrycia i eksperymenty dotyczące przedmiotów codziennego użytku – młotka, grzebienia, a teraz także i rękawiczki pięciopalczastej – przynoszą szereg doniosłych obserwacji. Skupmy się na samej rękawiczce. Gdyby bowiem już od najmłodszych lat profesor Kurzawka wespół z adiunktem Kwasem nie zadali sobie tego ważkiego pytania (do czego nie służy rękawiczka [pięciopalczasta]?), jak bardzo ubogie byłoby nasze życie. Ubogie i w gruncie rzeczy całkowicie pomylone. Miast zakładać ją na rękę w chłodne, zimowe dni – próbowalibyśmy w niej wyprowadzać zwierzęta domowe na spacer albo nosić ją na nodze, albo przenosić w niej ciecze. Dziwilibyśmy się tedy, że oprawione w rękawiczkę pięciopalczastą obrazy stają się nieforemne bądź zgoła niewidoczne! Chodzilibyśmy głodni, bo po raz kolejny jajko wysadzone na rękawiczkę wcale by się nie ścięło!


Rzeczywistość wymaga zatem, aby podjąć konkretne działania naciskowe na komisję noblowską. Któż bowiem zaprzeczy, że odkrycia Kurzawki i Kwasa mają wagę mniejszą niż – kompletnie nieprzydatne w życiu codziennym – odkrycia związane z grafenem czy reakcjami sprzęgania krzyżowego w syntezie organicznej (katalizowane palladem). Niechaj każdy, kto w kieszeni swej zimowej kurtki znajdzie zacną rękawiczkę pięciopalczastą, chroniącą od chłodu, dającą uczucie miłego ciepełka, natychmiast wystosuje pismo, w którym domagał się będzie ponownego rozpatrzenia wniosków o przyznanie Nobla. Walczmy o dobro naszych, polskich naukowców! Nie pozwólmy, by inni zbywali milczeniem te wyjątkowej wagi badania! Dbajmy o zdrowie psychiczne Kurzawki i Kwasa, aby jeszcze przez długie lata mogli nam pomagać w odkrywaniu tego, do czego dana rzecz nie służy! Wykupmy zapas rękawiczek ze wszystkich sklepów!

Podręczne NIEporadniki w każdym polskim domu!
8 listopada do księgarń szturmem marsz!
Wiwat, Kurzawka i Kwas!

ilustracje: Paweł Pawlak
oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
stron: 32
wydanie: 2010
wydawnictwo: Czerwony Konik
ISBN: 978-83-926726-5-4

czwartek, 28 października 2010

Peter Christen Asbjǿrnsen, Jǿrgen Moe "Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie"


Baśń jest dziecku równie potrzebna jak kredki, rowerek czy piaskownica. Kim bylibyśmy bez opowieści, które stworzone wieki temu i przekazywane z ust do ust przez pokolenia, kształtowały naszych prapradziadków, rodziców i nas samych, dając pewien wspólny kod. Jego znajomość pozwala(ła) czuć bezpieczeństwo przynależności do wspólnoty. Jakie byłoby dzieciństwo bez baśni? Bruno Bettelheim w klasycznej już pozycji Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni tak notuje:

Baśnie pomagają dziecku w odkrywaniu własnej tożsamości i własnego powołania, wskazując zarazem, jakich potrzebuje ono doświadczeń, aby rozwinąć swój charakter. Tego rodzaju oddziaływania nie wykazuje żaden inny gatunek literacki. Baśnie dają do zrozumienia, że pomyślne, pełne satysfakcji życie dostępne jest każdemu, mimo życiowych przeciwności - lecz jedynie wówczas, gdy nie ucieka się przed pełnymi niebezpieczeństw życiowymi zmaganiami, bo tylko one pozwalają odkrywać nasze prawdziwe "ja". Opowieści te przekazują dziecku obietnicę, że jeśli zdobędzie się na odwagę, aby tego rodzaju poszukiwania - pełne trwóg i prób - podjąć, wesprą je dobre moce i odniesie zwycięstwo. Przynoszą one również przestrogę, że kto jest zbyt lękliwy czy małego serca, by dla odnalezienia siebie narazić się na niebezpieczeństwo, ten będzie wiódł egzystencję jałową - o ile nie spotka go jeszcze gorszy los.

Jeśli chcesz czytać dziecku baśnie, sięgaj do tych klasycznych, do tych, które sam poznałeś, które wywodzą się z opowieści ludowych. Dlaczego? Właśnie dlatego że nikt w nich niczego nie próbuje przekombinować na współczesną modłę, nie dopasowuje do czasów, w których biel może być czernią. Nie ufam książkom współczesnych autorów, które w tytule mienią się być baśniami.

Media Rodzina proponuje czytelnikowi baśnie z różnych regionów świata. Mogliśmy poznać do tej pory baśnie afrykańskie (Czarownica Nanga), celtyckie (Czerwonobrody czarodziej) oraz chińskie (Żółty smok). Tym razem zapoznajemy się z ludowymi opowieściami z Norwegii. Zamek Soria Moria zawiera ich trzydzieści trzy.


Czytając baśnie norweskie zdziwiło mnie, że niektóre znam, na przykład tę o szklanej górze czy O chłopcu, który poszedł do północnego wiatru odebrać mąkę (znane mi jako Stoliczku, nakryj się). I choć czytelnik wyczuwa od razu, że znalazł się w innym kręgu kulturowym, a opowiadana rzecz naznaczona jest lokalnym kolorytem, nie ma wrażenia obcości. Czuje się z baśniami norweskimi jak u siebie w domu. Zapewne jest to zasługa samej baśni jako gatunku, która przyzwyczaiła nas do pewnego schematu opowiadania. Dlatego nie ma tu miejsca na rozbudowane opisy i dość oszczędnym językiem wykłada się rzecz. Bohaterowie – tu najczęściej trzej bracia – poddawani są próbom, z których wychodzą zwycięsko za sprawą magicznych przedmiotów czy zwierząt. W baśni norweskiej szczególne miejsce zajmuje Askeladden, najmłodszy z braci, który całe życie nic nie robi, jeno siedzi i grzebie w popiele. Askeladden nie jest jednak próżniakiem, to raczej ktoś, kto czeka na swój czas, na inicjację, na przeżycie czegoś, co odmieni jego los. Najmłodszy z braci okazuje się być najsprytniejszy, ale też i najodważniejszy – nie boi się wytrwać w stodole, choć grzmoty biją i strach aż ciarki przechodzą (Królewna na szklanej górze), nie straszny mu też troll, którego wyzywa na pojedynek w jedzeniu na wyścigi (Jak Askeladden z trollem jedli na wyścigi).

Pojawiają się też i królewny (najczęściej znów trzy), królewicze czy królowie (przemienieni w białe niedźwiedzie). Brakuje im jednak wystawnych pałaców. Lokalny koloryt oddają tu dzikie ostępy lasów, wiatry, które wieją z czterech stron świata, a także morze, na którego dnie można odnaleźć młynek. Ze zbioru wyłania się świat dość surowy – aby coś osiągnąć, trzeba wykazać się ciężką pracą, aby uzyskać odkupienie winy, trzeba wędrować hen daleko. Ważne jednak pozostaje to przesłanie: nawet jeśli popełnisz błąd, możesz go naprawić (Zamek Soria Moria czy Na wschód od słońca i na zachód od księżyca).


Baśniowy świat dopełniony zostaje przez ilustracje Marii Ekier. Zdecydowanie oddają nastrój opowieści. Niektóre są przerażające (jak ilustracja trolla, stanowiąca też alternatywną okładkę), inne nastrajają melancholijnie (księżniczka i niedźwiedź), kolejne rodzą zaciekawienie. Ekier rysuje plamami, chętnie sięga po kolor czarny, stąd jej obrazy okazują się niebanalne.

Cieszy mnie ta książka na naszych półkach. Jeśli czasem o książkach mówimy, że zawierają w sobie niebywałe bogactwo, ta jest jedną z nich. Kończymy czytać Maleńkie Królestwo królewny Aurelki i wtedy oddamy się (ja ponownie) lekturze Zamku Soria Moria.

Możesz kupić tu: Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie

Ilustracje: Maria Ekier
Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 418
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 17.5 x 19.5 cm
ISBN: 978-83-7278-462-9

Wydawnictwo Media Rodzina przygotowało także audiobook (4CD). Baśnie czyta Anna Seniuk.
Kupisz tutaj: Zamek Soria Moria. Książka audio, 4CD

środa, 27 października 2010

Agnieszka Frączek "Rymobranie"


Kilkakrotnie ostatnio zdarzyło mi się westchnąć za poezją dziecięcą. Przyznaję, że do czytania wybieramy głównie bajki i opowiadania. Sama nie wiem dlaczego… czy to kwestia obawy przed właściwym zaprezentowaniem dziecku poezji (intonacja, akcent), czy może raczej problem nikłej oferty wydawniczej? Pewnie obu naraz. No cóż, przynajmniej wiem, co zaniedbałam. Ale kogo tu czytać? Klasycy – Tuwim, Brzechwa, Wawiłow, Kern… - oczywiście! Ale może ktoś młodszy? Jakieś nowe, gorące nazwiska? Na pewno Małgorzata Strzałkowska. Na pewno Natalia Usenko. I z całą pewnością Agnieszka Frączek.

Nową książkę poetycką tej ostatniej autorki możemy właśnie czytać. Znajdziemy tu dziewiętnaście wierszy – żartów słownych, połamańców językowych czy - jak kto woli - fikołków lingwistycznych. Kiedy je czytam, mam wrażenie, że duch Brzechwy i Tuwima nadal jest żywy, że są następcy. I choć młodsi kroczą swoją drogą, mają własną koncepcję poezji dziecięcej, łączy ich z poprzednikami doskonałe wyczucie słowa i rymu.

Czy pietruszki
mają różki?
Te zwyczajne raczej rzadko
- wolą komitywę z natką.
Ale zdarza się w przyrodzie
(chociaż może nie na co dzień),
że warzywa noszą różki.
I to właśnie są pietróżki.

Utwory Frączek opierają się na kalamburach. Poetka tworzy neologizmy, które gdzieś u źródła czerpią z dziecięcych błędów językowych. Oto mamy dinożarła, uforudka, kotostrofę czy michomory. Zamiana jednej litery bądź jej dodanie powoduje, że słowa nabierają nowych znaczeń, że wyłaniają się zza nich niestworzone opowieści. Moja ulubiona (zaraz po Pietróżkach) to ta o Bykini, czyli historia o pewnym byku, który chciał zawrócić krowie w głowie, dlatego za namową muchy stroi się w portki lilaróż i marynarkę w kratkę.

Krowie spodobał się strój.
Rzekła słodko: - Byczku mój!
Eleganckie masz BYKINI!

Ot, znawczyni…

Ta zabawa ze słowem to dla dziecka wyjątkowa frajda, ale też i przy okazji nauka. Bo przecież rym wymaga koncentracji, ale jednocześnie też budzi wrażliwość słuchacza, wyczulenie na język. U Frączek rym pada na nowe słowa, które stanowią też puenty utworów czy swoistą zagadkę, zabawkę. Poetka w swej roli kreatora słów schodzi do poziomu dziecka. I nie, nie jest to przygana. To komplement. Bo Frączek bawi się w bajanie, ucieka w fantazję, totalnie zapomina o rzeczywistości, regułach i zasadach. Sadzi byki aż miło. Puszcza do dziecięcego czytelnika oko, pewna tego, że ono doskonale zrozumie, o co w tym wszystkim chodzi.

Możesz kupić tu: Wilga

Ilustracje: Maciej Szymanowicz
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 21 x 26 cm
ISBN: 978-83-259-0229-2

wtorek, 26 października 2010

Christopher Hart "Szkoła rysowania. Zwierzęta z kreskówek"


Nie potrafię ładnie malować. Zawsze żałowałam, że poskąpiono mi tej zdolności, a trzeba tu zaznaczyć – geny miałam dobre (mama i brat malują świetnie). Zdolności malarskie moich dzieci pozostają jeszcze tajemnicą. Chętnie kolorują, uwielbiają farby, kredki świecowe, kredki ołówkowe. Z zapałem wyklejają, próbują wycinać. Ogromnym odkryciem okazała się dla nas książka Szkoła rysowania. Zwierzęta z kreskówek. Choć jest przeznaczona dla dzieci od 6. roku życia, ja polecam ją już dzieciom w wieku przedszkolnym. Dlaczego? – o tym niżej.

Christopher Hart uczy jak krok po kroku narysować zwierzęta, które występują w popularnych kreskówkach. Nie są to jakieś konkretne postaci z konkretnych bajek, raczej pewne wzory zwierząt. Autor daje kilka podstawowych wskazówek dotyczących linii pomocniczych, kształtów, zaokrągleń, grubości linii, aby potem przejść do części zasadniczej, czyli instrukcji. W kolejnych rozdziałach uczymy się rysować duże zwierzęta (np. słoń, hipopotam, goryl), małe zwierzęta (szop pracz, myszoskoczek czy szczur), misie i niedźwiedzie, zwierzęta kopytne, ptaki, psy i koty oraz inne, nietypowe zwierzęta. Malowanie każdej postaci zostało przedstawione w kilku etapach, by pokazać kolejność robienia kresek. Oprócz tego rysunkom towarzyszy komentarz podpowiadający, jak uzyskać efekt związany z emocjami. Czytamy więc: „gdy chcesz narysować przejętą, zaniepokojoną i zdziwioną czymś postać, narysuj ściągnięte brwi lub powieki ukośnie opadające na oczy, a usta przekrzywione w jedną stronę”.

No i się zaczęło! Lekcje rysowania odbywają się u nas codziennie. Marta – pod moim kierunkiem – maluje zwierzaki z zapałem godnym podziwu. Najciekawsze dla mnie jest to, że mimo swoich skąpych póki co zdolności malarskich, wychodzi jej to całkiem nieźle. Umie, kierując się wskazówkami z książki, namalować misia, rozzłoszczonego królika czy pucołowatego kotka. Pomagają tu zdecydowanie tzw. linie pomocnicze, które przy końcu wystarczy potraktować gumką. Moim zdaniem taka lekcja rysowania już w przypadku przedszkolaka pozwoli kształtować pracę ręki (tym bardziej, że córka ćwiczy dzień w dzień) i da pewne pojęcie o tym, jak należy rysować, co może się okazać bezcenne za kilka lat. Dlatego mocno polecam!!!

PS
Założyłyśmy dziś w końcu zeszyt "Szkoła rysowania", bo zbyt dużo kartek pojedynczych zaczęło nam się pod nogami szarogęsić. Będzie fajna pamiątka:)

Możesz kupić tu: Szkoła rysowania. Zwierzęta z kreskówek 

Oprawa: oprawa broszurowa
Ilość stron: 120
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Arkady
Wymiary: 23 x 30.5 cm
ISBN: 978-83-213-4645-8

poniedziałek, 25 października 2010

Książki dla fanów motoryzacji:)


Na facebooku poproszono mnie o przygotowanie listy książek z autami, ciuchciami, autobusami w roli głównej. Poszperałam tu i tam… Książek dla dzieci o samochodach jest mnóstwo, jednak pod względem jakości pozostawiają wiele do życzenia. Wybrałam więc tych kilka, które nie raziły nadto mojego poczucia estetyki. Na pewno warto mieć w domu klasyczną Lokomotywę Tuwima. U nas świetnie się sprawdza tak w przypadku córki, jak i syna. Mamy reprint wydania sprzed lat, tego, na którym ja się wychowywałam. Polecam też serię Świat w obrazkach. Kiedyś kupiłam część o Zwierzętach i przez dość długi okres czasu była to najczęściej oglądana książka. Tu ilustracje są niemal fotograficzne, co chyba wpływa na zachwyt dzieci tą publikacją.

A na koniec kilka wierszyków! Zapominamy dziś o czytaniu dzieciom poezji, a szkoda!

Książeczki
Julian Tuwim Lokomotywa
Barbro Lindgren Auto Maksa
Lucy Cousins Wóz strażacki Mysi; W drogę Mysiu; Pociąg Mysi
Emilie Beaumont Transport. Świat w obrazkach
Zdenek Miler, Eduard Petiska Krecik i samochód
Kinga Preibisz-Wala Moja pierwsza księga techniki
Marcel Marlier Ania i Krzyś i wyścig starych samochodów
Urszula Kozłowska Maszyny giganty. Ruchome pojazdy 3D
Mariusz Niemycki Autobusem czy tramwajem
Łukasz Libiszewski, Anna Horosin W świecie samochodów




Wierszyki:

Wanda Chotomska Aaa  - auta dwa
Joanna Papuzińska Mój samochód
Ludwik Jerzy Kern Wyścig; Piosenka o zapasowym kole
Agnieszka Frączek Bałwanek
Danuta Wawiłow Kopareczka
Włodzimierz Scisłowski (z ilustracjami Bohdana Butenki) Tańcowały raz dwa fiaty 

Ewa Ostrowska "Bojesie niebojesie", "Taka miła starsza pani", "Zapominalski tatuś"

Wydawnictwo Skrzat wydaje serię książek, w której stara się przestrzegać rodziców przed nieodpowiedzialnymi zachowaniami z ich strony, a dzieciom podpowiadać, co zrobić w trudnej sytuacji. Książki napisano, opierając się o schemat: opowiadanie Ewy Ostrowskiej + komentarz Doroty Krassowskiej (wypunktowanie pochwał i nagan za konkretne zachowania bohaterów opowiadania oraz rady, jak postąpić).

Bojesie niebojesie



Mama prawie sześcioletniej Asi musi wyjść na godzinkę do babci. Zostawia bez opieki córkę i rocznego Mareczka. Ojciec jest w tym czasie w pracy. Dziewczynka bardzo się boi, ale mama przekonuje ją, że przecież jest już dużą dziewczynką i nie powinna się bać. Pod nieobecność matki w mieszkaniu wybucha pożar. Asia panikuje, ale w gruncie rzeczy zachowuje zdrowy rozsądek – zabiera brata do najmniej zadymionego pokoju, podkłada pod drzwi mokre ścierki, dzwoni po pomoc (nie zna dokładnego numeru). Wszystko kończy się oczywiście szczęśliwie.

Taka miła starsza pani


Zaczynają się wakacje, a rodzice Krysi muszą pracować. Dziewczynką nie ma się kto zająć. Mała proponuje, że sama sobą się zajmie. Bardzo imponuje jej koleżanka z piaskownicy, Iwonka, która nosi na szyi klucz i często zostaje w domu sama, sama wychodzi też na podwórko. Rodzice w końcu decydują się dać Krysi trochę niezależności, ufając, że Iwonka będzie czuwała nad koleżanką. Krysia jest jedynaczką, a jej rodzice są zamożni. Dziewczynka więc przechwala się swoimi sukienkami, co frustruje Iwonkę. W końcu dochodzi do kłótni między rówieśniczkami. Krysia siada na ławeczce i płacze. Obok siedzi starsza pani, która pociesza Krysię i proponuje, że się nią zajmie. Idą do domu Krysi. Tam „miła, starsza pani” knebluje dziewczynkę i okrada mieszkanie. W ostatniej chwili do domu wpada Iwonka (z tatą), która zauważyła już wcześniej, że starsza pani już od jakiegoś czasu obserwuje dzieci.

Zapominalski tatuś


Mama Karola rozchorowała się. Tata musi wyjść po zakupy, zabiera syna ze sobą, żeby mama miała spokój. Karol jednak nie lubi hipermarketów, więc ojciec pozwala mu poczekać przed wejściem. Jest zima, więc chłopak dla rozgrzewki kilkakrotnie obiega sklep. Mija kilka godzin, a ojca nie ma. Chłopak zaczyna się denerwować, ale domyśla się, że ojciec zwyczajnie o nim zapomniał. W końcu pewien starszy pan pomaga Karolowi dostać się do mieszkania (choć chłopak nie zna adresu).

Opowiadania Ewy Ostrowskiej wydają się nieco przerysowane. Wziąwszy pod uwagę jednak wiadomości, które co jakiś czas docierają do naszych uszu, wcale nie są takie nieprawdopodobne. Autorka bardzo mocno akcentuje nieodpowiedzialność, by nie rzec głupotę, rodziców. Dzieci choć też często reagują nieodpowiednio (np. Karol wsiada do samochodu nieznajomego człowieka), to jednak w ich zachowaniu obserwujemy więcej rozsądku i dojrzałości.

Opowiadane historie mają zdecydowanie wymiar edukacyjny, dlatego świetnie nadają się do pracy z dziećmi w przedszkolu. Szczególnie wartościowe wydają mi się komentarze załączone na okładce książki, w których piętnuje się tak zachowania dzieci, jak dorosłych oraz podpowiada, czego dzieci powinny się nauczyć (np. adresu, numeru telefonu, podstawowych zasad bezpieczeństwa). Jakoś mniej mi się widzi czytanie tych pozycji w domowym zaciszu. Bo o ile nachalne edukowanie wydaje się naturalne dla szkoły, o tyle w domu może się spotkać z oporem.

I jeszcze... ja bym tylko bardzo chciała, żeby pani Ostrowska przestała zdrabniać każdy rzeczownik, który napotka pod swym piórem.

Możesz kupić tu: Skrzat

Ilustracje: Agnieszka Semaniszyn
ISBN: 978-83-7437-527-6
Oprawa: Miękka
Format: 190x200 mm
Objętość: 24 str.
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat

środa, 20 października 2010

Eva Susso, Benjamin Chaud "Babo chce"


Niedawno zdałam sobie sprawę z faktu, że na moim blogu nie ma kategorii „książki dla dzieci w wieku od 0-3”. Zastanawiałam się dlaczego. Wychodzi na to, że zaczynamy czytać dopiero przedszkolakom. A przecież to nieprawda! Czytamy książki nawet tym maluchom, które są jeszcze w brzuszku. Problem więc leży gdzie indziej. Na moje oko w ofercie wydawniczej. Pisałam o tym przy okazji „książeczek dla maluszka” wydawnictwa Bajka. Niemowlęta nie stanowią grupy docelowej traktowanej poważnie. I choć ogrom książek jest do nich właśnie skierowany, tak naprawdę są to publikacje, które – tak chyba wynika z założenia – będą zniszczenie, a zatem nie trzeba się do ich wydania przyłożyć. Wystarczy sklecić wierszyk, coś komputerowo namalować, wrzucić to do książki ze sztywnymi, kartonowymi kartkami i gotowe. To zaniedbanie dotyczące najmłodszych może się kiedyś jednak na nas zemścić...

Książki Evy Susso kierowane są do maluchów w wieku od 0-3. Do tej pory mieliśmy okazję poznać dwie części: Binta tańczy oraz Lalo gra na bębnie. Przyszła kolej na część trzecią, czyli Babo chce. Binta, Lalo i Babo to rodzeństwo. Mają jeszcze jedną siostrę – Ajszę, która jest najstarsza. Są też oczywiście rodzice – Mama, piegowata i trochę przy sobie, oraz Tata, ciemnoskóry i chudy. Aa!! Prawie zapomniałam o Psie i Kurze. Wszyscy mieszkają w czerwonym domku.

Tekst to przede wszystkim krótkie zdania, składające się z podmiotu i orzeczenia, bądź poszczególne wyrazy, zwłaszcza dźwiękonaśladowcze. Mieści się on pomiędzy dużymi, wyrazistymi ilustracjami o zdecydowanych kolorach (dominuje zieleń i czerwień). Książka ma więc za zadanie naukę pierwszych słów, oswajanie z językiem, ale także budzenie zainteresowania obrazem i wychowywanie do estetyki. Cele bardzo proste. Każdy z nas-rodziców zdaje sobie jednak sprawę z faktu, że na etapie pierwszego, drugiego roku życia tego rodzaju kontakt z książką to podstawa i początek prawdziwej przygody czytelniczej. Na dłuższych opowieściach maluchy nie potrafią się jeszcze skupić.



I jeszcze słówko o samej rodzinie. Mnie oczywiście zachwyciła wielodzietność i obecność obojga rodziców. Pierwsza scena ukazuje nam familię grającą w krykieta, ostatnia zaś – siedzących przy stole i zabierających się za zjedzenie ciasta, które wcześniej wspólnie zrobili. W tej rodzince jest czas na zabawę, przytulanie się. Mały Babo chce poznawać świat, na przykład las. I oczywiście Ajsza tam właśnie zabiera go na spacer. Kiedy jednak dzieci czują zagrożenie, od razu postanawiają wrócić. Gdzie? Oczywiście do domu. Prosto w ramiona kochających rodziców!

Możesz kupić na stronie wydawnictwa: Babo chce

tłumaczenie: Katarzyna Skalska
ISBN 978-83-60963-82-1
rok wydania 2010
format: 21,5 x 21,5 cm
oprawa: twarda
stron: 28
wydawnictwo: Zakamarki

wtorek, 19 października 2010

Konkurs im. Brajana Chlebowskiego

Wydawnictwo Skrzat ufundowało trzy egzemplarze książki Brajan i ogniowe smoki. Możecie je wygrać, jeśli w komentarzu napiszecie, kto jest Waszym bohaterem dnia codziennego i dlaczego. Zwycięzców wylosuję w niedzielę, 31 października, po godzinie 19.00.

Powodzenia:)

Andrzej Żak "Brajan i ogniowe smoki"


Brajan Chlebowski. Na pewno go znacie. W 2005 roku ocalił mieszkańców kamienicy przed pożarem, dzwoniąc po pomoc.

- Pali się u mnie!
- Gdzie?
- Niech pan przyjeżdża!
- Ale gdzie, podaj adres?
- Na Dowborczyków, pali się nasze mieszkanie.
- A numer telefonu? Masz jakiś?
- 63...
- Nazwisko. Twoje?
- Brajan Chlebowski...
(z autentycznej rozmowy  )

Chłopiec zmarł na skutek zaczadzenia.

Pamięć o siedmiolatku jednak nie przeminęła. Andrzej Żak stworzył opowieść, która nie tylko ocala od zapomnienia postać dzielnego chłopca. Autor pozwala też swojemu bohaterowie żyć. Brajan nie umiera. Zapada w śpiączkę. Na wiele miesięcy trafia do krainy pełnej magii i smoków. Chłopiec będzie mógł jeszcze raz udowodnić, jak wyjątkowym jest bohaterem.

Powieść Brajan i ogniowe smoki przywodzi na myśl skojarzenie z książką Bracia Lwie Serce. Jak pewnie pamiętacie, u Lindgren w pożarze ginie Jonatan, uratowawszy młodszego brata, Karola. Po śmierci bracia Lwie Serce trafiają do fantastycznej krainy Nangijali, gdzie wykażą się wyjątkową odwagą. U Żaka – podobnie jak u Lindgren – opowieść pełna jest wzruszających scen, ale także fantastycznych przygód. Jeszcze innymi słowy, nad obiema historiami unosi się ta sama atmosfera. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z kopią czy naśladowaniem. Powieść Żaka się broni. Albo inaczej – Brajan Chlebowski broni tej powieści… odniesienie do realnej sytuacji sprawia bowiem, że cała rzecz, choć w dużej mierze zmyślona, będąca efektem pracy autora, staje się szczególna.

Podoba mi się styl Żaka. Opowieść jest równa, historia wciąga od pierwszych słów. Z ciekawością wchodzimy w świat po drugiej stronie, poznajemy Zoię – adeptkę magii, Foltyna i Nolana, razem z Brajanem uczymy się dosiadać sekstyla, a także spotykamy się z niebezpiecznymi smokami. Baśniowy świat zostaje przez chłopca oswojony… wkrótce więc możliwy jest powrót do świata realnego.

Książka o Brajanie dotyka wielu ważnych kwestii, które do tej pory nie pojawiały się w polskiej literaturze dziecięcej. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z rodziną na emigracji. Rodzice Brajana (i Kamila, starszego brata chłopca) mieszkają w Londynie, gdzie zarabiają na chleb. Pod ich nieobecność chłopcami zajmuje się babcia. Autor nie komentuje w żaden sposób tego faktu, ale mam wrażenie, że został on wprowadzony do tekstu nie bez kozery (nie zgadza się to z prawdziwą historią Brajana). Najistotniejsze jednak pozostaje tu zagadnienie śpiączki (choć na początku nie jesteśmy pewni, co stało się z chłopcem i wydaje nam się, że zmarł). Próba pokazania świata osoby pogrążonej w komie wydaje się niezwykle odważna i nowatorska, pomaga jednak przybliżyć dziecięce obawy, uczucia czy sposób myślenia.

Pośrednio także książka służy zwróceniu uwagi na realne zagadnienia – odsyła nas do stowarzyszeń („Życie po przeszczepie”) i fundacji („Akogo?”), które zajmują się problemami transplantacji narządów i śpiączką dzieci. Także z tych względów lektura warta jest uwagi. Wróżę tej pozycji sporo sukcesów.
 
Tutaj przeczytacie fragment książki. 

Możesz kupić tu: Brajan i ogniowe smoki

Ilustracje: Łukasz Ryłko
ISBN: 978-83-7437-588-7
Oprawa: Miękka
Format: 195x138 mm
Objętość: 264 str.
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat

"Świerszczyk" nr 20/2010



„Każdy się czegoś boi, nawet gdy siedzi w zbroi…” – taką tezę znajdujemy na okładce nowego „Świerszczyka”. Z racji zbliżającego się Święta Zmarłych, czy jak inni wolą - Halloween, nasze ulubione czasopismo przygląda się kwestii strachu, a także duchów, potworów i straszydeł.

Mnie najciekawsze wydaje się opowiadanie Maugo Domańskiej Bój się!. Autorka sugeruje bowiem ważną myśl – strach jest nam niezwykle potrzebny, ponieważ ostrzega nas przed niebezpieczeństwem i każe przeliczyć siły. Dodaje jednak, że z różnych sytuacji, których się obawiamy, nie powinniśmy się wycofywać, bo tracimy wtedy także i przyjemności. Szymek – bohater tego opowiadania – dochodzi do wniosku, że warto pojechać na zieloną szkołę, chociaż boi się wyjeżdżać bez rodziców i nocować poza domem. Gdyby wycofał się ze strachu, ominęłoby go sporo atrakcji, na przykład wyprawa do aquaparku. Strach więc trzeba oswajać!


Upiorne krzyżówki, rebusy i „kolorowe zabawy” to sposób na przygotowanie się do Halloween:) Ale nie tylko! Maluchy mają okazję, by ćwiczyć spostrzegawczość i umiejętności matematyczne.

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 18 października 2010

Mariola Kukier-Wyrwicka "Zielnik. Warzywa"


Czas najlepszy do tworzenia zielników powoli mija. Być może niektórzy z Was zasuszyli sobie wcześniej liście i przymierzali się do zrobienia własnego zielnika. My tak właśnie zrobiliśmy. W sierpniu poszliśmy na spacer, zrywaliśmy zielone liście, które się zasuszały między stronami ciężkich ksiąg. Dziś wyglądają tak:



Planowałam zrobić zielnik samodzielnie, ale… natknęłam się na serię książek, które po prostu warto mieć. Do tej pory ukazały się Drzewa i krzewy liściaste, Kwiaty pól i łąk, Zioła łąk i ogrodów, Runo leśne, Drzewa i krzewy owocowe, Rośliny uprawne. My akurat w domu mamy Warzywa.

Książka jest w twardej oprawie i dodatkowo zamykana jest na gumkę, co sprawia, że przypomina typowe, samodzielnie robione zielniki. We wstępie dowiadujemy się, czym są warzywa, jakie bogactwo w sobie zawierają. Jeden z artykułów wstępnych zawiera też informacje, jak założyć zielnik warzywny, ponieważ – jak być może się domyślacie – kapusta, kalafior czy pomidor raczej się nie zasuszą:) Autorka podpowiada, by robić odciski niektórych warzyw bądź zwyczajnie zrobić im zdjęcia.

Część zasadnicza książki to ilustracje warzyw wraz z opisem szczegółowym. Tu znajdziemy między innymi informacje, skąd dana roślina pochodzi, jak wygląda, jakie lubi warunki oraz jakie ma właściwości. Na rozkładówce pozostawiono miejsce, by wkleić zasuszone fragmenty roślin, wpisać datę oraz miejsce znalezienia.

Zielnik prezentuje się pięknie i w moim przekonaniu naprawdę warto podarować dziecku tego typu publikację. Nie tylko jest to okazja, by przekazywać wiedzę o świecie przyrody, ale przede wszystkim, by budzić autentyczne nią zainteresowanie. W przedszkolu Marty akurat czterolatki poznają warzywa. Każde dziecko miało przynieść z domu jakieś warzywo. Była i dynia, i brukselka, i bakłażan… Kiedy Zielnik. Warzywa dotarł do naszego domu, możecie sobie wyobrazić, jak zachwyciła się nim moja córka, która temat akurat przerabiała na gorąco. Oczywiście zabrała zielnik ze sobą do przedszkola i ucieszyła się, że dzieci oglądały razem z nią.

Możesz kupić tu: Zielnik. Warzywa

Oprawa twarda
Format 28x20cm
Stron: 64
Wydawca: Arkady
ISBN: 978-83-213-4652-6

niedziela, 17 października 2010

Wygrałam "Taję z Jaśminowej" :)

Wzięłam udział w konkursie "Rymsa", ponieważ bardzo chciałam przeczytać książkę Taja z Jaśminowej Adriany Szymańskiej z ilustracjami Lucyny Talejko-Kwiatkowskiej. Trzeba było dokończyć zdanie i ja dopisałam tak:

Zawsze uśmiecham się, gdy... przychodzi listonosz z nowymi książkami:)




Tutaj informacja:)

Bardzo się cieszę i nie dowierzam:)

piątek, 15 października 2010

Sophie McKenzie "Zaginiona"


Zaginiona, angielskiej pisarki Sophie McKenzie, to obyczajowo-sensacyjna powieść dla młodzieży, której akcja toczy się w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Autorka porusza w niej problemy i niebezpieczeństwa związane z procedurami adopcyjnymi. Skupia się jednak na - nieraz pomijanej w szerszych dyskusjach - kwestii handlu dziećmi. McKenzie przybliża ten problem wskazując na jego powszechność i możliwość zaistnienia w każdym miejscu (także na „naszym własnym podwórku”).

Zaginiona
zdobyła wiele nagród literackich na całym świecie, została także opublikowana w sieci.

Bohaterka powieści to nastoletnia Lauren Matthews, adoptowana w wieku trzech lat przez angielską parę, która nie mogła doczekać się własnego potomstwa. Lauren żyje jak zwykła, angielska nastolatka. Nienawidzi swojego młodszego brata, podobnie jak wiecznie zapracowanych, podstarzałych i nierozumiejących niczego rodziców. Przepada za najnowszymi trendami w modzie, kosmetykami i młodzieżowymi idolami. Nigdzie nie rusza się bez najlepszego kumpla „Jama”, który rozumie ją jak nikt inny. Wszystko zmienia się w chwili, kiedy Lauren wchodzi na stronę internetową dotyczącą zaginionych dzieci i „znajduje” tam siebie. Dokładniej mówiąc, natyka się na portret i dane osobowe trzyletniej amerykańskiej dziewczynki – Marty Lauren Purditt, która zaginęła w chwili adopcji Lauren przez przybranych rodziców. Lauren, która od dawna podejrzewała, że z jej adopcją „było coś nie tak”, utwierdza się w przekonaniu, że została wykradziona swym prawdziwym rodzicom. Dziewczynka rozpoczyna prywatne śledztwo, w którym pomaga jej Jam. Oboje (wskutek jawnej niechęci przybranych rodziców Lauren do rozmowy na temat adopcji córki) opracowują skomplikowany plan wyjazdu do Stanów Zjednoczonych w celu odnalezienia agencji adopcyjnej, która zajmowała się sprawą Lauren. Na miejscu dwójka dzieci oddziela się od opiekunów i rozpoczyna samotny rajd po stanie Vermont. Wkrótce okazuje się, że papiery adopcyjne Lauren zniknęły a w ślad za nastolatkami podąża tajemnicza i niebezpieczna kobieta.

Akcja Zaginionej nabiera tempa wraz z rozwojem opowiadanej historii. Początkowo dziecinne spekulacje głównych bohaterów nabierają z czasem przerażającej realności, kiedy okazuje się, że porwanie naprawdę miało miejsce. Co gorsza, związani z nim ludzie wciąż stwarzają zagrożenie dla każdego, kto mógłby odkryć prawdę. Wkrótce, dobrze znany protagonistce świat wali się w gruzy, kiedy przychodzi jej spojrzeć na dotychczasowych rodziców jako przestępców. Nie jest też w stanie zaakceptować swej prawdziwej rodziny.

Sophie McKenzie porusza w Zaginionej wiele różnych tematów, skupiając się na opisie większości problemów trapiących współczesnych nastolatków. Główna bohaterka wyraźnie przeżywa młodzieńczy bunt, pogłębiony kryzysem własnej tożsamości. Często zadaje sobie pytanie: „Kim jestem?” poddając się swej traumatycznej przeszłości. Oprócz tego posiada cechy typowej nastolatki: jest próżna, samolubna, złości się bez powodu, nienawidzi wszystkich wokół siebie. Paradoksalnie, te właściwości umożliwiają jej odkrycie prawdy swego pochodzenia. Także pozostali młodzieżowi bohaterowie książki wyposażeni są w podobny zestaw cech. Często pochodzą z rozbitych lub dysfunkcyjnych rodzin (Jam), bywają okrutni jedni względem drugich (siostry Purditt), kochają modę i dobrą zabawę. McKenzie przyjmuje za pewnik, że taki obraz młodzieży jest normą. Pozostawia swych bohaterów w świecie ich własnych wartości, które – jak uważa – sami będą w stanie uporządkować, gdy przyjdzie już na to czas. Osobiście nie podzielam jej optymizmu w tej kwestii. Prezentowany przez McKenzie świat mi się nie podoba. Jest przeraźliwie laicki, przesiąknięty materializmem i tryskający negatywnym nastawieniem do siebie nawzajem. Ale nie o to w tej powieści chodzi. Poruszany przez nią temat dotyczy tragedii dziecka (a także dorosłych, na których ona wpływa – co świetnie pokazała McKenzie) wykradzionego prawdziwej rodzinie i sprzedanego, nieraz doprowadzonej do skrajnej ostateczności, bezdzietnej parze. Zaginiona to próba ukazania okrutnych konsekwencji wynikłych z tego rodzaju przestępstwa. Konsekwencji wstrząsających i prowokujących wiele pytań, na które czytelnik pewnie nie będzie w stanie znaleźć prostej odpowiedzi.

Możesz kupić tutaj: Zaginiona

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 271
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: AKAPIT PRESS
Wymiary: 13.0x19.7cm
ISBN: 9788361635819
Tłumaczenie: Marta Dąbrowska

czwartek, 14 października 2010

Wojciech Widłak "Wesoły Ryjek"


Wesołego Ryjka znamy od dawna. Przygody małego prosiaczka publikowano w odcinkach w magazynie „Dziecko”. Z jednej strony, sympatycznie było poznawać co miesiąc nowe refleksje Ryjka, z drugiej jednak, zawsze pozostawał niedosyt. A teraz proszę, wszystko pięknie w jednym miejscu i można zaczytać się na dłużej.

Wesoły Ryjek ma rodziców i żółwia-przytulankę. Jego życie jest zwyczajne – a to mama ma imieniny i trzeba przygotować dla niej prezent, a to czas najwyższy wybrać się z rodzicami na wycieczkę w nieznane, poczytać książkę o dinozaurach. Jednak właśnie ta zwyczajność przynosi mnóstwo cennych obserwacji dotyczących świata. Innymi słowy, Wesoły Ryjek uczy się codziennie czegoś ważnego, co wyłuszcza czytelnikowi w ostatnich słowach danego docinka. Wnioski, do których dochodzi, można śmiało określić filozoficznymi. Na przykład takie:

Dziś dowiedziałem się bardzo dziwnej rzeczy: czasem, żeby coś szybciej zobaczyć, trzeba zamknąć oczy!

albo

Dziś dowiedziałem się, że nawet jak coś jest wielkie jak dom, może przepaść bez śladu. No, chyba że ktoś o tym czymś napisze książkę.

Rodzące się w małej główce wnioski wynikają oczywiście z konkretnych doświadczeń. Istotne jest tutaj podejście rodziców oraz niema obecność żółwia. Tata rozbudza ciekawość synka (np. ucząc go zabawy w Indian czy polowania na bizony), jednocześnie pozwala mu na rozumienie rzeczywistości po swojemu (bizonem może być ślimak czy żuczek). Trzeba też od razu zaznaczyć, że ojciec jest wyraźnie obecny w życiu syna, bierze współudział w zabawach, pojawia się jako postać centralna prawie w każdym odcinku. Mama charakteryzuje się ciepłem, przytula, wyjaśnia i rozumie. Ciekawą postacią jest żółw, który – jak na przytulankę przystało – nie odzywa się. Jego rola jest jednak nie do przecenienia. Towarzyszy Ryjkowi w zabawach, pomaga mu przyklejać spadające liście do drzew, potrafi wybudować niewidzialny szałas, który przydaje się, kiedy ten realny rozpada się na kawałki.



Świat tworzony przez Widłaka jest ciepły, spokojny i bardzo naturalny, będący gdzieś poza cywilizacją, pędem, kłopotami. Zatapianie się w nim przynosi ukojenie i po całym dniu szaleństw stanowi doskonały sposób na wyciszenie.

Nie umiem się oprzeć małemu porównaniu. Mianowicie ze świnką Peppą. Ta oczywiście ma wielu wiernych fanów, by nie powiedzieć fanatycznych zwolenników. Nasz, polski Wesoły Ryjek może z Peppą śmiało konkurować. Co ich łączy to oczywiście pochodzenie – oboje są małymi świnkami. Co ich różni? Ryjek jest estetycznie przedstawiony (ilustracje Agnieszki Żelewskiej), nie kłuje w oczy różem swej prosiaczkowej mordki, poza tym jest taki mądry i nie chrumka co rusz, drażniąc uszy czytelnika.

Możesz kupić tu: Wesoły Ryjek

Ilustracje: Agnieszka Żelewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 21.0x22.7cm
ISBN: 9788372784285

środa, 13 października 2010

Renata Piątkowska "Piegowate opowiadania"


Tomek, główny bohater, a także narrator Piegowatych opowiadań, jest chyba w wieku Marty. Chodzi do przedszkola, które bardzo lubi, świat wydaje mu się ciekawy, nawet jeśli nam-dorosłym wydaje się nudny, i chyba dzięki temu podejściu co rusz zdarza mu się coś wyjątkowego. Przygody i atrakcje czekają go wszędzie – podczas jazdy autobusem, w drodze do przedszkola, w trakcie malowania obrazków... I tak naprawdę wobec wszystkiego można się jednoznacznie odnieść - „jak ja lubię...” albo „jak ja nie lubię...”

Osiemnaście opowiadań to trzeci już zbiór przygód Tomka. Wcześniej duet Piątkowska/Cała stworzył Opowiadania dla przedszkolaków oraz Opowiadania z piaskownicy. Autorka świetnie portretuje tu małego przedszkolaka i otaczających go dorosłych. Problemy Tomka – jak potrzeba ścigania się z kolegami przez kałuże, nieuprzejma koleżanka w przedszkolu czy nieumiejętność wyczekania w kawiarni na lody – okazują się tak prawdziwe i bliskie. Kiedy wieczorem czytałyśmy z Martą o wyścigu do drzwi przedszkola i oglądałyśmy wiszące woreczki na buty, córka była żywo zainteresowania. Znak, że jej samej te kwestie dotyczą. Na drugi dzień rano nie obeszło się bez komentarza: „Mamo, a ja nie mam się z kim ścigać” (nic dziwnego skoro wszyscy przywozimy dzieci samochodami pod same drzwi).



Piegowate opowiadania skrzą się humorem. Mnie najbardziej ubawiła historia o budowaniu igloo z maminych biustonoszy, cudnie odmalowanych przez Iwonę Całą. Podśmiewałam się też przy historyjce o malowaniu po ścianie - „szyja żyrafy właściwie namalowała się sama. Ja tylko do niej dorysowałem głowę, brzuch i kopytka. Drzewo to już zrobiłem tak z rozpędu, a krokodyl... owszem jest trochę dziwny, ale to nie moja wina, że skończyła się zielona farba”. W głębi duszy jednak muszę przyznać, że reaguję na malowidła naścienne moich pociech zupełnie jak mama Tomka: „Co ci strzeliło do głowy, żeby malować po ścianie?!” (na co moja córka odpowiada: „bo tu [we wnęce okna] było takie fajne miejsce, żeby drabinkę do nieba namalować”). Dlatego czytanie takich opowiadań ja w szczególności zalecam rodzicom. Autorka pięknie tłumaczy dziecięcą logikę i sposób patrzenia na świat, podkreślając wielokrotnie, że my-dorośli nic nie rozumiemy. W mojej głowie wtedy pojawiają się też pytania, na które chyba nigdy nie poznam odpowiedzi, a które dotyczą milczka-Janka - „a co jemu strzeliło do głowy? Jaka złota idea?”.

Możesz kupić tutaj: Piegowate opowiadania

Ilustracje: Iwona Cała
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 104
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: BIS
Wymiary: 19.5x19.5cm
ISBN: 9788375511642

wtorek, 12 października 2010

Kate DiCamillo "Magiczny słoń"


To trzecia książka DiCamillo, którą przyszło mi czytać. Autorka we wszystkich prezentuje równy poziom, nie dziwię się więc, że jej publikacje stają się bestsellerami. Naprawdę na to zasługują.

Magiczny słoń to przede wszystkim historia dziesięcioletniego Piotrusia, któremu wróżka przepowiedziała, że odnajdzie swoją siostrzyczkę, Adelę, jeśli będzie podążał za słoniem. Tylko skąd tu zimową porą w Baltese wytrzasnąć słonia? Najprościej za sprawą czarów! Tak też sie dzieje. Pewien magik, mający już dość zwykłych sztuczek, które nużą publiczność, postanawia wyczarować coś niezwykłego. Na przykład słonia!



Powieść o magicznym słoniu jest przepełniona smutkiem, nostalgią i cierpieniem – tym trudniejszym do przyjęcia, że dotykającym dzieci. Niebo, które wisi nad Baltese, jest spowite chmurami i nie przepuszcza ani promieni słonecznych, ani nawet śniegu. Mały Piotruś, głodzony i musztrowany codziennie przez swego opiekuna, nie zaznaje miłości. Magik trafia do więzienia, bo przez jego czary pewna dama stała się kaleką (słoń spadł jej na nogi). I choć ten świat jest tak bardzo przygnębiający, ludzie się nie poddają. Zwłaszcza Piotr, którego determinacja i wiara udzielają się wszystkim po kolei – niemającemu dzieci policjantowi, osamotnionemu magikowi, pokrzywdzonej damie, staremu rzeźbiarzowi, który stracił wenę twórczą. Nadzieja staje się najpotężniejszym z czarów i to dzięki niej słoń wraca do domu, Adelka odnajduje brata, a Madame LaVaughn wybacza magikowi.

Piękna opowieść DiCamillo – jak zwykle – spełnia wszystkie oczekiwania czytelnika. Głód mądrej opowieści, potrzebę słuchania o tym, że dobro jest silniejsze od zła, że warto wierzyć i mieć nadzieję… Nad miastem zaczynają się unosić płatki białego, delikatnego śniegu, a niebo roi się od gwiazd… Mistycyzmu tej opowieści przydają wieże katedry ozdobione kamiennymi gargulcami oraz żebrak Tomasz z psem pojawiający się zawsze we właściwym miejscu, o właściwe porze. To on jest swoistym łącznikiem między bohaterami. Szare szkice Yoko Tanaki oddają czarowność tej powieści. Pytania, z którymi czytelnik pozostaje – a gdyby nawet…? czemu by nie…? czy to być może, że…? – to bonus tej lektury. Być może odpowiedź na nie, sprowadzi choć trochę magii także i w nasze życie?



Możesz kupić tu: Magiczny słoń

Ilustracje: Yoko Tanaka
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 192
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Philip Wilson
Wymiary: 14.5x20.8cm
ISBN: 978-83-7236-246-9
Tłumaczenie: Agnieszka Cioch

poniedziałek, 11 października 2010

Bajki-grajki. "Pierścień i róża"


Pierścień i róża to bajka pełna intryg. Za sprawą magicznych przedmiotów – pierścienia i róży – które co rusz trafiają w ręce kogoś innego, następuje cudowna przemiana. Ten, kto dany przedmiot posiada, staje się czarujący i piękny. I płeć przeciwna natychmiast się w tym kimś zakochuje. Aż trudno się połapać w tym, kto w kim…:) Akcja zmierza do szczęśliwego finału - Rózia wychodzi za mąż za Lulejkę i odzyskuje władzę w Krymatatarii, zaś Angelika zostaje żoną Bulby (ostatecznie to oni stają się właścicielami pierścienia i róży).

Bajka Williama Thackeray'a pokazuje dość wyraźnie wady i zalety danych postaci. Lulejko jest gnuśny i leniwy, Rózia – skromna, Gburia-Furia interesuje się jedynie władzą… Moralizatorskie zacięcie tej opowieści skrywa się pod płaszczykiem poczucia humoru (zabawne nazwy, imiona, przezwiska).



Opowieść Pierścień i róża została zaadaptowana przez Macieja Wojtyszkę, muzykę napisał Zbigniew Karnecki. I to właśnie melodia wysuwa się w tej bajce-grajce na pierwszy plan. Dostajemy bowiem w gruncie rzeczy bajkę śpiewaną. Krótkie kwestie przerywane są piosenkami, które posuwają akcję do przodu. Warto tu nadmienić, że muzyka przenosi nas w lata XX-te i do początków jazzu w Nowym Orlenie. Skoczne, lekkie dźwięki porywają do tańca:) A mojego dwulatka do improwizowania na wymyślonej gitarze. To zasługa zespołu Spirituals Singers Band.

W bajce występuję między innymi Kinga Preis, Igor Przegrodzki, Monika Bolly, Konrad Imiela, Mariusz Kiljan.

Możesz kupić tu: Pierścień i róża

Nośnik: CD
Tekst bajki: Maciej Wojtyszko wg Williama Thackeray'a
Muzyka: Zbigniew Karnecki
Czas trwania bajki: 53'34''
Aktorzy: Kinga Preis, Igor Przegrodzki, Monika Bolly, Konrad Imiela, Mariusz Kiljan, Adam Cywka, Halina Śmiela-Jacobson,Igor Kujawski oraz zespół Spirituals Singers Band pod dyr. Włodzimierza Szomańskiego
Rok nagrania: 1998

piątek, 8 października 2010

Joanna Papuzińska, Stasys Eidrigevičius "Opowieść"


Nie sposób przejść obok tej książki obojętnie. Mało tego, nie sposób się nie zachwycić. I natychmiast nie poinformować świata, że oto pojawiła się rzecz piękna, urzekająca. Po prostu wyjątkowa. Już dziś mogę obstawiać, kto wygra wszystkie konkursy na książkę roku.

Propozycja duetu Papuzińska/ Eidrigevičius to trzy wierszowane opowieści (Opowieść, Ja, Czarna jama) oraz towarzyszące im ilustracje. Całość tworzy nastrój odrealnienia jak w surrealistycznych światach, gdzie wszystko zdarzyć się może. W moim odbiorze dominujące stają się obrazy. Bez nich liryki Papuzińskiej nie zyskałyby tego dodatkowego, nieco dorosłego, poważnego wyrazu. Pewnie spojrzelibyśmy na nie jak na wierszyki dla dzieci, banalizując ich treść i w gruncie rzeczy zapominając o nich po kilku chwilach. Dzięki nostalgicznym obrazom Stasysa poezja autorki Rokisia zapada głęboko w pamięć i drąży ją raz po raz. To, co otrzymujemy w tej w gruncie rzeczy skromnej książce, to właśnie obrazy i poezja. Nie obrazki i nie wierszyki. Pokładając głęboką ufność w mądrość dziecka, jego pierwotną zdolność rozumienia metafor, autorzy dają mu w dłonie rzecz wymagającą i trudną. Ale jednocześnie, tak podpowiada mi intuicja, bardzo, bardzo potrzebną.

Na ilustracjach Eidrigevičiusa pojawiają się przede wszystkim dzieci o dużych głowach z wysokim czołem i wielkimi oczami oraz drobnymi dłońmi. Postaci te robią wrażenie zasmuconych, zatroskanych albo zwyczajnie pogrążonych we własnym świecie. Zdominowane przez jedną spokojną barwę obrazy dopełniane są drobnymi plamami wyraźnych kolorów, przyciągając tym samym wzrok i skupiając go na szczegółach. Dysproporcjonalność postaci, a także pojawiające się na obrazach podłużne kreski (patyki trzymane przez dzieci, długie dzioby ptaków czy nos wstrętnego zwierza, wisząca kotwica) wprowadzają nas w nastrój teatru. Kukiełkowość tego świata powoduje, że czytelnik czuje się do niego zaproszony. Aby chwycić za sznurki, ożywić postacie, pobawić się nimi – innymi słowy: wziąć udział.



Trzy wiersze Papuzińskiej z kolei pokazują nam dziecko z jego wyjątkową wyobraźnią. To właśnie ona podpowiada mu, aby stanąć do walki ze smokiem w obronie mamy-królewny (Opowieść). W sposób szczególny dziecięcy świat opisany zostaje w Ja. W jego ramach – w głowie, w myślach, wyobraźni – mieści się cały szereg doznań i, co za tym idzie, zachowań.

Ja mam dużo
myśli w głowie.
O!
A ta jedna – to rano wstaje,
a ta druga – wysoka jak Himalaje.
A ta trzecia, to taka wesołka,
że natychmiast trzeba fiknąć koziołka.

Czasem jednak ta wrodzona skłonność do fantazjowania bywa dla dziecka trudna. Zwłaszcza kiedy podsuwa przed oczy obraz czarnej jamy, mokrej, śliskiej, z całą pewnością zamieszkałej przez wstrętne zwierzę (Czarna jama). Papuzińska dodaje, że właśnie ten utwór, wydany w 1984 roku, wzbudził ogromne protesty przeciwko „straszeniu dzieci”.

Obrazy Eidrigevičiusa i poezja Papuzińskiej, choć tworzą spójną całość, mogą być potraktowane jak opowieść biegnąca dwutorowo. Malarz pozostaje wierny sobie, dopisuje do wierszy komentarz, zostawiając jednak odbiorcy miejsce i na jego dopowiadanie. Czytelnik korzysta z tego zaproszenia. Oczarowany nie może się oderwać…


Możesz kupić tu: Opowieść

Ilustracje: Stasys Eidrigevičius
Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: MILA
Wymiary: 20.5 x 19.5 cm
ISBN: 978-83-926565-5-5

"Księga Ludensona" Zofia Stanecka/ Marianna Oklejak w odcinkach (on-line)

W ramach programu promocji czytelnictwa wśród dzieci „Przecinek i Kropka” Empik przygotował nowy projekt. Co dwa tygodnie (od 8 października do końca czerwca 2011 roku) na portalu Przecinek i kropkal pojawiać się ma kolejny odcinek „Księgi Ludensona” pisanej przez Zofię Stanecką i ilustrowanej przez Mariannę Oklejak.



Autorką tekstu do „Księgi Ludensona” jest Zofia Stanecka, pisarka, tolkienistka, autorka książek z serii
„Basia”, baśni, opowiadań, książek edukacyjnych, powieści napisanej dla portalu qlturka.pl i tekstów dla portalu kula.gov.pl. Pisze teksty do podręczników, współpracuje z pismem „Świerszczyk”. „Chciałabym, żeby „Księga Ludensona” była przede wszystkim ciekawa - dla czytelników i dla mnie samej, i żeby znalazło się w niej miejsce na tajemnicę, przygodę, humor i na poważniejsze problemy. Inspirują mnie baśnie i mity Północy, Bałtyk i istniejący naprawdę stary, nadmorski dom” - podkreśla.
Informacja za : Rynek ksiazki

A tutaj Prolog całej opowieści
oraz rozdział 1.

czwartek, 7 października 2010

W "Archipelagu" także o literaturze dziecięcej.

"Archipelag" to magazyn bukinistyczny, który zrodził się jako inicjatywa blogerek (bo chyba panów przy tym nie było). Obecnie możemy czytać drugi numer. Serdecznie go polecam i jednocześnie gratuluję dziewczynom wspaniałej pracy i zdolności.

Strona magazynu

ARCHIPELAG

Na zachętę pierwsze akapity artykułów!

"Wszystko, czego nie chcielibyście wiedzieć o ulubionych autorach książek dla dzieci" Zuzanna Orlińska

Dzieci czytają książki, dorośli — autorów. Zapytaj dorosłego, co czyta, odpowie — Prousta, Marqueza, Kawafisa albo Rilkego. Dziecko poda tytuł, na przykład Koziołka Matołka, albo opisze treść: O Lotcie, jak wyprowadziła się z domu. Wyjątek stanowi Brzechwa. Moje dziecko mówi: To było w tamtej brzechwie z lisem lub dumnie ogłasza, że wymyśliło ostatnio dwie nowe brzechwy. Brzechwa to dla niego nie jest nazwisko, to gatunek literacki i właściwie, znając twórczość poety urodzonego jako Jan Lesman, musimy przyznać rację dziecku. Dorośli nie tylko czytają autorów, lubią też czytać o autorach. Dochodzę do takiego wniosku przeglądając strony internetowe poświęcone książkom dla dzieci. Wpisz w wyszukiwarce: Mary Poppins, Pippi Langstrumpf, czy Alicja w Krainie Czarów - wynik zawsze doprowadzi cię do strony poświęconej życiu tych, w których wyobraźni zrodziły się te postaci. Życie prywatne autorów - oto co interesuje dorosłych ludzi. Gdzie mieszkali, co jedli, z kim się ożenili (lub nie) i dlaczego byli nieszczęśliwi.

Piszę o książkach dla dzieci, ale niestety jestem dorosła. Nie będę udawać, że tego wszystkiego nie
przeczytałam. Przeczytałam, a owszem, i ugięłam się pod naporem tej biograficznej pornografii. Muszę coś
z tym zrobić, bo pęknę. Kto chce zachować niepokalaną dziecięcą niewinność, niech teraz pójdzie pooglądać
Teletubisie. Ja dłużej nie wytrzymam.

"Ludzie Zmierzchu" Zosia Frankowska

Dawno już przestało mnie dziwić, że gdy odwiedzam Dziadków, wśród pączkujących drzew w ogrodziewyraźnie widzę Zagrodę Jeźdźców z Doliny Wiśni. Siedząc między blankami warszawskiego barbakanu,
czuję bliskość prastarych czasów ognisk i dobrych bajek. W gniewie, od kamiennych sterczyn zamku Mattisa po otchłań Diabelskiej Czeluści rozbrzmiewa w mym uchu echo najeżonych diaskami przekleństw zbójnickiej
córki. A parę dni temu odkryłam, że poddasze jednej z kamienic nawiedza autentyczny Karlsson z Dachu.


Każda z powieści Astrid Lindgren skrywa dom. Wynajmowany od pewnej myszy, która przeprowadziła
się do swojej siostry w Sodertajle czy schowany za kominem sztokholmskiego budynku, do fundamentów
małomieszczański czy taki, w którym wspomnienia porządków nie mącą snu zastygłych pod sufitem zwojów
pajęczyn. I choć mało komu nazwisko szwedzkiej autorki nie obiło się o uszy, ci, odpowiedzialni za ostateczny szlif drzwi do dziecięcej wyobraźni , przepadają gdzieś między okładką a stroną tytułową.
Ludzie Zmierzchu, Ilustratorzy.

A także wywiad z Marią Ryll - wiceprezesem polskiej sekcji IBBY.

środa, 6 października 2010

Małgorzata Budzyńska "Ala Makota. Maksymalnie ja 1."


Dziś dzień z kotami:) Tym razem o nastolatce, która nazywa się Ala Makota. Niestety Ala nie ma żadnego kota, ale za to intensywnie prowadzi pamiętnik. Jest uczennicą piątej klasy, ma dwóch braci (Roberta i Jacka) oraz mamę, która czuje się niewolnicą, i tatę, który według mamy chodzi z głową w chmurach. Pozwólcie, że zarysuję tę rodzinkę trochę dokładniej, bo naprawdę na to zasługują. Robert jest najstarszy i na wszelkie pytania w domu odpowiada „yyyy”, „eee” lub jakoś w ten deseń. Jacek ma cztery zagrożenia, ale za to dobre sprawowanie. Mieszka w pokoju z Alą i na jego połowie zawsze jest bałagan, mimo domieszki niemieckiej krwi płynącej w jego żyłach. Tata wykłada o sylabach na uczelni i od roku nie zamontował lampy w piwnicy, a także nagle zaczął chodzić na basen i na siłownię. A mama wisi na telefonie i o swoim ciężkim żywocie opowiada a to cioci Grażynce, a to cioci Julicie. A Ala? Ala się stara. Chodzi do szkoły, czasem pomaga mamie, nie jest wybitną uczennicą. Można powiedzieć, że jest całkiem zwyczajną nastolatka mieszkającą na Ursynowie. Ma jeden dar, z którego nie zdaje sobie sprawy – pisze zajmująco, ciekawie i z ogromnym poczuciem humoru.

Dziennik Ali Makoty, jej rozterki, opowieści o rodzinie, nauczycielach i kolegach, czyta się wybornie.. Ala jest nastolatką szczerą do bólu i w gruncie rzeczy dość naiwną, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Rozczulają mnie jej wahania w samoocenie, jej prostoduszność i w gruncie rzeczy dobroć (chęć pomocy Liwii, Gniewkowi czy nawet Jackowi). Bohaterka na szczęście w niczym też nie przypomina slapstikowych nastolatek z TV – Hannah'y Montany i innych jej podobnych. Nie przeczytamy więc tutaj o kosmetykach, ciuchach i idolach. Nie pisze też o zakochiwaniu się w kolejnych chłopakach. Bardzo mi się podoba ta jej naturalność i zwyczajność. Ala ma problemy odpowiednio wielkie do swojego wieku – chce mieć własny pokój, złości się, gdy Gniewko niszczy jej stare zdjęcia, cieszy się, gdy znajduje wielki pierścień z pereł. Warto jeszcze dodać, że autorka wprowadziła ciekawy zabieg komentowania notatek Ali. Od czasu do czasu na marginesie pojawiają się cytaty z klasyków, które stanowią dowcipny kontrapunkt dla opisywanych sytuacji.

Książki o Ali Makocie zasługują na to, by stały się czytelniczym hitem. Bo trzeba dodać, że to nie pierwsza i nie jedyna książka o bohaterce. Małgorzata Budzyńska wykreowała Alę jako trzynastolatkę w Notatniku sfrustrowanej nastolatki już jakiś czas temu. Prezentowana tu część opowiada o losach dziewczynki sprzed Notatnika... (jest to prequel do całej serii). Obecnie wydawnictwo Znak wznowiło Notatnik..., a także wydało dwie nowe części dziennika Ali.

Ala Makota. Maksymalnie ja 1
Ala Makota. Maksymalnie ja 2
Ala Makota. Notatnik sfrustrowanej nastolatki 1
Ala Makota. Notatnik sfrustrowanej nastolatki 2
Ala Makota. Zakochana 1
Ala Makota. Zakochana 2
Ala Makota. Siedemnastka
Ala Makota. Osiemnastka
Ala Makota. Na fali sukcesu

Zainteresowanych odsyłam na stronę Ali Makoty, gdzie dowiecie się między innymi o konkursie, w którym do wygrania iPhone.



Rok wydania: 2010
Format: 125x205
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-240-1430-9

"Świerszczyk" nr 19/2010


Mark Twain postawił kiedyś pytanie: „Czy dom bez kota – najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego – zasługuje w ogóle na miano domu?” Koty rzeczywiście mają w sobie coś magnetyzującego. Nic więc dziwnego, że „Świerszczyk” poświęca mu cały numer. Już okładka pokazuje nam różne oblicza tego zwierzaka.

Gdyby ktoś nie wiedział, jak obchodzić się z kotem – powinien przeczytać wierszowaną Instrukcję obsługi kota autorstwa Rafała Witka. Gdyby ktoś nie dowierzał, że kot i pies mogą się zaprzyjaźnić – powinien zajrzeć do opowiadania Małgorzaty Strzałkowskiej. A gdyby ktoś z nas dorosłych nadal nie rozumiał tej dziecięcej potrzeby posiadania zwierzątka, odsyłam do opowiadania Pazurek Melanii Kapelusz.

Ciekawy jak zwykle dział Chcę wiedzieć więcej... przynosi sporo informacji o kotkach. Czy wiedzieliście, że potrafią one łączyć dźwięki ze szczegółami krajobrazu, tworząc własną mapę? Albo że wciśnięcie się w każdą szczelinę (pod warunkiem, że wejdzie głowa) umożliwia im brak obojczyka?



Oczywiście sporo tu też rebusów, zagadek i zadań z kotem w roli głównej. A także konkurs, który daje możliwość wygrania książki Toy story/Toy story 2 z płytą CD oraz bajkowych scenek z naklejkami do Toy story 3.


Strona Świerszczyka.

wtorek, 5 października 2010

Kod rabatowy w selkarze!

Wszystkim, którzy zamierzają kupić w najbliższym czasie książki, polecam zajrzeć do księgarni internetowej SELKAR (99% książek tutaj jest podlinkowanych do selkara)
Z okazji szóstych urodzin zapraszamy Was do świętowania razem z nami, a będzie to trwało aż całe najbliższe dwa tygodnie (dokładnie od 4 do 17 października). Będziemy rozdawać na naszym forum i facebooku firmowe koszulki, bony na zakupy w naszej księgarni oraz książki z autografami. Przygotowaliśmy też specjalną akcję promocyjną. Na początek każdy z Was dostanie 10% kod rabatowy ważny do 10 października 2010 na zakupy w naszej księgarni! 

Kod rabatowy: 6urodziny
 
Kod należy wpisać w odpowiednie pole na stronie selkar.pl przy dokonywaniu wyboru płatności. Kodu rabatowego można użyć tylko raz. Uwaga! Promocji nie łączymy!

poniedziałek, 4 października 2010

"Zbiór niby-bzdur", t. 1-3

Zbiór niby-bzdur to książka, na którą trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka. Gdybyśmy bowiem chcieli potraktować ją całkiem poważnie, uznalibyśmy, że redaktorom tej pozycji coś się w głowach pokręciło. Nie oznacza to jednak, że czytamy tu same głupoty. Trzy zbiory to spis informacji mniej lub bardziej istotnych. Zbiory w zasadzie nieuporządkowane. Kolejne notatki są co prawda opatrzone tytułami, trudno jednak nieraz na ich podstawie dociec, z jakiego rodzaju informacją będziemy mieli do czynienia (np. „Prawie na pewno”, „Słowa z parą”, „Człowiek czy małpa?”). Co więcej, redaktorzy dodają całkiem szczerze:

Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, by podawane przez nas fakty, liczby i daty nie mijały się z prawdą i były aktualne. Ale uczciwość nakazuje nam przyznać, że nie zawsze się to udało. Większość prezentowanych haseł ma naturę zmienną, a nawet wątpliwą. Zatem nasz zbiorek nie powinien być traktowany jako źródło gruntownej, rzetelnej wiedzy.



Kiedy przyjrzeć się książeczkom bliżej, jesteśmy w stanie pogrupować poruszane tematy mniej więcej tak:

· językowe – np. 50 wyrazów, w których najłatwiej popełnić błąd, ‘Dziękuję’ w różnych językach

· porady – np. Jak wydoić krowę?, Co zrobić, gdy zaatakuje cię aligator?, Rozniecanie ognia

· fakty encyklopedyczne – np. Planety, Rzymskie liczby, Termometr

· ciekawostki – np. Okrutne metody egzekucji, Niezwykłe muzea, Szaleni monarchowie

· historia – np. Historia cyrku, Odkrywcy, Wojny

Pojawiają się tutaj także ciekawe zagadki optyczne.

Co więc z taką książką zrobić? Wyobrażam sobie, że może posłużyć do stworzenia gry pod tytułem „kto wie więcej?”. Jestem też pewna, że młodego czytelnika zwyczajnie zainteresuje. Wiedza jest tu zaserwowana całkiem sprytnie. Są i lekkie przystawki, i ciężkie dania główne, i pyszne desery. Czytelnik nie ma prawa się zmęczyć, bo nikt nie każe mu czytać od do – można zacząć od początku/środka/końca, można wybrać tylko interesujące tytuły, albo zwyczajnie „przelatywać wzrokiem” wszystko w poszukiwaniu interesujących nas zagadnień.



Możesz kupić tu: Zbiór niby-bzdur

Stron: 128
Oprawa: twarda
Format: 129x198
ISBN: 978-83-7660-044-4
Rok wydania: 2010