wtorek, 7 lipca 2015

Astrid Lindgren „Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza”

Pozostajemy na wzgórzach…:)


Astrid Lindgren – gdy wczytać się w jej powieści – okazuje się autorką dość różnorodną. Potrafi przedstawić świat sielski, jak w „Dzieciach z Bullerbyn” czy „Kerstin i ja”. Jednak większość jej powieści nosi w sobie pewną zadrę. To choroba i śmierć w „Braciach Lwie Serce”, doświadczenie bycia sierotą i znów śmierć jak w „Mio, mój Mio”, ale także bieda czy okrucieństwo wobec dziecka jak w opowiadaniach „Dzielna Kajsa” czy „Południowa Łąka”. W tych pierwszych tytułach cierpienia autorka tylko lekko dotyka, w tych ostatnich – jakby na nich się skupia.

„Madika z Czerwcowego Wzgórza” jest powieścią spomiędzy. Jest w niej i sielskość, i wariactwo rodem z Pippi, i bieda, i cierpienie, które gdzieś obok Czerwcowego Wzgórza ciągle mają swoje miejsce. Madika i jej siostra Lisabet mają wszystko, czego do szczęścia potrzeba – kochających się rodziców, dostatek, tradycje, piękno przyrody. Jednak Madika to niesamowita wariatka. Mnie włos się jeży na głowie, gdy mała robi piknik na dachu stodoły która ma udawać wysoką górę albo gdy bawi się bez opieki przy rzece na przykład w małego Mojżesza, którego wyławia z Wielkiej Głębi córka faraona. Nawet młodsza Lisabet rezolutnie komentuje zachowanie i pomysły Madiki: „Ty nie masz dobrze w głowie, Madika, ty apselutnie nie masz dobrze w głowie”. W jakiś sposób jednak udaje się autorce wprowadzić element sielskości – wszystkie przygody dobrze się kończą, obok w końcu znajduje się jakiś zatroskany dorosły, a jeśli nie on, to chociaż Abbe. To sąsiad dziewczynek, żartowniś. Jego życie jednak nie jest tak spokojne jak dziewczynek. Jego ojciec pije, a matka zdaje się z tym nie radzić. Nie radzi sobie też z domem i kobiecymi obowiązkami. Dlatego Abbe musi robić obwarzanki, aby potem je sprzedawać, co zapewnia rodzinie jakiś byt. Jednak Abbe jest wesoły i nie narzeka na swój los. Także wtedy gdy rodzice zapominają o prezencie dla niego z okazji Bożego Narodzenia. Dodać należy, ze on o prezencie dla rodziców nie zapomina.

„Madika…” więc ma smak słodko-gorzki. Jeśli dobrze pamiętam, jak czytałam książki jako dziecko, myślę, że najmłodsi czytelnicy przejdą nad problemami dorosłych i dzieci do porządku dziennego. Tym bardziej że autorka nimi nie przytłacza. Raczej wpisuje je w ludzki los jako coś co po prostu się przydarza.

Czy ktoś widział film?

W moim wydaniu znajdują się obie powieści o Madice – „Madika z Czerwcowego Wzgórza” oraz „Madika i berbeć z Czerwcowego Wzgórza”. W drugiej części pojawia się „biedny pomyleniec” pan Lindkvist, rodzi się Kajsa, a Mia w końcu pozbywa się wszy i zaprzyjaźnia się z Madiką:) Kończy się też rok szkolny, więc dziewczynki mają okazję pobyć chwilę na Jabłoniowym Wzgórzu i doświadczyć „życia na wsi”.

Dobra lektura na lato, a Lindgren nigdy dość:)



Ilustrowała: Ilon Wikland
Tłumaczyła: Anna Węgleńska
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 448
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
ISBN: 9788310128324

2 komentarze:

  1. Zgadzam się Lindgren nigdy dość

    OdpowiedzUsuń
  2. Madika jest numerem jeden na naszej półce z książkami. Zaśmiewamy sie do łez z jej pomysłów i trafnych komentarzy jej młodszej siostry :)

    OdpowiedzUsuń