wtorek, 30 listopada 2010

Interesujące nowości (wznowienia) listopada

(Notki pochodzą od wydawców)


Zbigniew Lengren Gałgankowy skarb
Mój ojciec napisał „Gałgankowy skarb” dla mnie. Nie umiałam jeszcze czytać więc uznał, że wiersz będzie w sam raz - nauczę się go na pamięć i nie będzie musiał w kółko zajmować się czytaniem, bo sama sobie wyrecytuję, oglądając ilustracje na których narysował mamę, mojego brata, babcię, kota, psa i w dodatku mnie samą w takiej zabawnej fryzurze, fartuszku i skarpetkach, jakie wówczas nosiłam. Jak zwykle ta praca w założeniu podjęta z lenistwa (przypominam - nie chciał mi czytać!) przyniosła jak najlepsze rezultaty.

Książeczka doczekała się kilku wysokonakładowych wydań, na podstawie tej bajki powstał film krótkometrażowy pt. „Murzynek” (reż. Jadwiga Kędzierzawska, scenariusz i scenografia Zbigniew Lengren), który w 1960 roku dostał nagrodę na festiwalu filmów w Wenecji (Brązowy Lew św. Marka). „Gałgankowy skarb” to książka bardzo rodzinna. Historię zgubionej w ogrodzie lalki, którą znalazł pies, opowiadała moja mama. Jej opowiadania pełne były epizodów związanych ze zwierzętami, dziećmi i dużą rodziną, która potrafiła biec na ratunek wszystkim, którzy tej pomocy potrzebowali.

Możesz kupić tutaj: Gałgankowy skarb

Wydawnictwo Babaryba


Kasparavicius Kęstutis Marchewiusz Wielki
Dowcipna i pouczająca bajeczka litewskiego artysty Kestutisa Kasparaviciusa o tym, że dobrze i zdrowo jest być sobą. Nawet jeśli jest się małym zajączkiem.
...piaskowe ciasto brzoskwiniowe, świeżutka bułeczka z nadzieniem truskawkowym, lody karmelowe... Te smakołyki - i wiele innych, pochłaniał Zajączek Marchewka, od kiedy postanowił jeść same smaczne - i co najważniejsze - bardzo słodkie rzeczy. W końcu został Zającem Marchewiuszem Wielkim. Jak teraz na powrót stać się zwinnym i szczupłym Zajączkiem Marchewką? Książka dla dzieci, jakiej jeszcze nie było.

Możesz kupić tutaj: Marchewiusz Wielki

oraz


Kasparavicius Kęstutis Florian Ogrodnik
Litewski artysta Kestutis Kasparavicius sam pisze i ilustruje swoje książki. Tym razem opowiedział historię o tym, że dążenie za wszelką cenę do celu może przynieść więcej szkody niż pożytku.
...w kolorze tortu poziomkowego, wschodzącego słońca, owoców czerwonej jarzębiny. Florian potrafił wyhodować róże w najwspanialszych kolorach i rozmaitych odcieniach. Pewnego dnia jego spokój zmąciła uwaga niedźwiedzicy Królowej o czarnych różach.
Czy warto było zaspokoić niebezpieczną zachciankę Królowej?

Możesz kupić tutaj: Florian ogrodnik

Wydawnictwo Librone


Michael Ende Momo
Najbardziej tajemnicza książka autora "Nie kończącej się historii".
Mała Momo jest dziewczynką zupełnie wyjątkową. Pojawiła się znikąd, zamieszkała w starym amfiteatrze na obrzeżach miasta i szybko zaprzyjaźniła się zarówno z dorosłymi, jak i z dziećmi. Potrafi wymyślać najbardziej niezwykłe zabawy, słuchać jak nikt inny i cieszyć się każdą chwilą. Okazuje się jednak, że jej piękny świat jest zagrożony przez tajemniczych szarych panów, którzy pozbawiają ludzi wolnego czasu i radości życia. Tylko Momo jest odporna na ich magię. I tylko ona, z pomocą tajemniczego mistrza Hory i żółwicy Kasjopei, może uratować świat przez całkowitym zszarzeniem. Momo to niezwykle piękna i mądra opowieść o tym, co najważniejsze, o magii dzieciństwa i prawdziwej przyjaźni. Klasyka literatury dziecięcej.

Możesz kupić tutaj: Momo

Wydawnictwo Znak


C.S. Lewis Opowieści z Narnii
ednotomowe wydanie wszystkich siedmiu części "Opowieści z Narnii". Okładkę tej edycji zdobi piękny plakat z najnowszej ekranizacji "Podróży Wędrowca do Świtu".
W 1949 roku C.S. Lewis napisał powieść dla dzieci, którą zatytułował tajemniczo "Lew, Czarownica i stara szafa". Była to historia rodzeństwa, które przypadkiem trafiło do magicznej krainy zwanej Narnią i po niezwykłych przygodach uchroniło ją przed zagrożeniem ze strony Białej Czarownicy. Świat Narnii, z jej mówiącymi zwierzętami, faunami i innymi fantastycznymi stworzeniami, świat, nad którym czuwa lew Aslan i w którym dobro znajduje zawsze sposób, by pokazać swoją siłę, zafascynował nie tylko młodszych, ale także i starszych czytelników. C.S. Lewis stworzył później jeszcze sześć kolejnych tomów swojej historii, które znane są obecnie jako cykl "Opowieści z Narnii".
Dziś, ponad pięćdziesiąt lat od pierwszego wydania, "Opowieści z Narnii" weszły na stałe do kanonu literatury światowej i zajmują tam poczesne miejsce obok innych arcydzieł.

Możesz kupić tutaj: Opowieści z Narnii

Wydawnictwo Media Rodzina


Czesław Janczarski Zaczarowane Kółko Misia Uszatka
,,Ranek był wesoły i jasny. Powietrze pachniało koniczyną, rumiankiem i miętą".
W Zwierzątkowie zawsze jest wesoło. Mieszka tu Miś Uszatek ze swoimi przyjaciółmi.
Właśnie świętują Nowy Rok. Z tej okazji Miś otrzymuje prezent - zaczarowane kółko. Dzięki niemu będzie mógł podróżować po całym świecie! Bo kółko przeniesie go, gdzie tylko będzie chciał. Uszatek wypowiada więc zaklęcie, bierze kółko w łapkę i... tafia do kraju Eskimosów. Tam poznaje swojego krewnego - białego niedźwiedzia, który wcale nie jest dobrym misiem. Nie pozwala innym jeść ryb. Miś będzie musiał z nim poważnie porozmawiać. A to dopiero początek przygód i podróży. Pewnego dnia zdarza się jednak nieszczęście - zaczarowane kółko wpada do wody. Jak zakończy się akcja ratowania magicznego podarunku?

Wydawnictwo W.A.B. oraz Wydawnictwo ,,Uszatek" z prawdziwą przyjemnością wznawiają "Zaczarowane kółko Misia Uszatka" (1970) z oryginalnymi ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. W przygotowaniu kolejne wznowienia przygód ,,misia z klapniętym uszkiem", który wciąż bawi i wzrusza, mimo że narodził się ponad pięćdziesiąt lat temu!

Możesz kupić tutaj: Zaczarowane Kółko Misia Uszatka 

Wydawnictwo W.A.B.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kenneth Grahame "O czym szumię wierzby"


Powieść Kennetha Grahame’a uznawana jest za klasykę literatury dziecięcej. Mimo to nigdy wcześniej o niej nie słyszałam (co świadczy na moją niekorzyść raczej niż książki!). Tym bardziej cieszę się, że trafiła pod mój dach i że dane było mi ją czytać zimową porą. Ociepliła kilka zaśnieżonych wieczorów, wprowadziła niezwykłą atmosferę zadumy i wyciszenia. Choć jest to książka pisana z myślą o dzieciach i dorośli będą ukontentowani. Zawiera bowiem głęboką i ponadczasową mądrość.

Cztery upersonifikowane zwierzątka są głównymi bohaterami tej powieści. Najpierw poznajemy Kreta. Pewnego dnia decyduje on opuścić swe podziemne mieszkanko, aby przeżyć coś niezwykłego. Wkrótce poznaje Szczura, z którym serdecznie się zaprzyjaźnia i u którego postanawia zamieszkać. Szczur to osobnik niezwykle mądry. Zawsze wie, jak się zachować, co zrobić i gdzie pójść. Doskonale też potrafi zrozumieć potrzeby drugiego i choć czasem jest zbyt pochłonięty pilnymi sprawami, umie na czas się ocknąć i dopomóc przyjacielowi albo sprawić mu przyjemność. Kret z kolei ma pełne zaufanie do przyjaciela. Choć czasem gna go ku przygodzie i jakiś zew w nim się odzywa, potrafi zrezygnować z własnych pragnień tylko dlatego, że Szczur uznał, iż to nie czas ani miejsce. Jest jeszcze, zamieszkujący Puszczę, Borsuk. To zwierzątko nieco zamknięte w sobie, które jednak budzi respekt innych, a czasem nawet przerażenie. Bywa, że rodzice straszą swe krnąbrne dzieci starym Borsukiem. Całkiem niesłusznie, bo ten ma wyjątkowo dobre serce. Najciekawszą postacią, bo nakręcającą spiralę akcji, okazuje się Ropuch. Bogaty ziemianin żyje w zgodzie z własnymi pragnieniami. Robi to, czego zapragnie – kupuje więc drogie samochody, aby po chwili roztrzaskać je w drobny mak. Posuwa się nawet do kradzieży auta, za co trafia do więzienia na 20 lat. Ropuch jest zadufany w sobie i pyszny. Skórę jednak (a przede wszystkim majątek) ratują mu oddani przyjaciele – Kret, Szczur i Borsuk.

Opowieść Kennetha Grahame’a jest niezwykle ciepła. Ten nastrój budują postaci, które żyją w zgodzie z naturą, wartościami i sobą nawzajem. Kret, Szczur czy Borsuk to zwierzątka niezwykle dystyngowane i prostolinijne. Ich przygody przerywane są opisami spożywanych posiłków, ale i otaczającego je świata. W trakcie lektury zdałam sobie sprawę, że dziś tak już się dla dzieci nie pisze. Kto by marnował czas i linijki tekstu na takie opisy (opis sypiącego w puszczy śniegu; wyjrzyjcie przez okno przynajmniej raz w trakcie czytania poniższego cytatu:)):

Kret stanął obok Szczura i wyjrzał. Zobaczył, że Puszcza, która go tak przerażała, przybrała zupełnie inny wygląd. Nory, jamy, kałuże, wilcze doły i inne rzeczy, ponure a groźne dla wędrowca, znikały szybko; na wszystkim rozpościerał się dywan z bajki, lśniący a delikatny, rzekłbyś, stworzony nie po to, aby go deptać szorstkimi łapkami. Drobny pył unosił się w powietrzu i łaskotliwie pieścił policzki, a blask, który zdawał się jaśnieć od dołu, oświetlał czarne pnie drzew.

Mnie absolutnie zauroczył rozdział Głos piszczałki o świcie. Zupełnie odrealniony, osobny, nawet poniekąd niepasujący do reszty, a przede wszystkim metafizyczny. Kiedy Kret i Szczur wypływają ku śluzie na poszukiwanie małej Wydry, spotykają tam Pana Zwierząt, a ten gra na piszczałce muzykę, w której są też łagodzące wszystko słowa:

Niech was nie nęka strach, - co zmienia radość w żal – Błysnę potęgą w potrzeby godzinie, - lecz pamięć o niej przeminie.

Zaintrygowała mnie również refleksja Borsuka rzucona mimochodem o ludziach zamieszkujących niegdyś Puszczę. W powieści zwierzęta żyją obok ludzi. Ich światy czasem się ze sobą stykają i jedni w drugich nie dostrzegają niczego dziwnego. Można rzec, że żyją w harmonii, choć raczej w drogę sobie nie wchodzą.

Nie sposób nie wspomnieć tu i o ilustracjach Kingi Paździurkiewicz. Kreskowane, delikatne, czarno-białe dobrze oddają charakter całej powieści. Jest w nich i nostalgia, i staroświeckość, i ciepło, i smutek… Dzięki komentarzowi Snoopy'ego wiem, że do angielskiej wersji ilustracje przygotował E.H. Shepard, ten sam, który stworzył wizerunek Kubusia Puchatka. Jego wersję możecie podejrzeć tutaj. Paździurkiewicz nawiązuje do tej wizji postaci i świata, odświeżając nieco wizerunek zwierzątek.

Tak po prostu cieszę się, że tę książkę napisano i że mogłam ją przeczytać. Bo coś ważnego by mnie ominęło, gdybym nie wsłuchała się w to, O czym szumią wierzby.

Fragment do przeczytania (i podejrzenia) tutaj .

Możesz kupić tutaj:O czym szumią wierzby

Ilustracje: Kinga Paździurkiewicz
Oprawa: twarda
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 156x240 mm
ISBN: 978-83-7437-555-9

niedziela, 28 listopada 2010

Marek Kita "Wszyscy na Ciebie czekamy"


I się zaczęło… Dla jednych okres Adwentu to przede wszystkim czas robienia porządków domowych, biegania po sklepach, przygotowywania prezentów dla najbliższych, wysyłania życzeń, pieczenia ciasteczek, pierniczków i generalnie czekania na wielkie, trzydniowe obżarstwo zwane w skrócie świętami. Nie powiem, że u nas tego wszystkiego nie ma. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie latamy po sklepach, nie wariuję z porządkami, doprowadzając męża do białej gorączki czy też, że się nie cieszę na świąteczną labę i smakowanie ulubionych potraw, na które czekam cały rok. W tym roku na pewno będzie inaczej. My czekamy podwójnie – na narodzenie naszego syna (tuż, tuż) i na narodzenie Jego syna. Nie wydaje mi się, bym miała czas i siły w tym roku na to całe przedświąteczne wariactwo. I bardzo się z tego cieszę! Będzie więcej czasu dla rodziny, na porządki duchowe, na przygotowanie dzieci do świąt Bożego Narodzenia. To wspólne oczekiwanie na Przyjście zaczęliśmy dziś, z pierwszym dniem Adwentu. A pomaga nam w tym wyjątkowa książka, świeżynka na rynku wydawniczym, Wszyscy na Ciebie czekamy Marka Kity.

To pierwsza publikacja wydawnictwa Sykomora, które postawiło sobie ambitny cel – „chcemy zaproponować (…) książki podejmujące ważne tematy, o mądrej, głębokiej i rozwijającej treści z pięknymi ilustracjami!”. W moim przekonaniu zamierzony cel udało się w tej pierwszej książce osiągnąć! Na jej kartach bowiem znajdziemy 28 historii postaci biblijnych (a czasem rzeczy czy zjawisk), które oczekiwały przyjścia Boga do ludzi. Zaczynamy wraz z Adamem i Ewą odkrywanie w sobie tej tęsknoty za Bogiem. Przywołano tu postać Abrahama, Izaaka, Dawida, Zachariasza czy Jana Chrzciciela. Krótkie teksty przypominają nam historię danej osoby oraz symbolikę związaną z jej życiem. Dowiadujemy się na przykład, że ofiarowanie Izaaka zapowiada całkiem inną Ofiarę, a w postaci Józefa, wnuka Izaaka, możemy upatrywać skrzywdzonego Syna Bożego, który dobrowolnie przyjmuje cierpienie i wybacza. Autor nie infantylizuje, jest wymagający wobec młodego człowieka. Kiedy wyjaśnia symbolikę groty, żłobu czy wołu i osła, niejeden dorosły może poczuć się po pierwsze, zawstydzony własną niewiedzą, po drugie, ubogacony. Porwał mnie autor tą mądrością i przekonaniem, które gdzieś spomiędzy kart książki się wyłania, że nawet do dzieci należy mówić o Bogu odważnie, bez spieszczania. Prostackie podejście dorosłych do kwestii katechizowania dzieci odbija się później na wierze młodego człowieka, który operuje kategoriami i pojęciami całkiem dziecinnymi, nie umiejąc odnaleźć się w tym nagle poważnym, wymagającym Kościele. Pozostaje gdzieś na etapie fikcyjnej „Bozi” i nie dostrzega realnej obecności Boga w swoim życiu. Jak pokazuje Kita, można i trzeba inaczej!


 Do książki dołączono plakat oraz książeczkę z postaciami, które można wyciąć. Zapaliliśmy dziś pierwszą świeczkę na wieńcu adwentowym i przykleiliśmy wspólnie postaci Adama i Ewy. Zamierzamy codziennie poznawać jedną historię, rozmawiać o naszych przodkach w wierze i tworzyć stajenkę (właściwie to grotę). Dzieci przyciągnął do tej książki przede wszystkim jej interaktywny charakter – to, że mogą coś wyciąć, przykleić. Ja jestem też zadowolona z ilustracji Doroty Łoskot-Cichockiej – są skromne, oddające charakter czasów i postaci, w stonowanej kolorystyce. Dodatkową atrakcją jest też płyta z pieśniami adwentowymi wykonanymi przez Mirabilia Musica. To także wyjątkowy pomysł, że zebrano właśnie pieśni adwentowe, a nie kolędy.

Pozostaję w zachwycie nad książką, pomysłem i cieszę się, że w tym roku Sykomora dała nam na czas Adwentu taką pomoc duchową.

Możesz kupić tutaj: Wszyscy na Ciebie czekamy 

Ilustracje: Dorota Łoskot-Cichocka
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 69
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Sykomora
ISBN: ISBN 978-83-931829-0-9

środa, 24 listopada 2010

Uczymy się literek – książki i pomoce naukowe:)

Książki:)

Janosch Słownik obrazkowy Misia i Tygryska (Znak)
Basia Badowska Abecadło (Siedmioróg)
Elżbieta Wasiuczyńska Mój pierwszy alfabet (Lektorklett)
Janusz Minkiewicz Od A do Z (Dwie Siostry)
Wanda Chotomska Kram z literami (Literatura)
Grzegorz Kasdepke Niesforny alfabet (Literatura)
Kozieradzka Jadwiga Dzieci taty abecadła (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza)

Zabawki edukacyjne:)

Liczydło-alfabet 
 
Literki do nawlekania
 
Plakat z Panem Kuleczką 
 
Scrabble junior 
 
Litery do dekorowania 
 
Alfabet-puzzle 

Zbigniew Dmitroca "Literki na cztery fajerki"


Jakiś czas temu wspominałam, że Marta uwielbia rysować zwierzęta z kreskówek według Szkoły rysowania. Założyłyśmy zeszyt, który powoli zapełnia się delfinami, słoniami, ptakami… Córka maluje, a ja podpisuję obrazki nazwą zwierzątka, drukowanymi literami. Bodajże przy trzecim rysunku zauważyłam, że Marta kopiuje nie tylko zwierzaki, ale także litery, które ja piszę. Uznałam, że to zainteresowanie warto wykorzystać i rozwinąć. Od czasu do czasu więc poznajemy alfabet.

Literki na cztery fajerki stanowią jedną z naszych „pomocy edukacyjnych”. Oprócz tego, że układamy z klocków i kredek A czy T, przyglądamy się danej literze w książeczce. Każdej poświęcono tu rozkładówkę. Na stronie króluje oczywiście duży „portret” litery – jest drukowana, prosta, nieudziwniona, czarna na białym tle. Do tego dołożono wierszyk będący spisem słów rozpoczynających się od interesującej nas litery oraz oryginalne ilustracje Krystyny Lipki-Sztarbałło. Przyznam szczerze, że nie czytamy wierszy tradycyjnie. Ponieważ córka nie potrafi podać słów, które rozpoczynałyby się na przykład od B, wykorzystuję wierszyk jako zbiór zagadek. Sami powiedzcie, czy podany tu fragment do odgadywania nie zachęca:

But – powinien być wygodny
Byczek – ryczy, gdy jest głodny,
Bilion – ma dwanaście zer,
Bryndza – to góralski ser.

Według mnie książka dobrze spełnia swoje zadania, jeśli tylko nie traktować jej jak podręcznik do nauki alfabetu, ale jak pomoc do sympatycznej, językowej zabawy. A zatem nam udaje się:

• poznawać nowe litery
• rozwijać zasób słownictwa
• gimnastykować umysł (zagadki) i język
• uwrażliwiać na piękno (ilustracje)
• sensownie spędzać wolny czas
• uczyć się poprzez zabawę

Polecam i Wam zabawę z literkami:)

Możesz kupić tu: Literki na cztery fajerki 

Ilustracje: Krystyna Lipko-Sztarbałło
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 64
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Świat Książki
Wymiary: 21.5 x 27 cm
ISBN: 978-83-247-1456-8

wtorek, 23 listopada 2010

"101 rzeczy, które musisz zrobić, zanim dorośniesz"; wyd. Wilga

Niedawno byliśmy na urodzinach chrześniaka męża. Chłopak ma 9 lat i nie bardzo wiedzieliśmy, co mu sprezentować. Ostatecznie dostał grę planszową Lego (za podpowiedzią dziewczyn z forum gazetowego) i książkę, o której kiedyś pisałam, czyli Domowe Laboratorium Wiedzy. W dniu urodzin zachwyt wzbudziła oczywiście gra. Jednak już dnia następnego, a była to niedziela, chrześniak i jego brat nie rozstawali się z książką. Wertowali ją zawzięcie. Intuicja mnie nie zawiodła!

Dziś mam przed sobą pozycję, która wśród chłopców wzbudziłaby chyba zachwyt jeszcze większy. Zachęcająca jest już sama szata graficzna i oprawa książki. Męska kolorystyka (dominacja czerni, brązu, a w środku ołówkowej szarości), forma skoroszytu, wiele szkiców narzucają odbiorcy skojarzenia z zeszytem prowadzonym przez naukowca czy eksperymentatora. Wewnątrz znajdziemy 101 instrukcji, jak przygotować ciekawe rzeczy, przedmioty, gadżety. Propozycje pomieszczono w sześciu rozdziałach. Opiszę każdy z osobna, bo są fascynujące.


Majsterkowanie. Na początku powinnam zaznaczyć, że książka przeznaczona jest nie tylko dla chłopców, ale i dla mężczyzn (płeć żeńska też na pewno znajdzie coś dla siebie). Jestem pewna, że i ci młodsi, i ci starsi będą równie mocno w projekty zaangażowani. A zatem – co by tu zmajstrować? Może latawiec? Albo lepiej działko powietrzne? Ja osobiście wzięłabym się za hodowlę dżdżownic albo zbudowałabym kolonię mrówek. Jako dziewczynka radziłam sobie całkiem nieźle ze znajdywaniem dżdżownic (gdyby ktoś nie wiedział, jak je złapać – podano także wskazówki), więc hodowla własnego stadka byłaby mi miła:)

Rozrywka. Zapewne wiele z tych pomysłów wdrożyliście w życie, gdy sami byliście dziećmi. Ja z proponowanych w książce: robiłam animacje na kartkach, uczyłam się czytać z dłoni, ćwiczyłam gwiazdę, próbowałam chodzić na rękach i jak krab, próbowałam sprzedawać stare rzeczy. Ale są tu też sugestie na zabawy, które chętnie i dziś bym wykorzystała – na przykład gra w paintball bombami własnej roboty.

Nauka. Ta część przybliża zjawiska fizyczne. Próbowaliście kiedyś wywołać piorun za pomocą grzebienia albo wygiąć strumień wody za pomocą tegoż? Albo przeprowadzić analizę DNA domowymi sposobami? Albo wciągnąć jajko do butelki? Powiem wam, że oczy stawały mi w słup, gdy czytałam te instrukcje! Bomba!

Gadżety. A przy okazji tego rozdziału oczy wychodziły mi z orbit. Bo wyobraźcie sobie, że można zrobić baterię, wykorzystując trzy ziemniaki albo trzy cytryny, samodzielnie skonstruować alarm antywłamaniowy albo przygotować radiotelefon z puszki po kawie! Fascynujące!

Sztuczki. Ten rozdział nie zrobił na mnie zbyt dużego wrażenia, ale dzieciakom zapewne spodoba się robienie sztuczek z kartami, monetami, kubkami. Kiedyś przecież też się tym fascynowałam.

I survival. Czyli co każdy chłopak (ale też dziewczyna) wiedzieć powinien. A więc instrukcje podstawowych węzłów żeglarskich, wskazówki, jak rozpalić ogień bez użycia zapałek, jak uruchomić samochód awaryjnie (przestudiowałam bardzo dokładnie!), jak znaleźć wodę na pustyni czy uchronić się przed piorunem.

Jednym słowem – genialne! Jeśli macie w domu chłopców w wieku szkolnym i jeszcze nie kupiliście im prezentu na Mikołaja, oto propozycja. Z porad na forum wiem, że junacy uwielbiają eksperymenty. Sama też się o tym przekonałam!

Możesz kupić na stronie wydawnictwa

Oprawa: twarda
Ilość stron: 183
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 26 x 29 cm
ISBN: 978-83-259-0235-3

poniedziałek, 22 listopada 2010

Przemek KAWA Kawecki SDB "Siła serca kontra siła pięści"


Siła serca kontra siła pięści to historie trzech Michałów. Pierwszy był skinem, który szczycił się na mieście sławą obijającego mordy bez większych oporów. Drugi żył w XIX wieku, miał trzynaście lat i był ulicznikiem, chuliganem, generałem włoskiej ulicy. Trzeci z kolei ponad wszystko kochał death metal, wchodząc przy tym w satanizm jak w masło, ostro pił i balował. Nie wiem, czy dwie współczesne historie są prawdziwe (bo ta o Michale Magone, podopiecznym ks. Bosko nie budzi wątpliwości). Nie jest to chyba jednak aż tak istotne, ponieważ losy tych dwóch są dość stereotypowe, modelowe. Jako nastolatka chodziłam na koncerty rockowe, nocą wracałam do domu, zahaczając nieraz o katowicki dworzec i choć uchowałam się od niebezpieczeństw związanych z subkulturami młodzieżowymi, zdążyłam się naoglądać. Historie współczesnych Michałów wydały mi się bardzo znajome. Myślę też, że na drodze kapłana „Kawy” stanęło wielu takich pogubionych chłopców (i dziewcząt). Co łączy te trzy świadectwa, to nawrócenie. Bohaterowie odkryli, że prowadzony przez nich styl życia prowadzi ich ku śmierci, niszczy ich wewnętrznie, a przede wszystkim czyni głęboko, egzystencjalnie nieszczęśliwymi.

Kawecki pokazuje dosadnie okrucieństwo, przemoc, satanistyczne obrzędy, brutalne prawa ulicy. Ale to nie one przerażają. Grozę w czytelniku budzi wewnętrzna pustka, którą czują chłopcy, brak autorytetów, wartości czy choćby zwykłych hamulców. To właśnie dlatego bohaterowie zmierzają do autodestrukcji. Michał-skin jest gotowy bić się do ostatniej kropli krwi, Michał-metalowiec pije aż mu się urwie film, Michał-ulicznik kradnie i bije. Wszyscy jednak zostają w którymś momencie przez Boga dotknięci – śmiercią przyjaciela (skin), spotkaniem z ks. Bosko (Michał Magone) czy w czasie rekolekcji salezjańskich (metalowiec). Bohaterowie odpowiadają wejściem na drogę nawrócenia – długą, mozolną, trudną, ale przemieniającą ich życie, pozwalającą na nowo czuć się szczęśliwymi.

Teksty świadectw pisane są językiem współczesnej młodzieży. Nie brakuje tu ostrych słów padających pod adresem Kościoła, rodziny, otoczenia. Niektóre wywołują uśmiech na twarzy czytającego (zwłaszcza historia metalowca), jak choćby ten:

Przedstawię ci teraz w kilku słowach, jak wyglądała wtedy moja wiara. Otóż wyglądała ona jak obsrana pielucha. Bardziej mi przeszkadzała niż pomagała.

Myślę, że to mówienie „ich” (młodych) językiem, to nieukrywanie się z poglądami na temat tradycyjnej religijności, żart, swego rodzaju dystans i surowość sprawiają, że książka ma moc przemówić. Jak powiedzieliby niektórzy: ma Ducha! Dlatego podsunięta zagubionym młodym, z którymi często tak trudno w ogóle porozmawiać, nawiązać relację, dla których rodzice przestali być autorytetami, może się okazać skutecznym młotkiem na pancerz tak mozolnie przez nich budowany.

Być może czytaliście Radykalnych Jakimowicza, czyli wywiady z nawróconymi muzykami – Budzyńskim, Litzą, Dzikim, Stopą i Malejonkiem. Siła serca kontra siła pięści ma podobne przesłanie i równie poruszającą zawartość.

Możesz kupić Siła serca kontra siła pięści 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 98
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: WAM
Wymiary: 14.5 x 20.5 cm
ISBN: 978-83-7505-603-7

czwartek, 18 listopada 2010

Brigitte vom Wege, Mechthild Wessel "W 200 zabaw dookoła świata!"


Dużą radość sprawiło mi czytanie o tym, że dzieci lubią się bawić. To taka oczywista oczywistość, więc kiedy nasze maluchy wymyślają swoje zabawy, przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Ale jeśli zasiądzie się choć na chwilę gdzieś z boczku i podpatrzy, i podsłucha jednego brzdąca czy dwóch, jak tworzą własne światy, odgrywają role, jak łatwo przychodzi im kreowanie nowej rzeczywistości bez specjalnych narzędzi – ot wystarczy patyk i kamyk… ach, serce rośnie! Ja uwielbiam podglądać swoje dzieci w trakcie ich indywidualnych psot:)

Autorzy W 200 zabaw dookoła świata! dają szeroki wykład o tym, dlaczego, w co i czym dzieci się bawią. W pierwszym rozdziale, dość teoretycznym, zwracają uwagę na to, jak zmienia się wraz z wiekiem sposób bawienia się dziecka – począwszy od zabaw funkcjonalnych, przez konstrukcyjne, po te z podziałem na role i wymagające zastosowania zasad. Drugi rozdział przynosi „przepisy” na konkretne zabawy, wśród nich teatrzyki, zabawy w kółku, zabawy językowe, zabawy kulkami, kulami i kręglami czy zabawy skoczne. Trzecia część z kolei to instrukcje, jak wykonać własnoręcznie zabawki – lalki, piłki, instrumenty czy nawet szczudła.

Wydaje mi się, że wielkie brawa należą się tu przede wszystkim tłumaczce. Miała nie lada zadanie do wykonania. Oryginalne wierszyki z różnych krajów (Finlandia, Turcja czy Australia) przetłumaczone zostały z wielkim smakiem. Nie tylko oddają sens, ale jeszcze pięknie się tu wszystko rymuje – tak jak powinno w wierszyku towarzyszącym zabawie! Kolejna sprawa, która zrobiła na mnie dobre wrażenie, to ta sugestia, że do zabawy potrzeba jedynie głowy pełnej pomysłów. Jednocześnie zawarte w książce propozycje są „pierwotne”, bardzo proste. Autorzy piszą w pierwszy rozdziale o tym, jak bardzo zaczęły się zmieniać warunki i sposoby zabawy dzieci z krajów i miast wysoko cywilizowanych. Architektoniczna zabudowa miasta uniemożliwia swobodną eksplorację przestrzeni.

Kultura zabawy ulicznej zamiera. (…) Ich miejsce zajmują media elektroniczne, na nowo definiujące świat zabaw dziecięcych. Podczas wielogodzinnego przesiadywania przed telewizorem lub komputerem nie mogą one dotykać, wąchać lub pojmować zmysłami tego, co oferuje żywy świat. W ten sposób dzieci doświadczają rzeczywistości jakby „z drugiej ręki”, zamiast pojmować go stopniowo dzięki własnym próbom i działaniom, dzięki własnym zmysłom. Ta nierówna proporcja pomiędzy nadmiarem bodźców z jednej strony, a brakiem możliwości fizycznego przetwarzania ich i poruszania się z drugiej – prowadzi do zaburzeń percepcji i nieprawidłowości motorycznych.

To kolejna gorzka diagnoza dotycząca sytuacji naszych dzieci, którą wyczytuję z książek ostatnimi czasy. Smutne to, ale też nie ma co udawać – prawdziwe.

Możesz kupić W 200 zabaw dookoła świata! 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 222
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Jedność
Wymiary: 15.5 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-7442-859-0

środa, 17 listopada 2010

Irena Koźmińska, Elżbieta Olszewska "Wychowanie przez czytanie"


O książce Wychowanie przez czytanie po raz pierwszy przeczytałam u be.el. Zaintrygowała mnie wtedy ta pozycja, w szczególności rozdział o tym, jak wychowywać chłopców (Czytanie jako metoda wydobycia dobrego chłopca z chłopca). Później na gazetowym forum o książkach dla dzieci rozpoczęła się dyskusja o książce Koźmińskiej i Olszewskiej. Dość krytyczne podejście forumowiczek kontrastowało z pozytywną opinią, którą wydała be.el. Nie było więc wyjścia – musiałam sprawdzić sama, tym bardziej, że moje zaciekawienie urosło do granic.

Irena Koźmińska i Elżbieta Olszewska związane są z Fundacją „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”. Pierwsza jest założycielką i prezesem, druga z kolei członkiem zarządu i dyrektorem programowym. Dla zrozumienia założeń autorek niezwykle istotny jest wstęp, pisany przez Koźmińską. Odwołując się do swoich doświadczeń i obserwacji z pobytu w Stanach Zjednoczonych, a także zwracając uwagę na przemiany społeczne, które w Polsce nastąpiły zwłaszcza po 1989 roku, autorka stawia dość gorzkie diagnozy dotyczące sytuacji dziecka. Przede wszystkim ogromny wpływ na maluchy ma współczesna – agresywna, masowa, wyprana z wartości, lansująca sensację – kultura. Ponadto, dzieci dziś bardzo wcześnie odłączane są od matek, które muszą pracować, i oddawane zostają w ręce zorganizowanych instytucji jak żłobek czy przedszkole, co czyni je zdanymi wyłącznie na siebie. Koźmińska pisze:

Pozbawione „zasilania emocjonalnego” i przewodnictwa ze strony najbliższych, czyli zdrowego pokarmu dla psychiki i umysłu, poddane ciągłym toksycznym wpływom kultury masowej i presjom środowiska, współczesne dzieci cierpią na anemię emocjonalną.

Autorka pokazuje, że Amerykanie wracają do tradycyjnych metod bycia z dzieckiem. Po prostu czytają im książki. Eliminują z ich życia telewizor.

Postawione we wstępie tezy, choć oczywiście są wnioskami dość mocno uogólnionymi, przekonują mnie. Zgadzam się z opinią, że sytuacja społeczna sprawia, iż zaniedbujemy nasze pociechy. To parcie na karierę, samorozwój, potrzeba spłacania kredytów, zarabiania na i tak pewnie skromną emeryturę powodują, że „osobiste” dzieci spadły w hierarchii naszych priorytetów. Oczywiście bardzo nam zależy na tym, aby miały „dobry start”. Dlatego traktujemy przedszkola, kluby maluchów jak wspaniałe miejsca rozwoju. Mam wrażenie, że dochodzi nawet do wypaczenia idei „cała Polska czyta dzieciom” i owe 20 minut czytania dziennie traktujemy jak okazję do budowania wewnętrznego potencjału dziecka. Nie chodzi o bliskość, więź czy przyjemność. Chodzi o rozwój, o bycie do przodu, o zasoby... O tej szczególnej roli rodzica, jako architekta dzieciństwa, stanowi osobny fragment tej książki.

Kolejne rozdziały przybliżają założenia programu „Cała Polska czyta dzieciom”. Znajdziemy tu odpowiedzi na podstawowe pytania, które pojawiają się wraz z chwilę, gdy rodzice zaczynają czytać maluchom. A zatem – Kiedy zacząć czytać?, Jak czytać dziecku?, Kiedy zakończyć głośne czytanie?, a także Nieporozumienia z czytaniem oraz Kryteria wyboru książek do czytania dzieciom.

Najbardziej emocjonujące pozostają dla mnie dwa rozdziały. Ten o wydobywaniu dobrego chłopca z chłopca, który w dużej mierze opiera się na przemyśleniach psychologów zamieszonych w książkach Wychowywanie chłopców (Steven Biddulph), Raising Cain (Sposób na Kaina; Dan Kindlon, Michael Thompson) oraz Lost Boys (Straceni chłopcy; James Gilligan). Znajdziemy tu uwagi o specyfice rozwoju mózgu chłopców, o znaczeniu hormonów, a także sugestie, czego potrzebuję chłopcy i czego dziś nie dostają. Drugi interesujący rozdział to bardzo osobiste refleksje Elżbiety Olszewskiej o czytaniu dzieciom niepełnosprawnym. Córka autorki, Zuzia urodziła się z rzadką wadą genetyczną – anomalią Petersa. Olszewska, zachęcona przez Koźmińską, którą poznała w Stanach w trakcie leczenia córki, zaczęła jej regularnie i dużo czytać. Pisze:

Kiedy (Zuzia – przyp. Naczynie_gliniane) poszła do szkoły, jej zasób słów był większy niż kolegów i koleżanek z klasy, potrafiła lepiej łączyć wydarzenia, umiała myśleć przyczynowo-skutkowo, opisywać uczucia bohaterów czytanych przez nauczycielkę książeczek. Oczywiście wszystko na miarę swoich możliwości. Bo Zuzia nie stała się dzięki czytaniu zdrowym dzieckiem. Jest niewidoma, upośledzona umysłowo w stopniu lekkim, ma pewne problemy z poruszaniem się, jest mało sprawna manualnie.

Na końcu tej książki znajdziemy listę lektur, wraz z krótkimi omówieniami, które warto czytać dzieciom, a także dwa wywiady. Pierwszy z Rossem Campbellem o tym, czy umiemy kochać dzieci, drugi – z Michaelem Medvedem o „świecie przeciwko dzieciom”.

Główne zarzuty, jakie padają pod adresem tej publikacji, to generalizowanie oraz przekonanie autorek, że czytanie jest lekiem na wszelkie zło. Nie odniosłam takie wrażenia. Przede wszystkim wydaje mi się, że nie jest możliwym stawianie tez bez uogólniania. Po drugie, z kilku konkretnych przykładów radzenia sobie z chorobą dziecka poprzez czytanie mu, nie wynika, że czytanie leczy raka, zapalenie płuc i ciężkie upośledzenia. Autorki raczej sugerują, że czytanie stało się sposobem na nawiązywanie więzi z dzieckiem, na budowanie obopólnego szacunku.

Wychowywanie... czyta się z największym zainteresowaniem. Głównie chyba dlatego, że tak wiele tu poglądów, opinii, osobistego podejścia. Czytelnik ma prawo nie zgadzać się ze wszystkimi tezami. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele założeń jest tu naprawdę godnych polecenia albo co najmniej refleksji. Mnie, podobnie jak be.el, tak książka się bardzo spodobała! Trudna do zaakceptowania dla mnie okazała się jedynie czcionka tej książki, zdecydowanie niesprzyjająca okularnikom.

Możesz kupić tutaj: Wychowywanie przez czytanie

Oprawa: oprawa broszurowa
Ilość stron: 320
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Świat Książki
Wymiary: 14.5 x 20.5 cm
ISBN: 978-83-247-1842-9

wtorek, 16 listopada 2010

„Świerszczyk” nr 22/2010


Ostatnio temat księżniczek przewija się w naszych lekturach. Tym razem w krótkich czytankach i wierszykach proponowanych przez „Świerszczyka”. Okazuje się – podobnie jak to było przy okazji Maleńkiego królestwa królewny Aurelki – że księżniczka wcale nie musi nosić korony i stosować się do określonej etykiety.

Lekturę zaczynamy od krótkiego, ale niezwykle czarownego wiersza Maugo Domańskiej Ruda królewna z piękną ilustracją Ewy Poklewskiej-Koziełło. Chętnie bym go tu przepisała, bo jest to zaledwie sześć wersów, ale nie! Myślę, że straciłby coś ze swej magii.

Z sensem wiersza koresponduje natomiast opowiadanie z „Wielkiego czytania” – Po czym poznać królewnę? Zofii Staneckiej. Dwie murzyńskie siostry, Ndidi i Nnenne dowiadują się, że królewnę rozpoznaje się po tym, że zawsze myśli o innych. Na przykład o śniadaniu dla mamy:)

Przewrotnie o koronie pisze też Małgorzata Strzałkowska, a o krowie-królowej opowiada dowcipnie sam Świerszczyk Bajetan Hops.


Na dokładkę poszukajka oraz dostojne zagadki i rebusy.

Strona "Świerszczyka"

Książka Roku 2010 - nominacje IBBY

15 listopada 2010 obradowało w Warszawie jury literackie konkursu Książka Roku 2010, organizowanego przez Polską Sekcję IBBY. Członkowie jury zapoznali się z dorobkiem wydawniczym ostatniego roku (listopad 2009 – październik 2010).

Jury literackie w składzie: Anna Maria Czernow, Ewa Gruda (przewodnicząca), Małgorzata Kąkiel nominowało do nagrody następujące utwory:


Nagroda literacka:

1. Dorota Bałuszyńska-Srebro: Księga Julii (Novae Res)
2. Zofia Beszczyńska: Wiersze dla dzieci. Dom czarownicy (Martel)
3. Agnieszka Błotnicka: Kiedy zegar wybije dziesiątą (Nasza Księgarnia)
4. Dorota Gellner: Zając (Bajka)
5. Anna Gras: Filip Engel i błękitny smok. Czytadło dla książkożerców (Wydawnictwo
Grodkowskie)
6. Adam Jaromir: Zarafa (Muchomor)
7. Grzegorz Kasdepke: Horror! czyli skąd się biorą dzieci (Nasza Księgarnia)
8. Irena Landau: Witaj, córeczko! (Literatura)
9. Maria Ewa Letki: Zaczarowane historie (Bajka)
10. Anna Łacina: Czynnik miłości (Nasza Księgarnia)
11. Barbara Odnous: Anuszka.pl. Na Waniliowej... (Podróżne Wydawnictwo)
12. Anna Onichimowska: Piecyk, czapeczka i budyń (Ezop)
13. Ida Pierelotkin: Pepa, nie świruj! (Nasza Księgarnia)
14. Małgorzata Strzałkowska: Straszna książka, czyli upiorna zabawa w rymy (Czarna
Owca)
15. Marcin Szczygielski: Omega (Latarnik)
-----------------------------------------------------------------------------------------------
8 listopada 2010 obradowało w Warszawie jury graficzne konkursu Książka Roku 2010, organizowanego przez Polską Sekcję IBBY.

Członkowie jury zapoznali się z dorobkiem wydawniczym ostatniego roku (listopad 2009 – październik 2010).

Jury w składzie: Małgorzata Cackowska, Tomasz Ciecierski, Maria Ryll (przewodnicząca) postanowiło, że nominacje do nagrody otrzymują następujące osoby:



Nagroda za grafikę:

- w kategorii książka autorska

1. Ola Cieślak za książkę Od 1 do 10 (Dwie Siostry)
2. Barbara Dubus za książkę Thekla i jej chłopakowy świat w opracowaniu graficznym
Anny Niemierko z tekstem Barbary i Thekli Dubus (Wytwórnia)
3. Aleksandra i Daniel Mizielińscy za Miasteczko Mamoko (Dwie Siostry)

- w kategorii ilustracje do książki


1. Katarzyna Bogucka za ilustracje do wiersza O panu Tralalińskim Juliana Tuwima w
opracowaniu typograficznym Roberta Olesia (Wytwórnia)
2. Iwona Chmielewska za ilustracje do książki Domowe duchy Dubravki Ugrešić (Znak)
3. Ignacy Czwartos za ilustracje do książki Nóż w palcu. Skaleczenie Wojciecha Feleszki
(Hokus-Pokus)
4. Agata Dudek za ilustracje do książki Wrony i wąż Aldousa Huxleya (Dwie Siostry)
5. Monika Hanulak za ilustracje i opracowanie graficzne Pampilia z tekstem Ireny Tuwim
(Wytwórnia)
6. Marta Ignerska za ilustracje i projekt graficzny książki Fryderyk Chopin i jego muzyka
z tekstem Barbary Smoleńskiej-Zielińskiej w opracowaniu typograficznym Kaspra
Skirgajłły-Krajewskiego (Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, Wydawnictwo Muzyczne
Triangiel)
7. Jakub Jabłoński za ilustracje do książki Wroniec Jacka Dukaja (Wydawnictwo
Literackie)
8. Agata Juszczak za ilustracje do książki Co krasnale mają w nosie. Prywatne życie
krasnali
Doroty Matloch (Hokus-Pokus)
9. Dorota Łoskot-Cichocka za ilustracje i opracowanie graficzne książki Moja babcia
kocha Chopina
Anny Czerwińskiej-Rydel w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej
(Wydawnictwo Sióstr Loretanek)
10. Aleksandra i Daniel Mizielińscy za ilustracje i opracowanie graficzne książki
D.E.S.I.G.N. Domowy elementarz sprzętów i gratów niecodziennych z tekstem Ewy
Solarz (Dwie Siostry)
11. Olga Reszelska za ilustracje do książki Ostrożnie z ogniem z tekstem Justyny
Święcickiej z serii „Akademia Bezpiecznego Dziecka” (Wilga)

Kogo typujecie? Co myślicie?

poniedziałek, 15 listopada 2010

"Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza"


Poczytaj mi, mamo to książka miła w dotyku. Jej aksamitna okładka sprawia, że ma się ochotę ją po prostu mocno przytulić do policzka. Te ciepłe uczucia rodzą się w czytelniku także za sprawą wspomnień, które zaczynają się wysypywać jak z koszyczka, przywoływane przez charakterystyczne logo serii umieszczone na okładce – pomarańczowego motylka i rybkę, niebieskiego gołąbka, zieloną koniczynkę… Przewracanie kolejnych stron to prawdziwa uczta emocjonalna, ponieważ Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza zawiera reprinty kwadratowych książeczek. Nie zmieniono tu ani jednej kreski, ani jednej literki. Mało tego, skopiowano nawet okładki! Dlatego proponuję, by – zanim zaczniecie czytać dzieciom – oddać się lekturze w samotności, nacieszyć się nią, powspominać, pouśmiechać do siebie samego albo wspólnie z mężem. Dopiero potem na spokojnie czytajcie maluchom.


 Ja najbardziej czekałam na Daktyle Wawiłow, z ilustracjami Lutczyna. Jest. Jako poczytajka otwierająca! Tę książeczkę czytałam już sobie sama (tak mi się przynajmniej wydaje). Było to za komuny oczywiście i tytułowe daktyle długo spędzały mi sen z powiek. Co to jest ten daktyl? owoc jaki czy warzywo? a może rodzaj słodyczy? i jak wygląda? ba! jak smakuje? Oj, Lutczyn też chyba nie wiedział, skoro na żadnej z wielu ilustracji nie namalował choć cienia owych. Do dziś kiedy kupuję daktyle, biorę torebkę do ręki, zaczynam mamrotać pod nosem z lekkim uśmieszkiem:

Gdzie się podziały
moje daktyle?
Wyszedłem z domu
tylko na chwilę.


Nie wiem, czy przeniosłam część tych sentymentalnych uczuć na dzieci, ale w trakcie lektury zachowywały się, jakby te teksty miały we krwi od zawsze! Słyszałam: „Jeszcze, mamo, jeszcze”. Marta chce, by w kółko czytać jej Chcę mieć przyjaciela Danki Wawiłow. Obserwuję jej reakcje i widzę, że historia Julki robi na niej ogromne wrażenie. Zidentyfikowała się z bohaterką do tego stopnia, iż wyznała babci, jakoby to ona również nie miała żadnych przyjaciół (co jest nieprawdą:)). Czy muszę dodawać, że babcia też zobligowana jest do czytania Poczytaj mi, mamo? Pozytywne wrażenia lekturowe w moich brzdącach budzą również opowieści o Bonifacym i Filemonie (Noc kota Filemona, Wilczy apetyt, Cień pradziadka). Być może dlatego, że znają bajkę animowaną Przygody kota Filemona.


 Muszę dodać, że dla mnie emocjonujące stało się nawet czytanie notek biograficznych autorów i ilustratorów… w ogóle zachwycam się tym wydaniem i czekam na kolejne tomy!

Jestem ciekawa Waszych wspomnień! Jeśli macie jakieś związane z serią Poczytaj mi, mamo – napiszcie w komentarzu. Uwielbiam czytać takie lekturowe reminiscencje!

PS
Od Wydawcy udało mi się dowiedzieć, że wydanie kolejnej księgi planowane jest na 2011, również na okres przedświąteczny. Czy będzie więcej - jeszcze nie wiadomo. Domyślam się, że przygotowanie reprintów to bardzo pracochłonny proces. We wstępie można przeczytać, że wiele oryginalnych ilustracji się niestety nie zachowało, dlatego przygotowanie książki do druku wymaga naprawdę sporych wysiłków.

W tomie znalazły się następujące opowiadania:

Danuta Wawiłow Daktyle (il. Edward Lutczyn)
Sławomir Grabowski i Marek Nejman Noc kota Filemona (il. Julitta Karwowska-Wnuczak)
Janina Porazińska Niebieska dziewczynka (il. Zdzisław Witwicki)
Helena Bechlerowa Kolczatek (il. Danuta Przymanowska-Rudzińska)
Sławomir Grabowski i Marek Nejman Wilczy apetyt (il. Julitta Karwowska-Wnuczak)
Danuta Wawiłow Chcę mieć przyjaciela (il. Zbigniew Rychlicki)
Sławomir Grabowski i Marek Nejman Cień pradziadka (il. Julitta Karwowska-Wnuczak)
Helena Bechlerowa Przygoda na balkonie (il. Maria Orłowska-Gabryś)
Joanna Papuzińska Agnieszka opowiada bajkę (il. Anna Stylo-Ginter)
Helena Bechlerowa Zaczarowana fontanna (il. Elżbieta Gaudasińska)

Możesz kupić tu: Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza 

Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 16.5 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-10-11914-8

niedziela, 14 listopada 2010

Frank Barrois, Natascha Heck "Służymy przy ołtarzu. Miniprzewodnik dla ministrantów"


Fajnie, że książki mogą służyć różnym celom. Jedne rozwijają wyobraźnię i wprowadzają w świat fantazji, inne zaspokajają ciekawość dotyczącą otaczającego nas świata, jeszcze inne stanowią przewodniki po skomplikowanych zagadnieniach, dają odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Służymy przy ołtarzu to właśnie takie kompendium wiedzy o Mszy świętej pisane na potrzeby ministrantów, którzy pewnie niejednokrotnie zastanawiają się, co dane gesty oznaczają i jaki mają sens.

Autorzy wprowadzają ministrantów w temat, wpierw tłumacząc, skąd w ogóle wzięła się Msza święta. Następnie obszernie omawiają jej poszczególne części i obrzędy. Wyjaśniają to, co dzieje się przy ołtarzu, gesty, znaki i symbole. Wiele słów opatrzono tutaj przypisami, w których precyzuje się sensy. Bardzo ważne w tej części są odniesienia do rzeczywistości pozamszalnej. Na przykład kiedy autorzy wyjaśniają sens postawy stojącej, odwołują się do rozpraw sądowych lub gdy mowa o przyjmowaniu Komunii, pytają o posiłki spożywane w gronie rodzinnym. Równie istotne są akapity zwracające uwagę na zadania ministrantów w poszczególnych momentach Mszy.

Przewodnik dla ministrantów napisano językiem zrozumiałym, ale poważnym. Autorzy nie infantylizują, stawiając czytelnikowi wymagania bycia dojrzałym. Podoba mi się wyjaśnianie poszczególnych znaków – pod tym względem książka nadaje się nie tylko dla ministrantów, ale dla każdego dziecka, które uczestniczy we Mszy i jest ciekawe, kiedy i dlaczego trzeba klęczeć, co oznacza słowo kolekta i jaki jest jej sens lub czym jest błogosławieństwo. Wiele ciekawostek, a także odwołań do historii (czasów Jezusa czy pierwszych chrześcijan) pomaga zobaczyć prawdziwe bogactwo Eucharystii. Przewodnik nie jest książką nadętą i pompatyczną. Pojawiają się w niej na przykład pytanie o to, czy urwis może być ministrantem, a także uwaga, że słowo „hokus-pokus” ma swoje źródło we Mszy świętej, co mnie osobiście zaskoczyło.

Możesz kupić Służymy przy ołtarzu 

Oprawa: oprawa broszurowa
Ilość stron: 104
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Jedność
Wymiary: 12 x 19 cm
ISBN: 978-83-7442-869-9

piątek, 12 listopada 2010

Ashley Wood "Origami. Przewodnik po sztuce składania papieru"


Oryginalny tytuł książki, o której chcę opowiedzieć, to The Origami Artist's Bible. Rzeczywiście to, co mam przed sobą, to swoista biblia dla zainteresowanych origami, zawiera wszystko, czego potrzeba, aby zostać mistrzem. Jestem pewna, że niemal każdy chociaż raz próbował swoich sił w sztuce składania papieru. Ta pozycja może posłużyć początkującym w rozpoczęciu przygody z origami.

Papierowy żuraw stał się znakiem rozpoznawczym origami. Ale czy wiedzieliście, że stał się również symbolem pokoju? Wzruszającą historię dwunastoletniej Sadako Sasaki, która zachorowała na białaczkę po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroschimę, czytamy we wstępie. Dziewczynka składała senbarazu (tysiąc papierowych żurawi połączonych nicią) z tą intencją:

Na twoich skrzydłach
napiszę: pokój;
będziesz leciał
przez świat, aby
żadne dziecko
nie musiało
już umierać
w ten sposób.

Ashley Wood podzieliła swoją książkę na dwie części – pierwsza zawiera opisy (konkretne, nieprzegadane) rodzajów papieru, podstawowych technik składania, narzędzi. Podaje także bazy origami. Druga część z kolei zawiera już projekty – pudełek, zwierząt, kwiatów, zabawek na choinkę. Każda z propozycji została krótko opisana (kto jest autorem projektu, ciekawostki), a następnie przedstawiono, jak krok po kroku wykonać dany wzór.

Książka ma postać skoroszytu. Ostatnia strona jest otwierana (przedstawia bazy origami oraz objaśnienia symboli) tak, aby można było z niej korzystać podczas składania modeli. Poza tym Origami zachwyca bogactwem wzorów papieru, kolorami... Od samego oglądania człowiekowi gęba się śmieje. Ułożyłyśmy z córką kilka modeli (przy okazji zauważyłyśmy, że projekt motyla zawiera błąd dotyczący wymiarów papieru; mam nadzieję, że podobnych wpadek w całej książce już nie ma), które stoją sobie dumnie na półce.

Warto uczyć dzieci sztuki składania papieru. Po pierwsze, doskonali pracę palców. Po drugie, uczy odczytywania instrukcji i stosowania się do wskazówek. Po trzecie, kształci wyczucie estetyki. A po czwarte, wycisza:)

Możesz kupić tutaj: Origami

Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 192
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Arkady
Wymiary: 16.5 x 20.5 cm
ISBN: 978-83-213-4650-2

czwartek, 11 listopada 2010

"Ryms" 11/2010


SEDNO RYMSA

Eliza Piotrowska - Nie padajmy na kolana! (Kilka uwag o naszych narodowych wadach)

Monika Graban-Pomirska – Kto Ty jesteś? Polak mały… (Szkic o patriotyzmie w książkach dla dzieci)

Agnieszka Kruszyńska – (Nie)wyzyskane właściwości krain fantazji: mówienie o ojczyźnie

Aneta Bohaczewska-Petryna - Mit heroizmu wojennego. Kształtowanie poczucia tożsamości narodowej

Maria Borzęcka – Mały antysemita

Hanna Diduszko – W poszukiwaniu autorytetu i innych wartości

Ilona Mazurkiewicz-Krause – Jak wychowuje się kobietę?

Jacek Friedrich – Czterdzieści pięć gawęd na tysiąclecie państwa polskiego. O zapomnianej serii wydawniczej z czasów PRL. Część I

Recenzje: "Szlemiel", "Mały powstaniec", "Halicz", "Tytus, Romek i A'Tomek jako warszawscy powstańcy", "Nie pytaj o Polskę", "Pamiętnik warszawskiego chłopaka", "Indira Gandi", "Solidarność", "Grunwald 1410", "Wielka encyklopedia pokoju"

W CZTERY OCZY

Myślę obrazami - rozmowa z Suzy Lee, autorką „Czarnego ptaka”

MISTRZOWIE

Grażka Lange wśród książek – cz. II


MŁODZI ZDOLNI

Pogawędka z Marianną Sztymą - autorką ilustracji na okładce "Rymsa" nr 11

CO W TRAWIE PISZCZY

Małgorzata Cackowska – Z pamiętnika mamy Uli – cd.

Konkurs biblioteki z Żoliborza


PATRONATY

Czarna Owca – "Mała książka o miłości", "Mała książka o włosach", "Mała książka o strachach", EneDueRabe – "Kamyki Astona", EneDueRabe - "Billy i tajemniczy kot", WAB – "Taja z Jaśminowej", Albus – "Co jedzą ludzie", Mila – "Opowieść", Hokus-Pokus - "Bobo", Hokus-Pokus - "Co krasnale mają w nosie", Hokus-Pokus - "Paproch", Kika - "Czy są gdzieś muchy o smaku marchewkowym?", Kika - "Czarodziejski, kolorowy rumak dwukołowy", Wytwórnia - "Brzechwa"

RECENZJE

"Omega", "Thekla i jej chłopakowy świat"

środa, 10 listopada 2010

Roksana Jędrzejewska-Wróbel "Maleńkie królestwo królewny Aurelki"


Każda dziewczynka chce być królewną. Niektóre nie tyle „chcą”, co nimi po prostu wbrew wszystkiemu są bądź uważają, że są. Moja córka miewa momenty fascynacji atrybutami księżniczek – zwłaszcza koroną, sukniami balowymi (najczęściej w kolorze majtkowego różu) czy bucikami na lekkim obcasie. Maleńkie królestwo... pokazuje jednak, że bycie królewną to ciężka dola.

Główna bohaterka, Aurelka otrzymuje w prezencie małe królestwo. Za sprawą magii wskakuje w sam jego środek i staje się królewną. Już pierwsze doświadczenia związane z rządzeniem pokazują jej, że wcale nie jest prosto władać poddanymi. Wkrótce okazuje się też, że i królewska, najpiękniejsza suknia to prawdziwe utrapienie – nie można w niej hasać do woli i uwiera pod pachami. Mało tego trzeba siedzieć na wieży, oczekiwać królewicza i wychodzić za niego za mąż. Aurelka nie należy jednak do panien, które robią, co im się każe, więc historia toczy się według jej uznania.

Jędrzejwska-Wróbel bierze na warsztat baśniowych, dobrze nam znanych, bohaterów - czarownicę Babę Jagę, smoka, wilka, królewnę, królewicza. Tworzy jednak baśń odwróconą. Czarownica jest dobra i pomaga Aurelce, smok zjada krówki, ale tylko ciągutki, wilk zostaje przyjacielem bohaterki i pomaga jej w opresji, a królewicz jeździ samochodem i wszystkiego się boi. Badacze dziecięcej literatury twierdzą, że baśniowych konwencji nie powinno się odwracać, że czarownica jest zła i taką powinna pozostać w literaturze dla dzieci. Autorka wykorzystuje jednak te motywy baśniowe, aby pokazać, że rzeczywistość może być skomplikowana i inna niż nasze o niej wyobrażenia, że czasem stereotypy mogą być niszczące. Maleńkie królestwo... demitologizuje temat bycia królewną, ale także kwestię rządzenia czy wyobrażeń o niemożliwych przyjaźniach (smoka z wilkiem). Stawia też przed nami postać dziewczynki, która odważnie wychodzi naprzeciw problemom zdawałoby się nie do rozwiązania. Moja mała królewna z ochotą słuchała o swej bajkowej koleżance:)

A od siebie dodam, że uwielbiam duet Jędrzejewska-Wróbel/Jung:)

Ilustracje: Jona Jung
Oprawa: twarda
Format: 230 x 225 mm
Stron: 88
Wydawnictwo: Bajka
ISBN 978-83-61824-00-8

Andrzej Maleszka "Magiczne drzewo 2. Tajemnica mostu"

poniedziałek, 8 listopada 2010

Pija Lindenbaum "Filip i mama, która zapomniała"


Pija Lindenbaum to autorka specyficzna. Poznałam jej sposób konstruowania opowieści dzięki książeczce Nusia i bracia łosie. Jeśli zajrzycie do tej recenzji, zorientujecie się, że mam problem z Lindenbaum. Kiedy zabierasz się do lektury jej książek, musisz się nastawić na to, że wszystko, co zobaczysz, przeczytasz na kolejnych stronach, jest całkowicie zwariowane (chętnie użyłabym tu słowa „odjechane”). Dodatkowo zupełnie zwyczajny tytuł – Filip i mama, która zapomniała – nie zapowiada szaleństwa, które przedstawia ta historia.

Pewnego dnia mama Filipa budzi się przemieniona w smoka. I jak na ogromne, czerwone stworzenie przystało, nie ma pojęcia, jak przygotować śniadanie, co robi się w pracy lub do czego służy telefon komórkowy. Zachowuje się co najmniej dziwnie – wylizuje talerze zamiast je umyć, sypie dzieciom piach w oczy i chce zjeść psa. Ten poważny stan zmusza chłopca do podjęcia zdecydowanych kroków, czyli zabrania matki do szpitala. Lekarka informuje, że „na to” nie ma lekarstwa. Na szczęście babcia pociesza Filipa, że mamie przejdzie za kilka dni. I rzeczywiście tak się dzieje!

Zatem, o czym Pija Lindenbaum napisała książkę? Autorka próbuje tu dziecięcemu czytelnikowi opowiedzieć o tym, że dorośli czasem przeżywają kryzysy, zmieniają się wtedy nie do poznania i nawet mogą swym zachowaniem przerazić. Trudne treści Lindenbaum przemyca pod postacią obrazów, które dla dziecka są czytelne. Czerwony ze złości smok, który zieje ogniem, to obraz doprowadzonego do ostateczności, niepanującego nad swoimi emocjami rodzica. Bardzo ciekawy koncept.

 
Lindenbaum przemyca jeszcze jedną informację – tym razem, jak sądzę, przeznaczoną dla ucha dorosłych. Kiedy rodzic przestaje panować nad sobą, dziecko czuje, że musi dorosnąć, że musi przejąć obowiązki, zwyczajnie zamartwia się, a momentami jest autentycznie wystraszone. Nie uspokaja mnie, jako rodzica, ta informacja przekazywana przez babcię – to wkrótce minie… Na szczęście po wszystkim mama zdobywa się na chwilę refleksji i bierze dzień wolnego, aby pobyć z synem.

Intrygująca książka autorki, z którą jak zwykle mam problem. Nie jestem pewna, czy klasyfikować ją jako (w swym przekazie) dobrą czy złą.

Możesz kupić tu: Filip i mama, która zapomniała

Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Zakamarki
Wymiary: 22 x 26,5 cm
ISBN: 978-83-60963-83-8
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

"Album mojego dziecka. Chłopiec/Dziewczynka" Fot. Elle Mendenhall


Moje zainteresowania ostatnimi czasy związane są ściśle z niemowlętami. Syndrom wicia gniazdka – w tym remontów, przemeblowań, zakupów, przygotowywania wyprawki – całkowicie mną owładnął. Póki co to wszystko dość przyjemne (no może nie dla męża, który robi za sprzątaczkę, malarza ściennego i którego portfel sukcesywnie robi się coraz bardziej szczupły). Na tę sytuację trafiła do mnie książka w dwóch wersjach przewidzianych dla każdej z płci. Album mojego dziecka. Chłopiec/Dziewczynka to coś, co tygryski w tej chwili lubią najbardziej:)

Pozycja, o której dziś chcę opowiedzieć, to oczywiście nie książka sensu stricte. To właśnie album, czyli duża księga umożliwiająca zapisywanie ważnych informacji z życia niemowlęcia, wklejania fotografii bądź przechowywania drobnych pamiątek (np.: kosmyk włosów, opaska identyfikacyjna). Podzielono go na pięć części: „Oto jestem!”, „Moja rodzina”, „Nareszcie w domu!, „Wizyty u lekarza”, „Mój dzień”. W każdej z nich pojawiają się sugestie, co warto zanotować – zazwyczaj są to odpowiedzi na pytania: co?, kto?, kiedy?, gdzie?, jak?

Album został bogato ozdobiony fotografiami maluszków autorstwa Elle Mendenhall. Pierwsza grupa zdjęć przedstawia śpiące niemowlęta, którym na główki włożono urokliwe czapki. Nie muszę chyba mówić, jak te obrazy mnie rozczuliły. Pozostała część fotografii przedstawia dzieci do około pierwszego roku życia w trakcie zabawy.


Jestem ciekawa, czy prowadzicie takie albumy dla własnych dzieci. Moja dwójka starszych ma swoje pudełka wspomnień, a w nich opaski identyfikacyjne, pierwsze kartki życzeniami, smoczek, kaftanik, niektóre drobne prezenty, skarpetki, świeca z chrztu, biała szatka, ale także rysunki, zeszyt z rytmiki (to Marta). Każdy z nich ma też swoje albumy ze zdjęciami, które co jakiś czas wywołuję, bo jednak przechowywanie w komputerze wydaje mi się zbyt ulotne. Janek ma też piękną pamiątkę chrztu, która jest właśnie takim zminiaturyzowanym albumem wspomnień. Nasza najmłodsza latorośl będzie miała także ten Album mojego dziecka i wierzę, że uda mi się być systematyczną z zapiskami. Fajnie będzie po latach wspominać i znać dokładną datę, kiedy pojawił się pierwszy ząbek, kiedy zostało wypowiedziane pierwsze słowo (i jakie ono było). Album zachęca też do stworzenia drzewa genealogicznego, czyli wklejenia zdjęć dziadków, cioć, wujków...

A więc jak jest u Was?

Możesz kupić Album mojego dziecka. Dziewczynka 

Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Arkady
Wymiary: 26.5 x 28.5 cm
ISBN: 978-83-213-4663-2

czwartek, 4 listopada 2010

„Świerszczyk” nr 21/2010


Rozmowa – rzecz arcyważna! Zwłaszcza gdy dochodzi do nieporozumień i zaczynamy się na kogoś boczyć. O różnych aspektach komunikacji między ludźmi traktuje nowy „Świerszczyk”. Na jakie kwestie zwrócono uwagę?

Numer otwiera zabawny wierszyk Tomasza Plebańskiego o telefonie od wuja Leona. Wbrew pozorom to nie wuj ma problemy ze słuchem, ale chłopiec, który odbiera telefon. Ich konwersacja okazuje się komedią pomyłek.

Co mam podać? Co? Herbatę?
A rozumiem. Podać tatę.

W krótkim opowiadaniu Małgorzaty Strzałkowskiej poznajemy Tomka i Karola. Ten drugi jest klasycznym gadułą, który drugiemu nie daje dojść do słowa. A w pamiętniku świerszczyka ciekawa historia o tym, jak Matylda siadała zawsze w ławce przed Klemensem, zasłaniając mu cały widok. Bohater twierdzi, że robiła to złośliwie. Dopiero po jakimś czasie decyduje się z koleżanką porozmawiać, aby przedstawić swój problem. Oczywiście o złośliwości ze strony Matyldy nie może być mowy.

Mnie najbardziej podoba się opowiadanie Ireny Landau Rozmówki, bo przypomina mi mnie samą z czasów podstawówki. Też miałyśmy zeszyty (brudnopis), który zapełniałyśmy w czasie nudniejszych lekcji (zwłaszcza biologii) rozmowami o naszych ważnych sprawach:) Szkoda, że te zeszyty się nie zachowały... mam za to kilka kartek z okresu studiów (jak widać z pogaduszek na kartkach się nie wyrasta), które są szczególne. Konwersacje wtedy prowadziliśmy grupowe – to był dialog na cztery pary rąk, dowcipny i najczęściej wierszowany:) Ach, to były czasy....



W numerze jeszcze projekt, jak wykonać gadulce-skarpetulce oraz konkurs, w którym do wygrania Taja z Jaśminowej:)

Strona "Świerszczyka"

środa, 3 listopada 2010

Muminki w Wildze

Wydawnictwo Wilga przygotowało serię książek dla najmłodszych, mającą przybliżyć postaci Muminków. Jak głosi okładka, są to: „bohaterowie jednej z najfajniejszych dobranocek”. Hmmm... chyba raczej książek? Szkoda, że Muminki sprowadza się li tylko do telewizyjnej bajki. Opowieść Tove Jansson schodzi gdzieś na plan dalszy. Podobnie rzecz się miała z Kubusiem Puchatkiem Milne’a. Czy i Muminki zostaną skarykaturyzowane?


 Dwie książeczki o sztywnych, kartonowych stronicach to typowe pozycje dla maluchów zapoznających się dopiero z językiem pisanym, książkami i ilustracjami. Mała księga. Słowa pomaga poznać nowe wyrazy, jak księżyc, muszelka czy kubek. Liczby wprowadzają w świat cyfr od 1 do 10. Zachowano tu koncept graficzny postaci Tove Jansson, jednak zastosowana kolorystyka wydaje mi się zbyt agresywna.



Kolejne dwie pozycje to kolorowanka oraz książka z naklejkami. Obie przedstawiają nam Muminki odpoczywające, pływające, piknikujące… Ilustracjom towarzyszy kilka zdań komentarza objaśniającego. Moje dzieci (ale chyba nie tylko one) uwielbiają naklejki, więc juz po chwili wszystkie miejsca w książeczce zostały wyklejone. A w kolorowance z kolei Panna Migotka na wszystkich obrazkach ma już swoją charakterystyczną grzywę pomalowaną na żółto:)

Możesz kupić Muminki. Mała księga. Liczby , Muminki. Mała księga. Słowa 

Oprawa: Kartonowa Foliowana
Ilość stron: 14
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 14.5x17.5cm
ISBN: 9788325901462

Możesz kupić Muminki. Wspaniała książka do kolorowania , Muminki. Wspaniała książka z naklejkami 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 21.0x29.5cm
ISBN: 9788325901493
Tłumaczenie: Liliana Fabisińska

Klip zapowiadający "Podręczny NIEporadnik. Rękawiczka pięciopalczasta"



Moja recenzja tej książki tutaj :)

Richard Paul Evans "Stokrotki w śniegu"

W wakacje poproszono mnie, abym przeczytała książkę, która miała być wydana dopiero w listopadzie. Akcję przeprowadzono wśród blogerów. Wszyscy mieliśmy przesłać swoje recenzje po lekturze książki Richarda Paula Evansa Stokrotki w śniegu. Moja wyglądała tak:


Czytelnik zostaje po lekturze Stokrotek w śniegu z pewnym rozdwojeniem myślowo-emocjonalnym. Z jednej strony czuje, że powieść Evansa to fabuła dość prosta, by nie rzec banalna. Ot, współczesna wersja Opowieści wigilijnej, do fascynacji którą zresztą autor się we wstępie przyznaje. Z drugiej strony, przekaz książki jednak dotyka czytelnika, zwłaszcza tego, który nadal ma w sobie jakąś wrażliwość na drugiego. Ta sugestia, by przyjrzeć się swemu życiu, zastanowić nad tym, co po sobie zostawimy, daje do myślenia. Tylko osobniki wyjątkowo obojętne mogę powiedzieć o przesłaniu płynącym z książki, że jest prostackie.

Evans, przedstawiając Jamesa Kiera, bezlitosnego rekina biznesu, który niszczy innych tylko po to, by mieć więcej pieniędzy, a także zostawia żonę, w chwili gdy ta dowiaduje się, iż jest chora na raka, oczywiście w pewnym sensie przerysowuje postać głównego bohatera. Dlatego w odbiorze jawi się on jako jednostka do szpiku kości zepsuta i całkowicie zła. Przemiana, która później następuje, jest dla czytelnika trochę nieprawdopodobna, choć – po relacji Sary, żony Kiera – w pewnym sensie zrozumiała. Ciekawy koncept z fikcyjną śmiercią bohatera wprowadza do tej powieści element zaskoczenia. Oto Kier czyta w internecie komentarze na swój temat i w końcu dowiaduje się, co ludzie o nim myślą. Opinie te wstrząsają nimi i stanowią punkt wyjściowy do przemiany.

Interesujące wydają mi się refleksje, do których zmusza nas autor: nie możesz zmienić swojej przeszłości; bardzo trudno jest zadośćuczynić za popełnione krzywdy (niejednokrotnie jest to w ogóle niemożliwe); wybaczenie przynosi ulgę przede wszystkim wybaczającemu. Książka czytana w okresie okołoświątecznym może więc stanowić zachętę do rachunku sumienia i podjęcia konkretnych kroków, mających na celu zmianę tego, co złe w naszym życiu.

Evans na pewno nie stanie na półce obok Dostojewskiego czy Manna. To raczej fabularyzowany poradnik „jak żyć dobrze”. I choć fabuła wydaje się naiwna, trudno odmówić jej pewnej mądrości.

Możesz kupić tutaj: Stokrotki w śniegu