piątek, 30 grudnia 2011

Jan Brzechwa "Sto bajek"


Pamiętam z dzieciństwa książkę Brzechwa dzieciom. Przesiadywałam godzinami, wpatrując się w ilustracje. Dziś mam wrażenie, że spoglądałam przez lupę. Dzieci tak wnikliwie potrafią przyglądać się obrazkom. Zwracają uwagę na detale – te budzą ich największą ciekawość, na nich czasem opierają się jakieś wymyślone alternatywne historie:) A paręnaście lat później jakbyśmy nagle dostawali sporej wady wzroku – widzimy jedynie ogół, a szczegół gdzieś nam się zatraca.

Ostatnio zaczęłam czytać książkę Tomka Budzyńskiego Soul Side Story i już w pierwszym rozdziale autor podziela ze mną powyższą refleksję. Pisze:
 Dziecko widzi świat takim, jaki jest naprawdę. Słońce w całej swej słoneczności, kwiaty w ich kwiecistości, deszcz w jego deszczowatości. Słyszy znacznie więcej dźwięków i czuje więcej smaków. Kiedy dziecko mówi, że coś jest niedobre, to to na pewno jest niedobre. Dorosłym takie rzeczy zdarzają się niezwykle rzadko albo wcale, ponieważ dorosły widzi świat zafałszowany i pośredni. Wszystko postrzega poprzez kulturę, w której sie wychował, widzi przedmioty przez pryzmat tego, co mu o nim powiedzieli. Jest to świat ubogi, kaleki i wyzuty. Nie może już rozmawiać z ptakami i zwierzętami. Zapomniał ich języka. Nie widzi już aniołów. Został wypędzony z raju (…) Ten uśmiechnięty chłopiec, to dziecko, którym byłem, macha do mnie z oddali. Pozdrawia mnie z przeczystej krainy, z ziemskiego raju, i powoli ginie z moich oczu. Blednie i rozwiewa się na wietrze. Czasem słyszę jego głos, gdy mówi do mnie: czemu jesteś taki smutny? Doprowadza mnie to do rozpaczy.

Mnie czasem też rozdziera serce to wspomnienie dzieciństwa i zestawienie go z dorosłością… właśnie po takich refleksjach myślę o swoich dzieciach i o ich dzieciństwie. Chciałabym, żeby było równie sielskie jako moje, żeby mogli czuć, przeżywać, doświadczać, badać – dlatego zabraniamy im komputera, który w moim przekonaniu zuboża dzieci okrutnie. Chciałabym, aby moje dzieci miały dobre dzieciństwo, aby gdy dorosną mogły wracać wspomnieniem do tego ciepłego czasu. Aby mogły się tam schować, ukoić, znaleźć siły do walki. Myślę, że wspólne czytanie książek to dobre dzieciństwo także buduje. Dlatego tak ważne jest co maluchom czytamy…

W każdym razie wierszyki Brzechwy znałam na pamięć. Podobnie jak Lokomotywę Tuwima. Myślę, że stanowiły prawdziwy początek mojej edukacji i fascynacji czytelniczej. Ten rymowany tok, ta żartobliwa nuta, te dziwne historie… zrodziły mnie jako czytelniczkę… polonistkę w końcu. My- dzieci PRL-u w gruncie rzeczy mieliśmy szczęście. Większość osób mojego pokolenia pamięta to wydanie, bo zwyczajnie innego nie było (a to, które było, było bardzo dobre). Dano nam wspólny fundament kulturowy. Dziś dzieci mają trudniej! Biedny Brzechwa – czasem myślę. Wydany nieraz na lichym papierze, upstrzony krzykliwymi ilustracjami, sprzedawany nawet na poczcie… Jest też Brzechwa dla koneserów. Raczej tych dorosłych (bardzo bym chciała kiedyś przeczytać, co naprawdę myślą dzieci o wpracowaniu graficznym Lange/Buszewicza/Majewskiego/Młodożeńca, bo na razie mogę przeczytać jedynie, co myślą dorośli).


Jest też Sto bajek wydane przez Bajkę, która zwraca uwagę, że
Nowe wydanie zostało niezwykle starannie zredagowane. Ze względu na szacunek dla decyzji autorskiej zachowano wybór i oryginalną kolejność wierszy. Mając jednak na względzie wygodę małego Czytelnika, przy zapisie dialogów zastosowano współczesne zasady interpunkcyjne. Poprawiono także powielane w poprzednich wydaniach błędy językowe. Na końcu książki dzieci znajdą opracowany przez redakcję Słowniczek z wyrazami i wyrażeniami, które wyszły z użycia. Wszystko po to, aby bajki Jana Brzechwy mogły na nowo z powodzeniem bawić i uczyć w XXI wieku.

Książka – jak mówi tytuł – zawiera spory wybór tekstów Brzechwy. Naprawdę jest czym cieszyć ucho! Kiedy czytałam dzieciom pierwszy raz, szukałam tekstów, których nie znałam, aby móc bawić się interpretacją. Miałam radochę jakby ktoś mi ubrał trzydzieści lat:) Książka jest też bogato zilustrowana przez Piotra Rychla (prawie każda strona). Mnie już niestety nikt nie przekona do tego, że kaczka-dziwczaka może wyglądać inaczej niż ta wykreowana przez Szancera. Ale moje dzieci… - kto wie? Może to będzie ich książka pokoleniowa?



Możesz kupić tutaj: Sto bajek 

Ilustracje: Piotr Rychel
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 16.7 x 23.8 cm
ISBN: 9788361824404

czwartek, 29 grudnia 2011

Nick Robinson "Wielka księga origami"


Wielka księga origami wcale nie jest taka wielka. To licząca 24 strony książka dużego formatu, do której dołączono 12 arkuszy przepięknego papieru w – ponoć (tak twierdzi wydawca) – klasyczne japońskie wzory. Papiery rzeczywiście zachwycają! Sami zobaczcie:


Na wspomnianych 24 stronach znajdziemy opisy sposobów składania 12 modeli. Należą do nich między innymi słoń, pterodaktyl, żaba, pudełko, włoska róża… O dziwo, nie ma żurawia – tego zdawałoby się symbolu origami. Opisom towarzyszą szczegółowe rysunki oraz wskazówki krok po kroku, jak złożyć model.

Mnie bardzo zaciekawiły ilustracje. Dogrzebałam się informacji, że są to reprodukcje japońskich drzeworytów z XIX wieku autorstwa Katsushika Hokusai. Składały się one na kolekcję Trzydzieści sześć spojrzeń na górę Fuji. Oryginały można oglądać w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Żałuję, że brakuje tu jakiegoś fachowego komentarza. Są cudowne!





Warto uczyć dzieci sztuki składania papieru. Po pierwsze, doskonali pracę palców. Po drugie, uczy odczytywania instrukcji i stosowania się do wskazówek. Po trzecie, kształci wyczucie estetyki. A po czwarte, wycisza:)

Możesz kupić tutaj: Wielka księga origami 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323751069

środa, 28 grudnia 2011

"Poczytaj mi, mamo. Księga druga"


Pozwólcie, że się powtórzę: Poczytaj mi, mamo to książka miła w dotyku. Jej aksamitna okładka sprawia, że ma się ochotę ją po prostu mocno przytulić do policzka. Te ciepłe uczucia rodzą się w czytelniku także za sprawą wspomnień, które zaczynają się wysypywać jak z koszyczka, przywoływane przez charakterystyczne logo serii umieszczone na okładce – pomarańczowego motylka i rybkę, niebieskiego gołąbka, zieloną koniczynkę… Przewracanie kolejnych stron to prawdziwa uczta emocjonalna, ponieważ Poczytaj mi, mamo zawiera reprinty kwadratowych książeczek. Nie zmieniono tu ani jednej kreski, ani jednej literki. Mało tego, skopiowano nawet okładki! Dlatego proponuję, by – zanim zaczniecie czytać dzieciom – oddać się lekturze w samotności, nacieszyć się nią, powspominać, pouśmiechać do siebie samego albo wspólnie z mężem. Dopiero potem na spokojnie czytajcie maluchom.

Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza przyniosła nam wiele radości. Książkę czytaliśmy wielokrotnie. Moje dzieci mają już swoje ulubione historyjki. Marta zabrała tę pozycję do przedszkola i książka wsiąkła tam na kilka dni. Tak myślałam, że dokładnie tak się stanie:) Z tego, co mówiła córka, wynika, że panie czytały w swoich grupach:)

Poczytaj mi, mamo. Księga druga to ciąg dalszy tej wyjątkowej wojaży. Mojej w stronę przeszłości – do niebieskiego gołąbka, pomarańczowego motylka, ku ilustracjom, które rozbudzały moją wyobraźnię, ku historiom, które otwierały oczy na nowe (pamiętam Co w rurach piszczy). Moich dzieci ku nowemu. Opowiem wam o ich wrażeniach. I Marta, i Janek zachwycili się najtrudniejszą z poczytajek, bo najbardziej poetycką. Myślę, że Mój piękny, złoty koń poruszył mocno ich wyobraźnię, ale także dotknął ich pragnień. Mój syn, Janek, jest nieco inny. Potrafi być jak każde dziecko hałaśliwy i wygłupiać się, ale jest w nim jakaś głęboka tęsknota za Czymś. Kiedy pewnego wieczoru zabieraliśmy się do lektury Księgi drugiej i przewracaliśmy strony w poszukiwaniu historii, której jeszcze nie czytaliśmy, nad stronami opowieści Mój piękny, złoty koń Janek się nagle rozmarzył. I choć nigdy bym go o to nie posądzała, z sentymentem powiedział „Mój piękny, złoty koń” – jakby mówił o własnym „pięknym, złotym koniu”. Bardzo mocno zidentyfikował się też z historią Kamila, który po raz pierwszy poszedł do przedszkola. I jego czeka to już od stycznia. Trochę się obawiam. Mam nadzieję, że Kamil będzie mu pomagał wchodzić w nowe. Ulubioną historią Marty z kolei jest Kącik ze smokiem, myślę, że wynika to z faktu, iż ostatnio i ona z bratem sporo wojuje.


Jeśli jakieś książki warto kupować dzieciom, to właśnie Poczytaj mi, mamo. Polskie, dobre, mądre! Niektórzy twierdzą, że część druga jeszcze lepsza niż pierwsza (pod względem doboru tekstów).

Zawiera:
Elżbieta Szeptyńska Zarozumiała łyżeczka (il. Edward Lutczyn)
Danuta Wawiłow Kiedy byłam mała (il. Wanda Orlińska)
Wanda Chotomska Mój piekny, złoty koń (il. Krystyna Witkowska)
Maria Łastowiecka Kto kiedy zasypia (il. Elżbieta Gaudasińska)
Helena Bechlerowa Kącik ze smokiem (il. Maria Uszacka)
Julian Tuwim W aeroplanie (il. Mirosław Tokarczyk)
Małgorzata Musierowicz Co mam (il. Wanda Orlińska)
Tadeusz Kubiak Ptasie ulice (il. Tomasz Borowski)
Wanda Chotomska Trzymaj się, Kamil (il. Zbigniew Rychlicki)
Sławomir Grabowski, Marek Nejman Co w rurach piszczy (il. Edward Lutczyn)


Możesz kupić tutaj: Poczytaj mi, mamo. Księga druga 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 17 x 22 cm
ISBN: 9788310121073

wtorek, 27 grudnia 2011

„Świerszczyk” nr 24/2011


Święta, święta i po świętach, a tymczasem u nas właśnie świąteczny numer „Świerszczyka”. Czytamy sobie tak dla przedłużenia nastroju! A co!:)

Znajdziemy tu wiersz Marcina Brykczyńskiego o Wigilii, pokojową rozmowę zwierząt, które na co dzień są do siebie wrogo nastawione (Małgorzata Strzałkowska Wigilia spod jodły), opowieść Bajetana o fatalnej pomyłce Mikołaja oraz historię o Hipolicie Kablu, który przegapił pierwszą gwiazdkę, ale za to przyjął niespodziewanego gościa (Roksana Jędrzejewska-Wróbel Boże Narodzenie Hipolita Kabla).

W świątecznym nastroju pomagają nam też pozostać zagadki i rebusy, które przypominają moment strojenia choinki, wieczerzę wigilijną w gronie rodzinnym czy czas oczekiwania na prezenty. Skorzystaliśmy też z propozycji i stworzyliśmy aniołki Złotoskrzydłe na choinkę.


Strona "Świerszczyka"

środa, 21 grudnia 2011

Elsa Beskow "Zimowa wyprawa Ollego"


Elsa Beskow stworzyła ponad 30 książeczek obrazkowych. Bardzo chciałabym się doczekać chwili, w której okaże się, że wszystkie trafiły do polskiego odbiorcy. Liczę w tym względzie na Zakamarki.

Po Słonecznym jaju wydawnictwo zdecydowało się na opublikowanie Zimowej wyprawy Ollego. Książka jest równie starannie wydana. Nieco pożółkły typ papieru, twarda okładka z materiałowym grzbietem dają poczucie obcowania z książką własnego, dobrego dzieciństwa.

Książkę przeczytałam dziś moim dzieciom kilkakrotnie. Jankowi spodobała się idea jeżdżenia na nartach. Trochę – jak to on – wystraszył się Wuja Szrona, Ciotki Odwilży i oczywiście Króla Zimy. Marta zachwyciła się ilustracjami, a mnie sentymentalnie natchnął ten prosty fragment opowieści:

Jaka zapanowała wrzawa! Wszyscy chcieli bawić się z Ollem i pokazać mu swoje sztuczki. Najpierw zjeżdżali na nartach z wyboistego pagórka. Potem nauczyli Ollego jeździć na łyżwach na królewskim stawie. Ulepili bałwany i wielką śnieżną twierdzę i oczywiście trzeba było tę twierdzę zdobyć, więc rozpoczęła się zacięta bitwa na śnieżki, aż świszczało w uszach. W końcu powiązali ze sobą wszystkie sanki i zjechali z wyboistego pagórka. 

Opowieści Beskow są cudowne! Nie ma w nich niczego szczególnego, to historie proste, każdy mógłby takie wymyślić. Autorka opowiada o zimowych postaciach, jak Król Zimy czy Księżniczka Wiosna, zapewne odwołując się tym samym do skandynawskich mitologii. Jednocześnie na niczym i nikim się szczególnie nie skupia. Olle wędruje wraz z Wujem Szronem z pałacu Króla Zimy, gdzie może obserwować pracę małych lapończyków przy produkcji zabawek (łyżwy, sanki, narty), z którymi następnie się bawi. Potem wraca do domu, a już (w bajkowym) wkrótce nadchodzi wiosna. Ot, i tyle. Jednak właśnie to odwołanie się do mitologii, to dotknięcie pierwotnych potrzeb (zabawa dzieci), ta bliskość natury sprawiają, że czytelnik czuje się jak u siebie w domu. Jakby siedział przy kominku, okryty kocem, popijający herbatkę – sielanka, wspomnienie, sentyment… szczęście! Tak, właśnie szczęśliwym czuje się czytelnik książek Elsy Beskow.


Olle nie może doczekać się zimy, która nadchodzi na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem. My też nie mogliśmy się doczekać. I w końcu dziś – prószy śnieżek, już ogródek zasypany. Nie było więc lepszego dnia na lekturę tej książki!

Jednak z tych książek, które konicznie powinny stać na dziecięcej (czy tylko?) półce.

PS Zapomniałam wspomnieć o ilustracjach! Przecudnej urody! Trochę przypominają mi kreskę Tolkiena. 

Możesz kupić tutaj: Zimowa wyprawa Ollego 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 21.5 x 27.0 cm
ISBN: 9788377760123
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

Oficjalny trailer "Hobbita"

Nie mogę się powstrzymać, żeby nie wkleić:) Niestety premiera dopiero za rok!

wtorek, 20 grudnia 2011

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak „Basia i Boże Narodzenie”


Ostatnio czytamy w kółko „Basię i Boże Narodzenie”. W szczególności Janek upodobał sobie tę lekturę. A powód tej fascynacji jest zabawny. Otóż Basia ma dwóch braci. Jeden z nich nazywa się Janek, a drugi Franek*. Franuś jest jeszcze maluszkiem, którego mama często nosi w chuście. Zaś Janek jest blondynem:) Mój syn mocno się z tą historią zaczął utożsamiać. Dopytuje (a ostatnio już stwierdza), czy ten blondyn na ilustracji to on, a ten w chuście to nasz Franuś, a ta dziewczynka (brunetka, tak jak i moja córka) to Marta. Przyznam szczerze, że gdy czytam, zmieniam imię „Basia” na „Marta”.

Tekst o Bożym Narodzeniu jest taki naturalny, prosty – autorka przedstawia, jak wyglądają przygotowania do świąt. Jest tu też kilka smaczków – mama, która wpada w szał przygotowań, łamie sobie rękę; tata jest szczęśliwy, że idzie do sklepu bez listy zakupów przygotowanej przez żonę (przecież sam doskonale wie, co trzeba kupić na święta). A poza tym jest i robienie pierniczków, i sianko pod obrusem, i jasełka…


Może uda Wam sie jeszcze wypożyczyć bądź zakupić przed Wigilią:)

* moi synowie to również Janek i Franek

Możesz kupić tutaj: Basia i Boże Narodzenie 

Ilustracje: Marianna Oklejak
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont 
ISBN: 9788323753285

„Bluszczyk” 13/2011


Niestety nie mam dziś najlepszych wieści. To już ostatni numer „Bluszczyka” w tym roku, a na kolejny przyjdzie nam poczekać pół roku! Taka ogromna szkoda! Takie ciekawe czasopismo, z dobrymi tekstami i fajną grafiką, a się nie sprzedaje należycie. Przed oczami pojawiają mi się setki głupawych pisemek dla dzieci, które rodzice kupują bez zastanowienia i płacą co najmniej raz tyle, co za „Bluszczyka”. Taka szkoda!!!

Ale trzeba się cieszyć z tego, że „Bluszczyk” przetrwał dokładnie rok. Dlatego na okładce rocznicowy torcik. Na pytanie, „jakie przygody mogą spotkać Bluszczyka w przyszłym roku?” – odpowiedziałabym: Przyjdzie wróżka i sprawi, że „Bluszczyk” będzie mógł się zjawiać z wizytą u nas znów co miesiąc. Jeśli Wasze dzieci mają ochotę, mogą narysować swoje pomysły i przesłać na adres:


Elipsa Sp. z o.o.
Ul. Gwiaździsta 71
01-651 Warszawa
z dopiskiem „Bluszczyk” do 31 grudnia.

Czytam ten numer z żalem… Kuba i Buba dopiero na literze „J”, jeśli pismo będzie ukazywało się dwa razy w roku, to do końca alfabetu dojdziemy za jakichś 6 lat… A co z Filipkiem? Przecież po drodze bal karnawałowy i ciekawa jestem, jak by się chłopaki i dziewczyny poprzebierali. Albo Walentynki i ciekawe, do kogo Filipek wysłałby swoją… No i do kogo teraz dzieci będą słały swoje listy???? Tak mi źle…







Prenumeratę (ale co z nią?) można zamówić wysyłając maila: prenumerata@bluszcz.com.pl
Magazyn do kupienia w Empiku.

A dla mam – „Bluszcz”, w którym sporo wywiadów (z Czesławem Mozilem "Czesław śpiewa Czesław", Grahamem Mastertonem [któż go w młodości swej nie czytał?] "Seks jest jak horror" czy z Korą "Wyjść z tłumu"). Polecam!

Fantastyczny Wilkoń!

Cóż za człowiek!!!! Cudowny!

niedziela, 18 grudnia 2011

Dwa latka!

Tak, tak - właśnie dziś blog obchodzi swoje drugie urodziny:)

Dziękuję Wszystkim za obecność i dobre słowa! Częstujcie się wirtualnym tortem:)


Zdjęcie stąd

sobota, 17 grudnia 2011

Co będzie jutro?

Pierwsza osoba, która odgadnie, co będzie jutro (oprócz tego że niedziela:) ), otrzyma nagrodę książkową. Odpowiedzi zostawiajcie w komentarzach:)

środa, 14 grudnia 2011

Aleksandra i Daniel Miezielińscy "Tu jesteśmy. Kosmiczne wyprawy, wizje i eksperymenty"


Dziś miałam wyjątkowy dzień. Poczułam, że świat jest cudownie skonstruowany i tak bardzo tajemniczy. Że to wszystko, co robimy, jak żyjemy, co jest blisko i bardzo daleko, to naprawdę cud. Misternie utkane, doskonale współgrające. Mnie refleksje o cudowności świata, a dziś także kosmosu, niosą w kierunku pytania: Kto za tym wszystkim stoi? Bo to nie może być dziełem przypadku, żeby stworzyło się coś tak niesamowitego jak ŚWIAT!

Przy lekturze – choć nie jest to tradycyjna, linearna lektura – co rusz się wzdycha albo mówi „ach!”, „wow!”, „niesamowite”. Podam Wam kilka przykładów, które mnie osobiście mocno nakręciły:) Naukowcy obecnie zajmują się kilkoma planetami jako możliwymi do zamieszkania – należą do nich Złotowłosa, Gliese 581g (której istnienie nie zostało jeszcze potwierdzone!!!), Europa (która jest de facto księżycem Jowisza) i Mars. Kryterium podstawowym jest obecność wody w stanie ciekłym. Europa na ten przykład jest cała skuta lodem, ale… pod powierzchnią tej lodowej skorupy jest… ocean sięgający na ogromne głębokości! Naukowcy wysyłają łaziki, które sprawdzają czy na danej planecie występowało życie (najbliższa misja na Marsa przewidziana jest na sierpień 2012 roku!). Co najbardziej intrygujące, to informacja, że taki łazik budowany jest w sterylnych warunkach, żeby przypadkiem nie zanieczyścić go ziemskimi mikroorganizmami, aby potem nie było wątpliwości, skąd one się wzięły – z Marsa czy z Ziemi. Fascynujące są też informacje o czarnych dziurach! Nie można ich zobaczyć, można się jedynie domyślać ich istnienia na podstawie tego, że widzimy światło przyciągane przez nie i zbierające się na ich krawędziach.


W kosmosie tak wiele jeszcze pozostało do odkrycia – to pierwszy wniosek, który nasuwa się po lekturze książki. Ja zgadzam się z naukowcem, Freemanem Dysonem, fizykiem, który twierdzi, że w myśleniu o kosmosie (zwłaszcza o życiu poza Ziemią) kierujemy się schematami i „często się mylimy, bo natura ma dużo więcej wyobraźni niż my”. Można rzec, jak dobrze, że człowiek się myli, że popełnia błędy, gdyby nie one, nie byłoby postępu:)

Zatem książka Miezielińskich jest absolutnie fascynująca i mówię to ja – polonistka! Spodoba się też dzieciom, które są ciekawskie świata. Ja dałam do przejrzenia tę lekturę bliźniakom, chłopcom w wieku 10 lat. Wsiąknęli w książkę, co rusz podsuwając sobie i mówiąc: „posłuchaj tego!”.

Trzeba też powiedzieć o warstwie graficznej. Tu jesteśmy nie jest albumem o kosmosie jakich wiele. Nie znajdziemy tu zdjęć zrobionych przez satelity (choć te też są cudowne). Autorzy zilustrowali kosmos. Ich obrazy są nasycone wyrazistymi kolorami – ale tak właśnie musi być, kosmos chyba właśnie jest taki – pełen żywych kolorów! Mówimy przecież o Ziemi „niebieska planeta”, a o Marsie „czerwona planeta”. Pełno tu przypisów i notek, które podają informacje w sposób przystępny. Kiedy mowa o odległościach i wielkościach w Układzie Słonecznym, autorzy podpowiadają, jakiego owocu bądź ziarna użyć i w jakiej odległości (przekładając na centymetry i metry) ustawić, aby utworzyć modelowy układ. Książka zawiera prawie 50 rozkładówek – zaspokoi więc ciekawość najbardziej ciekawskiego dziecka!


Polecam zwłaszcza jako prezent!!!!

SPRÓBUJ PRZEKROCZYĆ PRĘDKOŚĆ ŚWIATŁA - EKSPERYMENT Z NEUTRINEM!


Możesz kupić tutaj: Tu jesteśmy 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 120
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak emotikon 
Wymiary: 205x270 ISBN: 978-83-240-1748-5

„Świerszczyk” 23/2011


Okładka „Świerszczyka” taka pięknie zimowa… Ogromny bałwan dumnie zadziera nosa, spoglądając na spadające z nieba płatki śniegu. Ach, jak tęskno za takim widokiem! Nawet chyba najwięksi przeciwnicy zimy zmienili w tym roku front i narzekają, że zbyt ciepło o tej porze roku. Ten brak zimy doskwiera chyba wszystkim do tego stopnia, że kilku autorów daje też wyraz swojej tęsknocie w świerszczykowych tekstach.

Na przykład Bajetan Hops. Ma nowe kozaki – „wyłożone miękkim kożuszkiem, a na zewnątrz miały długie, gęste włosy” – i tak bardzo chciałby je już założyć na nogi. Niestety nie ma na to pogody… mama przestrzega. Jednak co tam słowa mamy, Bajetan zakłada swoje cudowne buty zimowe i… :)

Śniegu doczekały się w końcu dzieci z opowiadania Wielka kłótnia o Świętego Mikołaja. Było to w dzień po mikołajkach. Pani nauczycielka pozwoliła, by wyszły na dwór i pobaraszkowały na śniegu. W tym czasie Ktoś odwiedził ich klasę i zostawił podarunki. Kto to mógł być? – właśnie o tę kwestię dzieci się pokłóciły. Dodam, że zauroczyła mnie ilustracja przedstawiająca Mikołaja – potężny, na całą stronę, jakby zamyślony!


Dziś chcę więcej napisać o rebusach i zagadkach, ponieważ zazwyczaj o tym nie wspominam. Jest ich tutaj rzeczywiście sporo. Co dla nas najważniejsze to fakt, że niektóre mogą rozwiązywać już najmłodsi – jak moje dzieci – nieznający dobrze liter i cyfr. To proste zadanka – znajdź 10 różnic w obrazkach, poustawiaj obrazki we właściwej kolejności, dobierze element według wzoru… U nas bardzo dobrze sprawdza się też krzyżówka i „Ukryte obrazki”. Te ostatnie uczą spostrzegawczości. Można je też pokolorować i wtedy wychodzi mega kolorowa mozaika:)

Strona „Świerszczyka”

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Holly Webb "Mały Rubi w tarapatach"

Recenzuje Asia Sąsiadek 


Holly Webb wierzy, że zwierzęta potrafią mówić. Jest autorką wielu książek o zwierzętach, bo bardzo je kocha, a w dzieciństwie miała ich sporą gromadkę: dziesięć myszoskoczków, dwa psy i kota… Tylko te informacje o autorce udało mi się znaleźć w Internecie. Jednak, czytając jej opowiadania, dowiedziałam się o niej znacznie więcej. Musi to być niezwykle ciepła i pogodna osoba, bo takie też są jej książki. To opowieści o miłości między dziećmi a zwierzętami. Lektury te są niezwykle ciepłe i radosne, ale poruszają także bardzo ważne kwestie związane z posiadaniem zwierzęcia domowego. Nie inaczej jest w przypadku ostatnio wydanej książeczki Mały Rubi w tarapatach.

Zbliżają się święta, mała Kasia pisze list do Świętego Mikołaja. Marzy o małym piesku, którym mogłaby się zajmować. Po wielu rozmowach rodzice zgadzają się spełnić pragnienie dziewczynki. Kupują jej psa tuż przed świętami. Kasia jest przeszczęśliwa. Mniej zadowolona jest jej starsza siostra, Jola, która obawia się o swojego kotka, Pchełkę. Kasia jest tak zachwycona swoim nowym pupilem, że nie przejmuje się zmartwieniami siostry, wierzy, iż wszystko się jakoś ułoży. Jednak nie wszystko jest tak, jak być powinno. Obawy Joli stają się rzeczywistością. Mały, rozkoszny, ale bardzo ciekawski i żywiołowy szczeniaczek Rubi oraz kotka Pchełka nie odnajdują porozumienia. Szczeniak bardzo chciałby się zaprzyjaźnić z Pchełką, jednak każde ich spotkanie kończy się jakimś konfliktem, jakąś małą domową katastrofą. Każda z dziewczynek broni i popiera swojego pupila. Takie kłótnie stają się niemalże codziennością. Wielka rodzinna awantura zbliża się nieubłaganie. Jednak pewnego dnia, tuż przed samymi świętami Bożego Narodzenia, dochodzi do tragicznego wydarzenia…

Mały Rybi w tarapatach to napisana prostym językiem, niezwykle wzruszająca opowieść o przyjaźni, jaka rodzi się między dzieckiem a zwierzęciem. Niesie ona ze sobą bardzo mądre przesłanie. Autorka, przez opisanie oswajania się szczeniaczka z domownikami oraz kotką Pchełką, uczula na możliwe nieporozumienia oraz problemy, które mogą wyniknąć z posiadania małego psiaka. Podkreśla, jak ważne jest przemyślane przygarnięcie domowego zwierzaka, zapewnienie mu odpowiedniej opieki i miłości. Podpowiada również, jak wybrnąć z kłopotów, które już się wydarzyły.

Czytanie tej opowieści sprawia, że robi się cieplutko i miło. Mały Rubi w tarapatach, moim zdaniem, to pełna emocji, wzruszeń, ciekawych sytuacji i mądrych rad opowiastka. Radzę ją przeczytać każdemu rodzicowi i dziecku, które chce mieć domowe zwierzątko. Na pewno dostarczy wielu cennych informacji i pokaże, że posiadanie na przykład małego ratlerka wiąże się nie tylko z radością, ale i ogromną odpowiedzialnością.

W tej serii ukazały się także:
Wydawnictwo przygotowało również stronę dla dzieci, które polubiły serię - Zaopiekuj się mną!


Możesz kupić tutaj: Mały Rubi w tarapatach 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 128
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Wymiary: 19.8 x 12.8 cm
ISBN: 9788326501388

"Odrębne istoty z własną historią" - artykuł w Rzepie.


Najlepszy prezent na mikołajki? Pięknie wydany tom z oryginalnymi ilustracjami i intrygującym literacko tekstem. Takich wydawnictw jest coraz więcej. Dowód? Wczorajszy finał konkursu Książka Roku 2011.
(...)
Werdykt jury uwypuklił to, co dzieje się dziś na polskim rynku książek dla dzieci i młodzieży. W masie kolorowej, zlewającej się  w jedno oferty wyraźnie widać  nurt książki ambitnej  i oryginalnej edytorsko.
Coraz mocniejszą pozycję zajmują tomy obrazkowe. Bynajmniej jednak nie są przeznaczone dla maluszków. To książki, w których ilustracja współtworzy przekaz, jak choćby w „Pamiętniku Blumki" Iwony Chmielewskiej.
Nagrodzona za ilustracje i tekst, a także wyróżniona za wartości literackie książka jest  autorską  opowieścią o wartościach wcielanych w życie przez  Janusza Korczaka.  Pełnym plastycznych niuansów wspomnieniem czasów, miejsca i mieszkańców Domu Sierot,  założonego i prowadzonego przez Starego Doktora.
Walory plastyczne mocno wspierają też książeczkę „Pies w Krainie Wędrującej Nocy". Adresowana do młodszych dzieci jest przykładem świetnego twórczego porozumienia autorki Joanny Klary Teske z ilustratorką, prywatnie bratanicą Weroniką Teske.
– Znakomita literacko, generująca doskonałą energię baśń. Dużo w niej dobra i wiele  pomysłowych rozwiązań czerpiących ze znanych motywów, ale tworzących zupełnie nową jakość – komentuje Ewa Gruda, przewodnicząca jury literackiego.
Kulturowych odwołań nie brak też w  „Jajku księżyca"  Zofii Beszczyńskiej, wyróżnionym tytułem Książki Roku 2011 dla młodzieży.
– To piękna i poruszająca opowieść o 12-letniej dziewczynce wyruszającej w niepokojącą wędrówkę przez świat. Rzecz z pogranicza łagodnej, czarodziejskiej baśni i mrożącego krew w żyłach horroru – komentuje znawca literatury dla dzieci i młodzieży dr Grzegorz Leszczyński.
Główną nagrodę otrzymały też wysmakowane graficznie  ilustracje Agaty Dudek w książce „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem".

Pełny tekst artykułu Jolanty Gajdy-Zadwornej na stronach Rzepy.

piątek, 9 grudnia 2011

Kate le Vann "W pogoni za marzeniem"


Recenzuje Joangot!

Podczas lektury W pogoni za marzeniem towarzyszyło mi wrażenie, że autorka świetnie rozumie młodych ludzi. Wskazuje na to język, sposób narracji, sposób myślenia głównej bohaterki. Cassidy jest uczennicą gimnazjum, typem samotnika, lubi swoją niezależność. Oczywiście ma dla niej znaczenie przynależność do grupy i akceptacja przyjaciółek, ale kiedy potrzebuje pobyć sama – ukrywa się przed światem. Dużo rozmyśla o relacjach z innymi ludźmi, o tym czy są potrzebne i jak bardzo. Kiedy zaczyna chodzić z chłopakiem z liceum ciągle ma wątpliwości, co tak naprawdę czuje, czy jest szczęśliwa, czy jest akceptowana przez otoczenie. Jej relacja z mamą też nie jest prosta. Kiedy tata od nich odszedł i założył nową rodzinę, one stanowiły jedność, wspierały się wzajemnie. Teraz w życiu mamy pojawił się ktoś nowy i Cassidy traktuje go jak intruza. Jest zaskoczona, gdy podczas kolejnej konfrontacji okazuje się, że oboje patrzą na tę samą sytuację z innej perspektywy i widzą ją zupełnie odmiennie.

Bohaterka przez cały czas dojrzewa, zmienia się jej sposób postrzegania świata. Na początku powieści jest raczej skłonna zgadzać się ze argumentacją innych, bo nie ma własnego zdania. Na kolejnych stronach czytelnik obserwuje jak Cassidy zaczyna dociekać, dowiadywać się u źródła, wysnuwać wnioski i wreszcie formułować własny pogląd, np. w kwestii rozmów o rasizmie, które toczą się na szkolnym forum internetowym.

Autorka opowiada o współczesnej młodzieży w sposób zgodny z rzeczywistością. Życie towarzyskie toczy się także w przestrzeni wirtualnej i obie sfery wzajemnie na siebie oddziałują. Oczywiście książka traktuje także o uczuciu, które rodzi się pomiędzy dwojgiem młodych ludzi, o emocjach, które nimi targają, a tym jak ich relacje są pełne niedomówień, wzajemnych oczekiwań i niuansów, mających szalony wpływ na rzeczywiste wydarzenia. Czytając, przypomniałam sobie sposób myślenia nastoletniego człowieka, który potrzebuje małych dawek adrenaliny wynikających z niedopowiedzeń, aby móc funkcjonować w społeczeństwie. Lektura W pogoni za marzeniem nadaje się w sam raz na zimowy wieczór!

Typograficznie książka nie wyróżnia się z podobnych wydań powieści, ale edytorsko jest poprawna. Akapit Press wydało ją w serii „Love Stories”.
Możesz kupić tutaj: W pogoni za marzeniem 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 200
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Akapit-Press
ISBN: 9788361635314
Tłumaczenie: Karolina Sobiepanek

czwartek, 8 grudnia 2011

Llimós Anna, Creixell Cristina "Plastyka dla dzieci"

Należę do rodziców plastycznie nieuzdolnionych i bez artystycznej wyobraźni. Boleję nad tym dość często:) Jednak jest ratunek! Ogromnie pomocne są blogi uzdolnionych mam (ostatnio namiętnie oglądam też blogi o tym, jak niektórzy urządzają swoje domy), ale i książki z gotowymi pomysłami. Pisałam już o kilku takich pozycjach.

"Domowe laboratorium wiedzy" 
Dorota Dziamska "Filmowe origami, czyli origami płaskie z koła, kwadratu i trójkąta" 
Kristin Dahl, Mati Lepp "Matematyka ze sznurka i guzika" 
Ashley Wood "Origami. Przewodnik po sztuce składania papieru" 
Dariusz Żejmo "Zabawy plastyczne dla przedszkolaków" 

Plastyka dla dzieci to opasłe tomiszcze. Pomysły na artystyczne zabawy zostały posegregowane pod kątem materiału, którego trzeba użyć, i zebrane w dwunastu rozdziałach. Na rozkładówce znajdziemy listę materiałów, które będą nam potrzebne, oraz instrukcję w punktach dopełnioną fotografiami przedstawiającymi kolejne etapy pracy. Propozycje te są naprawdę proste i – co najfajniejsze – pozwalają wykorzystać te materiały, które mamy w domu. Na przykład tekturowe tacki, plastikowe butelki, korki, metale i inne materiały z odzysku. Jest również osobny rozdział poświęcony papier-mâché (masie papierowej).

Więc wzięliśmy się z Jankiem do pracy:) I oto nasze dzieło! Parking!






Możesz kupić tutaj: Plastyka dla dzieci 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Arkady 
Wymiary: 24.0 x 30.0 cm
ISBN: 9788321347424

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Nagrody IBBY 2011

Przyznano nagrody IBBY 2011

Cytuję za Qulturką!

Nagrodę literacką Książka Roku 2011 otrzymały: 
Joanna Klara Teske za książkę dla dzieci Pies w Krainie Wędrującej Nocy (Mimochodem)

Zofia Beszczyńska za książkę dla młodzieży Jajko księżyca (Akapit Press)

Wyróżnienia literackie Książka Roku 2011 otrzymali: 
1. Iwona Chmielewska Pamiętnik Blumki (Media Rodzina)
2. Barbara Ciwoniuk Musisz to komuś powiedzieć (Literatura)
3. Jarosław Mikołajewski Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór (Egmont)
4. Barbara Stenka Masło przygodowe (Literatura)


Nagrodę dla ilustratorów Książka Roku 2011 otrzymały: 
 W kategorii książka obrazkowa
Iwona Chmielewska za ilustracje i tekst Pamiętnika Blumki (wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2011) w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej Pamiętnik Blumki

W kategorii ilustracje:

Agata Dudek za ilustracje do książki Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem Anny Czerwińskiej-Rydel (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2011) według projektu graficznego Małgorzaty Frąckiewicz/Poważne Studio Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem

Jury postanowiło ponadto przyznać wyróżnienie specjalne wydawnictwu Wytwórnia za tom Brzechwa. Wiersze dla dzieci (Warszawa 2010) w mistrzowskim opracowaniu graficznym Macieja Buszewicza, Lecha Majewskiego, Piotra Młodożeńca i Grażki Lange - w uznaniu dla konsekwentnej realizacji projektu edytorskiego wydań klasyki dziecięcej. Brzechwa. wiersze dla dzieci

Nagrodę za upowszechnianie czytelnictwa przyznano Ewie Świerżewskiej - redaktor naczelnej portalu Qlturka.pl! Zarząd PS IBBY docenił jej zasługi na polu popularyzacji czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży, promocji dobrej, wartościowej literatury, a także ułatwiania dostępu do książek dzieciom tego dostępu pozbawionym, m.in. poprzez akcję Dzielę się książkami.

Na uroczystej gali rozdania nagród, wręczono również nagrody za całokształt twórczości - Medale Polskiej Sekcji IBBY.W dziedzinie literatry otrzymała ją Anna Onichimowska, a w dziedzinie ilustracji - Stasys Eidrigevicius.

Jacek Cygan, Ola Woldańska-Płocińska "Cyferki"


Czasem książki trafiają do nas we właściwym czasie. Moja córka akurat ma etap zainteresowania cyferkami (pamiętam, że kiedyś na Fejsie ktoś mi zwrócił uwagę, że cyfra i liczba to nie jest to samo*:)). Mamy kalendarz adwentowy, więc póki co Marta sama musi odszukać cyferki. Ja podpowiadam, cytując najnowszą książkę Jacka Cygana, zilustrowaną przez Olę Woldańską-Płocińską. A Cygan opisuje cyferki cudownie!!!!

Pierwsza stała 
Jedynka, 
chudziuteńka 
jak trzcinka. 

Za nią stała 
Dwójeczka, 
zawijas 
i kreseczka. 

(…) 
A potem 
Piątka, 
cyferka godna,
lecz do niczego nie podobna! 
Choć pewien mądry ślusarz 
niedawno mnie pouczał, 
że dwie złożona Piątki 
tworzą dziurkę od klucza. 
Opisy są sugestywne i pomocne. Moje dziecko nie ma najmniejszego problemu, żeby za pomocą tych wskazówek odnaleźć swoją czekoladkę :P  


Cyferki to wierszowana historyjka o pewnej kolejce na poczcie. Bohaterowie opowieści stoją grzecznie do momentu, gdy pewne Zero wpada w sam środek ogonka i zaczyna się wymądrzać, że ono powinno być pierwsze. Cygan opowiada ciekawie i z humorem. Uczy przy okazji.

Książkę zilustrowała Ola Woldańska-Płocińska. Jej prace są charakterystyczne. To oszczędność, prostota i zdecydowane barwy, choć nie pstrokate.



Możesz kupić tutaj: Cyferki

Ilustracje: Ola Woldańska-Płocińska
Oprawa: Kartonowa
Ilość stron: 20
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Czerwony Konik 
Wymiary: 18 x 18 cm
ISBN: 978-83-933934-0-4


• cyfra to pojedynczy znak graficzny liczby; cyfr jest dziesięć, od 0 do 9;
• liczba to pojęcie matematyczne, wynik liczenia.
(wzięte stąd)

piątek, 2 grudnia 2011

Maria Ewa Letki "Czarusia"


Mam wielką słabość do Marii Ewy Letki. To autorka, która potrafi w prostej opowieści skryć wielkie i głębokie prawdy o człowieku. Zachwyciły mnie swego czasu Zaczarowane historie i Diabełek – opowieści naprawdę mądre, choć z elementami humoru, to jednak nastrajające do refleksji. Czarusia jest pod tym względem pozornie inna. Prawdopodobnie także dlatego, że wpisuje się w cykl „Lubię bajki” wydawnictwa Bajka. Znajdziemy w tej kolekcji proste historyjki pisane w krótkich odcinkach. Są sympatyczne i nieco zabawne, ale nie doszukiwałabym się w nich drugiego dna.

Czarusia to również opowieść w odcinkach. Jej bohaterką jest czarownica Czarosława, która pewnego dnia stwierdza, że byłoby miło znów być dziewczynką. Co to dla czarownicy? Jedno zaklęcie i problem z głowy. Nasza Czarusia szybko zaprzyjaźnia się z dziewczynką o imieniu Natalka i od tego dnia spotykają się i bawią codziennie. A to jeżdżą na rowerku, a to gonią zaczarowaną, niesforną piłkę, a to opiekują się maleństwami (Natalka braciszkiem, a Czarusia Rokitkiem i krasnoludkami), a to dzieci z przedszkola odwiedzają Czarusię w jej zaczarowanej chatce…

Wszystko u tej autorki byłoby dość zwyczajne, gdyby nie kilka niuansów. Na przykład Czarosława bywa smutna. I to nie byle jak, ale głęboko, egzystencjalnie niemal. Albo Czarosława daje w prezencie urodzinowymi gliniane, lekko obtłuczone gąski i gęsiarkę, którymi bawiła się w dzieciństwie, bo lepszego prezentu znaleźć nie może w żadnym sklepie. Bo… Czarusia to opowieść o starości, która to starość rozumie dzieciństwo najlepiej. 


Możesz kupić tutaj: Czarusia  

Ilustracje: Beata Zdęba
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 56
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bajka 
Wymiary: 23.0 x 22.5 cm
ISBN: 9788361824381

Elżbieta Wasiuczyńska "Moja pierwsza księga pojazdów"

Napisała Asia Sąsiadek!



Moja pierwsza księga pojazdów to zbiór obrazków z prostymi poleceniami zachęcającymi do zabawy. Pytania niezwykle angażują już roczne maluchy. Dziecko zachęcane jest do licznych aktywności: liczenia, pokazywania, zastanawiania się czy zmyślania. Poza tym książeczka uczy kolorów, kształtów, nazw zwierząt i maszyn, ale przede wszystkim ogromnie rozwija wyobraźnię.

Jak myślisz, dlaczego królik postanowił polecieć balonem? 
Co może go spotkać w tej podróży? 
Do kogo macha łapką? 

Nieodzownym, dopełniającym elementem są wspaniałe, tętniące życiem ilustracje. Piękne duże obrazki, dzięki którym dzieci poznają nie tylko, jak wyglądają pojazdy, ale także zwierzęta, zostały wykonane z miłych w dotyku materiałów (na pewno rozpoznaję polar), następnie, jak się domyślam, sfotografowane i przeniesione na papier. Są ciepłe i przyjazne. Przedstawiają maszyny, które prowadzone są przez różne zwierzęta. Połączenie pojazdu ze zwierzęciem bywa nieraz na tyle zaskakujące, że i dorośli chętnie zerkają do książeczki. Na jednym z obrazków znajdujemy na przykład pająka jadącego na hulajnodze, na innym koguta prowadzącego wóz strażacki.


Książeczka daje dużo możliwości twórczego czytania, do zabawy w kolorowym świecie. Każda strona, każdy rysunek, każdy tekst to początek długich rozmów z dzieckiem. Za każdym razem możemy opowiadać inna historyjkę.

Moja pierwsza księga pojazdów może stanowić odskocznię od tradycyjnych książeczek dla najmłodszych. Ta z ogromnym poczuciem humoru, niekonwencjonalnymi zestawieniami oraz różnorodnością zachęca dzieci do poznawania świata. Mali czytelnicy chłoną wiedzę, uczą się emocji i rozwijają.

Ogromnym plusem tej publikacji, według mnie, jest jej duży format, duża czcionka i twarda oprawa. Książka idealnie nadaje się dla mojego półtorarocznego synka. Od tygodnia wygrywa z wszystkimi innymi, które stoją na jego półeczce. Jestem przekonana, że to dzięki temu, że jest nietypowa w swym formacie oraz szacie graficznej i że jest tak radosna.


Możesz kupić tutaj: Moja pierwsza księga pojazdów  

Oprawa: Kartonowa
Ilość stron: 16
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont 
ISBN: 9788323753308

czwartek, 1 grudnia 2011

Lech Zaciura "Franek i duch drzewa"

Recenzję napisała Asia Sąsiadek!


Minął już rok od czasu, gdy Franek spotkał szpaka Huberta, odkrył strój czarnoksiężnika, a w nim magiczne przejście do ogrodu. Tam poznał nowych przyjaciół i wspólnie przeżyli wiele przygód. Gdyby spytać Franka, jak było zeszłego lata, odpowiedziałby jednym słowem: „Super!” 

Franek i duch drzewa autorstwa Lecha Zaciery to kontynuacja pierwszej części przygód chłopca o imieniu Franek (Czarodziejskie przygody Franka). Mieszka on w starym domu otoczonym pięknym dużym ogrodem wraz z rodzicami i młodszą siostrą Hanią. Nie może doczekać się wakacji, bo w minione wspaniale spędzał czas ze swoimi przyjaciółmi: szpakami Hubertem i Leną, myszą Kubusiem, małżeństwem żab oraz wiewiórką Basią. Któregoś dnia zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ogród zaczyna umierać! Zieleń blednie, a zwierzęta się wyprowadzają. Franek decyduje się ratować ogród. Chce przywrócić mu dawny blask. Postanawia dowiedzieć się, komu zależy na tym, żeby zniszczyć to niesamowite, piękne i magiczne miejsce. Wyrusza razem z przyjaciółmi na poszukiwanie sprawcy spustoszenia, na walkę z potężnym Drzewiejem, duchem drzewa, który to mści się, wysyłając armie dziwnych stworów dewastujących ogród i wyganiających zwierzęta.

Kim jest tajemniczy Drzewiej? Co zamierza? Dlaczego mści się na ogrodzie Franka? Czy Franek uratuje ogród? Czego dowiedział się o historii domu? Kim jest tajemnicza dziewczyna z Autoportretu J.? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdują się w książce i nie chciałabym pozbawić Was przyjemności odkrywania tych tajemnic.

Franek i duch drzewa to bardzo przyjemna, opowiedziana ładną polszczyzną, historia przygodowa. Autor w subtelny sposób przemyca ciekawą i użyteczną wiedzę o przyrodzie. Można się pokusić nawet o stwierdzenie, że książka ta jest proekologiczna. Zaciura przekonuje czytelników, że nietoperze to nie latające potwory, a sympatyczne i pomocne zwierzątka. Skłania do refleksji. Pokazuje, jak ważne jest dbanie o otaczającą zieleń, o drzewa, o zwierzęta. Z historii płynie przesłanie, że życie zgodne z naturą jest niesamowicie ważne. Pozwala być lepszym człowiekiem. Bez otaczającej, tętniącej życiem przyrody, nie jest możliwe życie na Ziemi. Franek jest swego rodzaju rycerzem w walce o naturę. Dba o otaczający go zielony świat pełen pięknych roślin i zwierząt. Jest obrońcą przyrody.

Elementy realnego zagrożenia przeplatają się z elementami wyobraźni. Żeby zilustrować niebezpieczeństwa dla przyrody, autor wprowadza do historii fantastyczne stwory, które są złą armią ogromnego Drzewieja. Są to na przykład wampikory, które charakteryzują się tym, że zjadają korę z drzew czy łuponie, szkodniki wyglądające jak słonie z trąbą, na której końcu jest młotek. Dzięki wprowadzeniu magicznych stworów autor pokazuje, jaką krzywdę czyni się przyrodzie.

Poza proekologicznym przesłaniem, które uczy szacunku do natury, podobają mi się w tej historii dwa inne przekazy. Po pierwsze, że nie trzeba być wcale zbuntowanym dzieckiem, żeby kreatywnie, wesoło i ciekawie spędzać czas. Można być grzecznym chłopcem, który słucha swoich rodziców i przeżywać wspaniałe przygody. Po drugie, fantastyczne jest to, że chłopiec traktuje wszystkie swoje problemy z zagrożenia zadaniowo. Nie poddaje się, wymyśla sposoby na rozwikłanie problemów.

Wspaniałym dopełnieniem są ilustracje Alicji Rybickiej, zarówno kolorowe, jak i czarno-białe. Doskonale dopełniają historię, stanowią dla niej jakby tło, nie narzucają się czytelnikowi. Franek i duch drzewa to moim zdaniem jedna z lepszych proekologicznych książek dla dzieci, które czytałam w ostatnim czasie. Zachwyca ciepłem i prostotom, propaguje pozytywne wartości. Polecam ją do wspólnego czytania na dobranoc.


Możesz kupić tutaj: Franek i duch drzewa 

Ilustracje: Alicja Rybicka
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 200
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 17.0 x 24.5 cm
ISBN: 9788374375238

poniedziałek, 28 listopada 2011

Magdalena Zarębska "Kaktus na parapecie"

Recenzję napisała joangot!


Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy w sklepach nie było Nutelli, a dzieci spędzały popołudnia na podwórkach, nosząc klucze przy sobie i zostawiając krótkie wiadomości dla rodziców na kartkach? Bohater książki Kaktus na parapecie przenosi się w przeszłości do roku 1979. Podróż ta jest dla niego szokiem. Bo wyobraźcie sobie, że jesteście współczesnym dzieckiem i nagle świat, w którym się znaleźliście wydaje się szary (brak bilbordów na ulicach), komputer zajmuje całe pomieszczenie i można się do niego zbliżać jedynie w specjalnym kombinezonie, bo szkodzą mu zarazki (oczywiście nikt nie trzyma czegoś takiego w domu), a kiedy rodzice kupują nowy telewizor, za którym tato stał w kolejce ponad dobę, jest to powód do zaproszenia gości. Szkoła dla Mikołaja też nie jest miejscem zrozumiałym i znajomym. Za najmniejszy szept do kolegi można otrzymać uwagę, a podczas każdej niemal lekcji mówi się o przyjaźni polsko-radzieckiej. Dzieci jednak są o wiele bardziej niezależne i spędzają czas wspólnie na świeżym powietrzu, radząc sobie świetnie w tej dziwnej rzeczywistości.

Autorka przenosi nas też w przestrzeń miejską Wrocławia sprzed ponad 30 lat. Poznajemy okolice rynku, jedziemy drewnianym tramwajem, robimy zakupy w pedecie (PDT – Powszechny Dom Towarowy), pijemy wodę sodową z saturatora przy ulicy Świdnickiej. Większość ulic ma jednak zupełnie inne nazwy. Mikołaj mieszka na Lawendowej, ale w 1979 roku nosiła ona nazwę Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Książka Magdaleny Zarębskiej bardzo mnie wciągnęła, czytałam niemal jednym tchem. Myślę, że młodego czytelnika fabuła przede wszystkim zaintryguje, warto się więc przygotować do udzielania odpowiedzi na liczne pytania, które mogą zrodzić się w dzieciach. Chwalone już przeze mnie Wydawnictwo Skrzat zadbało o czytelną i zgrabną czcionkę oraz wystarczające światło na marginesach. Ilustracje Agnieszki Siemaniszyn-Konat są czarno-białe, dobrze wkomponowane w tekst, a okładka dla odmiany przyciąga intensywnymi barwami.

Jestem przekonana, że Kaktus na parapecie sprawi naszym dzieciom dużą przyjemność czytania, ale nie tylko. Jest to również lektura, która uczy, opowiadając o życiu dzieci i dorosłych w czasach PRL. A może, tak jak w przypadku Mikołaja, pozwoli współczesnym dzieciom docenić pełne półki w lodówce i wybór towarów w sklepach oraz sprawi, że staną się bardziej przedsiębiorcze i otwarte na relacje społeczne.

Zainteresowani mogą także zajrzeć na blog Magdaleny Zarębskiej.


Możesz kupić tutaj: Kaktus na parapecie  

Ilustracje: Agnieszka Siemaniszyn-Konat
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 240
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat 
Wymiary: 14.0 x 18.5 cm
ISBN: 9788374376785

wtorek, 22 listopada 2011

„Świerszczyk” nr 22/2011


Dziś w swojej roli (matki) poczułam się bardzo zmęczona. Zajmuję się domem i dziećmi 24 godziny na dobę już od siedmiu lat. Jesienny czas to zawsze dla mnie pora trudna, bo mam wrażenie, że obowiązków mi przybywa i świat jakoś tak niemiłosiernie się skurczył. Chwile kryzysu wtenczas przychodzą i próbują mnie łamać. Dziś przydarzył mi się taki moment – dziecko gorączkuje od kilku dni, marudzi, obowiązków 1000… jak to wszystko ogarnąć? Z pomocą przyszedł mi „Świerszczyk”. Naprawdę. Jedno z opowiadań – Czary mamy – spowodowało, że się uśmiechnęłam. Mama głównego bohatera jest doskonała – nie tłucze szklanek, nie gubi zeszytów, nie rozsypuje cukru. Jej syn twierdzi, że to z pewnością jakieś czary. Kiedy pewnego dnia nic jej nie wychodzi, mąż mówi: „Nikt nie jest doskonały”. I rzeczywiście, ja też się często tak spinam, tak próbuję mieć świat dookoła świetnie zorganizowany… czasem jest tych spraw na mojej głowie za dużo. Czasem trzeba sobie po prostu odpuścić.


Jeszcze bardziej spodobała mi się notka w „Chcę wiedzieć więcej…” – „Wokół nas też żyją czarodziejki. (…) Potrafią wyczarować pyszne ciasta i fantastyczne zabawy w domu i w parku. Sprawiają, że alfabet i tabliczka mnożenia same wskakują do głowy, a stłuczone kolano przestaje boleć”. Właśnie! Jaką jestem wyjątkową osobą! Uwierzcie, że wszelkie smuty od razu mi minęły:)

Oczywiście w „Świerszczyku” znajdziemy też teksty o tradycyjnie rozumianych czarodziejkach, na przykład wiersz Rafała Witka Zaczarowany czy opowiastkę Małgorzaty Strzałkowskiej Kwiatki Irenki. Jest też instrukcja, jak zrobić filcowego nietoperza (to tak chyba obok tematu?).

PS
Cudowna okładka i wewnątrz (na wklejkach powyżej) ilustracje Joli Richter-Magnuszewskiej!!!!

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 21 listopada 2011

Mario Vargas Llosa "Fonsito i księżyc"


Nie wiem, o czym dziś pisać recenzję – czy o książce Llosy, czy o szanownej blogosferze. Powinnam o tym pierwszym, ale niesie mnie ku temu drugiemu…

Obawiałam się tej książki. Jeśli przeczytaliście choć jedną książkę Noblisty, doskonale wiecie, że jego pisanie wyrasta z erotyzmu. Bohaterowie Llosy to postaci o pożądliwych oczach. Ha, żeby tylko… jego postaci bawią się seksem, wchodzą w wyuzdanie i perwersję. Autor wznieca ogień pożądania tak w bohaterach, jak i – koniec końców – w czytelniku. Trudno mi było sobie wyobrazić, że Llosa umie się powstrzymać, że potrafi zapanować na swoim rozbuchanym piórem, pisząc rzekomo dla dzieci. Dlatego z lękiem czytałam Fonsito i księżyc. Po lekturze pozostał mi pewien niesmak.

Jestem pewnie jedyną osobą na świecie, która nie będzie się rozpływała nad Fonsitem.... Z ogromną ciekowością przejrzałam blogosferę, aby zobaczyć, jak czytają inni. To, co mnie ruszyło najbardziej, to infantylizm czytających. Rozumiem, że można nie wyłapać kontekstów – nie wszyscy muszą znać twórczość Llosy. Bo spieszę tu donieść, że Fonsito… koresponduje z Pochwałą macochy i Dziennikami don Rigoberta. Że Fonsito, ten uroczy cherubinek (także ten z okładki), to niezły drań. Bo jeśli ktoś potrafił zbałamucić macochę, nawiązać z nią relację więcej niż czułą, to cóż może oznaczać chęć zdobycia pocałunku (w policzek) najładniejszej dziewczynki w klasie. Serce Fonsita bije w piersi i w jednym, i w drugim przypadku bardzo mocno…

Przecież nie trzeba tak czytać, przecież nie trzeba być wobec autora aż tak nieufnym i podejrzliwym – powiecie. Przesadzam – powiecie. Oczywiście, że mogłabym czytać na poziomie: „z miłości człowiek potrafi zrobić nawet to, co zdaje się niewykonalne” (o jakiej miłości w przypadku dziecka, które chce pocałować koleżankę mowa?) albo „autor zachęca nas do odkurzania własnych wspomnień”… I że to piękny podarunek dla osoby ukochanej. Dla mnie Llosa jest mistrzem prowokacji i wodzenia czytelnika za nos. Bo kiedy czytasz jego książkę, to wydaje ci się, że wszystko jest w najlepszym porządku, jest zabawnie i przyjemnie, a na końcu okazuje się, że siedzisz po uszy w szambie. Podobnie zresztą jak i jego bohaterowie.


Możesz kupić tutaj: Fonsito i księżyc 

Ilustracje: Katarzyna Borkowska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324017409
Tłumaczenie: Marzena Chrobak

Nominacje do IBBY 2011

14 listopada 2011 r. obradowało w Warszawie jury konkursu Książka Roku 2011, organizowanego przez Polską Sekcję IBBY. Członkowie jury zapoznali się z dorobkiem wydawniczym ostatniego roku (listopad 2010 – październik 2011).

Jury literackie w składzie: Ewa Gruda (przewodnicząca), Małgorzata Kąkiel, Weronika Kostecka

nominowało do nagrody literackiej:



1. Paweł Beręsewicz A niech to czykolada! (Stentor-Kora, Warszawa 2011)
2. Zofia Beszczyńska Jajko księżyca (Akapit Press, Łódź 2011)
3. Iwona Chmielewska Pamiętnik Blumki (Media Rodzina, Poznań 2011)
4. Joanna M. Chmielewska Neska i srebrny talizman (Amea, Liszki 2011)
5. Barbara Ciwoniuk Musisz to komuś powiedzieć (Literatura, Łódź 2010)
6. Joanna Jagiełło Kawa z kardamonem (Literatura, Łódź 2011)
7. Adam Jaromir Słoniątko (Muchomor, Warszawa 2010)
8. Olga Masiuk Lenka, Fryderyk i podróże (Literatura, Łódź 2011)
9. Jarosław Mikołajewski Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór (Egmont,
Warszawa 2011)
10. Katarzyna Pranić Ela-Sanela (Stentor-Kora, Warszawa 2011)
11. Katarzyna Ryrych Wyspa mojej siostry (Stentor-Kora, Warszawa 2011)
12. Barbara Stenka Masło przygodowe (Literatura, Łódź 2011)
13. Kazimierz Szymeczko Czworo i kości (Literatura, Łódź 2011)
14. Joanna Klara Teske Pies w Krainie Wędrującej Nocy (Mimochodem,
Lublin 2011)
15. Przemysław Wechterowicz Bum! Bum!! Bum!!! (G+J Gruner+Jahr Polska,
Warszawa 2011)

Jury graficzne w składzie: Małgorzata Cackowska (przewodnicząca), Tomasz Ciecierski i Maria Ryll
nominowało do nagrody:


w kategorii książka obrazkowa
1. Jan Bajtlik za ilustracje i tekst książki Europa pingwina Popo (wydawnictwo
Dookoła Świata, Kutno 2011)
2. Iwona Chmielewska za ilustracje i tekst Pamiętnika Blumki (wydawnictwo
Media Rodzina, Poznań 2011) w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej
3. Aleksandra Woldańska-Płocińska za ilustracje, projekt graficzny i tekst
książki Pierwsze urodziny prosiaczka (wydawnictwo Czerwony Konik, Kraków
2010)
4. Magda Wosik i Piotr Rychel za książkę autorską O, ja cię! Smok w krawacie
(wydawnictwo Bajka, Warszawa 2011)

w kategorii ilustracje
1. Maciej Buszewicz, Lech Majewski, Piotr Młodożeniec i Grażka Lange za
ilustracje tomu Brzechwa. Wiersze dla dzieci
z okładką i stronami tytułowymi projektu Grażki Lange (wydawnictwo Wytwórnia,
Warszawa 2010)
2. Gabriela Cichowska za ilustracje do Słoniątka Adama Jaromira (wydawnictwo
Muchomor & Gimpel Verlag, Warszawa 2010)
3. Ola Cieślak za ilustracje i opracowanie graficzne książki Powidoki z tekstem
Tiny Oziewicz (wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2010)
4. Joanna Concejo za ilustracje do książki Dym Antóna Fortesa w przekładzie
Beaty Haniec (wydawnictwo Tako, Toruń 2011)
5. Dominik Cymer i Rafał Szczepaniak za ilustracje do książki Kropka pe el.
Przewodnik po Polsce dla dzieci z tekstem Andrzeja Paulukiewicza (wydawnictwo
Dwie Siostry, Warszawa 2011)
6. Agata Dudek za ilustracje do książki Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem
Anny Czerwińskiej-Rydel (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2011 według
projektu graficznego Małgorzaty Frąckiewicz/Poważne Studio
7. Agata Dudek i Małgorzata Nowak za ilustracje i projekt graficzny książki Kto
to widział? Przewodnik dla dzieci po Łazienkach Królewskich z tekstem Izabeli
Koczkodaj (wydawnictwo Dwie Siostry i Ośrodek Edukacji Muzealnej Muzeum
Łazienki Królewskie, Warszawa 2011)
8. Marta Ignerska za ilustracje i projekt graficzny do książki Alfabet
Przemysława Wechterowicza (Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków
2011)
9. Marianna Oklejak za ilustracje do książek Janusza Korczaka Król Maciuś I i
Król Maciuś na wyspie bezludnej (wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011) oraz za
ilustracje i projekt graficzny książki Bum! Bum!! Bum!!! z tekstem Przemysława
Wechterowicza (wydawnictwo G+J Gruner+Jahr, Warszawa 2011)
10. Józef Wilkoń za ilustracje do książki Rzecz o tym, jak paw wpadł w staw do
tekstu Agnieszki Wolny-Hamkało (wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2011

Informacja pochodzi ze strony IBBY

piątek, 18 listopada 2011

Danuta Zawadzka seria "Tea Time Stories"

Rodzicom, którzy uczą swoje dzieci języka angielskiego od najmłodszych lat, proponuję dziś niewielkich rozmiarów książeczki z historyjkami w tymże języku. W zasadzie są to mini komiksy. Bohaterem prowadzącym serię jest imbryczek, który w porze "five o'clock" opowiada nam ciekawą historię. Do książeczki dołączona jest płyta - czyta Kevin Aiston.

Poniższe informacje pochodzą od wydawcy:

Benjamin the Bear Bakes a Cake 


Bohaterem tej czytanki jest miś Benjamin. Pewnego dnia postanawia zaprosić przyjaciół na popołudniową herbatkę. A ponieważ jest bardzo gościnny, chce upiec dla nich pyszne ciasto. Czy wszystko uda się tak, jak to sobie zaplanował?..

Cathy the Mouse Is Sad at Night 


Cathy jest małą wesołą myszką, która często się uśmiecha. Ale gdy nadchodzi noc, robi się smutna, bo… boi się ciemności! A Cathy bardzo nie lubi się bać. Pewnego dnia postanawia to zmienić i prosi o pomoc swoich przyjaciół...

George the Kitten Goes on Holiday


Kotek George wyjeżdża na wakacje i pakuje torbę podróżną. Wkrótce przyjeżdża taksówka, która ma zawieźć go na lotnisko. Kotek bardzo się spieszy. Nie chce spóźnić się na samolot. Żegna się z rodziną i pędzi do taksówki. Czy zabrał wszystko, co jest potrzebne w podróży, i czy udało mu się spędzić miłe wakacje?...

Milly the Monkey Likes Bananas 


Milly to mała sympatyczna małpka, która uwielbia banany. Niestety, banany nie smakują jej przyjaciołom. Małpka nie rozumie dlaczego. Martwi się, że skoro przyjaciele nie lubią bananów, to nie lubią także jej. Jak Milly poradziła sobie ze swoim zmartwieniem?...

Wydawnictwo SKRZAT

Możesz kupić tuta: Banjamin…
Cathy… George… Milly…