czwartek, 29 września 2011

Barbara Gawryluk "Mali bohaterowie"


Kiedy książka Mali bohaterowie dotarła do mnie, nie mogłam uwierzyć, że to przesyłka Skrzata. Graficznie pozycja ta bowiem odstaje kompletnie od oferty tego wydawnictwa. Oczywiście odstaje na plus! Ilustracje do książki stworzyła Joanna Olech, znana z Dynastii Miziołków. Obrazki to przede wszystkim szkice węglem, na które naniesiono pasma koloru. Barwy to zdecydowane, choć matowe. Ilustracje są pełne dynamizmu. Życie tu tętni, a bohaterowie uchwyceni zostali w ruchu. Nowoczesne, bardzo dorosłe, rzekłabym, obrazki nijak się mają do ilustracyjnych propozycji wydawnictwa Skrzat, które raczej pozostawały miękkie czy nawet infantylne (sic!). Potraktowanie odbiorcy serio wynika z powagi tematu. Opowiada się tutaj bowiem o dzieciach, które w sytuacjach zagrożenia nie tylko wiedziały, gdzie zwrócić się po pomoc, ale także wykazały się odwagą.

W sześciu opowieściach usłyszymy prawdziwe historie. Przemek uratował topiącego się chłopca, Karolinka wezwała pomoc, gdy jej mama zasłabła, mały Damian powstrzymał ogień… Autorka, dziennikarka Radia Kraków, tworzy opowieści według schematu, odkrywając przed mały czytelnikiem właściwy sposób postępowania w sytuacjach zagrożenia. Dziecko nie tylko dowiaduje się, że należy zachować zimną krew, ale ma też okazję usłyszeć, jak powinna przebiegać rozmowa z organami udzielającymi pomocy. Podkreśla w ten sposób, że trzeba znać swój adres zamieszkania, ale i telefony alarmowe. Książka ma zdecydowanie wymiar edukacyjny. Świetnie sprawdziłaby się w przedszkolach i pierwszych klasach szkoły podstawowej, kiedy dzieci uczone są numerów alarmowych. Jestem pewna, że pokazanie im „małych bohaterów” wywarłoby ogromne wrażenie.

Jest tylko jeden problem z tą książką. Jak ją przeczytać dziecku, żeby nie poryczeć się przy lekturze? Ja w każdym razie ogromnie się wzruszam!


Możesz kupić tutaj: Mali bohaterowie 

Ilustracje: Joanna Olech
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 72
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 21.5 x 24.5 cm
ISBN: 9788374376839

poniedziałek, 26 września 2011

Leszek K. Talko "Pitu i Kudłata dają radę"


Pitu i Kudłatą poznałam parę lat temu, kiedy Leszek K. Talko opowiadał o nich w krótkich tekstach na łamach „Dziecka”. Jako jeszcze wtedy mocno niedoświadczona mama, podśmiewywałam się, że co też ten Talko wymyśla… że przecież dzieci nie mogą być aż tak sprytne… że przecież nie mogą aż tak rozłożyć dorosłego na łopatki jednym zdaniem.

Dziś, po latach doświadczeń, muszę nieco zweryfikować te poglądy. Kiedy czytam Pitu i Kudłata dają radę, co rusz pojawia się myśl: „to tak jak u nas”. Kudłata zbierająca petszopki i Pitu, który dostaje kręćka na punkcie torów hot wheels, to wypisz-wymaluj Marta z Jankiem. W dodatku Marta podobnie jak Kudłata potrafi użyć kobiecego wdzięku (zwłaszcza na tacie) i krótkim „proszę, proszę, proszę, mummy”, zmiękczyć największego twardziela. I jeszcze te kłótnie, i potem te próby zaangażowania rodzica jako wielkiego arbitra: - „Mama, a on mnie bije”, – „A ona mi zabiera zabawki”…

Przed laty zastanawiało mnie też, dlaczego Talkowy rodzic nie dyskutuje z dzieckiem, nie odpowiada na zaczepki, tylko zwyczajnie robi, co dziecko chce (a nawet każe). Dziś też już to rozumiem. Chodzi o Święty Spokój. Zwłaszcza w sklepie, kiedy tłumy bacznie obserwują…

Zaserwowałam sobie Pitu i Kudłatą w niedzielne popołudnie. Bo też jest to chyba książka bardziej dla dorosłych niż dla dzieci, i też ma zwyczajnie dostarczyć – steranemu życiem, obowiązkami rodzicowi – rozrywki. Dobrze mi ta lektura zrobiła. Polecam i Wam.


Możesz kupić tutaj: Pitu i Kudłata dają radę

Ilustracje: Julian Bohdanowicz
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 168
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 16.0 x 15.7 cm
ISBN: 9788310119254

czwartek, 22 września 2011

Eva Ibbotson "Pies i jego chłopiec"


Moja córka kocha zwierzęta. Szczególną miłością obdarza pinczera moich rodziców. Wita się z nią i bawi. Bardzo też potrafi się zatroskać, gdy Muszce przydarzy się coś niedobrego. Obserwuję tę relację z pewnym zaskoczeniem, bo i owszem wiem, że można być do psa przywiązanym, ale żeby być z nim aż tak związanym... O podobnej, silnej relacji psa z chłopcem opowiada Eva Ibbotson w swej ostatniej powieści. Nie ukrywam już na wstępie, że autorka otworzyła moje oczy na wiele psich spraw!

Książka opowiada o chłopcu, który bardzo chciał mieć psa. Niestety jego rodzice, ludzie bardzo zamożni, nie wyobrażali sobie, by po ich nieskazitelnym domu biegało samopas jakieś czworonożne stworzenie. Chcąc jednak spełnić, jak im się wydawało, chwilową zachciankę syna, wypożyczyli psa na weekend. Oczywiście Hal nie wiedział o tym, że Flecka trzeba będzie oddać w poniedziałek z rana. Dwa dni wystarczyły, aby tych dwoje pokochało się wzajemnie. Rozdzielenie chłopca z psem okazało się przeżyciem tak silnym i trudnym, że pchnęło Hala do porwania czworonoga i ucieczki z domu, a potem i podróży pełnej wyjątkowych przygód.

Ibbotson tworzy powieść pełną zwrotów akcji. Interesująca fabuła sprawia, że czytelnik nie może się znudzić. Autorka przerysowuje postaci rodziców oraz osób zamożnych (właścicieli Easy Pets, Crackerów i osób, które wypożyczają psy). Z jej charakterystyk wyłaniają się postaci zepsute bogactwem, bezmyślne, raniące innych i nastawione egoistycznie. Im przeciwstawia postaci ubogie, ale pełne szlachetności. Bardzo ciekawie w powieści przedstawiają się sylwetki psów, które – podobnie jak ludzie – mają swoje charaktery, upodobania, kaprysy i historię. Autorka niejednokrotnie „na chwilę” oddaje im głos, aby wytłumaczyć zachowanie psa w danym momencie. Ibbotson sugeruje w ten sposób, że pies jest zwierzęciem, które też ma uczucia i potrzeby. Mało tego, daje do zrozumienia, że psa trzeba próbować zrozumieć. Przy odrobienie dobrej woli można pojąć psi język i rozwikłać wiele sytuacji na pozór problematycznych.

Pies i jego chłopiec to powieść, która dotyka kwestii odpowiedzialności za zwierzę, ale i za człowieka. Pokazanie płytkiej relacji, jaką mają rodzice do Hala i skontrastowanie jej z miłością, jaką człowiek może obdarzyć psa – wypada wyjątkowo sugestywnie. Okazuje się bowiem, że dla matki chłopca ważniejszy jest dywan niż szczęście jej syna. Książka pokazuje też, że posiadanie psa pomaga dziecku, które jest nieśmiałe, otworzyć się na drugiego. Czworonóg staje się często pretekstem do nawiązywania znajomości.

Pies i jego chłopiec publikowana jest w ramach serii Księżycowy kamień. Seria zapowiada się naprawdę smakowicie! A Fejsbuk podpowiada mi, że premiera powieści Evy Ibbotson jakoś tak chyba w poniedziałek była:)


Ilustracje: Joanna Gwis
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 240
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont 
ISBN: 978-83-237-5353-7

wtorek, 20 września 2011

Joanna Papuzińska "Krasnoludki Pucybutki"


Recenzuje joangot!

Niewielka książeczka Joanny Papuzińskiej została wydana w ramach serii Perełki Mili i zdobyła naszą sympatię ze względu na poręczny format, wesołą narrację i ciekawe ilustracje Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej. Szata graficzna zwróciła uwagę Julki na tyle mocno, że gdy dotarłyśmy do poniższej ilustracji spędziłyśmy nad nią dobre piętnaście minut analizując szczegóły.


Musiałam odpowiedzieć na szereg pytań dotyczących komunikacji miejskiej, pospiechu i ruchu w mieście. Córka jest fanką Miasteczka Mamoko, a ten obrazek ma w sobie coś z klimatu książki Mizielińskich.

W pewnym domu mieszkają: Mama, Tata, Oleńka i Antek. Żyją sobie zwyczajnie, aż Tata zauważa, że z jego butami zaczynają dziać się dziwne rzeczy – codziennie rano znajduje je czyściutkie, a zupełnie nie pamięta, żeby je poprzedniego wieczoru czyścił… Jeden z domowników zna przyczynę tego zjawiska, ale ma powody, aby nie zdradzać się ze swoją wiedzą, w końcu jednak sytuacja komplikuje się na tyle, że trzeba zaniepokojonym rodzicom wyjaśnić co nieco. Pewnie się domyślacie, kto czyści buty całej rodziny…

- Pucybutki? A któż to taki? – zakrzyknęła chórem cała reszta rodziny. 
- Krasnoludki – pucybutki. No, wiecie, takie malutkie. – pokazał palcami. 
- Ale skąd? Jak? Niemożliwe! – rozległy się dalsze okrzyki. 
- Jak babcię kocham! Spotkałem je na schodach pod drzwiami, jakieś takie były zziębnięte i zbiedniałe... No to je wpuściłem do domu. No i czyszczą. 
- A więc to tak... – powiedziała mama. 
- Ach, jeśli tak, to w porządku – uspokoił się tato. 

Autorka opowiada bajkę o krasnoludkach lekko i z humorem, tworzy takie porównania, że słownictwo dziecka zostaje wzbogacone, a wyobraźnia poznaje nowe światy:

Co gorsza, wyczyszczone były również czarne czółenka mamy i adidasy Antosia, a trzewiki małej Oleńki wypinały z dumą swoje czerwone noski, lśniące niby tajemnicze żarówki w ciemnych pracowniach fotografów. 

Co robi zasłuchana trzylatka? Dopytuje o żarówki, o fotografów itd. Sporo jest też w tekście rymowanek i piosenek, jak w przykładzie poniżej:


Dla mnie istotny jest format książki (12,5x18,5 cm), który pozwala wrzucić ją do torebki i zabrać ze sobą na tzw. wszelki wypadek. Poza tym wydawca zadbał o twardą oprawę i szyte kartki, co ma znaczenie, jeśli odbiorcą jest dziecko. Osobiście mam problem z kolorystyką tej pozycji. Niektóre ilustracje bardzo mi się podobają, jest w nich coś miękkiego i wielość szczegółów zachęca mnie do analizowania – Julkę zresztą też, a niektóre wydają mi się szare i chropowate… Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że problemem są kolory, chyba nie lubię połączenia brązów z szarościami. Ale to już zupełny szczegół, gdyż książka jest sympatyczna i moja córka swoim zainteresowaniem i ciekawością wystawiła jej dobrą recenzję :)


Możesz kupić tutaj: Krasnoludki Pucybutki

Ilustracje: Elżbieta Krygowska-Butlewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Mila
Wymiary: 12.5 x 19 cm
ISBN: 978-83-926565-6-2

poniedziałek, 19 września 2011

Audiobooki Literackiego Egmontu

Literacki Egmont zdecydował się na wydanie niektórych swoich książek w postaci audiobooków. Oto świeżynki, które pojawiły się na rynku.


Przede wszystkim Basia! Serii książkowych z prowadzącym bohaterem na rynku księgarskim jest od groma. Ale Basia wśród nich jest absolutnie wyjątkowa i jedyna. Więcej o Basi pisałam w osobnych postach, zapraszam do wejścia TU i TAM!
Na płycie znajdziemy dwie opowieści (Basia i opiekunka, Basia i gotowanie), które czyta Maria Seweryn. Fragmentów można odsłuchać na stronie wydawcy.


Poza tym Hania Humorek. Młodym czytelnikom powinna spodobać się ta nieco zwariowana bohaterka. Dziewczynka ma zdecydowany charakter, choć nie jest ideałem. O niej także miałam już okazję pisać – zapraszam TUTAJ! A książkę czyta Julia Kamińska, gwiazda serialu BrzydUla.
Zajrzyjcie też na stronę wydawcy, aby odsłuchać.


Joangot niedawno opowiadała Wam o książce Czerwień rubinu. „Książka urzeka zwartą akcją, sprawnymi dialogami i licznymi nawiązaniami do historii. Autorka prowadzi narrację w sposób wiarygodny i wciąga w szaloną historię o podróżach w czasie. Pomysł na fabułę jest atrakcyjny także ze względu na wymiar historyczny, bohaterowie mogę udawać się jedynie w przeszłość – w czasy sprzed swoich narodzin.” Dalsza część recenzji TU! A czyta Małgorzata Lewińska.


Tych, którzy lubią sensacyjne przygody, zapraszam do zapoznania się z serią Cherub. Dotyczy ona tajnej komórki brytyjskiego wywiadu, szkolącej dzieci na profesjonalnych szpiegów. Mieli oni przenikać do środowisk terrorystów, dilerów narkotyków, by zdobywać ważne informacje. Nikomu przecież nie przyszłoby do głowy, że dzieci mogą szpiegować. Zwłaszcza dzieci tak słodkie jak mali cherubowie. Audiobook Rekrut to pierwsza część tej serii. Czyta ją niezapomniany król Julian z Madagaskaru, czyli Jarosław Boberek. A ja miałam okazję pisać o kolejnej serii Roberta Muchamore’a Agenci Hendersona – zajrzyjcie TAM!

piątek, 16 września 2011

„Świerszczyk” nr 18/2011


Nie należę do osób, które by były jakoś szczególnie „eko”. Owszem, pilnuję, żeby z kranu nie lała się woda ani światło nie było włączone bez potrzeby, ale to przecież niewiele. Mieliśmy jeszcze epizod z pieluchami wielorazowymi, ale z różnych przyczyn nie zdały u nas egzaminu. Ostatnio jednak ekologia bardziej wkradła się w nasze życie. Po pierwsze, odkąd mamy swój własny dom – segregujemy śmieci. W tę czynność dzieci wtajemniczone są od początku. Wiedzą, co należy wkładać do którego worka. Po drugie, w przedszkolu Marty zbiera się zużyte baterie. To swego rodzaju konkurs – na liście, przy nazwisku dziecka odnotowuje się liczbę przyniesionych baterii.


Nowy „Świerszczyk” pozwala nam trochę jeszcze oswoić się z tym tematem. Przede wszystkim zwraca uwagę, że w ekologii chodzi o szanowanie Ziemi, ale także i oszczędność szeroko rozumianą. Jeśli ktoś chce być eko, a nie wie, co zrobić, podpowiedzą mu czytanki. Można segregować śmieci – papier, plastik, puszki – sugeruje Marcin Brykczyński w wierszu Marsz do kosza. Małgorzata Strzałkowska zwraca uwagę na to, że zawsze i wszędzie trzeba po sobie posprzątać. Świnka Pola odkrywa przed Bajetanem i jego kolegami, jak ważne jest oszczędzanie wody. A Zofia Stanecka w Zemście Wodników snuje nieco tajemniczą, leniwą opowieść o zanieczyszczaniu wód ściekami.


Niezmienne zachwycają mnie ilustracje „Świerszczykowe”. Już wiem, że tę przedstawiającą zarośniętą glonami fabrykę – autorstwa Elżbiety Wasiuczyńskiej – wytnę i powieszę u chłopców w pokoju!). Jest absolutnie wyjątkowa – w sobie i tajemnicę, i magię, i nostalgię… Zainspirowała mnie też wiewiórka Beaty Zdęby na drzewie ze… skarpetki? Taki prosty, a jakże fajny pomysł!

Czytajcie! Oglądajcie!



Strona "Świerszczyka"

środa, 14 września 2011

Marcin Przewoźniak "Daleko jeszcze? Czym zająć dzieci w czasie podróży"


Całkiem niedawno jechaliśmy ze Śląska do Warszawy na ślub bliskiej nam osoby. Jeśli ktoś w ostatnim czasie jechał Gierkówką, pewnie sklął się jak rzadko kiedy. Od Częstochowy do Warszawy to jeden wielki plac budowy – albo się stoi w korku, albo wlecze 40km/h. Wyobraźcie sobie teraz troje słodkich berbeciów na tylnych siedzeniach… Po godzinnej drzemce dzieci zaczyna się prawdziwy koszmar dla rodziców. Najmłodszy wyje, dwóch starszych zaczyna się podszczypywać, ewentualnie krzyczeć, ile wlezie. I co tu zrobić? Na szczęście mama zdążyła nauczyć się na swoich błędach. Zabiera zapychacze – chrupki, paluszki, soczki… oraz książkę Marcina Przewoźniaka Daleko jeszcze? (Dodam, że koniec końców włącza też samochodowe DVD).

Daleko jeszcze? to zbiór pomysłów na to, czym zająć dzieci w podróży. Są tutaj i propozycje dla nieco młodszych dzieci, na przykład uwielbiane przez nas zagadki – zajmują prawie 1/3 książki, ale też gra w „prawda czy fałsz?”. Dla starszych maluchów, które potrafią bawić się słowem, autor zebrał mnóstwo pomysłów na językowe wymyślanki. Proponuje układanie wierszyków o tym, co się wydarzyło w miejscowości, którą mijamy.

W poniedziałek w Klimontowie 
Pan kominiarz stał na głowie. 

Zobaczyłem w Warce, 
Jak kot jechał na koparce. 

Albo rozszyfrowywanie tajemnic kryjących się w rejestracjach:

NMR – nie mam rozumu 
ZK – założyłem kalesony 

Jak widzicie propozycje te sugerują, aby zabawy w samochodzie rozśmieszały, co ma sprawić, że podróż minie szybciej. Nie jest to celem samym w sobie, ale uczą też bycia uważnym, pomagają zapamiętywać miejscowości (czyli uczą geografii).

Dla dzieci, które potrafią czytać, przygotowano zabawy na papierze (wymagające skupienia na książce). Są to rebusy, labirynty, rozbudowane zagadki czy obrazki „znajdź różnice”.

Co prawda wakacje się skończyły, więc prezentuje książkę nieco po czasie, ale myślę, że jest to taka propozycja, która może się przydać nie tylko w samochodzie. Także w domu, gdy pada deszcz z oknem i maluch marudzi, że mu się nudzi.


Możesz kupić tutaj: Daleko jeszcze? 

Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 144
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Book House
Wymiary: 16.5 x 21.5 cm
ISBN: 9788376126456

poniedziałek, 12 września 2011

Anna Sójka "Czytanki z obrazkami"


Kilka dni temu pewna zaprzyjaźniona mama pożaliła mi się, że jej syn jest w drugiej klasie i słabo czyta. Ponieważ to charakterny i bystry chłopak stwierdził, że od czytania ma przecież rodziców, więc on sam nauczyć się czytać nie musi :) Duka więc strasznie, literuje. Ale z drugiej strony, ma przebogatą wyobraźnię i duszę artysty – pięknie maluje i wymyśla własne światy. Zasugerowałam mamie, żeby spróbować czytać razem z nim, ale nieco inaczej niż robią to dotychczas. Wziąć do ręki na przykład książkę Anny Sójki i dosłownie czytać razem. Przede wszystkim zachęcić dziecko, żeby śledziło tekst (możemy powoli przesuwać palcem po tekście) i „odczytywało” obrazki (niektóre słowa zastąpiono tu ikonkami).

Dlaczego czytanie dla dzieci jest trudną czynnością? Przede wszystkim dlatego, że uczone są czytać literka po literce. Mama chłopca sama zauważyła, że nim jej syn przeliteruje wyraz już dawno zdąży zapomnieć, jakie litery wymienił wcześniej. Warto już wcześniej uczyć dziecko, by ogarniały słowo jako całość (można na przykład rozwieszać w pokoju kartki z nazwami danych przedmiotów), by uczyło się dzielić słowa na sylaby. Trzeba też pamiętać o dużej czcionce.

Czytanki z obrazkami to książka, która sprzyja bezstresowej nauce czytania. Duża czcionka i duże ilustracje działają zachęcająco. Czasem na stronie znajdują się tylko dwa zdania, każde z nich zawiera mały obrazek (lub obrazki) zastępujące słowa. Właśnie te ikonki pozwalają „odetchnąć” od czytania, ułatwiają cały proces i można nawet powiedzieć, że stanowią swego rodzaju nagrodę dla czytające dziecka. A jeśli czyta rodzic, zdecydowanie zachęcają do śledzenia tekstu.

Bohaterami większości czytanek są zwierzęta (O zajączku, który miał za długie pazurki, Kogut i kukuryku, O pewnym słoniu), ale znajdziemy też tekst o królewnie, która szuka swego rycerza (ulubiona mojego syn z uwagi na pojazdy, którymi podjeżdżają rycerze), i małej czarodziejce. Czytanki zawierają wyraźne przesłanie moralne – zachęcają do bycia przyjacielskim, pomagania innym czy szukania kompromisów.

Razi mnie w tej książce jedynie brak jednolitości stylowej ilustracji. Od razu rzuca sie w oczy, że pracowało tu dwóch ilustratorów.


Możesz kupić tutaj: Czytanki z obrazkami 

Ilustracje: Piotr Perkowski, Sebastian Person
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Papilon
Wymiary: 20.5 x 29.0 cm
ISBN: 9788324596515

piątek, 9 września 2011

Martin Kelly "Kolorowy pociąg"


Dziś moje dzieci pokłóciły się o książkę! Najpierw 9-miesięczny Franciszek, waląc łapką w książkę, krzyczał do starszego brata „jejeje”, na co starszak odpowiedział podniesionym tonem: „nie, to moje!”. Wyglądało to naprawdę komicznie! Mnie wypadło jedynie docenić chwilę, stwierdzając doniośle: „O! Pierwsza braterska kłótnia!”. Po jakimś czasie starsza siostra próbowała przejrzeć książeczkę, ale brat od razu do niej doskoczył i zaczęła się awantura, kto będzie przewracał strony. A poszło o Kolorowy pociąg, pozycję dla maluchów, które dopiero poznają kolory.

Patent na książkę banalny, ale jednocześnie w swej prostocie fantastyczny! Sukces tej pozycji tkwi we wstążeczkach, które jedna po drugiej pojawiają się wraz z każdą przewróconą stroną. Na aksamitce namalowano wagonik, kolejne strony i zwrotki wierszyka wyjaśniają, jakiego koloru jest wagonik i co przewozi. Dodatkowo przewlekające się przez karton wstążki sympatycznie szeleszczą, jakby z tunelu wyłaniał się pociąg. Ostatnie, już bezwstążeczkowe strony, pozwalają na utrwalenie poznanych kolorów i prezentują pociąg w całości (z dodatkowymi atrakcjami!).

Na zakończenie tylko dodam, że o książkę to się u nas jeszcze nie kłócili!


Możesz kupić tutaj: Kolorowy pociąg

Oprawa: Kartonowa
 Ilość stron: 18
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323752165
Tłumaczenie: Zuzanna Naczyńska

„Bluszczyk” 10/2011


„Mamo, mamo! Jakie piękne baletki! Ja też chcę takie i jeszcze taki strój baletnicy...” – zapiszczała moja córka. No – myślę sobie – trzeba uważać, co się dziecięciu pod nos podsuwa, bo sami na siebie bicz ukręcić możemy. Tak mnie urządził nowy numer „Bluszczyka”, a konkretnie quiz baletowy. Przejrzałam przepastne zasoby netu i znalazłam fajny tutorial do zrobienia tutu (spódniczki baletnicy) bez użycia maszyny do szycia. Rodzice córek – proszę tędy!

Instrukcja wykonania spódniczki może się przydać z racji nowego roku szkolnego. Ani się obejrzymy, a trzeba będzie przygotowywać stroje na bal karnawałowy. Przydać się może również przepis na placki pirata (ziemniaczano-tuńczykowe, str. 13). Przydać się może tym bardziej, że Filipek tłumaczy, czym jest „niezdrowe żarcie”. Hamburgery, których nie powinno być w szkolnych sklepikach, są zdecydowanie passe.

Zgadnij, co jeszcze Bluszczyk może robić na przerwie? (na pewno nie je hamburgerów:) ) – tak brzmi pytanie do „Weź pod lupę…”. Narysujcie odpowiedź i prześlijcie na adres:


Elipsa Sp. z o.o.
Ul. Gwiaździsta 71
01-651 Warszawa

Nagrodą dla autorów najlepszych prac są książki z serii Magiczna baletki.
Można też wziąć udział w konkursie na list-przewodnik po Polsce. Zainteresowanych odsyłam do tekstu na stronie 18-19.




We wrześniowym numerze śledzimy również dalsze przygody Kuby i Buby, którzy skupili się na literze G i odkrywają, że nie da sie grać na gęsiach, nawet emeryt może być gagatkiem, a oni sami są zwykłymi gołowąsami. A w kolejnym odcinku Zaczarowanego pudełka czytamy o tym, jakie konsekwencje spotykać mogą tych, którzy są obrażalscy (jak papuga Ambrozja).

Prenumeratę można zamówić wysyłając maila: prenumerata@bluszcz.com.pl
Magazyn do kupienia w Empiku.

A dla mam – „Bluszcz” z Almodovarem w tle. Teksty piszą m.in.: Wojtek Kałużyński, Kazimiera Szczuka, Juliusz Machulski, Etgar Keret! Do przeczytania również wywiad z Dubravką Ugresić.


środa, 7 września 2011

„Świerszczyk” nr 17/2011


Powrót do szkoły po wakacyjnych wojażach może być trudny. Dzieci tęsknią za swobodą, zabawą, przygodami. Z niechęcią myślą o obowiązkach – poranne wstawanie na dźwięk budzika, noszenie ciężkiego tornistra (Rodzice, pamiętajcie, że waga tornistra nie powinna przekraczać 10% masy ciała dziecka!!! Jeśli z jakichś powodów jest inaczej, walczcie o zdrowe kręgosłupy swoich pociech!)… „Świerszczyk” wrześniowy próbuje z tą niechęcia, ale i z lękami, powalczyć. Pokazuje bohaterów swoich opowieści zadowolonych z powrotu do szkoły, wręcz marzących o tym, by do budynku szkolnego się dostać. Na przykład Janek (z opowiadania Małgorzaty Strzałkowskiej) mądrze stwierdza: „Wakacje były fajne! Ale bez szkoły jest nudno!”. Zaś Bajetan śni okropny sen, że nie może dostać się do klasy, a zatem i do swoich ukochanych kolegów…

Bardzo nam się podoba opowiadanie Elżbiety Pałasz Łucja czy Łukasz? Pierwsze akapity tego tekstu pokazują nam lęki pierwszoklasisty, który nie wie, co go czego, chce dobrze wypaść i na przykład boi się tego, że słowa „jestem” nie powie tak, jak trzeba. Autorka podkreśla, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak w tych pierwszych szkolnych dniach, nie trzeba się przejmować. Z tekstem świetnie korespondują ilustracje Joanny Rusinek – nieco tajemnicze, zadumane, ale i wesołe, pełne detali. W „Świerszczyku” także interesujące informacje o kredzie!, wspomnienia z wakacji Kotka Mamrotka, projekt, jak wykonać plan zajęć „na sznurku” i mnóstwo rozrywki na przykład takiej, jak ta:


Strona "Świerszczyka"

wtorek, 6 września 2011

Małgorzata Gwintowt "Garbus"


Dziś będę kontynuowała temat samochodowy. Pojawiła się bowiem na rynku książka, której bohaterem jest małe żółte autko nazywane Garbusem. Ta niewielkich rozmiarów pozycja nadaje się już dla roczniaków.
Krótka historyjka – nie długa, nie krótka, lecz w sam raz – pozwoli na przeczytanie historii w ciągu jednego posiedzenia, bez możliwości znudzenia się. Obawiam się jedynie, że taki dwulatek może się w tej opowieści do tego stopnia zakochać, że będzie zamęczał rodzica prośbą o tysięczne jej przeczytanie.


Mnie ta książeczka bardzo przypomina historyjki związane z filmem Auta, które wydane zostały przez Disneya także w formie książkowej. Mamy dwie i swego czasu czytałam Jankowi codziennie jedną w okolicach południa, a drugą mąż – wieczorem. Podobieństwa czasem mocno rzucają się w oczy – sposób nazywania miast (Błotniki Małe, Wahacze Dolne), bohaterów (Brawurek, Rajdek), motyw wyścigów, personifikowanie aut… Takie porównania są oczywiście na niekorzyść tej książki. Ale problem z tym będzie miał tylko rodzic.



Ciekawie przedstawiają się tutaj ilustracje – są proste, wyraziste, kolorowe, ale nie kolorem przesycone, nie atakują też drobiazgowością. W sam raz dla maluchów, które dopiero uczą się ilustracji. Interesujący jest również morał. Autorka wskazuje na wartość przyjaźni, pokazuje, że odrzucenie jest bolesne i warto wykazywać się empatią.


Możesz kupić tutaj: Garbus

Ilustracje: Jakub Haremza
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Mila
Wymiary: 20.5 x 21 cm
ISBN: 978-83-926565-2-4

poniedziałek, 5 września 2011

Katarzyna Węgierek "Z notatnika młodego podróżnika. Pojazdy i nie tylko"


Mój trzyletni syn nie objawia aż takiej miłości do książek jak starsza córka. Owszem, lubi, gdy mu czytamy, ma swoje ulubione lektury, ale sam do wspólnego czytania się raczej nie wyrywa. Nie mniej jednak, staram się walczyć o niego – budzić w nim zainteresowanie ilustracją, ciągiem liter, zapachem stron… Staram się też trafiać w jego gust, podając mu do ręki te książki, które tematycznie odpowiadają jego zainteresowaniom. Bardzo dobrze sprawdza się obecnie u nas książka Z notatnika młodego podróżnika. Pojazdy i nie tylko. Książkę pozwoliłam mu najpierw kilka razy przejrzeć, aby znalazł coś, co mu się spodoba. Dopiero potem czytaliśmy wyrywkowo. Zaintrygowały go indonezyjska motoriksza i Chicken bus z Gwatemali.

Książka ma formę notatnika, także ze względu na wydanie (kołonotatnik). Tomek wyrusza w czteromiesięczną podróż wspólnie z rodzicami. Zwiedzi wiele egzotycznych krajów, gdzie będzie miał okazję obserwować to, co interesuje go najbardziej, czyli pojazdy, łodzie, samoloty… wszystko to, co ma koła, silnik, pozwala się przemieszczać (czasem jest to tylko uboga dwukółka). Chłopiec w kolejnych rozdziałach skupia się na danym pojeździe – podaje państwo, gdzie go zobaczył, wskazuje na specyfikę, podaje liczby, czasem w quizie zadaje pytanie. Generalnie wypowiada się, jak każdy chłopak w jego wieku o samochodach potrafi – z fascynacją i gorączką w oczach :)


Dwójka jest chyba szczęśliwą cyfrą Embraera E170. Układ foteli we wnętrzu samolotu to 2+2, samolot posiada 2 silniki zamocowane pod skrzydłem, 2 zbiorniki paliwowe, a w kabinie jest miejsce dla 2 pilotów. W dodatku Embraer E170 odbył swoj pierwszy lot w 2002 r.

Oprócz tego do każdego rozdziału dołączono stronę, która pozwala na pokolorowanie (choć może lepiej brzmi: wybranie własnych barw dla danego pojazdu), dorysowanie jakichś elementów, połączenie kropek, znalezienie różnic w obrazkach.

Książka Katarzyny Węgierek rozbudza naturalną ciekawość dziecka (nie tylko pojazdami, ale i kulturą danego kraju), ale też i zachęca do szukania własnych pasji. Tomek, który podróżuje wraz z rodzicami, szkicuje namiętnie pojazdy, zbiera znaczki i stempelki w paszporcie, poza tym tworzy przecież fantastyczny dziennik z wojaży. Właśnie takie aktywne podejście do życia, może zarażać młodych. Poza tym książka – ni to książka, ni to notatnik, ni to zeszyt do kolorowania – może pomagać przekonywać do czytania tych co bardziej opornych!



Możesz kupić tutaj: Pojazdy i nie tylko

Ilustracje: Ryszard Niedzielski
Oprawa: spiralna
Ilość stron: 66
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Widnokrąg
ISBN: 978-83-932984-0-2



Przy okazji informuję o konkursie!

KONKURS POJAZDY I NIE TYLKO.

WAKACYJNY KONKURS DLA DZIECI W WIEKU 7-12 LAT.

Jeśli widzieliście ciekawy lub niespotykany pojazd, łódkę, paralotnię lub inny środek transportu, opiszcie go, narysujcie, i jeśli możecie, zróbcie zdjęcie.

Koniecznie nazwijcie go i wyślijcie do nas!

Konkurs adresowany jest do wszystkich spostrzegawczych i ciekawych świata dzieci w wieku 7-12 lat.
Inspiracją może być książka – Z notatnika młodego podróżnika. Pojazdy i nie tylko. – wydana przez wydawnictwo Widnokrąg. Poznajcie tam Tomka Miłeckiego, który podróżuje po świecie i opisuje przeróżne pojazdy, łodzie i inne wehikuły, dzięki którym ludzie się przemieszczają. Może i Wy dopiszecie rozdział do tej książki? Jeśli jesteście gotowi, by podczas wakacji poobserwować świat wokół, to do dzieła!!!

CO MUSICIE ZROBIĆ?
1. Opiszcie środek transportu, który czymś Was zafascynował. Może to być jakiś pojazd, statek, latający balon albo coś, czego i my nie znamy.
2. Narysujcie opisany środek transportu.
3. Jeśli macie taką możliwość, sfotografujcie opisywany pojazd.
4. Opis, rysunek i zdjęcie musi zmieścić się na kartce A4. Pracę możecie wykonać dowolną techniką – liczy się pomysłowość!
5. Gotową pracę wyślijcie pocztą tradycyjną na adres Wydawnictwa WIDNOKRĄG (ul. Matejki 14, 05-501 Piaseczno) lub pocztą elektroniczną na adres konkurs@wydawnictwo-widnokrag.pl w formacie JPG lub PDF.
6. Nie zapomnijcie podpisać pracy imieniem i nazwiskiem na odwrocie, a rodziców poproście, by koniecznie zapoznali się z regulaminem udziału w konkursie.
7. Pamiętajcie, że prace muszą znaleźć się w Wydawnictwie WIDNOKRĄG najpóźniej 15 września 2011 r.
8. Wyniki zostaną ogłoszone podczas Finału konkursu odbędzie się w sobotę 24.09.2011r. o godz. 11.00 w Warszawie w Księgarni Badet, ul. St. Lentza 35a, Warszawa - Wilanów. Laureaci i pozostali uczestnicy będą mogli się spotkać z autorami książki i wezmą udział w prezentacji nagrodzonych prac na slajdach.

NA LAUREATÓW CZEKAJĄ NAGRODY

Wydawnictwo WIDNOKRĄG przygotowało zabawki-niespodzianki z dalekich krajów za zajęcie pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca oraz 2 dodatkowe nagrody za prace wyróżnione. Ponadto nagrodzone prace będą zamieszczone na stronie wydawnictwa „Widnokrąg”, na portalu Qlturka i na stronie księgarni Badet.

ZAPRASZAMY WSZYSTKICH MŁODYCH ODKRYWCÓW DO WZIĘCIA UDZIAŁU W KONKURSIE!

piątek, 2 września 2011

Lewis Carroll (opowiada Bogumiła Kaniewska) "Alicja w Krainie Czarów"


Niektóre starsze dzieci, zwłaszcza te, którym rodzice nie czytają, nie potrafią skupić się na lekturze. Z reguły gdy trochę podrosną, mówią: „Nie lubię czytać. Książki są takie nudne!”. Szkoda, że ktoś we właściwym czasie nie pokazał im tego wyjątkowego świata, który zjawia się nam przed oczami wraz z otwarciem książki na pierwszej stronicy. Myślę, że nie wszystko dla tych dzieci stracone! Dziś oferta wydawnicza jest tak ciekawa, że wybierając odpowiednie lektury, można zmienić dziecięcy sposób myślenia o książkach. Wystarczy tylko poszukać odpowiedniego klucza, by – tak jak Alicja – wejść do pięknego ogrodu.

Właśnie! Alicja w Krainie Czarów to książka, która może wciągnąć. Zwłaszcza jeśli jest tak atrakcyjnie przygotowana i zawiera tyle tajemnic, co ta wydana przez Wilgę. To jedna z tych książek, które czyta się, przegląda natychmiast, gdy tylko trafi w nasze ręce. Nie inaczej było i u nas! Historię stworzoną przez Lewisa Carrolla opowiada tu Bogumiła Kaniewska na dwunastu kartach. Ważne jest też to, jak książkę zrobiono. Ilustracjom chorwackiego grafika Zdenko Bašića towarzyszy mnóstwo skrytek – otwierające się drzwi, znikający kot, rosnąca i malejąca Alicja, rozsypująca się talia kart… Kiedy rodzic czyta, dziecko może bawić się tą historią i książką. Pierwsza karta to opowieść o spadaniu Alicji. Nim Marta pootwierała wszystkie drzwi, zdążyłam przeczytać jej cały tekst. Myślicie, że nie skupiła się na czytaniu? Nic bardziej mylnego! Właśnie te dziwności na historii pozwalają zogniskować uwagę małego czytelnika! Kot z Cheshire pojawiał się i znikał już tyle razy, że tekturowy pasek jest już lekko naderwany. Najciekawsze jest jednak to, że gdy przeczytamy uważnie do samego końca, znajdziemy ostatnią zagadkę, która zachęci nas do jeszcze bardziej wnikliwego przyjrzenia się książce!!!

Za Alicją, która na moment zapomniała o zasada gramatyki, powiem: „Ciekawiejsze, coraz ciekawiejsze!”.






Możesz kupić tutaj: Alicja w Krainie Czarów

Ilustracje: Zdenko Bašić
Oprawa: Gąbka
Ilość stron: 26
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 25.0 x 29.0 cm
ISBN: 9788325902841

Wyniki konkursu na zakończenie wakacji

W wyniku losowania wyłoniłam zwycięzcę. Książkę Dundzia, Panek i przyjaciele otrzyma anek7.

Proszę anek7 o przesłanie adresu do wysyłki na mojego maila: kamienna1@wp.pl

Gratuluję!