poniedziałek, 31 października 2011

Aleksandra Woldańska-Płocińska "Marchewka z Groszkiem"


Wrzesień i październik to zdecydowanie miesiące warzywno-owocowe. Po pierwsze, u nas kisi się kapustę w dużej beczce (udeptując ją bosymi stopami!!!), robi ostatnie przetwory (w tym roku odkrywamy pigwę z naszego nowego ogrodu) i generalnie otwiera pierwsze słoiki z zaprawionym latem warzywami (ogóreczki, cukinia, papryka, buraki - ach ten Rej...;) ). Po drugie, dzieci w przedszkolu w październiku zajmują się właśnie tymi. Moja córka najpierw poznawała warzywa i owoce lokalne, a potem egzotyczne. Szczególnie spodobał jej się bakłażan:) Tak, jest piękny…:) W związku z powyższym książka Aleksandry Woldańskiej-Płocińskiej Marchewka z Groszkiem przychodzi w dobrym czasie. I chociaż moje dzieci wcale po jej lekturze nie pokochały warzyw, a syn dziś demonstracyjnie odmówił zjedzenia leczo, do książki zajrzeć warto.

Autorka tworzy opowieść o dwóch grupach warzyw – miejscowych, z wiejskiego ogródka zapewne jakiejś pani Marysi, i importowanych. Jest tu i Marchewka, i Czosnek, i Pomidor, ale jest też i Mr Chevka, i Kim Czos Nek, i Elpomidor. Otóż pewnego dnia te drugie wypadły z samochodu, który zapewne transportował je do jakiegoś centrum handlowego. Tak zaczyna się pełna zatrważających przygód opowieść o warzywach. „Zatrważające” to najcelniejsze słowo opisujące tę książkę. Bo krew w żyłach mrozi się, gdy czytamy, że importowane świecą w ciemnościach, zachwycają się swojskim dla nich zapachem pestycydów i nawet Królik nie chce się nimi pożywić. 

Kryminalna historia o warzywach, które dziecko często ma na talerzu i których szczerze nienawidzi – to mógł być jedynie pomysł jakiejś zdesperowanej mamy, szukającej sposobu na to, by jej maluch wreszcie zjadł obiad i by marchewka z groszkiem zniknęła w jego małej paszczy. Wyobrażam sobie to, jak jakaś mama bierze nieco przyschniętą marchew oraz groszek i, modulując głos, robi mini przedstawienie. Tak rodzi się sztuka…:)

To sympatyczna, nieco zabawna książeczka, ale naprawdę nie wiążcie z nią nadziei na to, że coś zmieni ona w jadłospisie Waszych pociech:)

                                  
Możesz kupić tutaj: Marchewka z Groszkiem 

Ilustracje: Aleksandra Woldańska-Płocińska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 44
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Czerwony Konik
ISBN: 9788392672630

piątek, 28 października 2011

Małgorzata Strzałkowska "Bajki krasnoludka Bajkodłubka", "Bajki mamy Wrony"



Bajki krasnoludka Bajkodłubka i Bajki mamy Wrony to książeczki zawierające 26 opowieści, które napisane zostały specjalnie z myślą o dzieciach rozpoczynających naukę czytania. Ich wyjątkowość polega na tym, że nie znajdziemy tu liter stanowiących koszmar dla każdego początkującego czytelnika, czyli ą, ę, ó, h,  wszelkich zmiękczeń i dwuznaków. Myślę, że autorce należy się specjalna nagroda za to pisanie – słów szukanie. Trudniejsze słowa zastąpiono ikonkami. W dodatku książeczki pomyślano tak, aby dzieci mogły czytać powoli, bez nacisku i presji czasu, dlatego w założeniu jedna bajeczka przeznaczona jest do czytania na jeden tydzień. Tematycznie też wiążą się z porami roku, kalendarzem, świętami – Bajkodłubek opowiada jesienią i zimą, mama Wrona – wiosną i latem. To, co typowe jest dla Strzałkowskiej, to dowcip i umiejętność sprawnego puentowania. Jej bajki są króciutkie, dlatego można je czytać też najmłodszym, którzy dopiero wprawiają się w słuchanie. My znamy tego typu opowiastki Strzałkowskiej ze „Świerszczyka”. Nie wiem, czy to są te same bajki, ale pomysł jest identyczny. 


Posty o książkach autorki Leśnych Głupków to jedne z tych, które czytacie najczęściej. W rankingu najwyżej stoją Rady nie od parady, będące w czołówce postów na moim blogu. Co takiego jest w twórczości tej autorki, że lubicie do jej książek zaglądać – napiszcie w komentarzach koniecznie!!!!
Możesz kupić tutaj: Bajki krasnoludka Bajkodłubka ; Bajki mamy Wrony 

Ilustracje: Jona Jung
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 56
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Bajka 
Wymiary: 21.0 x 28.0 cm
ISBN: 978-83-618-2414-5; 978-83-61824-15-2

czwartek, 27 października 2011

Aniela Cholewińska-Szkolik "Bajki o misiach z różnych stron świata"


Przepis na książkę Anieli Cholewińskiej-Szkolik jest bardzo prosty. Bohaterami jej czternastu opowieści są misie, które zamieszkują pokoje dzieci z różnych krajów i kontynentów. Spotkamy tu i Maju Dżi z Indii, i Płatka z Arktyki, i Metino z Meksyku, i Fikusa z Australii. Jest też Milusia z Polski oczywiście. Misie mają swoich opiekunów dziecięcych. Ogromnie się przyjaźnią i bardzo sobie pomagają. Wspólnie też przeżywają przygody – takie zwykłe, codzienne, jak zorganizowanie przyjęcia urodzinowego, przygotowanie posiłku czy – może nieco bardziej sensacyjnie brzmiące – łapanie łobuzów. Historie tworzone są w oparciu o lokalny koloryt, dlatego dzieci mają szansę dowiedzieć się, że w Berlinie stoi Brama Brandenburska, jakie potrawy można zjeść w Japonii czy też jak wygląda karnawał w Brazylii. Ten element edukacyjny został sprytnie w książce przemycony – młody czytelnik uczy się o kulturach jakby przy okazji.

Opowieści o misiach to historyjki dość krótkie. Doskonale powinny się sprawdzić w przypadku mniejszych dzieci, dla których misie to najwięksi przyjaciele i bez których nie chcą się nigdzie ruszyć. Proponuję też czytać je dzieciom, które nie mają jeszcze tej cierpliwości w słuchaniu – bajki te to czytanki na pięć minut, w dodatku zostały barwnie zilustrowane, co pomoże skupić uwagę.

Moje dzieci bardzo polubiły opowieści o misiach. Czytamy je i za dnia, i wieczorem. To naprawdę sympatyczna, prosta i bezpieczna lektura.

                                
Możesz kupić tutaj: Bajki o misiach…

Ilustracje: Marta Kurczewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 80
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Book House
Wymiary: 24.0 x 22.5 cm
ISBN: 9788376125275

wtorek, 25 października 2011

Małgorzata Strzałkowska "Leśne Głupki i Coś"


Leśne Głupki są naprawdę trochę tego…


- No i co tam?
- Co tam? A – nic.
- To jak u mnie, mój złociutki!
- Też nic?
- Też nic. Po staremu –
ciepło, ładnie, słonko świeci…
- Właśnie… A jak deszczyk pada,
to popada i przeleci…

Albo to: 

- Co tu wsiałeś?
- Koper wsiałem!
- Podlewałeś?
- Podlewałem.
- Pojąć tego wprost nie umiem…
- I ja tego nie rozumiem!
- Ile na to siły trzeba,
by wyrosnąć tak do nieba!
- Ile pracy, ile mocy,
by wystrzelić, niczym z procy!
Nieco te dialogi przypominają mi te wzięte z Rejsu – „O koń… krowa…” :) Rozmowy Leśnych Głupków bazują na podstawowych doświadczeniach związanych z obserwacją i doświadczaniem świata. Dla niektórych mogłyby się wydawać zdecydowanie głupie czy prostackie. Jednak jest w nich taka pierwotna radość wynikająca z faktu, że się jest i że jest też jeszcze Coś. Można na przykład leżeć sobie na kwiatku i marudzić, że pszczoła brzęczy za uchem, ale przecież można też – jak jeden Leśny Głupek – „podziwiać świat od spodu”. Jak mówi Pismo na jednym miejscu: „Błogosławieni ubodzy duchem…” i na innym: „zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Bo rzeczywiście można zabiegać o sprawy świata tego i się spinać, i zamartwiać i koniec końców być wiecznie niezadowolonym. Ale można też prościej – cieszyć się z rzeczy zwyczajnych, z każdej chwili, ot, jeść smaczne konfitury, gdy za oknem szaro, buro. Ha, do takich refleksji mnie Leśne Głupki skłoniły:)

Osobną uwagę trzeba poświęcić ilustracjom. To „kolaże autorki wyklejane we wtorki”. Są bajecznie wprost kolorowe, przykuwają oko i stanowią trochę zagadkę – można tu odgadywać, w co lub z czego został Leśny Głupek przyodziany.

Afirmacja świata, pochwała prostoty, kolaże odautorskie – jakoś bardzo mi to przypomina twórczość Wisławy Szymborskiej. Jeśli kiedyś Wasze dzieci będą sięgały po twórczość Noblistki i się w niej rozsmakowywały, to właśnie dlatego, że położyliście Leśnymi Głupkami pod to fundament:)

Możesz kupić tutaj: Leśne Głupki i Coś 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bajka
ISBN: 9788361824367

poniedziałek, 24 października 2011

Tomasz Kruczek "Miłość jest…"

Recenzuje joangot! 


Miłość jest… to zbiór szesnastu opowiadań, których tytuły zaczerpnięto z Hymnu o miłości św. Pawła (1 Kor 13,1-8a):  

Miłość cierpliwa jest, i łaskawa. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje! 1 Kor 13,4-8a 

Bohaterką opowiadania Miłość nie zazdrości jest Aśka, która na tle swojej szkolnej klasy wyróżnia się ubiorem, tajemniczością i brakiem przyjaciół. Na początku aura tajemnicy i niedostępność dziewczynki jest intrygująca dla otoczenia, ale po kilku miesiącach wszyscy z niej drwią i okazują swoją niechęć dla jej niepowtarzalności. Co ciekawe, dziewczynka zdaje się tym zupełnie nie przejmować. Pewnego dnia wychowawca zadaje swoim podopiecznym ciekawą pracę domową – za sprawą losowania dobierają się w pary i mają napisać opowiadanie, jak wyglądałoby ich życie, gdyby byli tą drugą osobą. Żeby wykonać zadanie trzeba się jak najwięcej o swoim partnerze dowiedzieć. Asia stanowi parę z Ewą, odwiedza ją więc w domu. Ewa stara się zaimponować Asi swoimi ubraniami, pokojem, meblami, aby wzbudzić w koleżance zazdrość. Ta jednak po chwili uprzejmie dziękuję za gościnę i wraca do domu, do swoich obowiązków. Następnie Ewa wybiera się do Asi… I tutaj następuje rozwiązanie zagadki. Okazuje się, że Asia jest jaka jest nie z powodu sytuacji materialnej jak podejrzewają koledzy, ale z powodu świadomego wyboru. Co na ten wybór wpłynęło? Zachęcam Was do lektury opowiadania.

Miłość wszystko znosi traktuje o czekaniu. Mama podpisała dwumiesięczny kontrakt i nie może zabrać ze sobą córki. Zawozi ją na dwa miesiące do swojej siostry, która mieszka na wsi. Dziewczynka ma na imię Donka, mieszka w mieście i zupełnie nie wyobraża sobie siebie wśród pól i lasów, bez Internetu, bez kina i koleżanek. A ciocia wydaje się jej zupełną dziwaczką. Czy Donka przekona się do tymczasowej opiekunki? Te dwa miesiące bez mamy będą dla niej czekaniem, ale okazuje się, że ciocia też na kogoś czeka i to znacznie dłużej…

Akcja opowiadania Miłość nigdy nie ustaje dzieje się w pokoju dziadka podróżnika, którego wieczorem przed snem odwiedzają wnukowie Kubuś i Zuzia. Dziadek snuje wspaniałe historie pełne tajemnic i przygód, a dzieci wprost to uwielbiają. Pewnego wieczoru wnuczka prosi, aby opowiedział, co to znaczy, że prawdziwa miłość nigdy się nie kończy.

Niektóre z tych historii wydały mi się za krótkie i czułam niedosyt, ale myślę, że dzieci i młodzież będą zadowolone z tej zwartej formy, która pozwoli wypełnić krótką chwilę lub uprzyjemnić czas przed zaśnięciem. Nawet moja trzy i pół latka z zaciekawieniem wysłuchała kilku tekstów :)

Te niebanalne historie o miłości zaszczepiają naszym dzieciom wartości chrześcijańskie, ukazując życie innych ludzi, ale autor jest daleki o cukierkowych obrazków rzeczywistości. Jego bohaterowie są jak najbardziej realni, ale i wyjątkowi. Uwagę zwracają także ilustracje Pedro H. Penizzotto. Są ciepłe, dowcipne i dobrze współgrają z tekstem. Serdecznie zapraszam do lektury!

Zaintrygowani mogą zajrzeć na stronę wydawcy, gdzie dostępne są trzy pierwsze opowiadania: Miłość jest cierpliwa, Miłość jest łaskawa i Miłość nie zazdrości.

Książka otrzymała nagrodzę w Konkursie Najlepsza Książka Katolicka wortalu Granice.pl w kategorii „Pozwólcie dzieciom...”

Gdyby ktoś chciał przeczytać wywiad z autorem zapraszam tutaj.


Możesz kupić tutaj: Miłość jest… 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 176
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Vocatio Oficyna Wydawnicza 
Wymiary: 14.5 x 20.5 cm
ISBN: 978-83-7492-158-9

środa, 19 października 2011

„Bluszczyk” 11/2011


Jesień, pada, zimno, chorujemy… nic przyjemnego. A jednak „Bluszczyk” przekonuje, że jest inaczej. Że jesień kolorowa może być, jak na okładce, i mnóstwo skarbów można odnaleźć. Już dzieci dobrze wiedzą, czego i gdzie szukać. Zimno i deszcz im nie straszne, więc hajda do parku, do lasu. Jakie jeszcze skarby może znaleźć Bluszczyk? Wystarczy spojrzeć na okładkę, uruchomić wyobraźnię, namalować, wysłać do redakcji obrazek, a kto wie, może nagroda będzie nasza… Obrazki możecie przesłać na adres:
Elipsa Sp. z o.o.
Ul. Gwiaździsta 71
01-651 Warszawa
Pamiętacie wakacyjne biegi z przeszkodami Filipka? Otóż okazało się, że rok szkolny się rozpoczął i nauczyciel wf-u zaserwował swoim uczniom dokładnie coś w tym stylu. Tylko Błażejek był na tyle przewidujący, że wolał zapisać się na próby szkolnego teatrzyku. Równie nierozsądnie zachował się pan Waldemar, który wymyślił, aby tego dnia mówić tylko wyrazy na H. I kiedy mówi o swej żonie – z racji braku innych słów na tę literę – „hetera”, wyjątkowo źle się to dla niego, a przy okazji Kuby i Buby, kończy.

W numerze także test zbieracza grzybów oraz wskazówki, jak po udanym grzybobraniu zrobić coś pysznego do jedzenia, czyli „łódź Wikingów”. Czytamy też list od Manuela z Barcelony, który opowiada nam trochę o Hiszpanii.

Mnie się niezmiennie podoba, że tyle tu konkursów, w których można wygrać książki!
Prenumeratę można zamówić wysyłając maila: prenumerata@bluszcz.com.pl
Magazyn do kupienia w Empiku.

A dla mam – „Bluszcz” (Polecam wywiad z Mannem i tekst o Kisielu [+ ilustrowany fotografiami, na których Kisiel i Miłosz "walczą na miny).

wtorek, 18 października 2011

„Świerszczyk” nr 20/2011


Muszę ostrzec przed najnowszym numerem „Świerszczyka”. Jego tematem jest kwestia psia. Kupić dziecku psa czy nie kupić? – oto jest pytanie, przed którym stoję także i ja. Moje dziecko prosi i modli się, modli się i prosi… Ja mam świadomość, że córka jest jeszcze zbyt mała, żeby zajmować się czworonogiem, a ja sama mam w tej chwili zbyt dużo obowiązków, by brać sobie na głowę jeszcze jeden. Ale psiak z pewnością kiedyś w końcu się u nas pojawi. Więc ten numer temat psa po raz kolejny w naszej rodzinie wywołał.

Bardzo nas rozbawiło opowiadanie Bajetana o różowym pudelku, w którego wcielił się Antoni po to, aby sprawdzić, jak koledzy słuchali tego, co pani mówiła na lekcjach. Niezwykle sentymentalne i ciepłe jest również opowiadanie Ireny Landau Reksik. Autorka pisze o pewnym portreciku psa, który bardzo chce, aby kupiła go Iwonka.

W „Świerszczyku” znajdziemy jednak też sugestie, że pies to obowiązek, że psem trzeba się zajmować, opiekować, dbać o niego. W „Chcę wiedzieć więcej…” możemy przeczytać podpowiedzi, na co zwrócić uwagę, gdy mieszkamy w bloku i chcemy kupić psa.


Poza tym na każdej stronie mnóstwo psów różnej rasy – duże i małe, dalmatyńczyki i owczarki, buldogi i kundelki… oczywiście panoszą się po rebusach, zagadkach i łamigłówkach.

Strona "Świerszczyka"

niedziela, 16 października 2011

Marcin Przewoźniak "Wielka księga zagadek"


Z zagadkami Marcina Przewoźniaka spotkaliśmy sie już w książce Daleko jeszcze?. Tam stanowiły one propozycję, czym zająć dzieci w podróży. Tutaj jest ich ponad 150, pogrupowanych w takie kategorie tematyczne, jak: W domu, Alfabet, Palcem po mapie czy Hobby (w sumie kategorii jest 12). Książka ma format A4. Na rozkładówce znajduje się około 6 zagadek oraz ilustracje. Ważne, aby dziecku tych obrazków nie pokazywać, ponieważ moja córka się wycwaniła i zamiast chwilę pomyśleć, zwyczajnie odgaduje, co jest na obrazkach. Zagadki są rymowane i sympatyczne. Jest ich też na tyle dużo, że dziecko nie zdąży nauczyć się na pamięć i za jakiś czas można znów się bawić, nie obawiając się, że dziecko zna już dobrze odpowiedź po pierwszym przeczytanym słowie.

Córka zabrała tę książkę do przedszkola. Pani przedszkolanka zatrzymała Wielką księgę zagadek na jakiś czas, więc myślę, że i jej, i dzieciom się spodobało. Oczywiście można wymyślić zagadki samemu, ale przecież nie wszyscy mamy zdolność tworzyć rymowane zagadki od tak.


Możesz kupić tutaj: Wielka księga zagadek 

Ilustracje: Dorota Szoblik
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 64
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Book House
Wymiary: 21.0 x 30.0 cm
ISBN: 9788376126548

środa, 12 października 2011

„Świerszczyk” nr 19/2011


Temat wyborczy wkradł się i do dziecięcego pisma. Najpierw mnie to trochę zniesmaczyło, bo ileż można słuchać… Ale kiedy zaczęliśmy czytać, to jakoś tak się przyjemnie zrobiło. Nie ma to jak spojrzeć na zagadnienie z przymrużeniem oka, z dystansem, z dziecięcego punktu widzenia.

Tematem „Świerszczyka” jest przede wszystkim demokracja, ale od kwestii wyborów nie da się tu uciec. I tak Rafał Witek opowiada o wyborach na prezydenta w kocim kraju. Puenta jest zaskakująca. Autor korzysta z okazji bycia przy głosie i zaprasza na swojego bloga. Może zajrzycie?


Jeśli wybory, to i głosowanie. O tym, że może to być zajęcie niezwykle przyjemne, choć czasem kłopotliwe, opowie nam Bajetan. Także Piotr Olszówka pokazuje, jak głosowanie uratowało miasto przed pewnym smokiem. Przy okazji też będziemy mogli dowiedzieć się, skąd wzięło się słowo „demokracja”. Źródłosłów to niezwykle interesujący.

Spieszę też donieść, że jeśli ktoś w dniach 1-30. 10. 2011 zamówi całoroczną prenumeratę „Świerszczyka”, otrzyma audiobooka z kolekcji Akademii Rozwoju Wyobraźni Buka. Chyba warto?!

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 10 października 2011

Wojciech Widłak, Joanna Rusinek "Samotny Jędruś"


Czytałam tę książkę z moim 3,5-latkiem. To historia bardzo w jego stylu – opowieść o kimś osobnym, pełnym tęsknoty, smutku, w gruncie rzeczy też często niezadowolonym. Do tego chmurne ilustracje, jakby wyjęte z obrazków mojego syna. Jestem pewna, że ci dwaj są do siebie bardzo podobni. Jakby czegoś im w życiu brakowało, ale nie potrafią zdefiniować co to może być…


Pomyślałam też, że książka Widłaka to opowieść dla dzieci o świecie dorosłych. Bo to, co nam się kojarzy ze światem dziecięcym, to właśnie zachwyt, potrzeba odkrywania i otwartość. Raczej nie należą do malkontentów, którym wciąż coś się nie podoba, którym wciąż czegoś brakuje. Jest w nich ta pewność, że tak wiele pozostało jeszcze do odnalezienia i rozpoznania, ale nie traktują tego w kategoriach braku. To my-dorośli mamy to wewnętrzne poczucie braku. Serce, niczym pompa ssąca, nigdy nie jest nasycone. Mamy w sercach wyryte to pragnienie Obecności kogoś, czegoś. Czekamy na tę chwilę aż puste miejsce wewnątrz zostanie zajęte. I nigdy nam dość – choć bywają chwile, gdy jest naprawdę pięknie i przez moment, już, już, jakby czujemy, że dotknęliśmy Absolutu. Oczywiście dziecko nie czyta na tym poziomie, ale to tylko dla książki lepiej, że przynosi strawę i dla ducha rodzica. Dziecko raczej odkryje, że każdy potrzebuje przyjaciela, potrzebuje być kochanym.


Bardzo mi się podoba pomysł na ilustracje Joanny Rusinek. Kiedy po lekturze książki wybraliśmy się po starszą siostrę, syn nie od razu zorientował się, że Samotnemu Jędrusiowi depcze po nosie. Ale potem już ani jednej nie odpuściliśmy, przyglądając się wzornictwu, otworom. I mnie jakoś tak studzienki kanalizacyjne teraz cieplej się kojarzą, a przede wszystkim gdy na nie patrzę, zwyczajnie widzę twarz Jędrusia. Oswajanie przestrzeni miejskiej na potrzeby ilustracji w książce dziecięcej – rewelacja!

To niezwykle ciepła książka („ciepło” – to chyba najczęściej stosowane określenie na opisanie twórczości tego autora), ale jednocześnie też intrygująca i tajemnicza.


Możesz kupić tutaj: Samotny Jędruś 

Ilustracje: Joanna Rusinek
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 52
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Czerwony Konik
ISBN: 9788392672678

środa, 5 października 2011

Ewa Kleszcz, Aleksandra Chabros "Księżniczki z różnych stron świata"


Koncept na książkę Księżniczki… wydał mi się nieciekawie znajomy. Pomysł, by opisać i namalować księżniczki z różnych stron świata, musi odsyłać do Narodzin księżniczki Ildikó Boldizsár i Katalin Szegedi. Polska propozycja tej węgierskiej oczywiście nie dorównuje – ilustracje są tu zbyt płaskie, a czasem nawet niewprawne (na przykład obrazek niedźwiadka Griszy). Tekst z kolei jest nadto szczęśliwy. Gdyby nie nadąsana Mirabella, której w głowie jedynie falbanki, człowiek mógłby pomyśleć, że kobieta, księżniczka to tylko zachody słońca, romantyczna miłość, przyjaźń, czułość, delikatność… Autorki skupiły się też bardziej na pokazaniu zajęć kobiet pochodzących z różnych krajów, aniżeli na wskazaniu cech kobiecości jako takiej. Dowiemy się, że Nontle rozumie język zwierząt, dlatego te lgną do niej. Cygańska księżniczka Drina dopiero co poślubiła swego ukochanego, księcia Gawola. Nadieżda właśnie odpoczywa po szalonej przejażdżce wśród okrytych białym puchem pól. Zaś Fiametta za chwilę weźmie udział w pierwszym w tym sezonie balu – z nerwowością ściska balową maskę. I tak dalej…


Moja córka oczywiście bardzo lubi:)



Możesz kupić tutaj: Księżniczki…

Ilustracje: Aleksandra Chabros
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 26
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 33.5 x 31.5 cm
ISBN: 9788325903244